Egzorcyści i ekshibicjoniści

We Wschodniej Westfalii, krainie z mebli w stylu "ładniej mieszkać", miasteczek z muru pruskiego, odrestaurowanych młynów wśród łagodnych pagórków słynącej, sztuka wydaje się być przedmiotem zainteresowania szczególnej publiczności. W ubiegłym roku sądy zajmowała sprawa betonowej rzeźby pod tytułem "Klin" niemieckiego artysty Hageböllinga, od dwunastu lat ustawionej na głównym placu powiatowego miasta Minden. Nowowybrani radni z frakcji CDU postanowili bowiem zaraz po dojściu do władzy we wrześniu 2001 roku usunąć dwudziestotonową i siedmiometrową bryłę, raniącą w centralnym punkcie ich wartości. Artysta odwołał się do organów sprawiedliwości, i mimo że zazwyczaj mielą one powoli, w tym wypadku szybko wydały korzystną dla rzeźbiarza decyzję. "Klin" więc tam gdzie stał, to stoi i wartościowych radnych, nazwanych przez niemiecką prasę "talibami z Minden" już się nie boi.

W pobliskim Herfordzie młyny Temidy mielą jeszcze szybciej, tym razem - przynajmniej chwilowo - na korzyść miejscowych talibów. Uniemożliwili oni planowane na 4 maja otwarcie wystawy norweskiego artysty Bjarne Melgaarda pod tytułem "Black Low." Po afrykańskim "Czarno-Białym" i bardziej kolorowym nalocie Panamarenki na powiatowy Herford, miał to być kolejny w tym roku odlot kierowanego przez Jana Hoeta muzeum MARTa w kierunku tym razem już zupełnie mrocznego i znacznie młodszego artystycznego świata.

Do czorta z czartem

Bo tym razem MARTa chciała wprowadzić na swoje tymczasowe salony wystawowe istnego czarta, postać ulubioną przez 35-letniego Bjarne Melgaarda, której, jak wiadomo, najbardziej do twarzy w tym kolorze. "Kto może i komu wolno na potrzeby wystawy pomalować swoje muzeum na czarno?", pytał Jan Hoet na konferencji prasowej 3 maja. I faktycznie: parter zaadaptowanej na prowizoryczne muzeum poczty w Herfordzie został zrobiony na czarno, bo "Czarny Niż" najlepiej pokazać możliwie blisko ziemi, czyli na parterze. Następnego dnia okazało się jednak, że "Czarny Niż" zamienił się w czarny piątek, dlatego że organizatorzy wystawy norweskiego artysty i on sam zostali zrobieni na szaro. Do czarnego salonu wkroczyła publiczność, na mniej lub bardziej mrocznych parkietach sztuki rzadko spotykana: dwóch prokuratorów, którzy z pobliskiej stolicy Wschodniej Westfalii, Bielefeldu, pofatygowali się do powiatowego Herfordu i w asyście miejscowych policjantów oznajmili wszczęcie postępowania z paragrafu 131 Kodeksu Karnego.

Zakaz wystawy Bjarne Melgaarda. Fot. Manfred Wolff
Zakaz wystawy "Black Low" Melgaarda. Fot. Manfred Wolff

Menetekel na ścianie i tapczanie

Paragraf 131 niemieckiego Kodeksu Karnego grozi karą pozbawienia wolności na okres roku lub grzywną pieniężną każdemu, kto rozpowszechnia, publicznie wystawia lub w inny sposób udostępnia druki o treściach, gloryfikujących lub bagatelizujących przemoc w sposób, uwłaczający godności ludzkiej. Bjarne Melgaard zaliczany jest, obok Niemca Jonathana Meese, do czołowych przedstawicieli europejskiego wydania pochodzącego z USA nurtu Slaker Art i Trash Art, sztuki wizualizującej kult przemocy, której hołdują fani (norweskiej) muzyki Black Metal, sataniści, autokastraci i inni mniej skrajni masochiści, sadomasochiści i latex-fetyszyści, czyli ludzie, czerpiący satysfakcję ze znęcania się nad sobą lub innymi istotami. Jego sztuka, pokazująca mroki ludzkiej egzystencji, mianowicie to, że człowiek sam sobie gotuje swój los, okalecza siebie lub innych; rani i cierpi, więc jest. Dlaczego w społeczeństwach, które w łatwej, lekkiej i przyjemnej konsumpcji dobrobytu widzą istotę beztroskiego bytu, istnieją marginalne grupy, otwarcie zafascynowane i utożsamiające się ze ZŁEM: oto jest pytanie. "Każdy środek, prowadzący do zniszczenia społeczeństwa jest dobry", odpowiedział artysta biało na czarnym: menetekel na publicznej, herfordzkiej ścianie. A także na kanapce i na tapczanie, na których, jako że MARTa jest w założeniu muzeum mebli, napisał: "Być może obecność śmierci w tobie jest tym, co sprawia, że jesteś artrakcyjny." Bo Melgaard jest wyznawcą filozofii Alberta Camusa i wraz z uwielbianym Mistrzem dostrzega w samobójstwie filozoficzny cel ludzkiego istnienia.

Bjarne Melgaard: "Black Low". Fot. Manfred Wolff

Bjarne Melgaard: Fragment zakazanej wystawy "Black Low". Fot. Manfred Wolff

Dozwolone od lat osiemnastu

Ponieważ sztuka Melgaarda nie jest ani łatwa, ani lekka, ani przyjemna, wręcz przeciwnie: jest odrażającą, brudną i złą sztuką okaleczonego, samoudręczonego i ociekającego własną i cudzą krwią ciała, może więc ranić różne wartości (choć wizualizacja wyrafinowanych okaleczeń i broczących krwią ran jest od stuleci ulubionym środkiem wyrazu sztuki zwanej chrześcijańską) i nie każdy lubi oglądać przybite nożem do ściany wizerunki samobójców, ofiar sadomasochistycznych praktyk, samokastratów w akcji, facetów z nabitymi ćwiekami obrożami na szyji i innych szyj, właśnie zdjętych ze stryczka, mimo że artysta podkolorował je nieco po uprzednim sciągnięciu tych wizerunków z ogólnie dostępnego internetu, organizatorzy jego wystawy, na czele z kuratorką Ann Demeester i Janem Hoetem, z góry zabezpieczyli się, umożliwiając jej przedwernisażowe obejrzenie przedstawicielom miejskiego urzędu d/s młodzieży. Urząd obejrzał wystawę w czwartek i zadecydował, że ze wględu na "drastyczną prezentację" dozwolona jest ona od lat osiemnastu. Niepełnoletni także będą mogli przyjść na wystawę - jednak w asyście nauczycieli lub innych dorosłych.

 
Zakazana koza Melgaarda. Fot. Manfred Wolff
Zakazana koza Melgaarda. Fot. Manfred Wolff

Pod pretekstem lateksu

Kiedy poszczególne grupy demograficznego wyżu dopuszczone zostały do udziału w "Czarnym Niżu" i organizatorom wystawy, artyście i burmistrzowi miasta Herford, Thomasowi Gabrielowi, spadł kamień z serca, do akcji wkroczył jego partyjny kolega z CDU, starosta powiatu Herford, Hans-Georg Kluge, który okazał się być wartościowym obrońcą praw zwierząt. Jedno zwierze bowiem, w postaci żywej i prawdziwej, wypożyczonej z herfordzkiego Zoo kozy, miało odgrywać pierwszoplanową rolę w performance Melgaarda na sobotnim wernisażu jego dozwolonej od lat osiemnastu wystawy. To, czy koza była pełnoletnia, nie było przedmiotem troski starosty. Bulwersował go jedynie fakt, że miała ona występwać w specjalnie dla niej na tę okazję uszytym i szczelnie przylegającym do jej ciała ubranku z lateksu - jako ogólnie znany symbol (praktyk) szatana i może trochę mniej znanych lateksowych sadomasochistycznych i szatańsko bolesnych praktyk seksualnych. Ponadto starosta dał wiarę krążącym po powiecie pogłoskom, że koza ma być podczas performance na ołtarzu sztuki złożona, czyli że na oczach publiczności z ręki artysty skona. Ponieważ zgon kozy nie był planowany i przez artystę został energicznie zdementowany, lateksowym ubrankiem zajęła się komisja, złożona z przedstawicieli miejskiego urzędu weterynaryjnego. Lustrujący kozę w lateksie urząd stwierdził co prawda, że nigdy jeszcze nie widział tak spokojnego zwierzęcia, bo koza była urzędem i lateksem kompletnie niewzruszona, ale starosta Kluge (po niemiecku koza nazywa się "Ziege" co dobrze rymuje sią z "Kluge") zapowiedział, że wszelkimi środkami udaremni otwarcie wystawy: z kozą w lateksie lub bez kozy.

 
Zakazana wystawa "Black Low" Bjarne Melgaarda w Herfordzie. Fot. Manfred Wolff
Zakazana wystawa "Black Low" Bjarne Melgaarda w Herfordzie. Fot. Manfred Wolff

Niewinny czar(t) Peep-Show-Art

Powiatowy polityk dotrzymał obietnicy. Po piątkowej wizycie organów wymiaru sprawiedliwości i ścigania, którzy rozpoczęli postępowanie karne, mogące zakończyć się pójściem MARTy i Melgaarda do kozy, organizatorzy "Czarnego Niżu" wybrali jednak wolność i zdecydowali się na zastopowanie wystawy. Wiszące na ścianach rysunki i fotografie Melgaarda i jego stojące na podłodze kanapki z niesłusznymi napisami zostały zasłonięte czarną, plastikową folią z malutkimi otworami: może to początek nowego kierunku Peep-Show-Art? Zbulwersowany artysta nazwał działanie herfordzkich organów "Czarnym Teraz", a Jan Hoet określił je mianem "niewinnej ignorancji."

"Niewinni ignoranci" nie pojawili się na dyskusji, zorganizowanej w sobotni wieczór 4 maja zamiast wernisażu. Publiczność, jak to ma w zwyczaju na imprezach MARTy, licznie przybyła na otwarcie wystawy, z plakatów się dowiedziała i na własne oczy się przekonała, że wystawa została zamknięta i czarnymi płachtami z małymi dziurkami zasłonięta, przez które chętnie zerkała na zakazane owoce zła. Pod czarnymi ścianami snuli się odziani w czarne, raczej skórzane niż lateksowe, ubranka chyba męscy członkowie norweskiego black-metalowego zespołu "Satyricon", więc też spod znaku kozy. Publiczność była też w większości ubrana na czarno i solidaryzowała się z artystą, który na znak protestu był niebecny i ze wszechobecnym Janem Hoetem i jego kuratorką, Ann Demeester. A ponieważ nie ma tego ZŁEGO, co by na dobre nie wyszło, "Czarny Niż", któremu nie dane było wznieść Herfordu na wyżyny sztuki pozapowiatowej, zgromadził grono specjalistów i kuratorów z jej wyżyn międzynarodowych, którzy do tego miasta zawitali z różnych stron: dr Harald Falckenberg (kolekcjoner sztuki "cywilnego nieposłuszeństwa) z Hamburga, dr Pier-Luigi Tazzi z Florencji i dr Beate Ermackora, dyrektorka Kunsthalle z Kilonii.

 
Pier-Luigi Tazzi, Beate Ermackora i Jan Hoet. Fot. Manfred Wolff, 2002
Pier-Luigi Tazzi, Beate Ermackora i Jan Hoet. Fot. Manfred Wolff

Między Iranem i Afganistanem

W Kilonii bowiem,  w Wiedniu i w Bolonii pokazana miała być po pobycie w Herfordzie wystawa w Herfordzie niepokazana. Po herfordzkim, bezprecedensowym w powojennej historii Niemiec przypadku zamknięcia wystawy przez prokuraturę (ostatni taki przypadek przytrafił się artyście Oto Dixowi osiedziesiąt lat temu w Berlinie), Bjarne Melgaard nosi się z zamiarem rezygnacji z dalszego pokazywania wystawy. O tym, czy jego wystawa "Czarny Niż" w Herfordzie będzie mogła zostać jednak zaprezentowana, ma zadecydować w ciągu najbliższych dwóch tygodniu prokuratura. A wtedy okaże się, czy wschodniowestfalskie miasto w jednym z najbardziej kulturalnych i cywilizowanych krajów świata, będzie w artystycznych kręgach wymieniane jednym tchem z Iranem, Afganistanem, Kubą i Koreą Północną, skąd już dawno wypędzono nawet szatana.

   
Bjarne Melgaard: Fragment zakazanej wystawy "Black Low". Fot. Manfred Wolff
Bjarne Melgaard: Fragment zakazanej wystawy "Black Low". Fot. Manfred Wolff
Bjarne Melgaard: Fragment zakazanej wystawy "Black Low". Fot. Manfred Wolff

Zakazana wystawa Bjarne Melgaarda pod tytułem: "Black Low. The Punk Movement was just Hippis with short hair" miała być pokazywana od 5.05. do 14.07.2002 roku w tymczasowych pomieszczeniach muzeum MARTa, Goebenstr. 1-5, 32052 Herford.

W każdy piątek o godz. 18.00 kuratorka Ann Demeester miała oprowadzać zwiedzających po wystawie i wyjaśniać im, co artysta chciał przez nią powiedzieć.

26 maja na wystawie miała się odbyć dyskusja na temat: "Percepcja i recepcja satanizmu i przemocy w sztuce."

Zakazany katalog wystawy wydany został przez wydawnictwo Kerber Verlag w Bielefeldzie i ma niepodaną ilość stron, w tym szczególnie dużo drastycznie kolorowych.


Norweski artysta Bjarne Melgaard urodził się podobno w latach 1967/68 w Sydney i mieszka w różnych europejskich miastach, przez najbliższe dwa tygodnie najprawdopodobniej w Herfordzie. Jego prace pokazywane były na różnych międzynarodowych wystawach, że wymienić "Manifesta II" w Luksemburgu (1998), XXIV Biennale w Sao Paolo (1998), V. Biennale w Lyonie (2000) oraz na pokazie "Cywilne nieposłuszeństwo" (ze zbiorów dr Falckenberga) dwa lata temu w Hanowerze. Został zaproszony do udziału w tegorocznej "documenta" i zaraz potem wyproszony.


Tekst © Urszula Usakowska-Wolff

RASTER, 5.05.2002

do strony glownej

do tekstu o "Ruinie wystawy Bjarna Melgaarda w Herfordzie, 2002