|
Do
oglądania bez wahania
Położony
na środku przepływającej przez Bremę Wezery
półwysep Teerhof - Smolny Dwór, zawdzięcza swoją
nazwę działającym tam od początku czternastego
wieku smolarniom, w których uszczelniano budowane z drewna łodzie
i statki. Wraz z nadejściem ery metalowych statków i łodzi,
smolarze stracili rację bytu, tak więc na początku
dziewiętnastego wieku Teerhof stał się dzielnicą
towarową, miasteczkiem spichrzów. Do największych
z nich należały cztery potężne magazyny,
górujące na zachodnim krańcu półwyspu niby istny
zamek, nazwane więc zostały Weserburgiem, Wezerskim
Zamkiem.
W
czasie drugiej wojny światowej Teerhof, podobnie jak większość
Bremy, został prawie doszczętnie zniszczony. Znajdujące
się w bezpośrednim sąsiedztwie starówki byłe
miasteczko spichrzów przeżyło więc kolejną
metamorfozę: pusty, przestronny teren w centralnym punkcie
Bremy zaludniły jarmarczne budy, diabelskie koła i
cyrkowe namioty. Półwysep stał się dzielnicą
rozrywkową, wesołym miasteczkiem. Pod koniec lat osiemdziesiątych
Smolnemu Dworowi zaczęto przywracać historyczne oblicze,
wznosząc na nim czterokondygnacyjne budynki o elewacjach
z czerwonej cegły w stylu dziewiętnastowiecznych spichrzów.
W minionym dziesięcioleciu Teerhof przeobraził się
w elegancką, centralnie i najbardziej urokliwie, bo na
środku Wezery położoną dzielnicę mieszkaniową
Bremy, połączoną ze Starym Miastem nowo wybudowanym
mostem.
Muzeum kolekcjonerów i ich partnerów
Od
dziesięciu lat dominującym, architektonicznym akcentem
Smolnego Dworu jest znowu Wezerski Zamek, kontynuujący
poniekąd rozrywkowe tradycje tej dzielnicy w nowym kształcie,
dostosowanym do potrzeb dzisiejszych konsumentów kultury mniej
masowej, co nie znaczy, że mniej popularnej. Za odbudowanymi
na wzór starych spichrzowych murów fasadami czterech potężnych
budynków, do których wchodzi się dosłownie prosto
z mostu, znajduje się bowiem Neues Museum Weserburg, jedno
z największych niemieckich muzeów, prezentujących
międzynarodową sztukę współczesną.
Na czterech kondygnacjach o łącznej powierzchni 6.000
metrów kwadratowych zgromadzono tam wszystko, co w sztuce ostatnich
czterdziestu lat zostało uznane za nowatorskie, wybitne,
doniosłe i coraz bardziej trwałe, słowem: dzieła
mistrzów, klasyków końca dwudziestego wieku. Są wśród
nich min. Andy Warhol, George Segal, Duane Hanson, Donald Judd,
Sol LeWitt, Dan Flavin, Lawrence Weiner, Richard Serra, Richard
Long, Mario Merz, Pierpaolo Calzolari, Christian Boltanski,
Daniel Buren, Daniel Spoerri, Jean Tinguely, Dieter Roth, a
także plejada wielkich Niemców z Josephem Beuysem, Georgem
Baselitzem, A.R.Penckiem, Gotthardem Graubnerem, Gerhardem Richterem,
Sigmarem Polke, Jochenem Gerzem, Ulrichem Rückriemem i Rebbeccą
Horn na czele; jest wreszcie sala z "Detalami" Romana
Opałki, którego retrospektywą "1965/1 - şş"
Nowe Muzeum zaingurowało swoją działalność.
O ile nazwiska tych i innych uznanych, międzynarodowych
artystów, których dzieła, eksponowane na Zamku Wezerskim
w Bremie, nie są zaskoczeniem: należą oni bowiem
od kanonu sztuki współczesnej i ambicją każdego
szanującego się muzeum w Niemczech, Europie a także
i na świecie jest mieć większość z
nich "na pokaz", o tyle koncepcja Nowego Muzeum była
nowatorska nie tylko w Niemczech, ale i w Europie. W Niemczech
istnieją wprawdzie już od dawna publiczne muzea, wybudowane
na cześć pojedynczych kolekcjonerów, jak na przykład
Sprengel Museum w Hanowerze lub Ludwig Museum w Kolonii i Akwizgranie,
czyli na cześć przedsiębiorców-miłośników
sztuki, którzy podarowali tym miastom swoje zbiory. Nowe Muzeum
w Bremie było natomiast pierwszym w Niemczech i w Europie
"Sammlermuseum" - muzeum kolekcjonerów, którego zbiory
pochodzą (dotychczas) z dziesięciu cennych europejskich
kolekcji prywatnych, gromadzących międzynarodową
sztukę począwszy od lat sześćdziesiątych.
Nowe Muzeum w Bremie wyszło ze słusznego założenia,
że jako placówka finansowana z kasy publicznej, a więc
skromnie, nie może pozwolić sobie na prowadzenie satysfakcjonującej
polityki zakupowej, tak więc musi poszukać zasobnych
w dzieła sztuki partnerów prywatnych, których kolekcje
wypełnią wielką, publiczną przestrzeń
wystawową. Z kolei kolekcjonerzy prywatni nie cierpiący
wprawdzie na brak funduszy, czego dowodem są ich kosztowne
zbiory, cierpią na brak przestrzeni do publicznej prezentacji
zdeponowanych z konieczności w magazynach przykładów
pasji kolekcjonerskiej i słusznego, artystycznego wyboru,
którego nic nie nobilituje bardziej, niż stała ekspozycja
w renomowanym muzeum. Okazuje się, że umiejętne
połączenie dwóch deficytów: publiczno-finansowego
i prywatno-lokalowego, może przynieść zysk wszystkim
zainteresowanym: muzeum ma wielkie, nowe i stale aktualizowane
zbiory, zbiory mają wielkie nowe muzeum, publiczność
ma wiele nowego do poznania i zwiedzania na miejscu, bez konieczności
podróży do wielkich niemieckich i międzynarodowych
metropolii sztuki współczesnej. Zainicjowana przed dziesięciu
laty w Bremie współpraca między miejską, czyli
publiczną instytucją kulturalną i kolekcjonerami
- prywatnymi mecenasami kultury, była prototypem tak dziś
modnego Public Private Partnership, publiczno-prywatnego partnerstwa,
dzięki któremu kultura, pierwsza ofiara publicznych oszczędności
(także i w Niemczech) może teraz pomyślnie funkcjonować
i od którego w przyszłości będzie coraz bardziej
zależna.
Terra
incognita została odkryta
To
co z czasem ogólnie uznane, na początku nie przez wszystkich
jest akceptowane: kiedy 6 września 1991 roku, po niespełna
czterech latach planowania i budowy zaprojektowane przez architektów
Prof. Wolframa Dahmsa i Franka Siebera Nowe Muzeum Weserburg
rozpoczęło działalność w Bremie, niemieckie
media z rezerwą odnosiły się do tego wówczas
nowatorskiego prywatno-publicznego przedsięwzięcia.
Obawiano się, że publiczna instytucja wystawienniczo-dydaktyczna
stanie się eksponentem gustu prywatnych kolekcjonerów,
to znaczy, że będzie pokazywać dzieła, gromadzone
nie z powodów poznawczych, dokumentalnych i artystyczno-historycznych,
ale prestiżowo-rynkowych; że za publiczne pieniądze
wzmocni przede wszystkim prestiż prywatnych kolekcjonerów
i zwiększy wartość ich kolekcji. I że poza
wszystkim Nowe Muzeum nie trafi w gust konserwatywnej publiczności
starej, mieszczańskiej Bremy, która zatrzymała się
na etapie malarstwa wczesnego modernizmu, dumna z tego, że
w położonej na obrzeżach Bremy malowniczej wiosce
Worpswede, w której na początku dwudziestego wieku istniała
słynna kolonia artystyczna, tzw. Worpsweder Schule, urodziła
się (w 1876 roku) jedna z jej głównych przedstawicielek
- przedwcześnie zmarła (w 1907 roku) prekursorka ekspresjonizmu
Paula Modersohn-Becker, zaś również z okolic Bremy,
ze wsi Strohhausen, pochodzi Franz Radziwill (1895-1983), jeden
z bardziej znanych przedstawicieli "Neue Sachlichkeit"
(Nowej Rzeczowości). Praktyka wystawiennicza i dydaktyczna
Nowego Muzeum rozwiała te obawy; obok stałych zbiorów,
które składają się ze starannie wybranych przez
historyków, teoretyków i praktyków sztuki reprezentatywnych
punktów ciężkości prywatnych kolekcji, obrazujących
rozwój poszczególnych artystów i ich wkład w rozwój sztuki
ostatnich czterech dziesięcioleci dwudziestego wieku, organizowane
są tam także wystawy tematyczne o kierunkach, charakterystycznych
dla sztuki, która jest przedmiotem działalności tego
muzeum: począwszy od awangardy lat sześćdziesiątych,
poprzez minimalizm, arte povera, konceptualizm, land art, francuskich
i szwajcarskich "Nouveaux Réalistes", wiedeńskich
akcjonistów, skończywszy na "Nowych Realistach"
końca ubiegłego i początku naszego wieku, do
których zaliczyć można pokazywaną tam w marcu
i kwietniu tego roku pierwszą muzealną retrospektywę
urodzonego w 1961 roku malarza Neo Raucha z Lipska, uznanego
przez niemiecką i międzynarodową krytykę
za coraz lepiej zapowiadającego się odnowiciela malarstwa.
Prawdziwą specjalnością Nowego Muzeum są
natomiast cykliczne wystawy, zainicjowane przez jego wicedyrektorkę
Hanne Zech, która programowo zaprasza zagraniczne kuratorki
do organizowania przeglądów tematycznych pod tytułem
"An entscheidender Stelle" (W decydującym miejscu).
Kuratorką pierwszego takiego pokazu była w 1996 roku
Maria de Corral z Madrytu, która przygotowała wystawę
"In vollkommener Freiheit" (W całkowitej wolności),
pokazującą dzieła artystów (Picasso, Miró, Guston
i de Koonig) z ostatniego okresu ich życia, oraz ich wpływ
- mimo związanych z wiekiem pewnych niekonsekwencji artystycznych
a może właśnie z ich powodu - na dzisiejsze malarstwo.
W 1998 roku Lynne Cooke z Nowego Yorku zaprezentowała "Terra
incognita", czyli twórczość outsiderów, wśród
których znaleźli się min. Vija Celmis, Alighiero Boetti,
Neil Jenny, Jan-Luc Mylayne i Hiroshi Sugimoto. Kuratorką
trzeciej wystawy "W decydującym miejscu" była
natomiast Anda Rottenberg, która na pokazie pod tytułem
"Amnezja" (26.11.2000 - 4.03.2001) zgromadziła
tematyzujące wszechobecność niepamięci i
zapominania dzieła Stanisława Dróżdza, Mirosława
Bałki, Christiana Boltańskiego, Bruce Naumana, Anselma
Kiefera, Vladimira Zakharova i Rachel Whiteread: sześciu
artystów i jednej artystki, których nie sposób zapomnieć.
Poza możliwością obejrzenia co dwa lata kobiecego
spojrzenia na zjawiska trwania i przemijania, specjalnością
Nowego Muzeum jest także stała wystawa zakupionego
od kolekcjonera Guy Schraenena z Antwerpii Archive for Small
Press&Communication (Archiwum Małej Prasy&Komunikacji)
z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych,
który - wzbogacony o nowe, aktualne nabytki, składa się
obecnie z 40 tysięcy książek, plakatów, ulotek
i druków artystycznych z całego świata, eksponowanych
pod tytułem OUT OF PRINT na drugim piętrze muzeum.
Nowe Muzeum w murach starego spichrza jest więc istnym
magazynem wszechstronnie i starannie udokumentowanych kierunków,
zjawisk, swobód i mód artystycznych ostatnich czterech dziesięcioleci,
czyli sztuki uznanej, docenianej i podziwianej ciągle i
długo jeszcze - ale już sztuki mniej lub bardziej
odległej przeszłości. Żeby natomiast zaistnieć
w nowym tysiącleciu i sprostać zawartej w nazwie przymiotnikowej
"nowości", Neues Museum Weserburg w Bremie musi
być stale na czasie i wyrażać ducha czasu, zawartego
w sztuce, czyli w większym niż dotychczas stopniu
otworzyć się na sztukę teraźniejszości,
która jest sztuką na teraz, czyli jak najbardziej na czasie.
Nowa
sztuka wstrząsu szuka
Zdaniem
dyrektora dr Thomasa Deecke, kierowane przez niego od samego początku
Nowe Muzeum Weserburg w Bremie dobrnęło właśnie
teraz, czyli w dziesiątym roku istnienia może jeszcze
nie zupełnie do nowego tysiąclecia, ale bez wątpienia
do teraźniejszości. Jej wyrazem jest przygotowana wspólnie
z działającym także w tym muzeum Gesellschaft für
Aktuelle Kunst (Towarzystwem Aktualnej Sztuki) i sponsorowana
przez Bremer Landesbank i fundację Waldemara Kocha wystawa
pod tytułem "Ohne Zögern" (Bez wahania), na której
po raz pierwszy pokazywany jest (od 3.06.-16.09.01) stosunkowo
niewielki wycinek, czyli ponad sto prac z kolekcji Thomasa Olbrichta.
Ten dziś 53-letni endokrynolog, profesor Uniwersytetu w Essen
i przewodniczący rady nadzorczej koncernu kosmetycznego "Wella",
zgromadził w ciągu ostatnich dwudziestu lat ponad tysiąc
dzieł sztuki z pierwszej i drugiej połowy ubiegłego
wieku. Jako kolekcjoner bierze się "Bez wahania"
do dzieła, przede wszystkim wtedy, kiedy - szczególnie w
ostatnich dziesięciu latach - udaje mu się coraz częściej
sięgać po sztukę na granicy dobrego smaku a nawet
poniżej, która wstrząsa nim od pierwszego wejrzenia,
dzięki niepoprawności politycznej, erotycznej i estetycznej
wprawia jego hormony w ruch, i która teraz ma wywołać
możliwie impulsywne reakcje u możliwie szerokiej publiczności.
Dlatego też bez osłonek, bo najczęściej w
postaci dzieł nagich lub skąpo odzianych ciał lub
tego, co z nich się ostało, kolekcja Olbrichta, dokładniej
jej druga, mniejsza część, pragnie narazić
się świadomie na ryzyko i uboczne skutki publicznego
pokazu. Tak więc wystawę rozpoczynają "Bez
wahania" dwa płaty ludzkiej skóry, na szczęście
z tworzywa skóropodobnego, które - zwisając z sufitu pierwszej
sali na drugim piętrze Nowego Muzeum, wprowadzają od
razu w naskórną teraźniejszość. Za obdartą
skórą, na której z przodu widać, że była kiedyś
okazałym mężczyzną, choć z tyłu
jak zwykle nie jest to wcale takie oczywiste, znajduje się
wielkie zdjęcie nieruchomych ze względu na artystyczny
środek wyrazu warg sromowych, czyli wyraźnej cechy płci
przeciwnej, obrazujące mało oryginalny, ale za to w
pełni zgodny z anatomią i zatytułowany (tak samo
jak obraz Gustave Courbeta) "Początek świata",
zaś w kącie szumi przeźroczysta lodówka z najbardziej
znanymi z historii sztuki "Słonecznikami", które
- tym razem świeżo zakupione na targu w Bremie i zakonserwowane
w płynnym azocie, mają zachować na zawsze świeżość
i działać także i na zmysły mniej artystycznie
wyrobionej publiczności. W taki sposób Marc Quinn, jeden
z bardziej znanych przedstawicieli "Young Brit Art",
prezentuje się jako obeznany z dziełami wielkich mistrzów
ich godny następca, który przenosi ikony sztuki w dzisiejszą
teraźniejszość, starając się odkryć
przed publicznością źródła artystycznej inspiracji,
czyniąc to po części w sposób usilnie szokujący,
po części niezwykle uproszczony a nawet prostacki, ale
zawsze do natychmiastowego rozpoznania.
Esencja
egzystencji
Podczas
gdy Marc Quinn wyraźnie wychodzi ze skóry, żeby wejść
w skórę znakomitych poprzedników, inni spośród siedemdziesięciu
artystów, wśród których artystki stanowią ponad połowę,
uwięzieni są w przeznaczonych im przez los i naturę
cielesnych powłokach, aż do momentu, kiedy nieuchronny
bieg rzeczy wyzwoli ich z ziemskich kaftanów bezpieczeństwa,
do których należą także fasady domów i ich niekiedy
luksusowo umeblowane, jednak puste wnętrza. Egzystencji,
a więc doczesnej powłoce ludzkiego i materialnego
trwania i przemijania, obleczonej w cielesną i "domową"
architekturę, za którymi skrywają i czają się
ich czasem lepiej że nie do końca spenetrowane wnętrza,
poświęca swoją uwagę kolekcjoner Thomas
Olbricht, który - parając się zawodowo naukami przyrodniczymi
i z nimi w sposób naturalny blisko związany, wyraźnie
preferuje dzieła artystów i przede wszystkim artystek,
wychodzących na przeciw jego zawodowym zainteresowaniom.
Dowodów na to, że gromadzeni przez niego w przeważającej
części młodzi oraz niekiedy - jak Helmut Newton
lub Gerhard Richter - zawsze, może z czasem wiecznie młodzi
artyści coraz częściej poświęcają
się odwiecznym problemom egzystencji, ma dostarczyć
właśnie wystawa "Bez wahania." Tak więc
w pokazywanym obecnie po raz pierwszy publicznie wycinku kolekcji
Olbrichta chodzi naocznie o życie, przemoc, cierpienie
i śmierć. Życie to wielka niewiadoma, ukryta
za teatralną kurtyną, przed którą stoi dziewczynka
z trzema walizkami, z bagażem nieznanej przyszłości,
co obrazuje fotografia Johna Isaacsa "Untiteld (Diary of
a Loner)", wprawdzie "Bez tytułu" a jednak
w nawiasie nazwana "Pamiętnikiem outsidera."
Życie to także "The Secret Island" (Tajemnicza
Wyspa) na pierwszy rzut oka, spoglądającego z fotografii
Sama Samore. Życie jest więc jawnie tajemne, złudnie
prawdziwe, wiecznie młode, pożądliwe i uwodzicielskie,
zaspakaja męską fantazję fotosami z pornosów,
których wiecznie skore do wszelkich usług erotycznych bohaterki
widać na obrazach Marlene Dumas w ich prawdziwej roli:
schematycznych, mrocznych przedmiotów pożądania. Skazane
na płciowość obie płcie mają niekiedy
spore trudności z jednoznaczną żeńską
lub męską tożsamością, gdyż jest
ona, co dowodzą fotografie, których autorami i autorkami
są min. Helmut Newton, Gerhard Richter, Cindy Sherman,
Shirin Neshat, Sarah Lucas, Thomas Ruff, Wolfgang Tillmans,
Collier Schorr, Paul Graham, Yasumasa Morimura, Mariko Mori,
Bettina Rheims, Jeanne Dunning, Sylvie Fleury, Matthew Barney,
Nan Goldin, Fiora Sigismund i co pokazane także na obrazach
Gustava Kluge, produktem obowiązujących i obowiązkowych
oczekiwań, wyobrażeń, stereotypów lub rzadko
spełnionych marzeń bycia kimś innym niż
się jest. W wysoko cenionej i notowanej kolekcji dzieł
artystek i artystów, zaliczanych ostatnio coraz częściej
do grona "Nowych Realistów", nie może zabraknąć
oczywiście także i codziennych, "domowych"
instalacji i obiektów, min. Pippilotti Rist, Fischli&Weissa,
Andreasa Slonimskiego, Andrei Zittel, Gregora Schneidera, Stephana
Balkenhola, ani tym bardziej wyposażonych w zewnętrzne
znamiona płci w miejscach do tego przez naturę nie
przeznaczonych lalek braci Chapman. Z niedoskonałych cielesnych
i architektonicznych powłok wyzwoli ich i nas wszystkich
dopiero śmierć, która w dziełach Andresa Serrano
dokonuje krwawego dzieła i którą przedstawia również
rzeźba Kathariny Fritsch pod tytułem "Doktor"
- szkielet w białym kitlu. Widać od razu, że
ta doktor leczy wszelkie rany, z(a)bierając coraz to nowe
okazy do swojej największej ze wszystkich znanych kolekcji,
do której należą lub należeć będą
także i artyści, bo - jak informuje 40-letnia Walijka
Bethan Huwe białym druczkiem na czarnej tabliczce: "All
artist are mortal - Wszyscy artyści są śmiertelni."
Reszta jest milczącym wymownie wazonikiem Maurizio Cattelana,
który w formie ukwieconej czaszki rozmyśla nad daremnością
bytu, zakończonego niebytem: czyżby był on teraźniejszym
Yorrickiem?
Zbierać
bez wahania przedmioty zainteresowania
Plakatywna,
a więc ogólnie zrozumiała prezentacja odwiecznych
tematów sztuki i życia, na które - jak pragnie dowieść
wystawa "Bez wahania", coraz częściej silą
się także i wybitni, również ci jeszcze młodzi
artyści i dominujące na tym pokazie ilościowo
i jakościowo artystki, ma zgodnie z zamierzeniami kolekcjonera
Thomasa Olbrichta sprowokować publiczność do
refleksji nad ponadczasowymi dylematami ludzkiej egzystencji.
W masie prowokacyjnych dzieł zanika niestety ich - tu i
ówdzie niewątpliwa - klasa. Stokrotna prowokacja dusi również
i najbardziej przejmujący ton, nawet jeżeli nadają
go początkujące, fetowane bądź już
zupełnie uznane gwiazdy międzynarodowego świata
sztuki. O ich zebranych dziełach można napisać
bez wahania, że wywołują przede wszystkim uczucie
pustki, być może esencji dzisiejszej egzystencji w
kosztownym, kunsztownym, kuszącym i - mimo pozorowanej
drastyczności - bezpiecznym opakowaniu. Zaś sztuka
właściwego, bo przyciągającego wzrok konsumentów
różnych dóbr opakowania jest - również i w życiu
- sztuką jak najbardziej na czasie. Zgłaszany przez
muzea zamiar wypożyczenia prac z mojej kolekcji utwierdza
mnie w przekonaniu posiadania dzieł sztuki, będących
przedmiotem ogólnego zainteresowania. To nastraja mnie radośnie
i sprawia mi satysfakcję. Te zamiary spełniam chętnie,
bo w tym sensie zgodne są one ze stanem faktycznym: zbieram,
więc jestem, powiedział Thomas Olbricht w wywiadzie,
opublikowanym w katalogu wystawy "Bez wahania", która
po pobycie w Nowym Muzeum Weserburg w Bremie ma pojechać
do praskiej galerii Rudolfinum, aby stać się - być
może w bliskiej już przyszłości - przedmiotem
zainteresowania miłośników sztuki międzynarodowej
teraźniejszości, tym razem w czeskiej stolicy nad
Wełtawą.
Tekst
© Urszula
Usakowska-Wolff
Tygiel
Kultury Nr 10 - 12/ 2001
"Ohne
zögern - die Sammlung Olbricht Teil 2"
("Bez wahania - kolekcja Olbrichta część 2")
3.06 - 16. 09. 2000
Neues Museum
Weserburg Bremen
Katalog po niemiecku i angielsku kosztuje 48 DM.
|
|