Puenta
z Chopinem
Recepcja
poezji Wisławy Szymborskiej w Niemczech
Referat
wygłoszony przez Urszulę Usakowską-Wolff na IV. Sesji Tłumaczy Literatury Krajów Nadbałtyckich w Gdańsku,
w dniu 5.12.1996
Zanim
podzielę się moją wiedzą o odbiorze poezji
i poetki Wisławy Szymborskiej w Niemczech, chciałabym
oznajmić, że mój tekst nie jest rozprawą naukową,
gdyż nie jestem naukowcem ani krytyczką literacką,
zaś moje związki z twórczością laureatki literackiej
nagrody Nobla były raczej sporadyczne, ograniczały się
bowiem do lektury jej wierszy oraz do wdzięczności za
to, że w 1979 roku "Życie Literackie" wydrukowało
mój wiersz pod tytułem "Wizja", zaś w następnych
dwóch latach zamieściło też kilka moich przekładów
poezji rumuńskiej. W ostatnich latach zajmowałam się
głównie popularyzacją sztuki polskiej w Niemczech; organizowałam
wystawy artystów polskich oraz pisałam wprowadzenia w ich
dzieła i twórczość. Mimo że od 1986 roku,
czyli od momentu zamieszkania w Niemczech, pragnęłam
zająć się tłumaczeniem literatury polskiej,
było to zamierzenie utrudnione przez monopol na przekłady
tej literatury. Pozycja tłumaczy monopolistów jest dziś
tak mocna i ich zaplecze instytucjonalne tak silne, że osoba
"spoza" nie ma praktycznie żadnych szans na dołączenie
do tego towarzystwa, szczególnie gdyby miała chęć
na tłumaczenie polskich autorów z tzw. pierwszego szeregu,
czyli tych, których odkryli "czołowi przekładowcy."
Poniższy
tekst ma więc charakter publicystyczny i opiera się
na odbiorze poezji i poetki Wisławy Szyborskiej przez niemieckie
media, oraz na moich własnych spostrzeżeniach poczynionych
w środowiskach, z którymi kontaktuję się na codzień.
Poetka
wymownie niewymowna
3
października, w Święto Zjednoczenia Niemiec, które
w 1996 roku na szczęście wypadło w czwartek, tak
że dzień ten był wolny od pracy, wyruszyliśmy
z moim niemieckim mężem do Polski, na kaszubskie wesele
do Stężycy. Nasz wyjazd nie był niczym wyjątkowym,
gdyż mój mąż, dotknięty ciężką
chorobą polskości, każdą dłuższą
wolną chwilę i prawie każdy urlop spędza w
Warszawie, Gdańsku, a ostatnio na Kaszubach, gdzie w małym
drewnianym domku nad Jeziorem Raduńskim wspólnie tłumaczyliśmy
wiersze Erny Rosenstein, artystki i poetki o nazwisku łatwym
w Niemczech do wymówienia.
3
października 1996 roku o godz. 13.00 spiker ogólnoniemieckiego
programu radiowego Deutschlandfunk podał po raz pierwszy
informację o przyznaniu literackiej nagrody Nobla polskiej
poetce z Krakowa. Do późnego wieczora słyszeliśmy
więc to imię i nazwisko w różnych wersjach: raz
jako Wisla Szimborskaja, Wislana Simbrowski a nawet jako Szczipiorska
(bo tego nazwiska Niemcy już jako tako zdołali się
nauczyć). Tak więc recepcja Szymborskiej, przynajmniej
ta fonetyczna, z trudem pokonywała bariery wymowy.
W
Gdańsku nazwisko to wydawało się być znane,
ale księgarze nie byli w stanie zaoferować żadnego
wyboru jej poezji. "Dodrukowuje się", odpowiadali
co raz na pytania spragnionych czytelników, zaś panie w księgarni
na Długim Targu wręczały zainteresowanym fotokopię
przekładu "Radości pisania" na angielski oraz
odbitki kilku stron "Pogodzonej z historią. Rzeczy o
Wisławie Szymborskiej" Artura Sandauera.
Po
powrocie do Bad Oeynhausen, niewielkiego miasta, w którym mieszkam
od 1986 roku, udałam się do księgarni. Po długich
pertraktacjach, podczas których dyplomowana księgarka wielokrotnie
powtarzała, że tego nazwiska nie sposób wymówić,
co dopiero poprawnie napisać, czego nawet nagroda Nobla nie
jest w stanie zmienić, pani ta zamówiła w wydawnictwie
Suhrkamp cztery tomiki wierszy, które też się "dodrukowywały".
Odebrałam je dopiero pod koniec października 1996 roku.
Znajoma
nieznajoma
Prestiżowe
nagrody literackie komentowane są w Niemczech nie tylko przez
periodyki fachowe, ale poświęca im się sporo miejsca
w "felietonach", czyli działach kulturalno-literackich
ponadregionalnych dzienników i tygodników. Ponieważ Wisława
Szymborska otrzymała dwa takie wyróżnienia: w 1991 roku
medal imienia Goethego we Frankfurcie nad Menem (towarzyszy mu
nagroda pieniężna w wysokości DM 50.000) oraz nagrodę
Herdera, która została jej wręczona w Wiedniu, w 1995
roku, nazwisko jej pojawiło się nie po raz pierwszy
w niemieckich mediach. Dopiero jednak literacka nagroda Nobla
sprawiła, że nazwisko i zdjęcie tej "znajomej
nieznajomej" zawitało na pierwsze strony gazet, przewijało
się przez programy radiowe i telewizyjne. Wielokrotnie cytowano
jej słowa: Moją radością z nagrody Nobla
muszę podzielić się z moimi tłumaczami. Przede
wszystkim z Karlem Dedeciusem, gdyż jego tłumaczenia
poniosły moje książki w świat. Pierwszy
wiersz Szymborskiej Karl Dedecius przetłumaczył w 1957,
zaś w grudniu 1959 roku poznał ją osobiście.
Rarytas
dla wtajemniczonych
Mimo
że w Niemczech opublikowano kilka książek żyjącej
w Krakowie poetki, wydaje się, że jej dzieło jest
rarytasem dla wtajemnyczonych, pisał Jürgen Theobaldy
4.10.96 r. we "Frankfurter Rundschau". Nie tylko
na niemieckim obszarze językowym będzie tych
czytelników chyba dwóch na tysiąc. Bo przecież tylko
niektórzy lubią poezję.
Jak
już wspominałam, 28 sierpnia 1991 roku Wisławie
Szymborskiej - jako wielkiej europejskiej humanistce -
przyznano we Frankfurcie nad Menem medal im. Goethego. Wygłosiła
ona wówczas cytowane do dziś słowa, że ceni wątpliwości,
zaś każda doktryna jest tylko sztucznym tworem, zasłaniającym
prawdziwy świat, a pisarz nie powinien używać tego
instrumentu, sam powinien mierzyć się ze światem.
Karl
Dedecius stwierdził wtedy, że w porównaniu z polskimi
nakładami jej poezji - 20.000 egzemplarzy w pierwszym wydaniu,
po którym w krótkim czasie następuje wznowienie w tym samym
nakładzie - niemieckie nakłady tysiąca egzemplarzy
są zawstydzająco niskie. Nie oznacza to bynajmniej,
że Szymborska nie ma w Niemczech sprawdzonych czytelników
i wielbicieli. Są to najczęściej sami poeci, kompetentni
krytycy literaccy, ambitne czasopisma, duże dzienniki, stacje
radiowe z dobrymi literackimi programami i - o dziwo - periodyki
naukowe. Na niemiecki poezja Szymborskiej tłumaczona jest
od 1959 roku. Czasopisma: "Der Monat" (Miesiąc)
w Berlinie, "Merkur" i "Akzente" w Monachium,
"Frankfurter Allgemeine Zeitung" we Frankfurcie nad
Menem - publikują jej wiersze od 1970 roku. Równolegle można
było je usłyszeć w różnych rozgłośniach
radiowych. Jej wiersz "Konszachty z umarłymi" (Heimlichkeiten
mit den Toten) ukazał się nawet w "Periodyku Gerontologicznym"
Nr 11/1978 r., jako przyczynek do specjalistycznego studium medycznego.
Wiersz ten spotkał się z żywą reakcją
lekarzy, instytutów higieny społecznej, klinik uniwersyteckich
i szpitali. W 1983 roku pismo "Der altsprachliche Unterricht"
(Nauka języków klasycznych) Nr 1 opublikowało "Głosy"
(Stimmen) dołączając do nich komentarz, że
są one modelem koncentracji w nauce łaciny i wokół
niej. Od tamtego czasu teksty Szymborskiej zamieszczane są
w niemieckich podręcznikach szkolnych, jak na przykład
w "Europäisches Lesebuch" (Europejska Czytanka), w wydawnictwie
Klett w Stuttgarcie w 1991 r.
Cztery
tomy na rynku
W
tej chwili na niemieckim rynku księgarskim dostępne
są cztery tomy poezji Wisławy Szymborskiej w wyborze
i tłumaczeniu Karla Dedeciusa: "Salz" (Sól), piersze
wydanie w 1973 r., obecnie drugie wydanie; "Deshalb leben
wir" (Dlatego żyjemy), pierwsze wydanie w 1980 r., obecnie
trzecie wydanie; "Hundert Freuden" (Sto pociech) z przedmową
Elisabeth Borchers i posłowiem Jerzego Kwiatkowskiego, pierwsze
wydanie w 1986 r., obecnie drugie wydanie; "Auf Wiedersehn.
Bis morgen" (Do widzenia. Do jutra), pierwsze wydanie w 1995,
obecnie drugie wydanie, opublikowane przez wydawnictwo Suhrkamp
we Frankfurcie nad Menem. Jeżeli trzymać się podanej
przez Dedeciusa wysokości nakładu, można przypuszczać,
że łączna ilość sprzedanych egzemplarzy
nie przekroczyła dziesięciu tysięcy.
Te
cztery tomy to - jak słusznie zauważa Thomas Steinfeld
we "Frankfurter Allgemeine Zeitung" z 4 października
1996 r. - właściwie dwa i pół tomu, gdyż "Hundert
Freuden" (Sto pociech) są rozszerzonym i poprawionym
wydaniem "Deshalb leben wir" (Dlatego żyjemy) z
1980 r., zaś ten tom jest z kolei rozszerzonym wydaniem opublikowanej
w 1973 r. "Soli".
Ponadto
w 1979 r. w wydawnictwie Volk & Welt w Berlinie, wówczas jeszcze
stolicy NRD, ukazały się "Vokabeln" (Słówka)
w tłumaczeniu Jutty Janke, książka dziś już
niedostępna. Niewielki wybór wierszy Szymborskiej znajduje
się także w II. tomie poezji "Panoramy literatury
polskiej 20. wieku", wydanym przez Ammann-Verlag w Zurychu
na wiosnę 1996 roku.
Sto
niespodzianek
W
recenzji "Hundert Freuden" (Sto pociech), która ukazała
się 8 listopada 1986 roku w "Hannoversche Allgemeine
Zeitung", niemiecki poeta Karl Krolow pisał: Jeżeli
dzięki temu tomowi znajomość z Szymborską
jest kontynuowana, to dotyczny ona być może najwybitniejszej
poetyckiej reprezentantki swego kraju... Można sądzić,
że te "Sto pociech" sprawia czytelnikowi
liryki również tyle samo niespodzianek. To jest przede wszystkim
niespodzianka różnorodności, radość z wielorakości
bytu, chwili. W ten sposób Szymborska osiąga rozszerzenie
osobowości, które jest zadziwiające i we współczesnej
polskiej poezji najprawdopodobniej jedyne w swoim rodzaju. Nic
nie jest na pozór opuszczone, wszystko dopuszczalne w tym temperamencie,
który może być niepohamowany i przytłumiony, i
który wodzi nas od niespodzianki do niespodzianki.
Ta
poetka nie ma zbyt wielu czytelników poza swoim krajem,
pisał Tadeusz Nowakowski 9 grudnia 1986 r. we "Frankfurter
Allgemeine Zeitung", ale prawdziwym miłośnikom
literatury polskiej na Zachodzie jest od dawna znana. (...) Ciągła
pokusa ominięcia tego, co bezpośrednie, niepostrzegania
tego, co widoczne, dyskretnego oddalania się od tego, co
bliskie, wyjaśnia w jakimś stopniu, dlaczego ta wrażliwa
jak i świadoma formy poezja nazywana jest "fantazją
metafizyczną." Stałe zadziwenie własnym rodowodem
i osobowością prowadzi do niepostrzegania własnej
egzystencji jako przypadkowego intermezza. Jej niezawodny instynkt
językowy jak i ukryta ironia chronią ją przed niejednym
niebezpieczeństwem. Poetycka kultura tej Polki przywodzi
na myśl niektóre wiersze Zbigniewa Herberta. Niektóre linijki
zdają się być spokrewnione z delikatną liryką
myśli Karla Krolowa.
Ecce
poetessa
Z
okazji 70. urodzin Wisławy Szymborskiej Marta Kijowska napisała
2 lipca 1993 r. w "Süddeutsche Zeitung": Zajmuje
ona pierwsze miejsce wśród piszących poezję kobiet
w Polsce, a równocześnie jest jedną z niewielu poetek,
której udało się uniknąć etykiety "liryki
kobiecej." Charakterystyczna jest jej skłonność
do ironii i sarkazmu. Jednak nie są one wyrazem cynizmu;
ironia jest środkiem do pobudzenia czytelnika, aby poważnie
zastanowił się nad pytaniami stawianymi przez tę
lirykę. Od banalności dnia powszedniego aż po niemożność
zgłębienia metafizyki, od realnych przeżyć
po sen, od motywów biblijnych po przeżywanie sztuki, sięga
tematyczna skala tej poezji. Szymborska nie dąży jednak
nigdy do ukazania pełni rzeczywistości; stara się
- jak to powiedziała w 1991 roku we Frankfurcie, z okazji
przyznania jej nagrody im. Goethego - "wyrwać z gęstej
i kolorowej tkaniny rzeczywistości poszczególne włókna."
Wystarczy
przeczytać tylko jeden wiersz Wisławy Szymborskiej,
pisał Alexander von Bormann w omówieniu tomu "Auf Wiedersehn.Bis
morgen" w berlińskim dzienniku "Der Tagesspiegel"
28 sierpnia 1995 r., i już wiadomo: ecce poetessa, tu
jest obecna prawdziwa siła poetycka.
Żenski
esprit polonais
W
1995 roku Wisławie Szymborskiej wręczono w Wiedniu nagrodę
imienia Herdera. Laudatio wygłosił slawista Reinhard
Lauer, profesor zwyczajny na Uniwersytecie w Getyndze. Powiedział
on wtedy: Jej poezja trzyma w napięciu, nie można
się jej naczytać do syta. I podczas gdy się ją
czyta i przy czytaniu umysł się odświeża i
rozjaśnia, nie sposób nie odkryć, że esprit polonais
jest żeńskiego rodzaju. Zdaniem Karla Dedeciusa
myślenie Szymborskiej jest kompleksowe, ale jej język
jest prosty. Nie ma w bogatej polskiej poezji oryginalniejszego
głosu. Natomiast jej intelekt wydaje mu się bardziej
męski niż jej niekiedy płaczliwych kolegów
po piórze. Wszystkich można naśladować, nawet tak
wspaniałych poetów jak Miłosz czy też Herbert,
twierdzi Dedecius, ale ironia i ton Wisławy Szymborskiej
wykluczają wszelkie epigoństwo.
Przekłady
z jednej ręki
Nie
muszę tu wspominać o ogromynch zasługach tłumacza,
popularyzatora i organizatora Dedeciusa,
pisał Karl-Markus Gauss 9 maja 1995 r. w "Neue Zürcher
Zeitung", gdyż to dzięki niemu literatura polska
zaistniała na niemieckim obszarze językowym. Lecz jest
to chyba jednak niekorzystne, że całe poetyckie dzieło
jednej autorki powierzone zostaje jednemu tylko tłumaczowi.
Nieśmiałe próby innych tłumaczy znalezienia niemieckich
odpowiedników dla tego - na pierwszy rzut oka - tak prostego języka,
mogły jak do tej pory być zamieszczane na bardzo odległych
miejscach, ale mimo to prowadziły do wyników, bardzo różniących
się od przekładów czołowego tłumacza. Dlatego
też byłoby niezwykle ciekawym przedsięwzięciem,
w żadnym wypadku nie umniejszającym zasług Dedeciusa,
gdyby można było przygotować tom, w którym wielu
tłumaczy zmierzyło by się z wielorakimi formami
wyrazu Szymborskiej, uzupełniając a nawet negując
się wzajemnie.
Szczyt
nieznajomości
Wiadomość
o przyznaniu literackiej nagrody Nobla Wisławie Szymborskiej
spowodowała w Niemczech - podobnie jak na całym świecie
- wzmożone zainteresowanie tą wielką damą
polskiej poezji. Oprócz informacji o wartości tego wyróżnienia
(ponad 1,6 mln DM) i niezwykłej skromności tajemniczej
Polki, agencja "Deutsche Presse Agentur" cytowała
wypowiedź włoskich pisarzy Franco Lucentini i Carlo
Fruttero w dzienniku "La Stampa": Jak
można nie kochać poetów, wszystkich poetów... Dlatego
z prawdziwym wzruszeniem pozdrawiamy poetkę Wisławę
Szymborską, która wygrała nagrodę Nobla. Musimy
się do tego przyznać, że w naszym bezgranicznym
prowincjonaliźmie nigdy nie słyszeliśmy jej nazwiska.
Ale to właśnie jest prawdziwym szczytem.
Przytaczano
też krytyczne stanowisko duńskiej gazety "Berlingske
Tidende" z Kopenhagi: Ponieważ Akademia Szwedzka
bardzo starannie dba o to, aby nie podejmować kontrowersyjnych
decyzji politycznych, zdecydowano się na delikatną ironię
73-letniej polskiej poetki Wisławy Szymborskiej. My z pewnością
wiele jeszcze o niej usłyszymy, jak to się zwykło
mówić. W każdym razie przez najbliższych parę
tygodni.
Zaś
w komentarzu redakcyjnym dziennika "Neue Westfälische"
z 4 października Manfred Strecker napisał: Może
tym razem tak miało być, że dziewiąta z kolei
kobieta otrzymała literacką nagrodę Nobla (...)
Skutkiem ubocznym poezji Szymborskiej jest krytyka cywilizacji.
Podskórna groteska ukazuje, że wszystkie nasze ambitne plany
nie sprawdzają się wobec świata, czego nie chcemy
przyjąć do wiadomości. Wystarczający powód,
aby czytać lirykę z Polski.
Kongenialny
ambasador polskości
O
ile w Polsce z wypowiedzi męskich kolegów noblistki wyzierał
z trudem tłumiony żal, że tą wysoką nagrodą
nie wyróżniono na przykład Tadeusza Różewicza lub
Zbigniewa Herberta, o tyle w Niemczech można było odnieść
wrażenie, że prawdziwym laureatem literackiej nagrody
Nobla jest Karl Dedecius. Wyróżnienie dla ambasadora,
zatytułował Paul Ingendaay 4 października swój
artykuł we "Frankfurter Allgemeine Zeitung." Czytamy
w nim: Kontakt z Wisławą Szymborską został
nawiązany w latach pięćdziesiątych i rolę
popularyzatora literatury polskiej trzeba by nazwać przykładną,
gdyby nie należała ona do jego podstawowych cnót i gdyby
usługi tego rodzaju nie występowały w jego biografii
tak często. Tego samego dnia wtórowała mu Ursula
Kiermeier w dzienniku "Rheinpfalz": Swoją międzynarodową
sławę - i nieprzypadkowo przyznaną jej teraz nagrodę
Nobla - zawdzięcza Szymborska przede wszystkim kongenialnemu
tłumaczowi Karlowi Dedeciusowi. Dedecius zaprezentował
Szymborską wprawdzie już bardzo wcześnie, ale szerszej
publiczności stała się znana dopiero w ostatnich
latach.
Liryka
języka
Dzieła
Szymborskiej domagają się czytania za każdym razem
na nowo,
twierdził Jürgen Theobaldy we "Frankfurter Rundschau"
z 4 października. Na podstawie dostępnych przekładów,
które pochodzą od tak zaangażowanego i kompetentnego
tłumacza, jakim jest Karl Dedecius, można domniemywać,
że jej twórczość nie przeżywała skoków
ani załamań. Oczywiście również i liryka Szymborskiej
może być zagrożona, wręcz sama sobie stawia
własne granice: w jej późniejszych wierszach tytuł
może zamienić się w dostarczyciela hasła,
pod którym gromadzą się wariacje na temat, nie pozostające
ze sobą w napięciu
Marcel
Reich-Ranicki, Sandauer niemieckiej krytyki literackiej, określił
Szymborską mianem najwybitniejszej poetki swego kraju,
której bardzo przemyślana, ironiczna liryka skłania
się nieco w stronę poezji filozoficznej. Decydująca
jest jednak językowa siła jej liryki, powiedział
Reich-Ranicki redakcji niemieckiej Radia BBC. Szkoda, że
słów tych nie użył w popularnej audycji telewizyjnej
"Das literarische Quartett" (Literacki kwartet), gdyż
chwalona lub krytykowana przez niego książka jest kupowana
natychmiast przez dziesiątki tysięcy teleczytelników
i ma szanse trafić na listę bestsellerów "Spiegla"
i "Focusa". Ale "Literacki kwartet" poezji
z zasady nie omawia.
Pocieszycielka
na wysokości oczu
Szymborska
pozwala się toczyć swoim wierszom z zaskakującą
lekkością, jak by nie chciała siebie i czytelników
porażać melancholią, zauważyła
Helga Hirsch w tygodniku "Wochenpost" z 10 października.
Tworzy dystans poprzez ironię, zapobiegając żenującemu
milczeniu, które zapada po wypowiedzeniu prawd oczywistych. Odsuwa
od siebie patetyczne wzruszenia, panuje również nad własną
czułostkowością, mogącą zakłócić
równowagę uczuć. Taka ironia nigdy nie rani. Jest jak
mała lampka, którą zapala człowiek szukający
kłamliwego bezpieczeństwa. Ta polska poetka to
przyjaciółka-pocieszycielka na wysokości oczu.
Przy
dźwiękach Chopina
Nie
jestem specjalistką od poezji ani recepcji poezji Wisławy
Szymborskiej, gdyż w ostatnich latach zajmowałam się
głównie prezentowaniem sztuki polskiej w Niemczech oraz przetłumaczyłam
wraz z mężem 155 wierszy Erny Rosenstein, artystki i
poetki o nazwisku nie trudnym w Niemczech do wymównienia oraz
o dziesięć lat od Szymborskiej starszej. Poezję
Erny Rosenstein prezentuję od marca 1996 roku na licznych
spotkaniach, na których frekwencja jest zazwyczaj lepsza, niż
na "Wieczorze autorskim", co jest pewnym sukcesem, zważywszy
na to, że cała moja rodzina mieszka w Polsce, zaś
niemiecka rodzina mojego męża też jest taka, jak
w "Pochwale siostry".
Ponieważ
jednak we Wschodniej Westfalii, gdzie mieszkam, uchodzę za
specjalistkę od kultury polskiej, więc po ogłoszeniu
laureatki literackiej Nagrody Nobla w 1996 roku zapraszana jestem
na wieczorki również i w prywatnych salonach, na których
- przy dzwiękach obowiązkowego Chopina - czytam przekłady
poezji Wisławy Szymborskiej. Moda na tę poezję
ogarnęła bowiem niemiecką klasę średnią,
głównie jej żeńską część -
i niewykluczone, że jeszcze przez jakiś czas i te słuchające
- słuchając zamienią się w słuch, nad
losem Szymborskiej dumając przez chwilę.
©
Urszula Usakowska-Wolff.
Wszystkie prawa zastrzeżone.