|
NIECAŁE
STO LAT
”Blast
To Freeze. Sztuka
brytyjska w dwudziestym wieku” to tytuł wystawy, prezentowanej
obecnie w Muzeum Sztuki w Wolfsburgu. Wystawa jest przedsięwzięciem
monumentalnym a może nawet i epokowym, nie tylko dlatego,
że jest największą, dotychczasową retrospektywą
sztuki brytyjskiej poza Wielką
Brytanią. Brytyjska artystyczna masa i klasa, pokazana
w mieście Volkswagena i przez Volkswagen Financial Services
AG sponsorowana, powoduje chwilowy zawrót głowy.Prawie
110 artystów i artystek i ponad 350 prac, wypożyczonych
od europejskich i amerykańskich muzeów, galerii i kolekcjonerów,
ponadto imponująca scenografia słynnego architekta
Davida Chipperfielda (ur. 1953), który na sufitach wolfsburskiego
muzeum zawiesił płachty białego, lejącego
się materiału, sprawiają, że jego sale wydają
się być zwiewne, miękkie i lekkie, tak że
zwiedzanie tej ekspozycji jest niezwykłym przeżyciem
poznawczym, estetycznym i zmysłowym. Dzięki wyrafinowanej
scenografii Chipperfielda rzuca się w oczy, że sztuka
brytyjska jest stonowana, wyciszona i - mimo garści
znanych nazwisk - dalece nieznana, może dlatego, że
(szczególnie w pierwszej połowie ubiegłego wieku)
była tworem nie zawsze w pełni oryginalnym.
Wiertnicza
pneumatyka i śmiertelna elektryka
Zwiedzanie
wystawy sztuki brytyjskiej dwudziestego wieku rozpoczyna się
na drugim piętrze i kończy się na parterze liczącego
ponad trzy tysiące metrów kwadratowych Muzeum Sztuki w Wolfsburgu.
Początek dwudziestego wieku zapowiada monumentalny “Rock
Drill” (“Wiertacz skał”) Jacoba Epsteina (1880 - 1959), rekonstrukcja
jego rzeźby z lat 1913 -1915: przykuty do pneumatycznej wiertarki
człowiek-maszyna, symbol znajdującej się wówczas
jeszcze w powijakach industrializacji. Koniec dwudziestego wieku
markuje równie monumentalna szklana klatka, znana instalacja
“A hundred years” (“Sto lat”) Damiana Hirsta z 1990 roku:
wylęgarnia much, karmionych wodą z cukrem, które w słodkim
błogostanie lecą do elektrycznej pułapki na niechybną
śmierć, ale za to z pełnym żołądkiem.
Te dwa dzieła symbolicznie zakreślają ramy ubiegłego
wieku, nazwanego przez brytyjskiego historyka Erica Hobsbawma
(ur. 1917) “krótkim dwudziestym wiekiem”, bo rozpoczął
się on tak naprawdę dopiero w 1914 roku od wybuchu pierwszej
wojny światowej i zakończył się już na
początku lat dziewięćdziesiątych po rozpadzie
imperium sowieckiego i wygaśnięciu zimnej wojny.
Od
wortycyzmu na szczyty modernizmu
“Blast
To Freeze” jest tytułem programowym, nawiązującym
do wydarzeń, rozpoczynających i kończących
“krótki dwudziesty wiek” sztuki brytyjskiej. Jego początek
wyznacza czasopismo awangardowe “Blast!” (co można przetłumaczyć
jako sygnał, eksplozję, detonację), wydawane
w 1914 roku przez grupę literacko-artystyczną, określającą
się mianem wortycystów, zaś
koniec legendarna już dziś wystawa “Freeze” (marznąć,
zamieniać się w sopel lodu), którą z inicjatywy
Damiena Hirsta w 1988 roku zorganizowali studenci londyńskiego
Goldsmiths College of Art w wolnostojącej,
zaniedbanej sali sportowej londyńskiej dzielnicy Docklands.
Był to początek formacji, zwanej “Young British Art”.
Jej nazwa, wymyślona przez Charlesa Saatchi, magnata reklamowego
i kolekcjonera, stała się symbolem twórczej energii
pokolenia, które na parkiety sztuki wkroczyło pod koniec
lat osiemdziesiątych i szturmem zdobyło czołowe
pozycje w międzynarodowym rankingu artystycznym, głównie
dzięki protekcji i zakupom majętnego sponsora i miłośnika
chodliwej sztuki. “Freeze” było
tymczasowym szczytem i punktem końcowym w rozwoju artystycznego
modernizmu w Wielkiej Brytanii, który zgodnie z tezą organizatorów
wolfsburskiej wystawy, dyrektora Muzeum Sztuki Gijsa van Tuyla
(ur. 1941) i Henry Meyrica Hughesa (ur. 1942), byłego dyrektora
Hayward Gallery w Londynie, rozpoczął się podczas
pierwszej wojny światowej od wspomnianego wortycyzmu. Pod
tą nazwą, pochodzącą od łacińskiego
rzeczownika “vortex” (“wir”) występował
ruch literatów i artystów, brytyjskie wydanie futurystów i kubistów.
Grupa, skupiona wokół Jacoba Epsteina i Percy Windhama
Lewisa (1882 - 1957) założyła w 1914 roku czasopismo
“Blast, review of the great English vortex”, odcinające
się od obowiązujących wówczas w Wielkiej Brytanii
kierunków literackich i artystycznych, nawiązujących
do romantyzmu. Mimo że wortycyści działali stosunkowo
niedługo, ich wpływ na
artystów lat dwudziestych i trzydziestych był ogromny,
starali się oni bowiem stworzyć specyficzną,
angielską formę awangardy.
Stonowane
dowody artystycznej mody
O
tym, że niezupełnie im się to udało, przekonać
się można na wystawie “Blast to Freeze”. Dokonania
malarskie lat dwudziestych, trzydziestych, czterdziestych aż
po późne lata pięćdziesiąte są raczej
mało oryginalnymi przykładami obowiązujących
wówczas w Europie, głównie we Francji, Włoszech i
Hiszpanii kierunków i mód artystycznych. Komu nieobce są
dzieła Marinettiego, Matisse’a, Legera, Braque’a, Salvatore
Dali, Laurensa, Magritte’a i innych wiodących modernistów,
dla tego prace ich brytyjskich kolegów są mało odkrywcze
i nie dorównują oryginałom. Brytyjskie -izmy pierwszej
połowy dwudziestego wieku nie są mocną stroną
tej sztuki, obrazy i rysunki sprawiają wrażenie
dčja vu. Jedyne, co uderza w tych pracach, to niezwykle stonowana
kolorystyka: miała być detonacja, a skończyło
się na ledwo słyszalnym tupnięciu. Malarstwo
brytyjskie pierwszej połowy minionego stulecia z dzisiejszej
perspektywy ma przede wszystkim znaczenie historyczno-dokumentalne,
jest historycznym dokumentem, wyrazem europejskości i ponad
narodowej uniwersalności tej sztuki. Jest dowodem na to,
że szczególnie począwszy od lat trzydziestych była
sztuką otwartą na docierające głównie z
Paryża nowości: abstrakcję, z jej czołowymi
brytyjskimi przedstawicielami, Benem Nicholsonem (1894 -1982)
i jego drugą żoną Barbarą Hepworth (1903
- 1975), którzy przyłączyli się do paryskiej
grupy “Abstraction-Création” i surrealizm, którego główny
brytyjski eksponent Roland Penrose (1900 - 1984) należał
do kręgu artystyczno-literackiego, skupionego wokół
ojca surrealizmu, André Bretona. Dość mocną stroną
malarstwa brytyjskiego pierwszej połowy dwudziestego wieku
wydaje się być figuratywność: począwszy
od przejmujących obrazów batalistycznych Christophera Nevinsona
(1889 - 1946) i wojennych rysunków Percy Wyndhama Lewisa z lat
1915-1919, poprzez foto realistyczne akty i portrety Stanley
Spencera (1891 - 1959) z lat trzydziestych w stylu “Nowej Rzeczowości”,
którego kontynuatorem wydaję się być w prostej
linii Lucian Freud. Malarstwo brytyjskie pierwszej połowy
dwudziestego wieku nie zaskakuje ani nie pozwala na szczególne
odkrycia, chyba poza Humphreyem Jenningsem (1907 - 1950). Jego
niewielki rysunek ”Komoda ze szwajcarską roladą” z
1936 roku wydaje się być prekursorem pop artu, kierunku,
który faktycznie spowodował, że sztuka brytyjska (poza
Henry Moorem i Francisem Baconem), wkroczyła na arenę
międzynarodową. Ale nastąpiło to dopiero
na początku lat sześćdziesiątych.
Niekwestionowani
mistrzowie przestrzeni
Innymi
odkryciami, jakich dokonać
można na wystawie “Blast To Freeze”, są niewielkie rzeźby
z serii ”Figur” Henry Moore’a (1898 - 1986) z połowy i końca
lat trzydziestych, gładkie konstrukcje z brązu, połączone
metalowymi linkami a także drewniane i kamienne formy Barbary
Hepworth z tego samego okresu. Wydaje się, że to właśnie
ci rzeźbiarze, spadkobiercy Jacoba Epsteina i Henri’ego Gaudiera-Brzeski
(1891 - 1915), który w 1911 roku przeniósł się z Paryża
do Londynu, najbardziej twórczo i oryginalnie kontynuowali dzieło
poprzedników, osiągając niekwestionowane po dziś
dzień mistrzostwo. Najbardziej oryginalnymi dokonaniami sztuki
brytyjskiej, poza sztandarowym Francisem Baconem (1909 - 1992),
Lucianem Freudem (ur. 1922), Davidem
Hockneyem (ur. 1937), Gilbertem&George (ur. 1943 i 1942)
i ”New Brit Artystą” Garry Humem (ur. 1962), są
bowiem formy przestrzenne, bez względu na to, czy są
to tradycyjne rzeźby Eduarda Paolozzi (ur. 1924) i Barry
Flanagana (ur. 1942), czy mniej lub bardziej tradycyjne przestrzenne
instalacje Anthony’ego Caro (ur. 1924), Philipa Kinga (ur. 1934),
Richarda Hamiltona (ur. 1922), Williama
Tuckera (ur. 1935), Tony Cragga (ur. 1949), Richarda Deacona (ur.
1949), Anisha Kapoora (ur. 1954), Rachel Whiteread (ur. 1963)
lub Damiana Hirsta (ur. 1965).
Prawdziwy
start to pop art
Pierwsza
część wystawy ”Blast To Freeze” ma, jak wspomniałam,
charakter historyczno-dokumentalny. Jest to rodzaj antykwariatu
z eksponatami pokrytymi patyną historii, nadgryzionego zębem
czasu. Szerokiego oddechu, rozmachu, koloru i wigoru sztuka brytyjska
nabiera dopiero na początku lat sześćdziesiątych,
wraz z nadejściem pop artu. Na pierwszym piętrze Muzeum
Sztuki w Wolfsburgu zaczyna się, w każdym razie dla
mnie, najciekawszy odcinek dwudziestowiecznej ekspozycji. Pulsujące
obrazy Bridget Riley (ur. 1931), kolaże Petera Blacka (ur.
1932), pastelowe obiekty Philipa Kinga i zabawne konstrukcje Eduardo
Paolozziego, który zdaje się
z powodzeniem wyzbył się towarzyszących mu w latach
pięćdziesiątych ambicji bycia Neo-Giacomettim sprawiają,
że brytyjską sztukę z tamtego okresu ogląda
się jak ”Kolorową książkę” Pauliny Boty
(1938 - 1966). Ten jej obraz z 1963 roku (”My colouring book”)
a także namalowaną rok wcześniej ”England’s Glory”
Dereka Boshiera (ur. 1937) udostępniło na wolfsburską
wystawę Muzeum Sztuki w Łodzi.
Kuźnia
kadr Brit Art
W
latach sześćdziesiątych tkwią także
korzenie sztuki brytyjskiej następnej dekady: land artu
Richarda Longa (ur. 1945), minimalizmu i konceptualizmu Richarda
Hamilltona (ur. 1922), Michaela Craiga-Martina (ur. 1941), Gilberta&George
i grupy Art&Language (z której ”Leninem według Pollocka”,
pokazywanym na wystawie ”Sztuka po sztuce” w Bremie,
także i w Wolfsburgu można obcować).
Z kolei ”New British Sculpture”, nowa rzeźba brytyjska,
rozwijająca się w latach osiemdziesiątych za
sprawą Tony Cragga, Richarda Deacona i Anisha Kopora, którzy
dziś zaliczani są do czołówki międzynarodowych
rzeźbiarzy, utorowała drogę pokoleniu ”Freeze”
na liczące się w świecie parkiety sztuki. Zarówno
poprzednicy jak ich następcy wyszli bowiem z wiodącej
kuźnią kadr artystycznych, jaką od przełomowego
1968 roku jest londyńskie Goldsmith College of Art, którego
profesorem był od 1973 do
1988 roku Michael Craig-Martin, znany kontestator i konceptualista,
znający się doskonale na technice artystycznego marketingu.
Jego studenci, rzeźbiarka Rachel Whiteraed, malarz Garry
Hume i Damien Hirst kończą w Wolfsburgu krótki wiek
brytyjskiej sztuki. Są to jak wiadomo artyści z sensacyjnej
kolekcji Charlesa Saachi, który w porę zrozumiał,
że u schyłku ubiegłego stulecia reklama stała
się najważniejszą ze sztuk.
Jako
że ”Blast To Freeze”
jest przedsięwzięciem o wiekowym rozmiarze
i bilateralnej, państwowej wadze, patronat nad wystawą
objęli przywódcy Wielkiej Brytanii i Niemiec. Życzliwe
słowa premiera Tony Blaira i kanclerza Gerharda Schrődera
zamieszczone są we wstępie do niezwykle udanego katalogu
wystawy, istnej kopalni wiedzy o sztuce brytyjskiej w dwudziestym
wieku, jej aspektach historycznych, socjologicznych, politycznych,
towarzyskich i jej związkach ze sztuką międzynarodową.
Ale najlepszy nawet katalog nie jest w stanie oddać ducha
tej wystawy - jednego z najciekawszych, tegorocznych wydarzeń
artystycznych w Niemczech, które doszło do skutku również
dzięki pomocy Jacka Ojrzyńskiego i Marii Morzuch z
Muzeum Sztuki w Łodzi. Jedynego muzeum z naszej części
Europy, które na ”Blast To Freeze” wypożyczyło dwa
brytyjskie obrazy z początku lat sześćdziesiątych
krótkiego dwudziestego wieku.
Text:
Urszula
Usakowska-Wolff
RASTER
Nr 29 z 28.10.2002
Katalog
wystawy w niemieckiej i angielskiej wersji językowej ma
370 str., 168 reprodukcji barwnych i 200 reprodukcji biało-czarnych,
wydany został przez Verlag Hatje Cantz, 2002.
W
Muzeum Sztuki w Wolfsburgu kosztuje 39 €; w księgarniach
49,80 €.
Po
pobycie w Wolfsburgu „Blast To Freeze” zostanie pokazana w Musée
d’art Moderne Les Abattoir w Tuluzie.
Dalsze
informacje:
http://www.kunstmuseum-wolfsburg.de/
|
|