Uta Ackermann
|
![]() |
Werner Fritsch
I.
Kto kiedyś opowie: Jak przed ulewą w Bohemii pachniała trawa. Jak wiatr drzewa tarmosił i srebrzystą szarość kradł z koron. Jak w podmuchach wiatru kiwały się maszty świetlne. I jak huśtały się druty pełne jaskółek.
Jak stary zgarbiony człowiek dreptał po swoim ogrodzie, zdając się przeklinać burzę. Jak laska w jego dłoni, jak jego broda drżała. Jak siedzieliśmy pod kocem i deszcz na nas padał. Jak potem biegliśmy do auta w świetle błyskawic. Jak upojnie pachniało zboże w strugach deszczu. Jak nad żółtością czerń nieba złociła się w sylwetkach kruków.
Jak przedtem kąpaliśmy się w rzeczcę Berounce. W bursztynowej tęczówce Uty.
Jak prąd nas znosił do nowobudnickiego młyna, w pobliże tamy. Jak wszędzie na kamiennych brzegach błyszczały ryby.
Jak w wózku pod wielką akacją leżało dziecko. I jak zakryty welonem wózek kołysał się na wietrze. Jak matka dziecka, właścicielka promu, przyciskała dziecko do piersi i równocześnie schodziła w dół, do rzeki, a nóżki dziecka fikały, jakby były z gumy.
II.
Bohumil Hrabal ma napady gorączki w pełni lata, cierpi na bóle głowy i katar, zaś w sierpniu pali w piecu.
Proszę wejść, mówi z miną męczennika, proszę już na Boga wejść do środka.
To sens jego wypowiedzi, zgodny z wyrazem twarzy.
Czy otrzymał listy od Siegfrieda Unselda? Kiwa głową. Szczęka zębami. On, który w najcieplejszym dniu roku, piętnastego sierpnia, marznie, jest na początku lodowaty. On, którego proza przelewa się potokami mowy, jest na początku jednozgłoskowy. On, jeden z największych humorystów naszych czasów, jest na początku rozpaczliwie smutny. Jest chory, cierpi na depresje od śmierci swojej żony. Ponadto wszystko już zostało powiedziane. Wszystko napisane. Jeszcze tylko drobiazgi. Prawie że bez znaczenia. Szczękanie zębami i cisza. Zażenowanie. Bodziec do wyjścia.
Na stole stoi, wśród notatników, manuskryptów, albumów fotograficznych i kolaży, jego maszyna do pisania. Po lewej stronie magnetofon kasetowy. W kącie pokoju mały telewizor, na jego martwym ekranie odbija się piszący podczas pisania.
Obok telewizora wisi oprawiony kolaż z Baudelairem: Głowa Hrabala pojawia się tam wewnątrz Matki Boskiej.
Po lewej stronie biurka ławka, pełna książek najczęściej własnego autorstwa, pod nimi te niemieckie. W pakamerze plakat: POCIĄGI POD SPECJALNYM NADZOREM, nagrodzony film Jiřiego Menzla według opowiadania Hrabala. Lodówka brzęczy w rytmie mruczanda kota, który siedzi na kolanach Hrabala. Języczki słońca nad wieloramiennym lichtarzem mosiężnym z powyginanymi i nadpalonymi białymi świecami.
Szczęście, że Uta jest ze mną.
Na przywitanie: nieśmiałe rączki całuję.
Teraz: Musi być przecież poetką.
Tak, to prawda, odpowiada z błyskiem w oku.
Wcześniej pisał tylko wiersze. W stylu Apollinaira.
Tak, doktoryzowała się w Paryżu z René Char’a.
Pokazuje nam w jednej ze swoich książek, którą wydał własnym sumptem wspólnie z młodymi autorami, własnoręczne kolaże, a w nich liryczne wstawki.
Wydaje się, że lody pękają.
Pisarz musi być na początku bardzo wytrwały. U niego trwało dziesięciolecia, zanim nastąpił przełom. Po uzyskaniu doktoratu pracował w różnych zawodach, jego żona była urzędniczką.
Twarz Hrabala przypomina mi czeskich robotników z czasów mojego dzieciństwa w tartaku, pochodzących najczęściej z Sudentenlandu. Jego niemiecki też: uczył się w szkole niemieckiego. Podczas wojny czytał dużo Schoppenhauera. I w ogóle Schoppenhauer, Schoppenhauer i jeszcze raz Schoppenhauer. Teraz czyta po niemiecku tylko żydowskie dowcipy.
Czy naprawdę zna na pamięć GARGANTUĘ I PANTAGRUELA Rabelais’a, czy to tylko metafora? Zna to prawie na pamięć, również i ŚMIERĊ NA KREDYT Céline’a. Rabelais i Céline zostali dobrze przetłumaczeni na czeski przez poetę, którego nazwiska niestety zapomniał.
ŻYCIE NA KREDYT, mówię, czytałem już bardzo wcześnie. I Jacka Kerouaca. Tak, Jack Kerouac! W końcu to właśnie Allen Ginsberg i rówieśnik Hrabala, William S. Burroughs, odwiedzili w Paryżu Louisa-Ferdinanda Céline’a.
I tak samo jak Céline, który swoją ostatnią książkę RIGODON - poświęcił aux animaux, czyli zwierzętom - Hrabal, który napisał książkę o kotach, żyje teraz wśród nich.
Dzięki pisarzowi Franzowi Joachimowi Behnischowi, mojemu nauczycielowi gimnazjalnemu, już wcześnie zetknąłem się z nazwiskiem Hrabala. Doktor Behnisch, w białam fartuchu biologa, którym zresztą był, czytał nam w zastępstwie innych nauczycieli, opowiadania motocyklowe Hrabala: My dwunastolatkowie pokładaliśmy się ze śmiechu. Ale zapomniałem nazwiska tego pisarza. Pomyliłem je później, kiedy na serio zacząłem interesować się literaturą, z Arrabalem. Kiedyś, co mu opowiedziałem, do paryskiego kina, w którym odbywał się festiwał filmowy na cześć Hrabala, na dyskusję przyszedł Arrabal, zamiast zapowiedzianego Bohumila Hrabala, i powiedział z triumfem w oczach, że i tak zawsze sprawia mu przyjemność, kiedy jest mylony ze swoim wielkim kolegą.
Później, po mojej książce CHERUBIN, przeczytałem przypadkowo przysłaną mi powieść Hrabala OBSŁUGIWAŁEM ANGIELSKIEGO KRÓLA i odkryłem natychmiast pokrewieństwo mentalności ludzi, po obu stronach byłej Żelaznej, teraz otoczonej kurwami, Złotej Kurtyny w samym środku Europy.
Odkryłem także pokrewieństwo krajobrazu, odkryłem wspólne miejsowości, przede wszystkim Cheb; ponadto stosowanie mówionego języka w celu przekrwienia języka pisanego było mi i tak bardzo bliskie.
Później zabrałem ze sobą w podróż po Czechosłowacji LEKCJE TAŃCA DLA DOROSŁYCH I ZAAWANSOWANYCH, i zacząłem czytać tę książeczkę w wannie w Brnie. Z tej wanny przez trzy godziny nie byłem w stanie wyjść.
Czytałem, czytałem i czytałem, mimo że Uta, która już leżała w łóżku, co raz wyrywana była przez mój śmiech ze snu i pytała: Co się dzieje, co się dzieje?!
Rzadko tak się śmiałem podczas lektury - może poza DON KISZOTEM w tłumaczeniu Ludwiga Tiecka.
T.S. Eliot jest jego wielką miłością. Zacytowałem z pamięci początek JAŁOWEJ ZIEMI. Uta pstryknęła kilka zdjęć. A mnie podpisał LEKCJE TAŃCA.
W ogrodzie, na ławeczce w cieniu brzozy, kroił pęto kiełbasy dla - nadciągających najczęściej z podniesionymi ogonami - szarych prążkowanych kotów. Nie było tam rudych w prążki, jak Auticzko. Żaden kot nie miauczał.
Z profilu siedemdziesięciodziewięciolatek wygląda mizernie. Literatura to, zdaniem Joyce’a, stara maciora – pożera własne dzieci. Nikogo nie obchodzi, że się pisało.
Wody Wondreby, mówię, rzeki mojego dzieciństwa, o tej samej nazwie co wieś kościelna Wondreba, wpływają do Chebu, rzeki o tej samej nazwie co miasto Cheb, która to rzeka z kolei wpływa do Łaby. Cheb jest tak samo zaniedbany jak Nymburk nad Łabą, miasto jego dzieciństwa, mówi z gniewnym spojrzeniem.
Uta i ja chcemy, mówię, począwszy od zródła na granicy czesko-bawarskiej poprzez Bärnau, wieś kościelną Wondreba, Waldsassen, Cheb i zakole Łaby, towarzyszyć Wondrebie aż do ujścia, aż do samego Morza Północnego. Wody Łaby, mówię z przymróżeniem oka, to w rzeczywistości wody Wondreby. Na naszej drodze z Nymburka nad Łabą, rodzinnego miasteczka Hrabala, przejedziemy przez Kersko i ponownie go odwiedzimy. Do zobaczenia.
Dla Uty - jeszcze raz rączki całuje. Dla mnie - dużo szczęścia w pisaniu i podczas realizacji KOSY.
Szczęśliwej podróży! Powrót Odyseusza - nie, Telemacha, poprawia.
Gdy jesteśmy już w samochodzie, macha z podniesionymi rękami na pożegnanie.
III.
Następnego dnia siedzimy w Mielniku i widzimy, jak słoneczna kula wisi nad górą stołową Řip. Kto kiedyś opowie, jak w zjednoczonej rzece błękit przechodzi w krwawą czerwień i zanika w czerni: kto, jak na dole Wełtawa zlewa się z Łabą...
A mnie Łaba jawi się jak potężny pień drzewa, którego korzeniami jest Morze Północne. Uświadamiam sobie, że system rzek, widziany z góry, przypomina drzewo, wpisane przez tysiąclecia w krajobraz. Dostrzegam, że moja rodzinna rzeka Wondreba jest jedną z gałęzi w koronie tego drzewa. I wyobrażam sobie, że korzenie poziome są również korzeniami pionowego drzewa, którego korona wznosi się do nieba...
© Werner Fritsch, 1993
Tłumaczenie © Urszula Usakowska-Wolff
Werner Fritsch
ur. 1960 w Waldsassen, pisarz, autor słuchowisk, sztuk teatralnych i scenariuszy filmowych. Publikacje m.in. „Cherubin” (powieść 1987); „Kamieniołomy” (1989); „Maszynka do mięsa. Pojedynek” (1992); „Rajskie jabłko” (Legenda, 1995); „Nie ma grzechu na południu serca” (Sztuki teatralne, 1999), wydane u Suhrkampa we Frankfurcie. Liczne nagrody i wyróżnienia, m.in. Nagroda im. Roberta Walsera (1987), Nagroda Niewidomych Wojennych za słuchowisko radiowe „Kosa” (1992); Nagroda im. Else-Lasker-Schüler (1997); Nagroda Teatralna Badenii-Wirtembergii (1998). Jest autorem libretta do spektaklu „Gründgens” (Schauspielhaus Hamburg/Volksbühne Berlin 1995). Jego sztukę „Zaduszki“ wystawiono w 2000 r. w reżyserii Johanna Krestnika, w Thalia Theater w Hamburgu.
![]() |