Fragmenty harmonii

Jest mistrzem wielkich formatów i wagi ciężkiej - niektóre z jego brązowych posągów osiągają wysokość siedmiu metrów i ważą kilka ton. Mimo to monumentalne dzieła Igora Mitoraja nie przytłaczają, zadziwiają wręcz niezwykłą lekkością, perfekcją i elegancją wykonania. Igor Mitoraj jest artystą zadziwiająco staromodnym, który programowo tworzy pod prąd albo z dala od prądów, obowiązujących w dzisiejszej sztuce. Jego świat jest nie z tego świata, bo wskrzesza czasy nie na czasie naszej powierzchownej, kolorowej, krótkotrwałej i hałaśliwej powierzchowności. Pewnie również i dlatego jego doskonałe rzeźby mają częstą zabandażowane oczy, uszy i usta: nie chcą widzieć, słyszeć i mówić o dzisiejszej niedoskonałości. Igor Mitoraj jest rzeźbiarzem klasycznym, poszukującym, jak by się mogło wydawać, Arkadii - krainy szczęśliwego bytu w zgodzie i harmonii z naturą.

Urszula Usakowska-Wolff: Darmowa informacja, 2004. © Urszula Usakowska-Wolff

Piękno kreacji przedmiotem manipulacji

Igor Mitoraj, urodzony w 1944 roku w miejscowości Oederan w Rudawach, syn deportowanej do Niemiec polskiej robotnicy przymusowej i ojca, francuskiego jeńca wojennego, jest spadkobiercą kultury śródziemnomorskiej a zarazem człowiekiem dwudziestego wieku, któremu nieobce są tragedie, dylematy i cywilizacyjne upadki ubiegłego stulecia. Jako artysta kontynuuje tradycje greckich rzeźbiarzy V wieku p.n.e., czerpie także inspirację ze sztuki azteckiej, hinduskiej, chińskiej i renesansowej. Jego dzieła mogą być odebrane jako wyraz wiary w antyczny, klasyczny ideał piękna, symbol wolnego, autonomicznego człowieka. Ale zarówno w starożytności jak i w czasach mniej lub bardziej od dzisiejszych odległych, ideał piękna, czyli doskonałego i zdrowego ciała, w którym triumfuje zdrowy i światły duch, w konfrontacji z rzeczywistością sięga bruku. Świat mitologii antycznej pełen jest krwawych walk, kaleczących najpiękniejsze nawet ciało. Bogowie i herosi są przebiegli, mściwi, krwiożerczy, toczą ze sobą nieustanne wojny o rząd dusz, które wysyłane są na prawdziwe wojny jako mięso armatnie. Herosi i bogowie stworzeni zostali na miarę człowieka, istoty, lubiącej powoływać się na ideały, których najczęściej nie jest w stanie spełnić. Największą porażkę ideał piękna, podstawowej idei filozofii i teorii sztuki kultury zachodniej, która -szczególnie w epoce Oświecenia - wpłynęła na formowanie się liberalnego i humanistycznego obrazu człowieka, poniósł, jak wiadomo w dwudziestym wieku, na polach II. Wojny Światowej, w hitlerowskich fabrykach przemysłowej śmierci i w stalinowskich gułagach. A przecież przywódcy III. Rzeszy, Włoch i Związku Sowieckiego też byli zwolennikami pięknych, odlanych z brązu i wykutych w marmurze ciał atletów i robotników, wyposażonych, w przeciwieństwie do antycznych pierwowzorów, w wyjątkowo małe głowy: znak nowych czasów, w których człowiek sprowadzony został do roli bezmyślnego wykonawcy rozkazów różnej maści führerów. Tak więc piękno, uosobienie humanistycznego ideału, może być przedmiotem manipulacji, służyć forsowania doraźnych, najbardziej nawet antyhumanistycznych i antyhumanitarnych, politycznych racji. Sztuka III. Rzeszy i stalinowskiego socrealizmu też miała być powrotem do klasycznych ideałów piękna, pokazywać wysportowane i zdrowe, bo narodowe ciała, w przeciwieństwie do dekadenckich tworów kosmopolitycznych artystów „zdegenerowanych”. Ideał klasycznego piękna utracił niewinność w chwili, kiedy stał się ideologicznym instrumentem totalitaryzmu.

Piękne łydki, brzuchy i pośladki

O ile więc klasyczne piękno jest pojęciem kruchym, przedmiotem doraźnych manipulacji, o tyle sam ideał piękna, czyli doskonale proporcjonalnego, młodego i godnego pożądania ciała, wydaje się być przedmiotem wiecznego naśladowania. Pięknymi ciałami chętnie nie od dziś posługuje się reklama, są one bowiem najskuteczniejszą lokomotywą konsumpcji. Ciała przez czytelników i widzów reklam z przyjemnością oglądane powodują, że produkty, które z tymi ciałami najczęściej niewiele mają wspólnego, są ochoczo konsumowane. Sprawiają również wrażenie, że każdy powinien mieć piękne ciało, co w świecie, zaludnionym przez niedoskonałą cielesność, jest zadaniem raczej nie możliwym do spełnienia. Klasyczne posągi, reliefy i rysunki Igora Mitoraja są wyrazem ambiwalencji piękna, kruchego ideału na styku dążenia do doskonałości i niedoskonałej anatomii, mimo że anatomia jego prac jest wyrazem najwyższej perfekcji. Ciała, a właściwie fragmenty ciał, są nieskazitelne, kształtne i proporcjonalne: właściwie umięśnione łydki, gładkie pośladki, płaskie brzuchy, pod którymi rysują się mięśnie bez grama tłuszczu, nie nadmiernie obfite piersi, nie wspominając o innych członkach, przedmiotach i podmiotach pożądania. Ale piękno tych ciał zachowało się jedynie we fragmentach: to nogi bez tułowia, torsy, stopy i ręce, posągi bez rąk. Piękno jest fragmentem całości, zniszczonej przez czas, bo przecież antyczne rzeźby przetrwały jedynie we fragmentach. Historia, także i sztuki, składa się z takich właśnie rozproszonych fragmentów, które staramy się zlepić w jakąś hipotetyczną całość. Nasza wiedza o świecie i jego przeszłości jest niepełna i cząstkowa, jest mozolną rekonstrukcją śladów bytu, materialnych dowodów trwania i przemijania. Jeżeli z fragmentów przeszłości nie można stworzyć całościowego obrazu, wtedy fragment staje się obrazową całością.

Ideał cielesności bez duchowej treści

Igor Mitoraj jest klasykiem na miarę współczesności, gdyż jego na pierwszy rzut oka niezwykle tradycyjne rzeźby, charakteryzujące się perfekcją wykonania i iście staroświeckim mistrzostwem rękodzieła, wyrażają jak najbardziej aktualne treści. Jego okaleczone posągi, zabandażowane głowy, pokryte bliznami kończyny i zlepione z kawałków torsy pokazują zarówno piękno i harmonię zniszczenia a także niezniszczalność piękna i harmonii. W czasach kultu pięknego, szczupłego i wiecznie młodego ciała, ideał doskonałej cielesności jest okrutny, ludzie stosują najbardziej wymyślne tortury, żeby nadać swoim sylwetkom kształty zbliżone do zdjęć modelek i modeli z okładek kolorowych magazynów. Dyktat obowiązującego kanonu piękna jest okrucieństwem, zadawanym samemu sobie. Humanistyczny ideał, symbol autonomicznego człowieka, stał się ideałem powierzchownej cielesności, gładkiej powłoki bez duchowej treści. Dla kształtnych piersi i płaskiego brzucha ciało wyzbyło się ducha. Nieskazitelność fragmentarycznych rzeźb Igora Mitoraja jest pozorna: gładkie powierzchnie są w rzeczywistości chropowate, torsy, twarze i głowy pokryte bliznami pęknięć, w pustych oczach czai się wiedza o przemijaniu najpiękniejszej nawet, ale cielesnej, więc nietrwałej, ludzkiej powłoki. Piękno jest pojęciem i odczuciem subiektywnym, przez jakiś czas trwa, zachwyca i przemija.

Gorgona tragiczna i metaforyczna

Trwanie, daremność i przemijanie są podstawowymi tematami dzieł Igora Mitoraja. Jego artystyczny świat zaludniają piękne, choć okaleczone posągi, płaskorzeźby i mozaiki. To plejada postaci rodem ze starożytnej mitologii. Należą do nich bogini i bóg miłości: Wenera i Eros a także Ikar, syn genialnego ateńskiego rzemieślnika i wynalazcy Dedala, który na sporządzonych przez ojca skrzydłach z piór i wosku wzniósł się zbyt wysoko, za blisko słońca, które stopiło wosk, tak że spadł do tej części morza Egejskiego, która nazwana została Ikaryjskim. W mitorajskim kosmosie partnerką Ikara jest Ikaria - w rzeczywistości mała wyspa na Morzu Egejskim, nazwana tak na cześć pechowego lotnika, bo tam fale wyrzuciły jego ciało na brzeg i tam został przez Herkulesa pochowany. Innymi ulubionymi bohater(k)ami rzeźb Mitorają są bóg snu Hypnos, Centaur (koń o głowie mężczyzny z plemienia dzikich istot kéntauroi, mieszkających w lasach i górach Elidy, Arkadii i Tesalii, symbol dzikiego życia, zwierzęcego popędu i barbarzyństwa) i wszechobecna Gorgona, czyli Meduza - wizerunek używanego często jako amulet przeciw czarom potwora o przerażającej, niekiedy pięknej kobiecej twarzy i o złotych skrzydłach, miedzianych szponach, zębach jak kły dzika, wężach zamiast włosów i wzroku, przemieniającym ludzi w kamień: ulubiony temat sztuki greckiej, umieszczany dla przerażenia wrogów na tarczach, zbrojach i murach miast. Wspólną cechą tych mitologicznych rzeźb Igora Mitoraja jest fragmentaryczność - wyglądają jak archeologiczne znaleziska, wydobyci spod pokładów historii świadkowie minionej wielkości i chwały. Są metaforami ambiwalentnej siły miłości, która sprawia niewątpliwą przyjemność, ale zadaje również i ból, o czym świadczą blizny na torsach Erosa i Wenery. Czyżby cierpieli i bronili się przed uczuciem, które może ich wznieść w niebiosa ale także szybko sprowadzić na ziemię? Uczucia, którymi kierujemy się w naszym życiu, mogą prowadzić do wzlotów i upadków. Daremność prób wzniesienia się ponad przeciętność symbolizuje z kolei Ikar, bo podobnie jak on my wszyscy - mniej lub bardziej uskrzydleni śmiertelnicy - i tak nieuchronnie wylądujemy pod ziemią. Wypędzeni z Arkadii mamy zapewnione miejsce w Hadesie, którego zwiastunem jest Hypnos, bliźniaczy brat Tanatosa, uosobienia śmierci. „Hypnos” Mitoraja ma zabandażowaną twarz, jedynie odsłonięte usta zdają się kryć jakąś zmysłową, mroczną tajemnicę. Tajemnicę życia, zmierzającego ku nieuchronnemu końcowi? Piękna przemijania? Życia, które jest piękne i okrutne, pociągające, przerażające i odpychające jak głowa ulubionej przez tego rzeźbiarza „Gorgony”: wyraz męki istnienia? Gorgona jeszcze nie umarła - mimo że wokół jej nosa, górnej wargi i brody obandażowana jest wąskimi taśmami, co zawsze wskazuje na zranienie i śmierć, robi wrażenie żywej: fizjonomii nie zniekształca żaden wywołujący strach grymas, tak jak w epoce archaicznej, żaden krzyk bólu i przerażenia taki jak u Carravagia, tylko usta uformowane są w stonowaną krągłość, przypominającą otwory akustyczne antycznych masek teatralnych, używanych w tragediach, pisze dr Klaus Wolbert, znawca twórczości Igora Mitoraja, dyrektor Instytutu Mathildenhöhe, w katalogu wystawy „Piękno - zraniona utopia”, pierwszej, wielkiej retrospektywy tego artysty, pokazywanej w ubiegłym roku w heskim mieście Darmstadt. Jednak mimo tej ekspresji, w której współdziałają jednocześnie zagrożenie i strach, proporcje nie zostały naruszone. W tym sensie „Gorgona” jest motywem metaforycznym, w którym skoncentrowane jest artystyczne credo Igora Mitoraja: obejmuje ono niesamowitą zagadkę olimpijskiego piękna, a także tragiczną klątwę zepsucia i przemijania.

Zabandażowane twarze

Ustawione w parkowej lub miejskiej przestrzeni monumentalne posągi Igora Mitoraja górują nad zwiedzającymi, są tajemnicze, nieprzystępne, obce i chłodne. Są tworami z innego, odległego, starożytnego świata, do którego nie pasują nasze dzisiejsze, nowożytne klucze. Ich odmienność jest jednak fascynująca i egzotyczna, pobudza wyobraźnie i zmusza do myślenia. Rozbite na kawałki piękno, piękno ze skorup sklejone, jest pięknem ocalonym z przeszłości dla teraźniejszości, dowodem wiedzy o przemijającej potędze człowieka i wiary w nieprzemijającą potęgę sztuki. Zaś dzieło sztuki jest piękne tylko wtedy, kiedy pozostaje fragmentem. Najbardziej poruszające rzeczy, które stworzył Michał Anioł, to te nigdy nie dokończone, twierdzi Mitoraj. Harmonię widzę we fragmencie. Fragmentaryczna harmonia jego rzeźb, zarówno tych, kontynuujących tradycje antyczne, jak i orientalnych głów („China Moon”, „Polvere d’Oriente” i „Blue Benares”) jest zarazem harmonią melancholii. Ich pokryte sztuczną patyną twarze są znieruchomiałe, ich oczy, mimo że patrzą przed siebie, są zwrócone w głąb, bo wiedzą, że doczesność trwa w rzeczywistości jedną, krótką chwilę, też jest zaledwie fragmentem tego, co nazywamy istnieniem ludzkości jako biologicznej i historycznej całości. Wszechobecna melancholia, tchnąca z nieruchomych „Głów”, jest także wyrazem ich pogodzenia się z losem. Wiedzą bowiem, że „sic transit gloria mundi”, że wszystko przemija i prędzej czy później zamienia się w „Polvere”, czyli proch. Także i sztuka, która w całości niemożliwa jest do ocalenia. Zabandażowane, leżące głowy - „Hypnos” i „Testa Addormentata” oraz reliefy „Paesaggio Ikaria” i „Paesaggio Ithaka” a także popiersia („Cacciatori Bianchi”, „Nascita di Venere” i „Donne”) wydają się być z jednej strony wyrazem ślepego losu, pokazują jednak z drugiej strony, że przeszłość, w tym również i sztuki, może przetrwać jedynie w formie zmumifikowanej. To, co najbardziej uderza w dziełach Igora Mitoraja, jest jego fascynacja pięknem zniszczenia. Jest on estetą pięknej destrukcji, wysmakowanych okaleczeń, zabliźnionych ran, które zdobią jego rzeźby, bo podobno zdobią też człowieka. Blizny, rysujące się na torsach, twarzach, plecach, pośladkach i nogach, nie sprawiają bólu, są nobilitacją, rodzajem szlachectwa, zadanego i nadanego szablą przeznaczenia. Są też, mimo pojawiających się w nich kobiecych motywów, apoteozą walecznej i triumfującej męskości, której nie są w stanie zagrozić największe nawet okaleczenia.

Gorgona na łonie uskrzydlona

Kobiece figury Mitoraja są kruche, znikome i bezbronne, tak jak Wenera, narodzona w rzeźbie pod tym samym tytułem („Nascita di Venere”) chyba z leżącej na jej udzie męskiej głowy. Kobieta, ten ulubiony przez naszych wieszczów „puch marny” i jak najbardziej „ziemska istota” nie jest się w stanie wznieść na wyżyny męskiego męstwa. Jest bowiem złowieszczą i destrukcyjną siłą, która tchnie z ambiwalentnych odrażająco-pociągających wizerunków mitorajskiej Gorgony. Gorgona umieszczona jest zarówno na tarczy „Quirinusa”, na męskim „Torso d’Inverno” i „Torso del Centauro” a także na płaskorzeźbach „Pannelo con Centurione”, „Pannelo con Gorgone” i „Vase etrusco con Gorgone”. Jej mitologiczną rolą była obrona przed wrogami, w rzeźbach Mitoraja wydaje się mieć przeklętą płeć, sprowadzającą dzielnych wojowników z drogi cnoty. Jest najbardziej rzucającym się w oczy symbolem wspominanej przez cytowanego powyżej Klausa Wolberta tragicznej klątwy zepsucia i przemijania. To, że ambiwalencja ta dotyczy w pierwszym rzędzie także i płci, w której od starożytności nierozerwalnie tkwią Eros i Tanatos, Mitoraj poruszył w swojej figurze „Ikaria.” To, że fascynacja seksualnością nosi w sobie piętno demoniczności i traumatycznych lęków, pokazał, sadzając głowę Meduzy przed łonem uskrzydlonej kobiecej postaci. Mężczyznę zdobią więc blizny, naoczne znaki męstwa, owego mitycznego „virtuti”, kobiecość wyraża się w Meduzie-Gorgonie na mniej lub bardziej uskrzydlonym łonie Ikarii, grobowcu Ikara.

Twórca osobliwości starożytności

Na bycie rzeźbiarzem Igor Mitoraj zdecydował się stosunkowo późno, w połowie lat siedemdziesiątych. Dzieciństwo i lata wczesnej młodości spędził w okolicach Krakowa, następnie studiował na wydziale malarstwa krakowskiej ASP, gdzie był min. studentem Tadeusza Kantora. Z Polski wyjechał w 1968 roku i osiedlił się w centrum ówczesnej sztuki, Paryżu. Od 1983 roku mieszka na przemian w stolicy Francji i w toskańskiej miejscowości Pietrasanta, w sąsiedztwie której znajdują się słynne kamieniołomy marmuru Lucca i Carrara. Międzynarodowe uznanie zdobył pod koniec lat siedemdziesiątych, choć jego rzeźby pokazywane były głównie w europejskich (francuskich, włoskich, niemieckich, szwajcarskich i hiszpańskich) galeriach, bo przez muzea nie był przez długi czas zbytnio rozpieszczany. Muzealny „przełom” Igora Mitoraja nastąpił dopiero w1997 roku, kiedy jego dzieła zaprezentowało muzeum w holenderskim mieście Scheveningen, zaś dwa lata później jego rzeźby i rysunki oglądać można było w Pallazzo Pitti, w Ogrodach Boboli i w muzeum archeologicznym we Florencji. Dużą popularnością pochodzący z Polski artysta cieszy się niewątpliwie w Niemczech i w Szwajcarii, o czym świadczy pięć pokaźnych wystaw, zorganizowanych tam w ciągu ostatnich trzech lat. Tak więc w 2000 roku 23 monumentalne rzeźby Mitoraja ozdobiły park Mumm Akademie w nadreńskiej miejscowości Etville, skąd rok później pojechały do Bamberga, gdzie przez pięć miesięcy (od lipca do listopada) stały w śródmieściu tego zabytkowego miasta. W 2001 roku retrospektywa rzeźb Mitoraja odbyła się w Muzeum Olimpijskim w Lozannie, skąd rok później trafiła do Muzeum Sztuki Współczesnej w Lugano. Największa dotychczasowa wystawa prac Igora Mitoraja odbyła się natomiast w muzeum i parku Instytutu Mathildenhöhe w Darmstadt, gdzie od 2 czerwca do 8 września 2002 roku, pod tytułem „Die Schőnheit - eine zerbrochene Utopie” (co nieco niezręcznie przetłumaczono na polski jako „Piękno - zraniona utopia”, bo po niemiecku oznacz to raczej utopię pękniętą lub rozbitą) podziwiać można było jego 129 rzeźbiarskich prac z marmuru, brązu, terakoty i trawertynu, a także 50 rysunków. Ze względu na słoneczną najczęściej w ubiegłych, letnich miesiącach pogodę, park przed Instytutem Mathildenhöhe, będący kolebką i miejscem dokumentacji tzw. „Darmstädter Sezession”, zamienił się w istny, śródziemnomorski (mito)raj, zaludniony przez herosów i nieco mniej heroin - urokliwie okaleczonych, malowniczo popękanych i starannie pokrytych patyną (z naszych) czasów. Był to doskonały wyraz harmonii kultury i natury, najlepszy dowód na to, że rzeźby w ogrodzie są i będą zawsze w modzie. Panowała tam atmosfera skupionego uduchowienia, którą podkreślała cerkiew, zbudowana na początku ubiegłego wieku w centralnym punkcie parku. Na Wzgórzu Matyldy nastąpiło więc symboliczne i być może wręcz prorocze spotkanie kultury naszej starej Europy: Starego i Nowego Rzymu - oba, jak wiadomo, z Grecji rodem - w monumentalnych, wręcz bizantyjskich rozmiarach. Muzealne wnętrza Instytutu Mathildenhöhe zamieniły się natomiast w gabinet starożytnych osobliwości, w pompejańską willę, wypełnioną mozaikami, wazami, płaskorzeźbami, małymi posążkami i statuetkami, a także średniej wielkości rzeźbami i rysunkami.

Rysunki w zasięgu ręki

W sztuce Igora Mitoraja rysunki, wykonane węglem, ołówkiem, białą kredą, czerwoną kredką lub techniką mieszaną na sprowadzanym z Polski, szorstkim, pakowym papierze a także papierze czerpanym, zajmują szczególne miejsce. Nie są one bowiem szkicami do jego rzeźb, których prototypami są gipsowe modele, ale autonomiczną, nie przeznaczoną na sprzedaż dziedziną twórczości. Spośród dwustu jego rysunków, jedynie 16 jest własnością Galerii Uffizi we Florencji. Mitoraj, który jest bardzo przywiązany do swoich rysunków, dba o to, żeby, jak pisze Annette Wagner, współkuratorka „Piękna - zranionej utopii” w katalogu wystawy, zbiór rysunków znajdował się w zasięgu jego ręki. Żadnej z prac nie oddaje, uważa je za tak ważne, ponieważ przedstawiają jego życie wewnętrzne, a tym samym cechuje je intymność i osobisty charakter. Te rysunki, które, w przeciwieństwie do form przestrzennych, nie opatrzone są tytułami, mają tematyczny związek z jego rzeźbami. Widać na nich leżące lub stojące głowy z zabandażowanymi twarzami, naszkicowane grubą kreską sylwetki Ikarów z tarczami i ledwo zaznaczone torsy. Ponieważ Igor Mitoraj jest twórcą uosobionego piękna, więc także i jego rysunki wyrażają piękno uosobione. Dla Annette Wagner wynika ono z ich swobody, siły wyrazu, bezpośredniości i biegłości. Są to prace pełne rozwagi, o bardzo wysokiej jakości, którym, pomimo częściowych właściwości szkicu (...) nie brakuje mistrzostwa i siły wyrazu. W swoich rysunkach Mitoraj osiąga ogromną intensywność najskromniejszymi środkami.

Sztuka wysoka przyjemnie dotyka oka

Igor Mitoraj jest więc artystą, pod którego perfekcyjnymi rękami wszystko zamienia się w piękno. Harmonijne fragmenty tego piękna, zamkniętego w powłokach z marmuru, terakoty, trawertynu i brązu, wzbudzają zachwyt wykształconej publiczności i kolekcjonerów. Doskonale wyglądają w prywatnych ogrodach, w odpowiedniej wielkości salonach i w miejskiej, publicznej przestrzeni. Jednak piękno dzieł Igora Mitoraja narażone może być na pewne niebezpieczeństwo. Przy dużym zapotrzebowaniu na rzeczy piękne te niezwykle dekoracyjne, ale ciągle jeszcze w pełni artystyczne rzeźby mogą stać się przedmiotem dekoracji. Pięknym umeblowaniem pałacowych sal i parkowych trawników. Ozdobą placów kulturalnych miast. Może więc piękno, aby nie pozostać pojęciem utopijnym, musi stać się elementem dekoracyjnym? Ciekawe, jak „Zraniona utopia”, która w miesiącach letnich tego roku pokazywana będzie w Warszawie, zaprezentuje się na dziedzińcu pozbawionego raczej zieleni Muzeum Narodowego. Bo, jak pisze Danuta Wróblewska w bynajmniej nie utopijnie, ale naprawdę pięknym i (gdzieniegdzie przez tłumaczenie na polski nieco) zranionym katalogu wystawy: Dociec istoty sztuki, szczególnie świetnej, zniewalającej już samym swoim warsztatem, jest bardzo trudno. Nie zawsze pomoże w tym sam twórca. Za to pokusa stworzenia na jego okoliczność osobnego mitu jest wielka. Warto więc przyjąć, że twórczość Igora Mitoraja pozostanie w swym kształcie całościowym wieloznaczna, różnie więc ma prawo być objaśniana i opisywana. Jednym przypomni świetność Olimpu, innym upadek człowieka. A jeszcze innym pozostawi tylko przyjemność dla oka i ręki sprawdzającej rzecz w dotyku. Należy przypuszczać, że pracownicy Muzeum Narodowego będą mieli na oku ręce, dotykające wieloznacznych kształtów twórcy z Pietrasanta.

Tekst © Urszula Usakowska-Wolff

Kwartalnik ORO Nr 1 (50) / 2003


Wszystkie cytaty pochodzą z katalogu wystawy:

IGOR MITORAJ

DIE SCHONHEIT - EINE ZERBROCHENE UTOPIE

PIĘKNO - ZRANIONA UTOPIA

wydanego po niemiecku i polsku przez

Institut Mathildenhöhe Darmstadt, Muzeum Narodowe w Warszawie i Die Galerie, Frankfurt nad Menem,

pod redakcją i ze wstępem Klausa Wolberta oraz z pozdrowieniem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który objął patronat nad wystawą,

z tekstami Klausa Wolberta, Danuty Wróblewskiej, Kaia Buchholza, Heriberta Kleina i Annette Wagner i z wierszami Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Johanna Wolfganga von Goethego, Friedericha Horderlina, Friedricha Schillera, Charlesa Baudelaire’a, Hugo von Hoffmannsthala, Rainera Marii Rilkego i Gottfrieda Benna. 

290 str., 130 reprodukcji barwnych i 40 biało-czarnych,

Darmstadt, 2002

ISBN 3-925782-39-7

Cena 58 Euro


IGOR MITORAJ

Igor Mitoraj urodził się 26 marca 1944 r. w niemieckiej miejscowości Oederan w Rudawach. Jego matka była Polką, deportowaną do nazistowskich Niemiec do pracy przymusowej a ojciec francuskim oficerem Legii Cudzoziemskiej, internowanym jako jeniec wojenny. Po zakończeniu wojny wyjechał wraz z matką do Polski, w okolice Krakowa. Po ukończeniu liceum plastycznego w Bielsku-Białej rozpoczął w 1963 r. studia na wydziale malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W 1968 r. opuścił Polskę i udał się do Paryża, gdzie kontynuował studia artystyczne w École Nationale Supérieure des Beaux-Arts. W 1973 r. wyjechał na rok do Meksyku, w celu głębszego poznania sztuki Azteków. Po powrocie do Paryża zajmował się głównie rzeźbiarstwem. Po sukcesie, odniesionym na pierwszej znaczącej wystawie indywidualnej w paryskiej galerii La Hune, poświęcił się całkowicie rzeźbie, otworzył też własną pracownię. Jego ulubionym tworzywem były w tamtym czasie terakota i brąz. W 1979 r. wyjechał na kilkumiesięczny pobyt do Nowego Jorku, gdzie utwierdził się w przekonaniu bycia artystą europejskim. Podróżował także po Grecji, gdzie studiował rzeźby antyczne. Od 1983 r. mieszka na przemian we włoskiej miejscowości Pietrasanta w Toskanii oraz w Paryżu, gdzie nadal posiada pracownię. W 1986 r. został zaproszony do uczestnictwa w XLII Biennale Internationale d’Arte w Wenecji. Brał udział w 108 wystawach indywidualnych, min. we Francji, w Niemczech, Szwajcarii, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Holandii, Polsce, Korei Południowej, Japonii i USA. Jego rzeźby zdobią przestrzeń miejską min. w Mediolanie, Rzymie, Paryżu, Londynie, Atlancie, Tokio, Lozannie i w Bambergu. W 2002 r. został honorowym obywatelem miasta Pietrasanta i laureatem włoskiej nagrody „Premio Vittorio De Sica”. Jest także autorem scenografii do opery „Manon Lescaut” byłego mieszkańca Pietrasanta, Giacomo Pucciniego, pokazywanej w ubiegłym roku na odbywającym się w tym mieście festiwalu operowym.


do strony "Oblicza sztuki 2"

do tekstu o Dieterze Rothcie