Istnienia godne (s)tworzenia

Koty mają na imię Zula, Maciek i Kołek, psy nazywają się Czakra i Myszka, a ten z filmu Tarkowskiego pod tytułem "Stalker" jest bezimienny. Należy przypuszczać, że są szczęśliwymi zwierzętami domowymi, oddanymi w dobre ludzkie ręce, które je karmią, głaszczą, tresują a niekiedy i karcą za to, że nie udało im się wpoić prawdziwie "ludzkich" zachowań. Oprócz tego nic ich ze sobą nie łączy, bo ze względu na miejsca zamieszkania nie mają zbytnich szans na spotkanie, a już na pewno nie z bezimiennym towarzyszem Stalkera, który - jako że psie życie jest zbyt krótkie - przebywa już najprawdopodobniej w stosownym niebie.

Urszula Usakowska-Wolff

Imiona tych i innych zwierząt domowych świadczą o antropomorficznych, humorystycznych bądź światopoglądowych skłonnościach ich pań i panów do nazywania ulubieńców po imieniu. Są też być może wyrazem osobowości zadomowionych czworonogów. Osobowości, czyli zbioru charakterystycznych, indywidualnych i niepowtarzalnych cech, zgodnie z obowiązującym przekonaniem zastrzeżonych tylko i wyłącznie dla ludzi. To, że Zula, Maciek, Kołek; Myszka, Czakra lub też każda inna poszczególna, nawet jeżeli bezimienna istota spoza gatunku ludzkiego, jest osobna, niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju, nie trafia do naszej świadomości. Bo świadomość to przecież też typowa ludzka cecha.

 
© Golec & Czekalska: AVATAR  III Ag. Myszka". Srebro, plexi. Nassauischer Kunstverein Wiesbaden, 2000

Golec & Czekalska: "AVATAR III Ag. Pies Myszka. Srebro, plexi.
Nassauischer Kunstverein Wiesbaden, 2000


Zulę, Maćka, Kołka, Czakrę, Myszkę, a w przyszłości zapewne także i inne nazwane po imieniu lub bezimienne stworzenia, łączy jednak coś szczególnego: to zamiłowanie Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca do pokazywania istot, które w tym życiu pojawiły się w niekorzystnej postaci podrzędnego w stosunku do ludzi gatunku biologicznego. To właśnie one są tytułowymi postaciami fotografii łódzkich artystów i dzięki nim mają prawo wstępu do i na parkiety sztuki, aby znieruchomieć następnie na ścianach sal wystawowych.

O ile klasyfikacja tytułowych postaci, widniejących na fotografiach Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca nie sprawia żadnych problemów: są to bowiem wydobyte z anonimowości, indywidualne i niepowtarzalne (choć dzięki właściwościom tego medium w zasadzie nieskończenie powtarzalne) odbitki fotografowanych - w przeznaczonych dla ludzi przybytkach sztuki i kultu religijnego - zwierząt, o tyle próby jednoznacznego zaszeregowania artystycznego ich twórców są skazane na niepowodzenie. Nie ulega wątpliwości, że rezultatem ich działań są konkretne, niekiedy bardzo malarskie, ale zawsze niezwykle wyciszone fotografie, bo tym właśnie medium się najchętniej posługują; są one jednak wynikiem starannych i z góry zaplanowanych interdyscyplinarnych, przestrzennych inscenizacji, które też nie do końca są inscenizacjami.

 
© Golec & Czekalska, Columbarium, braz,  Pies Sokól w Muzeum Xawerego Dunikowskiego,  Warszawa, 1998

Golec & Czekalska, Columbarium, braz,
Pies Sokó
ł w Muzeum Xawerego Dunikowskiego,
Warszawa, 1998

 
Wspólne trwanie na drugim planie

Jak każda inscenizacja, również i ta w reżyserii Czekalskiej i Golca, rozgrywa się w stosownych kulisach. Tymi kulisami są katedry i muzea, czyli miejsca kultu i kultury wysokiej, przeznaczone dla religijnych i kulturalnych ludzi. Wprowadzając do uświęconych i uduchowionych wnętrz koty i psy, wkraczają na obszar podwójnie tabuizowany: to zona ludzkiej duchowości, dla żywych zwierząt zastrzeżona, bo wypchane i z brązu odlane można oglądać w różnych muzeach i kościołach, nie mówiąc o kiełbasie w wielkanocnej święconce. Sprowadzają też zwierzęta do ludzkich wymiarów: w monumentalnych, przeładowanych bądź pustych wnętrzach człowiek jest równie znikomy, mało istotny i samotny jak Zula w łódzkiej katedrze i Kołek w Muzeum Sztuki w Łodzi. To nie tylko pies Stalkera, ale i Stalker jest na drugim planie.

Katedry i muzea mają ze sobą wiele wspólnego: wystawia się w nich na pokaz przedmioty kultu religijnego i artystycznego. Obrazy, ołtarze, krucyfiksy, rzeźby i inne mniej lub bardziej kultowe rekwizyty wypełniają uduchowione wnętrza, zachwycają, przerażają, toną w masie dzieł. Mimo że ich pierwotnym zadaniem jest skłanianie do medytacji, to w całej swej przytłaczającej masie rozpraszają, bo w przedmiotowej mnogości nie ma miejsca na ducha świętości. Konfesjonalna i muzealna sakralność jest pozorna, pozorowana i na każdym kroku w masie profanowana. Tatiana Czekalska i Leszek Golec są artystami muzealnymi, bo jako artyści muszą chcąc nie chcąc zaistnieć, czyli wystawiać w miejscach, zwanych muzeami. Ich muzealne działania są jednak zaprzeczeniem muzealności, bo odbywają się w pustych, pomalowanych na biało wnętrzach, w których znajdowały się przedtem i będą się znajdować potem właściwie tym miejscom obiekty, wyniesione na ołtarze sztuki. Na okres ich wystawy wędrują one do depozytu. Pokazują więc, że przeznaczenie danego miejsca jest sprawą umowną i względną, gdyż pusta sala muzealna jest tak samo pusta, jak każda inna pusta sala. O umownym przeznaczeniu miejsca decydują jedynie rekwizyty. Dziś, w naszym przeładowanym przedmiotami i wizualnymi bibelotami świecie, pustkę też trzeba inscenizować i aranżować. Pretekstem do aranżacji pustki jest wystawa.

 
© Golec & Czekalska: AVATAR I AU, kot Maciek, zloto, jedwab, Palac Józefa Brandta, Oronsko, 2000

Golec & Czekalska: AVATAR I AU, kot Maciek
z
łoto, jedwab, Pałac Józefa Brandta,
Oro
ńsko, 2000


Skłonności kulturalnej publiczności

Każda wystawa jest wynikiem określonego, indywidualnego procesu twórczego. Pokazuje jego tymczasowe efekty końcowe: artystyczne dzieła, zgromadzone w jednym miejscu i do publicznego obejrzenia za jednym zamachem. To co tygodniami, miesiącami a niekiedy i latami powstawało w skupieniu lub chaosie własnego umysłu, mieszkania, pracowni, w znanym otoczeniu lub w obcości podróży, na okres wystawy staje się własnością publiczności. Wystawa jest pretekstem do pokazania gotowych dzieł sztuki - końcowych efektów procesu twórczego. Nic, albo bardzo niewiele mówi zazwyczaj o jego początkach.

Dla Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca każda wystawa jest pretekstem do zapoczątkowania kolejnych dzieł, na które złożą się fotografie z wystawy. Wystawa nie jest więc celem samym w sobie, ale środkiem, wkalkulowanym w proces twórczy początkiem nowego dzieła. Ponieważ sztuka jest przedmiotem zainteresowania szczególnie uwrażliwionej, bądź chcącej za taką uchodzić, kulturalnej publiczności, taka właśnie publiczność najczęściej odwiedza ekspozycje sztuki. Pierwszoplanowymi postaciami kolejnych dzieł łódzkich artystów są więc przedstawiciele kulturalnej publiczności: psy i koty.

Udział owych zwierząt w wystawach Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca jest elementem inscenizacji, w wyniku której powstanie pierwszoplanowe zdjęcie z wystawy. Jest jednak zarazem wynikiem spontanicznej sytuacji, gdyż zachowanie psów i kotów nie jest przez artystów reglamentowane, to znaczy, że nie zmuszają oni swoich modeli do przyjmowania wytresowanych póz i ludzkich zachowań, choć zwierzęta, podobnie jak ich ludzie, lubią pozować. Jednak ci artyści nie antropomorfizują zwierząt, nie wymagają od nich bycia artystycznym wcieleniem Lessie, Szarika lub komisarza Rexa, bo wiedzą, że tam, gdzie kultura, niepotrzebna jest tresura, a poza tym pies i kot to i tak - często nawet lepszy niż - człowiek. Biegające po salach wystawowych zwierze jest być może widokiem niecodziennym, ale tylko w pierwszej chwili: po radosnym ożywieniu, spowodowanym przebywaniem w nowym otoczeniu, robi to, co ma w zwyczaju: paraduje jak Maciek w pałacu Józefa Brandta w Orońsku, siedzi samotne jak Kołek w Muzeum Sztuki w Łodzi, przemyka jak Myszka w Wiesbaden, odwraca się tyłem do "Zająca" Barry Flanagana w Zachęcie, jak na Czakrę-Wegetariankę przystało. Na salonach sztuki zwierzęta zachowują się tak samo jak ludzie, którym towarzyszą na co dzień, dzieląc ich powszedniość i odświętność, przyzwyczajenia i upodobania.

 
© Golec & Czekalska: AVATAR I Au, Zloto standard 583; szklo; ceramic plinth; 1996.  Kot: Kolek. Zjonizowane powietrze
Golec & Czekalska: AVATAR I Au
Złoto standard 583; szklo; ceramic plinth; 1996
Kot: Kołek
Zjonizowane powietrze

 
Wcielenia postaciowego istnienia

Pisząc o fotografiach Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca, które - jak wspomniałam - są tymczasowym efektem końcowym serii zaplanowanych i z niezwykłą konsekwencją realizowanych działań, swoistego procesu badawczo-etycznego, którego jednym z podstawowych elementów jest inscenizowana pustka, symbol - można by powiedzieć - energii absolutnej, bezgranicznej nicości, która trwa i będzie trwać wiecznie mimo naszej przyspieszonej, hałaśliwej i nastawionej na spektakularne akcje teraźniejszości, trudno oprzeć się wrażeniu, że traktują oni sztukę jako akt sakralny, najwyższe stadium medytacji. Ich sacrum jest wyrazem głębokiego szacunku dla (s)tworzenia,  traktują oni bowiem wszystkie, nawet te najbardziej podrzędne stworzenia jako równoprawne wcielenia materialności i duchowości, bo materia nie może obejść się bez ducha, tak jak duch, przynajmniej w życiu doczesnym, bez materii. Bez względu na to, w jaką powłokę odziane zostało nasze ciało: psa, kota, ryby, ptaka, owada lub rośliny, istniejemy przez jakiś czas materialnie, a więc byliśmy godni stworzenia. Jeżeli żyjesz, czyli pojawiłeś się na chwilę w lepszej lub gorszej postaci, to daj żyć innym, nawet tym tak dalekim od umownie rozumianej przydatności i doskonałości.

Tatiana Czekalska i Leszek Golec pojawili się w świecie materialnym, aby pomagać dużym i małym, żywym, nieruchomym i ruchomym, czującym istotom. Od połowy lat dziewięćdziesiątych tworzą dla nich przyjazne i pożyteczne przyrządy, prototypy przenaczonych w przyszłości do seryjnej produkcji instrumentów pod nazwą "Avatar."

Pojęcie "Avatar" pochodzi od sanskryckiego "avatara" i oznacza zejście boga na ziemię na okres jednego, doczesnego życia. Może on się materializować wszędzie, w różnych postaciach i wcieleniach. Jest więc, nie zagłębiając się teologiczne subtelności, wcieleniem równorzędności istnienia: inkarnacją nieskończonej energii, odradzającej się co raz to nowych, tymczasowych, postaciowych wcieleniach.

 
©

Golec & Czekalska: AVATAR I AU


Zewnętrzna forma "Avatarów" Tatiany Czekalskiej i Leszka Golca, luksusowych przyrządów wykonanych ze szlachetnych metali, o chłodnej estetyce i wyszukanej elegancji, jest jakby zaprzeczeniem funkcji, jaka przez artystów im została przypisana. Służą one bowiem do przenoszenia drobnych, żywych, ruchomych, niekiedy też krnąbrnych czujących istot, które w tym życiu otrzymały niekorzystne, tymczasowe ciało, na przykład owada. Nam, istotom obleczonym w ciało równie tymczasowe i zmysły, wzdrygające się na samą myśl o dotyku pająka, muszki lub innego, mniej lub bardziej dokuczliwego stworzenia, sięgnięcie po "Avatar" może ułatwić niesienie pomocy tym zagrożonym przez nas istotom: jeżeli uznawana przez nas za niegodną istota nobilitowana jest kosztownym urządzeniem, oznacza to, że jej życie zostało uznane za kosztowne, równie cenne jak drogocenny "Avatar", czyli godne ocalenia. Ocalając marnego owada, też być może zakosztujemy ocalenia. Może dzięki "Avatarom", tym swoistym protezom do niesienia dobra, my, istoty obdarzone wyższą świadomością, uświadomimy sobie, że mogąc - nie musimy zabijać.

Prototypy funkcjonalnego dobra, jakimi są cztery powstałe do tej pory, w założeniu seryjne "Avatary", testowane, jak informują ulotki - na zwierzętach i w tym szczęśliwym przypadku - dla dobra zwierząt, są póki co przedmiotami artystycznymi, eksponatami wystawowymi. Ich prezentacja na wystawach w pustych, pomalowanych na biało, muzealnych wnętrzach, z których wyniesiono przedtem zbędne rekwizyty i przy pomocy "Avatarów", wszystkie stworzenia, mogące nie cieszyć się zainteresowaniem bądź przychylnością publiczności, są z kolei pretekstem do testowania ich artystycznego działania przez inne zwierzęta, zaproszone przez Tatianę Czekalską i Leszka Golca na wernisaż wystawy. A że wyniki tych testów wypadły pomyślnie, widać jak na zdjęciu: Myszka, Kołek i Maciek, żywe, znieruchomiałe, czujące istoty, każda (ze) swoim własnym "Avatarem." Jak informuje ulotka: działania uboczne nie są dotąd znane.

Tekst © Urszula Usakowska-Wolff

Zdjęcia © Tatiana Czekalska & Leszek Golec

Kwartalnik FOTOGRAFIA Nr 9/2002

 
© Glolec & Czekalska: A V A T A R BIO / LOGICAL. Model wykonany z masy poliestrowej; plexi; 2000.  Dwa koty Kolek & Micia. Zjonizowane powietrze.

Golec & Czekalska: A V A T A R BIO / LOGICAL
Model wykonany z masy poliestrowej; plexi; 2000
Dwa koty Kołek & Micia
Zjonizowane powietrze

do strony glownej

do wywiadu z Eckhartem Gillenem