Fragmenty
harmonii
Jest
mistrzem wielkich formatów i wagi ciężkiej - niektóre
z jego brązowych posągów osiągają wysokość
siedmiu metrów i ważą kilka ton. Mimo to monumentalne
dzieła Igora Mitoraja nie przytłaczają, zadziwiają
wręcz niezwykłą lekkością, perfekcją
i elegancją wykonania. Igor Mitoraj jest artystą zadziwiająco
staromodnym, który programowo tworzy pod prąd albo z dala
od prądów, obowiązujących w dzisiejszej sztuce.
Jego świat jest nie z tego świata, bo wskrzesza czasy
nie na czasie naszej powierzchownej, kolorowej, krótkotrwałej
i hałaśliwej powierzchowności. Pewnie również
i dlatego jego doskonałe rzeźby mają częstą
zabandażowane oczy, uszy i usta: nie chcą widzieć,
słyszeć i mówić o dzisiejszej niedoskonałości.
Igor Mitoraj jest rzeźbiarzem klasycznym, poszukującym,
jak by się mogło wydawać, Arkadii - krainy szczęśliwego
bytu w zgodzie i harmonii z naturą.
Piękno
kreacji przedmiotem manipulacji
Igor
Mitoraj, urodzony w 1944 roku w miejscowości Oederan w
Rudawach, syn deportowanej do Niemiec polskiej robotnicy przymusowej
i ojca, francuskiego jeńca wojennego, jest spadkobiercą
kultury śródziemnomorskiej a zarazem człowiekiem dwudziestego
wieku, któremu nieobce są tragedie, dylematy i cywilizacyjne
upadki ubiegłego stulecia. Jako artysta kontynuuje tradycje
greckich rzeźbiarzy V wieku p.n.e., czerpie także
inspirację ze sztuki azteckiej, hinduskiej, chińskiej
i renesansowej. Jego dzieła mogą być odebrane
jako wyraz wiary w antyczny, klasyczny ideał piękna,
symbol wolnego, autonomicznego człowieka. Ale zarówno w
starożytności jak i w czasach mniej lub bardziej od
dzisiejszych odległych, ideał piękna, czyli doskonałego
i zdrowego ciała, w którym triumfuje zdrowy i światły
duch, w konfrontacji z rzeczywistością sięga
bruku. Świat mitologii antycznej pełen jest krwawych
walk, kaleczących najpiękniejsze nawet ciało.
Bogowie i herosi są przebiegli, mściwi, krwiożerczy,
toczą ze sobą nieustanne wojny o rząd dusz, które
wysyłane są na prawdziwe wojny jako mięso armatnie.
Herosi i bogowie stworzeni zostali na miarę człowieka,
istoty, lubiącej powoływać się na ideały,
których najczęściej nie jest w stanie spełnić.
Największą porażkę ideał piękna,
podstawowej idei filozofii i teorii sztuki kultury zachodniej,
która -szczególnie w epoce Oświecenia - wpłynęła
na formowanie się liberalnego i humanistycznego obrazu
człowieka, poniósł, jak wiadomo w dwudziestym wieku,
na polach II. Wojny Światowej, w hitlerowskich fabrykach
przemysłowej śmierci i w stalinowskich gułagach.
A przecież przywódcy III. Rzeszy, Włoch i Związku
Sowieckiego też byli zwolennikami pięknych, odlanych
z brązu i wykutych w marmurze ciał atletów i robotników,
wyposażonych, w przeciwieństwie do antycznych pierwowzorów,
w wyjątkowo małe głowy: znak nowych czasów, w
których człowiek sprowadzony został do roli bezmyślnego
wykonawcy rozkazów różnej maści führerów. Tak więc
piękno, uosobienie humanistycznego ideału, może
być przedmiotem manipulacji, służyć forsowania
doraźnych, najbardziej nawet antyhumanistycznych i antyhumanitarnych,
politycznych racji. Sztuka III. Rzeszy i stalinowskiego socrealizmu
też miała być powrotem do klasycznych ideałów
piękna, pokazywać wysportowane i zdrowe, bo narodowe
ciała, w przeciwieństwie do dekadenckich tworów kosmopolitycznych
artystów „zdegenerowanych”. Ideał klasycznego piękna
utracił niewinność w chwili, kiedy stał
się ideologicznym instrumentem totalitaryzmu.
Piękne
łydki, brzuchy i pośladki
O
ile więc klasyczne piękno jest pojęciem kruchym,
przedmiotem doraźnych manipulacji, o tyle sam ideał
piękna, czyli doskonale proporcjonalnego, młodego
i godnego pożądania ciała, wydaje się być
przedmiotem wiecznego naśladowania. Pięknymi ciałami
chętnie nie od dziś posługuje się reklama,
są one bowiem najskuteczniejszą lokomotywą konsumpcji.
Ciała przez czytelników i widzów reklam z przyjemnością
oglądane powodują, że produkty, które z tymi
ciałami najczęściej niewiele mają wspólnego,
są ochoczo konsumowane. Sprawiają również wrażenie,
że każdy powinien mieć piękne ciało,
co w świecie, zaludnionym przez niedoskonałą
cielesność, jest zadaniem raczej nie możliwym
do spełnienia. Klasyczne posągi, reliefy i rysunki
Igora Mitoraja są wyrazem ambiwalencji piękna, kruchego
ideału na styku dążenia do doskonałości
i niedoskonałej anatomii, mimo że anatomia jego prac
jest wyrazem najwyższej perfekcji. Ciała, a właściwie
fragmenty ciał, są nieskazitelne, kształtne i
proporcjonalne: właściwie umięśnione łydki,
gładkie pośladki, płaskie brzuchy, pod którymi
rysują się mięśnie bez grama tłuszczu,
nie nadmiernie obfite piersi, nie wspominając o innych
członkach, przedmiotach i podmiotach pożądania.
Ale piękno tych ciał zachowało się jedynie
we fragmentach: to nogi bez tułowia, torsy, stopy i ręce,
posągi bez rąk. Piękno jest fragmentem całości,
zniszczonej przez czas, bo przecież antyczne rzeźby
przetrwały jedynie we fragmentach. Historia, także
i sztuki, składa się z takich właśnie rozproszonych
fragmentów, które staramy się zlepić w jakąś
hipotetyczną całość. Nasza wiedza o świecie
i jego przeszłości jest niepełna i cząstkowa,
jest mozolną rekonstrukcją śladów bytu, materialnych
dowodów trwania i przemijania. Jeżeli z fragmentów przeszłości
nie można stworzyć całościowego obrazu,
wtedy fragment staje się obrazową całością.
Ideał
cielesności bez duchowej treści
Igor
Mitoraj jest klasykiem na miarę współczesności,
gdyż jego na pierwszy rzut oka niezwykle tradycyjne rzeźby,
charakteryzujące się perfekcją wykonania i iście
staroświeckim mistrzostwem rękodzieła, wyrażają
jak najbardziej aktualne treści. Jego okaleczone posągi,
zabandażowane głowy, pokryte bliznami kończyny
i zlepione z kawałków torsy pokazują zarówno piękno
i harmonię zniszczenia a także niezniszczalność
piękna i harmonii. W czasach kultu pięknego, szczupłego
i wiecznie młodego ciała, ideał doskonałej
cielesności jest okrutny, ludzie stosują najbardziej
wymyślne tortury, żeby nadać swoim sylwetkom
kształty zbliżone do zdjęć modelek i modeli
z okładek kolorowych magazynów. Dyktat obowiązującego
kanonu piękna jest okrucieństwem, zadawanym samemu
sobie. Humanistyczny ideał, symbol autonomicznego człowieka,
stał się ideałem powierzchownej cielesności,
gładkiej powłoki bez duchowej treści. Dla kształtnych
piersi i płaskiego brzucha ciało wyzbyło się
ducha. Nieskazitelność fragmentarycznych rzeźb
Igora Mitoraja jest pozorna: gładkie powierzchnie są
w rzeczywistości chropowate, torsy, twarze i głowy
pokryte bliznami pęknięć, w pustych oczach czai
się wiedza o przemijaniu najpiękniejszej nawet, ale
cielesnej, więc nietrwałej, ludzkiej powłoki.
Piękno jest pojęciem i odczuciem subiektywnym, przez
jakiś czas trwa, zachwyca i przemija.
Gorgona
tragiczna i metaforyczna
Trwanie,
daremność i przemijanie są podstawowymi tematami
dzieł Igora Mitoraja. Jego artystyczny świat zaludniają
piękne, choć okaleczone posągi, płaskorzeźby
i mozaiki. To plejada postaci rodem ze starożytnej mitologii.
Należą do nich bogini i bóg miłości: Wenera
i Eros a także Ikar, syn genialnego ateńskiego rzemieślnika
i wynalazcy Dedala, który na sporządzonych przez ojca skrzydłach
z piór i wosku wzniósł się zbyt wysoko, za blisko
słońca, które stopiło wosk, tak że spadł
do tej części morza Egejskiego, która nazwana została
Ikaryjskim. W mitorajskim kosmosie partnerką Ikara jest
Ikaria - w rzeczywistości mała wyspa na Morzu Egejskim,
nazwana tak na cześć pechowego lotnika, bo tam fale
wyrzuciły jego ciało na brzeg i tam został przez
Herkulesa pochowany. Innymi ulubionymi bohater(k)ami rzeźb
Mitorają są bóg snu Hypnos, Centaur (koń o głowie
mężczyzny z plemienia dzikich istot kéntauroi, mieszkających
w lasach i górach Elidy, Arkadii i Tesalii, symbol dzikiego
życia, zwierzęcego popędu i barbarzyństwa)
i wszechobecna Gorgona, czyli Meduza - wizerunek używanego
często jako amulet przeciw czarom potwora o przerażającej,
niekiedy pięknej kobiecej twarzy i o złotych skrzydłach,
miedzianych szponach, zębach jak kły dzika, wężach
zamiast włosów i wzroku, przemieniającym ludzi w kamień:
ulubiony temat sztuki greckiej, umieszczany dla przerażenia
wrogów na tarczach, zbrojach i murach miast. Wspólną cechą
tych mitologicznych rzeźb Igora Mitoraja jest fragmentaryczność
- wyglądają jak archeologiczne znaleziska, wydobyci
spod pokładów historii świadkowie minionej wielkości
i chwały. Są metaforami ambiwalentnej siły miłości,
która sprawia niewątpliwą przyjemność, ale
zadaje również i ból, o czym świadczą blizny
na torsach Erosa i Wenery. Czyżby cierpieli i bronili się
przed uczuciem, które może ich wznieść w niebiosa
ale także szybko sprowadzić na ziemię? Uczucia,
którymi kierujemy się w naszym życiu, mogą prowadzić
do wzlotów i upadków. Daremność prób wzniesienia się
ponad przeciętność symbolizuje z kolei Ikar,
bo podobnie jak on my wszyscy - mniej lub bardziej uskrzydleni
śmiertelnicy - i tak nieuchronnie wylądujemy pod ziemią.
Wypędzeni z Arkadii mamy zapewnione miejsce w Hadesie,
którego zwiastunem jest Hypnos, bliźniaczy brat Tanatosa,
uosobienia śmierci. „Hypnos” Mitoraja ma zabandażowaną
twarz, jedynie odsłonięte usta zdają się
kryć jakąś zmysłową, mroczną tajemnicę.
Tajemnicę życia, zmierzającego ku nieuchronnemu
końcowi? Piękna przemijania? Życia, które jest
piękne i okrutne, pociągające, przerażające
i odpychające jak głowa ulubionej przez tego rzeźbiarza
„Gorgony”: wyraz męki istnienia? Gorgona jeszcze nie
umarła - mimo że wokół jej nosa, górnej wargi
i brody obandażowana jest wąskimi taśmami, co
zawsze wskazuje na zranienie i śmierć, robi wrażenie
żywej: fizjonomii nie zniekształca żaden wywołujący
strach grymas, tak jak w epoce archaicznej, żaden krzyk
bólu i przerażenia taki jak u Carravagia, tylko usta uformowane
są w stonowaną krągłość, przypominającą
otwory akustyczne antycznych masek teatralnych, używanych
w tragediach, pisze dr Klaus Wolbert, znawca twórczości
Igora Mitoraja, dyrektor Instytutu Mathildenhöhe, w katalogu
wystawy „Piękno - zraniona utopia”, pierwszej, wielkiej
retrospektywy tego artysty, pokazywanej w ubiegłym roku
w heskim mieście Darmstadt. Jednak mimo tej ekspresji,
w której współdziałają jednocześnie zagrożenie
i strach, proporcje nie zostały naruszone. W tym sensie
„Gorgona” jest motywem metaforycznym, w którym skoncentrowane
jest artystyczne credo Igora Mitoraja: obejmuje ono niesamowitą
zagadkę olimpijskiego piękna, a także tragiczną
klątwę zepsucia i przemijania.
Zabandażowane
twarze
Ustawione
w parkowej lub miejskiej przestrzeni monumentalne posągi
Igora Mitoraja górują nad zwiedzającymi, są tajemnicze,
nieprzystępne, obce i chłodne. Są tworami z innego,
odległego, starożytnego świata, do którego nie
pasują nasze dzisiejsze, nowożytne klucze. Ich odmienność
jest jednak fascynująca i egzotyczna, pobudza wyobraźnie
i zmusza do myślenia. Rozbite na kawałki piękno,
piękno ze skorup sklejone, jest pięknem ocalonym z
przeszłości dla teraźniejszości, dowodem
wiedzy o przemijającej potędze człowieka i wiary
w nieprzemijającą potęgę sztuki. Zaś
dzieło sztuki jest piękne tylko wtedy, kiedy pozostaje
fragmentem. Najbardziej poruszające rzeczy, które stworzył
Michał Anioł, to te nigdy nie dokończone,
twierdzi Mitoraj. Harmonię widzę we fragmencie.
Fragmentaryczna harmonia jego rzeźb, zarówno tych, kontynuujących
tradycje antyczne, jak i orientalnych głów („China Moon”,
„Polvere d’Oriente” i „Blue Benares”) jest zarazem harmonią
melancholii. Ich pokryte sztuczną patyną twarze są
znieruchomiałe, ich oczy, mimo że patrzą przed
siebie, są zwrócone w głąb, bo wiedzą, że
doczesność trwa w rzeczywistości jedną,
krótką chwilę, też jest zaledwie fragmentem tego,
co nazywamy istnieniem ludzkości jako biologicznej i historycznej
całości. Wszechobecna melancholia, tchnąca z
nieruchomych „Głów”, jest także wyrazem ich pogodzenia
się z losem. Wiedzą bowiem, że „sic transit gloria
mundi”, że wszystko przemija i prędzej czy później
zamienia się w „Polvere”, czyli proch. Także i sztuka,
która w całości niemożliwa jest do ocalenia.
Zabandażowane, leżące głowy - „Hypnos” i
„Testa Addormentata” oraz reliefy „Paesaggio Ikaria” i „Paesaggio
Ithaka” a także popiersia („Cacciatori Bianchi”, „Nascita
di Venere” i „Donne”) wydają się być z jednej
strony wyrazem ślepego losu, pokazują jednak z drugiej
strony, że przeszłość, w tym również
i sztuki, może przetrwać jedynie w formie zmumifikowanej.
To, co najbardziej uderza w dziełach Igora Mitoraja, jest
jego fascynacja pięknem zniszczenia. Jest on estetą
pięknej destrukcji, wysmakowanych okaleczeń, zabliźnionych
ran, które zdobią jego rzeźby, bo podobno zdobią
też człowieka. Blizny, rysujące się na torsach,
twarzach, plecach, pośladkach i nogach, nie sprawiają
bólu, są nobilitacją, rodzajem szlachectwa, zadanego
i nadanego szablą przeznaczenia. Są też, mimo
pojawiających się w nich kobiecych motywów, apoteozą
walecznej i triumfującej męskości, której nie
są w stanie zagrozić największe nawet okaleczenia.
Gorgona
na łonie uskrzydlona
Kobiece
figury Mitoraja są kruche, znikome i bezbronne, tak jak
Wenera, narodzona w rzeźbie pod tym samym tytułem
(„Nascita di Venere”) chyba z leżącej na jej udzie
męskiej głowy. Kobieta, ten ulubiony przez naszych
wieszczów „puch marny” i jak najbardziej „ziemska istota” nie
jest się w stanie wznieść na wyżyny męskiego
męstwa. Jest bowiem złowieszczą i destrukcyjną
siłą, która tchnie z ambiwalentnych odrażająco-pociągających
wizerunków mitorajskiej Gorgony. Gorgona umieszczona jest zarówno
na tarczy „Quirinusa”, na męskim „Torso d’Inverno” i „Torso
del Centauro” a także na płaskorzeźbach „Pannelo
con Centurione”, „Pannelo con Gorgone” i „Vase etrusco con Gorgone”.
Jej mitologiczną rolą była obrona przed wrogami,
w rzeźbach Mitoraja wydaje się mieć przeklętą
płeć, sprowadzającą dzielnych wojowników
z drogi cnoty. Jest najbardziej rzucającym się w oczy
symbolem wspominanej przez cytowanego powyżej Klausa Wolberta
tragicznej klątwy zepsucia i przemijania. To, że
ambiwalencja ta dotyczy w pierwszym rzędzie także
i płci, w której od starożytności nierozerwalnie
tkwią Eros i Tanatos, Mitoraj poruszył w swojej figurze
„Ikaria.” To, że fascynacja seksualnością nosi
w sobie piętno demoniczności i traumatycznych lęków,
pokazał, sadzając głowę Meduzy przed łonem
uskrzydlonej kobiecej postaci. Mężczyznę
zdobią więc blizny, naoczne znaki męstwa, owego
mitycznego „virtuti”, kobiecość wyraża się
w Meduzie-Gorgonie na mniej lub bardziej uskrzydlonym łonie
Ikarii, grobowcu Ikara.
Twórca
osobliwości starożytności
Na
bycie rzeźbiarzem Igor Mitoraj zdecydował się
stosunkowo późno, w połowie lat siedemdziesiątych.
Dzieciństwo i lata wczesnej młodości spędził
w okolicach Krakowa, następnie studiował na wydziale
malarstwa krakowskiej ASP, gdzie był min. studentem Tadeusza
Kantora. Z Polski wyjechał w 1968 roku i osiedlił
się w centrum ówczesnej sztuki, Paryżu. Od 1983 roku
mieszka na przemian w stolicy Francji i w toskańskiej miejscowości
Pietrasanta, w sąsiedztwie której znajdują się
słynne kamieniołomy marmuru Lucca i Carrara. Międzynarodowe
uznanie zdobył pod koniec lat siedemdziesiątych, choć
jego rzeźby pokazywane były głównie w europejskich
(francuskich, włoskich, niemieckich, szwajcarskich i hiszpańskich)
galeriach, bo przez muzea nie był przez długi czas
zbytnio rozpieszczany. Muzealny „przełom” Igora Mitoraja
nastąpił dopiero w1997 roku, kiedy jego dzieła
zaprezentowało muzeum w holenderskim mieście Scheveningen,
zaś dwa lata później jego rzeźby i rysunki oglądać
można było w Pallazzo Pitti, w Ogrodach Boboli i w
muzeum archeologicznym we Florencji. Dużą popularnością
pochodzący z Polski artysta cieszy się niewątpliwie
w Niemczech i w Szwajcarii, o czym świadczy pięć
pokaźnych wystaw, zorganizowanych tam w ciągu ostatnich
trzech lat. Tak więc w 2000 roku 23 monumentalne rzeźby
Mitoraja ozdobiły park Mumm Akademie w nadreńskiej
miejscowości Etville, skąd rok później pojechały
do Bamberga, gdzie przez pięć miesięcy (od lipca
do listopada) stały w śródmieściu tego zabytkowego
miasta. W 2001 roku retrospektywa rzeźb Mitoraja odbyła
się w Muzeum Olimpijskim w Lozannie, skąd rok później
trafiła do Muzeum Sztuki Współczesnej w Lugano. Największa
dotychczasowa wystawa prac Igora Mitoraja odbyła się
natomiast w muzeum i parku Instytutu Mathildenhöhe w Darmstadt,
gdzie od 2 czerwca do 8 września 2002 roku, pod tytułem
„Die Schőnheit - eine zerbrochene Utopie” (co nieco niezręcznie
przetłumaczono na polski jako „Piękno - zraniona utopia”,
bo po niemiecku oznacz to raczej utopię pękniętą
lub rozbitą) podziwiać można było jego 129
rzeźbiarskich prac z marmuru, brązu, terakoty i trawertynu,
a także 50 rysunków. Ze względu na słoneczną
najczęściej w ubiegłych, letnich miesiącach
pogodę, park przed Instytutem Mathildenhöhe, będący
kolebką i miejscem dokumentacji tzw. „Darmstädter Sezession”,
zamienił się w istny, śródziemnomorski (mito)raj,
zaludniony przez herosów i nieco mniej heroin - urokliwie okaleczonych,
malowniczo popękanych i starannie pokrytych patyną
(z naszych) czasów. Był to doskonały wyraz harmonii
kultury i natury, najlepszy dowód na to, że rzeźby
w ogrodzie są i będą zawsze w modzie. Panowała
tam atmosfera skupionego uduchowienia, którą podkreślała
cerkiew, zbudowana na początku ubiegłego wieku w centralnym
punkcie parku. Na Wzgórzu Matyldy nastąpiło więc
symboliczne i być może wręcz prorocze spotkanie
kultury naszej starej Europy: Starego i Nowego Rzymu - oba,
jak wiadomo, z Grecji rodem - w monumentalnych, wręcz bizantyjskich
rozmiarach. Muzealne wnętrza Instytutu Mathildenhöhe zamieniły
się natomiast w gabinet starożytnych osobliwości,
w pompejańską willę, wypełnioną mozaikami,
wazami, płaskorzeźbami, małymi posążkami
i statuetkami, a także średniej wielkości rzeźbami
i rysunkami.
Rysunki
w zasięgu ręki
W
sztuce Igora Mitoraja rysunki, wykonane węglem, ołówkiem,
białą kredą, czerwoną kredką lub techniką
mieszaną na sprowadzanym z Polski, szorstkim, pakowym papierze
a także papierze czerpanym, zajmują szczególne miejsce.
Nie są one bowiem szkicami do jego rzeźb, których
prototypami są gipsowe modele, ale autonomiczną, nie
przeznaczoną na sprzedaż dziedziną twórczości.
Spośród dwustu jego rysunków, jedynie 16 jest własnością
Galerii Uffizi we Florencji. Mitoraj, który jest bardzo przywiązany
do swoich rysunków, dba o to, żeby, jak pisze Annette Wagner,
współkuratorka „Piękna - zranionej utopii” w katalogu
wystawy, zbiór rysunków znajdował się w zasięgu
jego ręki. Żadnej z prac nie oddaje, uważa je
za tak ważne, ponieważ przedstawiają jego życie
wewnętrzne, a tym samym cechuje je intymność
i osobisty charakter. Te rysunki, które, w przeciwieństwie
do form przestrzennych, nie opatrzone są tytułami,
mają tematyczny związek z jego rzeźbami. Widać
na nich leżące lub stojące głowy z zabandażowanymi
twarzami, naszkicowane grubą kreską sylwetki Ikarów
z tarczami i ledwo zaznaczone torsy. Ponieważ Igor Mitoraj
jest twórcą uosobionego piękna, więc także
i jego rysunki wyrażają piękno uosobione. Dla
Annette Wagner wynika ono z ich swobody, siły wyrazu,
bezpośredniości i biegłości. Są to
prace pełne rozwagi, o bardzo wysokiej jakości, którym,
pomimo częściowych właściwości szkicu
(...) nie brakuje mistrzostwa i siły wyrazu. W swoich rysunkach
Mitoraj osiąga ogromną intensywność najskromniejszymi
środkami.
Sztuka
wysoka przyjemnie dotyka oka
Igor
Mitoraj jest więc artystą, pod którego perfekcyjnymi
rękami wszystko zamienia się w piękno. Harmonijne
fragmenty tego piękna, zamkniętego w powłokach
z marmuru, terakoty, trawertynu i brązu, wzbudzają
zachwyt wykształconej publiczności i kolekcjonerów.
Doskonale wyglądają w prywatnych ogrodach, w odpowiedniej
wielkości salonach i w miejskiej, publicznej przestrzeni.
Jednak piękno dzieł Igora Mitoraja narażone może
być na pewne niebezpieczeństwo. Przy dużym zapotrzebowaniu
na rzeczy piękne te niezwykle dekoracyjne, ale ciągle
jeszcze w pełni artystyczne rzeźby mogą stać
się przedmiotem dekoracji. Pięknym umeblowaniem pałacowych
sal i parkowych trawników. Ozdobą placów kulturalnych miast.
Może więc piękno, aby nie pozostać pojęciem
utopijnym, musi stać się elementem dekoracyjnym? Ciekawe,
jak „Zraniona utopia”, która w miesiącach letnich tego
roku pokazywana będzie w Warszawie, zaprezentuje się
na dziedzińcu pozbawionego raczej zieleni Muzeum Narodowego.
Bo, jak pisze Danuta Wróblewska w bynajmniej nie utopijnie,
ale naprawdę pięknym i (gdzieniegdzie przez tłumaczenie
na polski nieco) zranionym katalogu wystawy: Dociec istoty
sztuki, szczególnie świetnej, zniewalającej już
samym swoim warsztatem, jest bardzo trudno. Nie zawsze pomoże
w tym sam twórca. Za to pokusa stworzenia na jego okoliczność
osobnego mitu jest wielka. Warto więc przyjąć,
że twórczość Igora Mitoraja pozostanie w swym
kształcie całościowym wieloznaczna, różnie
więc ma prawo być objaśniana i opisywana. Jednym
przypomni świetność Olimpu, innym upadek człowieka.
A jeszcze innym pozostawi tylko przyjemność dla oka
i ręki sprawdzającej rzecz w dotyku. Należy
przypuszczać, że pracownicy Muzeum Narodowego będą
mieli na oku ręce, dotykające wieloznacznych kształtów
twórcy z Pietrasanta.
Tekst
© Urszula Usakowska-Wolff
Kwartalnik
ORO
Nr 1 (50) / 2003
Wszystkie
cytaty pochodzą z katalogu wystawy:
IGOR
MITORAJ
DIE
SCHONHEIT - EINE ZERBROCHENE UTOPIE
PIĘKNO
- ZRANIONA UTOPIA
wydanego
po niemiecku i polsku przez
Institut
Mathildenhöhe Darmstadt, Muzeum
Narodowe w Warszawie i Die
Galerie, Frankfurt nad Menem,
pod
redakcją i ze wstępem Klausa Wolberta oraz z pozdrowieniem
prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który objął
patronat nad wystawą,
z tekstami
Klausa Wolberta, Danuty Wróblewskiej, Kaia Buchholza, Heriberta
Kleina i Annette Wagner i z wierszami Krzysztofa Kamila Baczyńskiego,
Johanna Wolfganga von Goethego, Friedericha Horderlina, Friedricha
Schillera, Charlesa Baudelaire’a, Hugo von Hoffmannsthala, Rainera
Marii Rilkego i Gottfrieda Benna.
290
str., 130 reprodukcji barwnych i 40 biało-czarnych,
Darmstadt,
2002
ISBN
3-925782-39-7
Cena
58 Euro
IGOR
MITORAJ
Igor
Mitoraj urodził się 26 marca 1944 r. w niemieckiej
miejscowości Oederan w Rudawach. Jego matka była Polką,
deportowaną do nazistowskich Niemiec do pracy przymusowej
a ojciec francuskim oficerem Legii Cudzoziemskiej, internowanym
jako jeniec wojenny. Po zakończeniu wojny wyjechał
wraz z matką do Polski, w okolice Krakowa. Po ukończeniu
liceum plastycznego w Bielsku-Białej rozpoczął
w 1963 r. studia na wydziale malarstwa Akademii Sztuk Pięknych
w Krakowie. W 1968 r. opuścił Polskę i udał
się do Paryża, gdzie kontynuował studia artystyczne
w École Nationale Supérieure des Beaux-Arts. W 1973 r. wyjechał
na rok do Meksyku, w celu głębszego poznania sztuki
Azteków. Po powrocie do Paryża zajmował się głównie
rzeźbiarstwem. Po sukcesie, odniesionym na pierwszej znaczącej
wystawie indywidualnej w paryskiej galerii La Hune, poświęcił
się całkowicie rzeźbie, otworzył też
własną pracownię. Jego ulubionym tworzywem były
w tamtym czasie terakota i brąz. W 1979 r. wyjechał
na kilkumiesięczny pobyt do Nowego Jorku, gdzie utwierdził
się w przekonaniu bycia artystą europejskim. Podróżował
także po Grecji, gdzie studiował rzeźby antyczne.
Od 1983 r. mieszka na przemian we włoskiej miejscowości
Pietrasanta w Toskanii oraz w Paryżu, gdzie nadal posiada
pracownię. W 1986 r. został zaproszony do uczestnictwa
w XLII Biennale Internationale d’Arte w Wenecji. Brał udział
w 108 wystawach indywidualnych, min. we Francji, w Niemczech,
Szwajcarii, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Holandii,
Polsce, Korei Południowej, Japonii i USA. Jego rzeźby
zdobią przestrzeń miejską min. w Mediolanie,
Rzymie, Paryżu, Londynie, Atlancie, Tokio, Lozannie i w
Bambergu. W 2002 r. został honorowym obywatelem miasta
Pietrasanta i laureatem włoskiej nagrody „Premio Vittorio
De Sica”. Jest także autorem scenografii do opery „Manon
Lescaut” byłego mieszkańca Pietrasanta, Giacomo Pucciniego,
pokazywanej w ubiegłym roku na odbywającym się
w tym mieście festiwalu operowym.