Muzeum
bez wyjścia
Miłośnikom
architektury i sztuki, przyzwyczajonym do spektakularnych budowli
ostatnich lat, że wspomnę chociażby o zapierającej
dech konstrukcji muzeum Guggenheima autorstwa Franka Gehry,
które - jak przedziwny kosmiczny statek osiadło w baskijskiej
metropolii Bilbao, bądź też Centrum im. Paula
Getty, wzniesionego kosztem ponad miliarda dolarów przez architekta
Richarda Meiera, które od 1996 roku jak monumentalna świątynia
muz góruje nad Los Angeles, ten budynek wydaje się być
wyspą ascezy na morzu postmodernistycznego manieryzmu.
Otwarty w drugiej połowie lipca 1998 roku „Dom Felixa Nussbauma”
w Osnabrück jest tworem wybitnym, i - mimo że trudno porównywać
to 160-tysięczne miasto w Dolnej Saksonii z Bilbao bądź
LA - zapewnia mu poczesne miejsce na architektonicznej mapie
świata. Bo
jest to muzeum niezwykłe i z żadnym innym nieporównywalne:
z bocznego skrzydła wilhelmińskiego gmachu, w którym
mieszczą się zbiory historii kultury Osnabrück, wyrasta
niespodziewanie surowa szara bryła, przypominająca
przechylony trapez. Wąska metalowa kładka oddziela
ją od asymetrycznego, rozszerzającego się ku
górze bloku z betonu. Jego szarzyzna jest nieznośna, wywołuje
uczucie strachu i osaczenia. To wrażenie potęguje
się po wejściu do ciasnego, ciemnego holu: kiedy małe
metalowe drzwiczki zamykają się za nami z suchym trzaskiem,
czujemy się jak schwytani w betonowej pułapce. Uczucie
to towarzyszyć nam będzie na każdym kroku podczas
zwiedzania tej dwupoziomowej konstrukcji, która w niczym nie
przypomina tradycyjnych pomieszczeń muzealnych: podłogi
są nierówne, wznoszą się lub opadają, ściany
nie przebiegają równolegle, przez małe ostrokątne
okienka z trudem sączy się światło. W sufity
między piętrami wpuszczono metalowe kratki, prowokujące
do ciągłego spoglądania w dół, jak w prześwitującą
pod nogami przepaść. Skąpe oświetlenie utrudnia
oglądanie obrazów, które powoli wyłaniają się
z mroku. Architektoniczna koncepcja „Domu Felixa Nussbauma”
tworzy jedyny w swoim rodzaju przestrzenny kontekst, w którym
tragiczny splot życia i dzieła urodzonego w Osnabrück
artysty staje się doznaniem wszechobecnym, od którego nie
sposób się uwolnić.
Dwie
ukochane kobiety
Życie
drugiego syna Raheli i Philippa Nussbauma upływać
miało pod szczęśliwą gwiazdą, dlatego
też urodzonemu w 1904 roku w bogatej żydowskiej rodzinie
kupieckiej, która na początku naszego wieku osiadła
w Osnabrück, dano na imię Felix. Po ojcu - miłośniku
teatru i niedzielnym malarzu, odziedziczył zamiłowania
artystyczne. A ponieważ wcześnie zrozumiał, że
prowincjonalne miasto nie jest akurat tym miejscem, gdzie najlepiej
można rozwijać talent, przerwał naukę w
gimnazjum i wyjechał najpierw do Hamburga, a potem do Berlina,
gdzie w 1924 roku rozpoczął studia malarstwa w „Zjednoczonej
państwowej szkole sztuk wolnych i stosowanych”. Wtedy też
poznał pochodzącą z Warszawy, starszą od
niego o sześć lat malarkę, Felkę Platek.
Gorące, nieprzypieczętowane aktem ślubu uczucie,
jakie połączyło go z tą „Żydówką
z warszawskiego getta” - tak zwykła nazywać ją
jego matka - doprowadziło do ostrego konfliktu i
zaprzestania wszelkich kontaktów z rodziną. Świetnie
prosperujący interes żelazny w Osnabrück przypadł
więc w udziale straszemu bratu Justusowi, temu, który już
z imienia miał być bardziej sprawiedliwy. Felix zerwał
z tradycją rodzinną, wybrał dwie ukochane kobiety:
Felkę i sztukę.
Symbol
nadciągającej pożogi
W
malarstwie fascynował go przede wszystkim Vincent van Gogh,
jego słoneczniki i pejzaże, a także naiwne, fantastyczne
kompozycje celnika Henri Rousseau. Ostre, przerysowane sylwetki
ludzkie na tle wyrwanej z kontekstu architektury zbliżały
go do popularnego wówczas stylu „Nowej Rzeczowości” oraz
zwiastowały ewolucję w kierunku surrealizmu. Namalowany
w 1931 roku obraz „Szalony Plac” - czyli Plac Paryski w Berlinie,
na którym młodzi adepci sztuki rzucają na stos konwencjonalne
malowidła przodków w złoconych ramach, zaś przeciągający
pod murami Akademii Sztuk nobliwi profesorowie w czarnych surdutach
odwracają wzrok od tego bezeceństwa, a nad wszystkimi
unosi się surowe ale dobrotliwe oblicze Maxa Liebermanna,
największego ówczesnego malarza niemieckiego i honorowego
prezydenta tejże Akademii, stanowił przełom w
artystycznej karierze Nussbauma. Renomowane pismo „Kunstblatt”
reprodukowało to dzieło i określiło je jako
„najzabawniejszy obraz Nussbauma i jedyną pracę godną
odnotowania na nudnej wystawie Berlińskiej Secesji."
Zaś żartobliwy atak młodego malarza również
i Max Liebermann przyjął z humorem, twierdząc,
że „Ten Nussbaum będzie kiedyś prawie tak dobry
jak ja." W 1932 roku Felix Nussbaum otrzymał stypendium
Niemieckiej Akademii w Rzymie, w słynnej i istniejącej
do dziś Villa Massimo. Pod koniec roku pożar, który
wybuchł w jego pracowni w Berlinie, zniszczył cały
jego dotychczasowy dorobek: 150 prac strawionych zostało
przez ogień - upiorny symbol nadciągającej pożogi.
Kilka tygodni później, 27 lutego 1933 roku, spłonął
Reichstag, rozpoczęły się niczym już nie
ograniczone polowania na Żydów.
Strach,
ból, izolacja i osamtotnienie
W
połowie 1933 roku zaczęła się też tułaczka
Felixa Nussbauma i Felki Platek. Z faszystowskich Włoch
przedostali się do Szwajcarii, a następnie do Belgii,
gdzie 6 października 1937 roku wzięli ślub w
Brukseli. Ich życie w pokoiku na poddaszu upływało
tam między zarabianiem pieniędzy poprzez malowanie
słoni, żyraf i palm na filiżankach do herbaty
i innymi codziennymi troskami i zakłóceniami spokoju, które
ciążyły nad nami, wykorzenionymi. Po wkroczeniu
Niemców do Belgii w 1940 roku Nussbaum został aresztowany
jako „wrogi obcokrajowiec” i internowany w obozie Saint-Cyprienne
na południu Francji, skąd udało mu się uciec.
Po powrocie do Brukseli odnalazł Felkę, zaś schronienia
udzielił im belgijski rzeźbiarz Dolf Ledel. Aż
trudno uwierzyć, że w ciasnej klitce w przeciągu
niespełna czterech lat powstało 100 płócien,
przejmujący pamiętnik strachu, bólu, izolacji i osamotnienia.
Nussbaum przelał na płótno swoje doświadczenia
z Saint Cyprienne: na „Autoportrecie z obozu” z 1940 roku wysuwa
się na pierwszy plan jego twarz o gniewnym, nieugiętym
spojrzeniu. Ten wymizerowany mężczyzna w podartym
berecie, poszarpanym i niechlujnie pocerowanym kitlu, patrzy
prosto w oczy swoim oprawcom, którzy odarli go z człowieczeństwa
i pozbawili godności. Po rdzawym dziedzińcu, tak jakby
przed chwilą wsiąkła w niego krew, walają
się kości, półnagie postacie załatwiają
fizjologiczne potrzeby pod czarnym niebem, które złowieszczo
zawisło nad drutem kolczastym. Czyż może być
większe upokorzenie? Od tej pory nieugięty wzrok,
wzrok artysty, który pamięta, spoglądać będzie
z jego obrazów, nawet wtedy, kiedy jemu i Felce pozostała
już tylko naga egzystencja. Z 1943 roku pochodzi najbardziej
chyba znany, niewielki obraz Nussbauma - „Autoportret z żydowskim
paszportem”. Człowiek, napiętnowany żółtą
gwiazdą, nie może zasłonić swej twarzy kołnierzem,
ani skryć się za najwyższymi nawet murami. Żydowski
paszport z wielkim czerwonym napisem „Juif - Jood” to przepustka
do nieba, po którym przeciąga złowieszcza smuga: chmura
to czy dym z komina? Przeczucie zagłady, zawarte w tym
niewielkim płótnie, okazało się prorocze. W swoim
ostatnim, namalowanym we wtorek 18 kwietnia 1944 roku apokaliptycznym
obrazie „Triumf śmierci” artysta nie miał już
żadnych złudzeń - to właśnie śmierć
triumfalnym koncertem święciła swoje zwycięstwo
nad walającymi się u jej stóp resztkami kultury i
cywilizacji. W lipcu 1944 roku kryjówka Nussbaumów została
odkryta. 31 lipca 1944 - na sześć tygodni przed wyzwoleniem
Belgii - zostali oni deportowani w ostatnim, 26. transporcie
Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy. Razem
z 561 innymi Żydami - jak skrupulatnie zanotowali nazistowscy
administratorzy masowej zagłady - przewiezieni zostali
najpierw do zbiorczego obozu w Mecheln, aby 2 sierpnia, po oznaczeniu
numerami 26/284 i 26/285, trafić do Konzentrationslager
Auschwitz. Czy Felix mógł wiedzieć, że w Auschwitz
zamordowani zostali także jego rodzice i brat?
Sztuka
ocalona
Kiedy
zginę, nie pozwólcie umrzeć moim obrazom. Pokażcie
je ludziom: ta prośba artysty
zapewne nie zostałaby wysłuchana i podzieliłby
on los skazanej na niebyt milionowej rzeszy bezimiennych ofiar
Zagłady, gdyby nie upór jego kuzynki, Auguste Moses-Nussbaum.
Po wojnie dowiedziała się ona - z relacji jego dawnych
znajomych i kolegów po fachu - o istnieniu jego obrazów. Nasze
wysiłki i wysiłki naszych adwokatów zaprowadziły
nas do podziemi Brukseli i ich dwuznacznych mieszkańców,
wykolejonych egzystencji, którzy coś tam wiedzieli, ale
mimo wszystko niczego nie chcieli wiedzieć, wspomina
pani Moses-Nussbaum. W końcu dotarliśmy do celu:
nasi pośrednicy odnaleźli w wilgotnej piwnicy stos
pomalowanych płócien. To odkrycie przeszło nasze wszelkie
oczekiwania. Przed naszymi oczyma rozpościerała się
kolekcja prac naszego kuzyna, które podobno już nie istniały.
W tym schowku jeden z brukselskich dentystów chciał uratować
te obrazy przed nazistami. A następnie przed prawnymi
spadkobiercami, gdyż dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych
prace Nussbauma przeszły na własność jego
kuzynki, która w 1970 roku podarowała 100 obrazów Muzeum
Historii Kultury miasta Osnabrück. Tam też rok później
odbyła się ich pierwsza wystawa. W latach osiemdziesiątych
i dziewięćdziesiątych z twórczością
Felixa Nussbauma mogła się zapoznać międzynarodowa
publiczność, eksponowano je min. w USA, Wielkiej Brytanii,
na wielkiej wystawie „Miasto, sztuka i architektura w Europie
1870-1993” w Paryżu i Barcelonie oraz na Biennale w Wenecji
w 1995 roku. Na przełomie 1994/1995 roku 42 tysiące
osób zwiedziło indywidualną wystawę Nussbauma
w Żydowskim Muzeum Historycznym w Amsterdamie, zaś
60 tysięcy zwiedzających podziwiało jego dzieła
w Jerozolimie w 1997 roku. Z tej okazji izraelskie media donosiły
o prawdziwym odkryciu, zaś opiniotwórczy dziennik
„Haaretz” nazwał Nussbauma największym żydowskim
artystą dwudziestego wieku.
Dom
Felixa Nussbauma
Ponieważ
w latach dziewięćdziesiątych w posiadaniu miasta
Osnabrück znajdowało się już 160 prac Felixa
Nussbauma, zaś dziewiętnastowieczne pomieszczenia
Muzeum Historii Kultury nie były w stanie zaprezentować
całej kolekcji, zapadła decyzja o przebudowie muzeum,
tak, aby znalazło się tam miejsce na stałą
ekspozycję jego ocalonej od zagłady twórczości.
W 1995 roku rozpisano konkurs, na który nadeszło 300 zgłoszeń.
Spośród nich jury wybrała projekt Daniela Libeskinda.
Urodzony w 1946 roku w Łodzi architekt, który wraz z rodzicami
wyemigrował w 1957 roku do Izraela, aby w 1960 roku wyjechać
do Nowego Jorku i pięć lat później stać
się obywatelem amerykańskim, po upadku muru berlińskiego
znowu na trwałe związał się z Europą.
Od 1989 roku ten - jak się sam siebie określa - wędrowiec
między architekturą, filozofią, literaturą
i muzyką - mieszka w Berlinie, gdzie zaprojektował
i zakończył już prawie budowę Muzeum Żydowskiego,
które zapewniło mu rozgłos i eksponowane miejsce nie
tylko w architektonicznym świecie.
Libeskind,
do którego przylepiono modną dziś etykietkę dekonstruktywisty,
rozumię swoją pracę jako świadomą prowokację
wobec architektonicznej i mentalnej jednoznaczności i miernoty.
Jego ideałem jest kosmopolityczne, pluralistyczne miasto,
rozwijające się z istniejącej substancji budowlanej
w organicznym procesie, stale ulepszanym dla ludzi. Takie
ideały przyświecają zapewne i innym wybitnym
budowniczym, ale trzeba przyznać, że Libeskind realizuje
je szybko i konsekwentnie, o czym świadczy „Dom Felixa
Nussbauma”. Budowlę o powierzchni użytkowej 1.890
metrów kwadratowych, w tym 890 metrów kwadratowych powierzchni
wystawowej, ukończono w niecałe dwa lata. W kosztach,
które wyniosły 14,6 mln DM, partycypowały dwie fundacje
z Dolnej Saksonii: Kasy Oszczędności (6 mln DM) i
Toto-Lotka (5 mln DM) oraz miasto Osnabrück.
Podczas
budowy odkryty został zasypany most z 1671 roku. Tak więc
„Dom Felixa Nussbauma” już od pierwszego uderzenia łopatą
stał się nie tylko symbolicznym pomostem między
historią - tą bardziej i mniej odległą -
ale i tą, zdawałoby się na zawsze zaginioną.
Architektura
okrutnego losu
To
muzeum pomyślane zostało jako przestrzenie przeciwko
zapomnieniu. Architektura podąża w nim śladami
malarza, atmosfera narastającej niepewności, strachu
i rozpaczy ściganego człowieka udziela się zwiedzającym.
Składający się z trzech części budynek
nie ma środka, nie ma centrum, jest, jak mówi Libeskind,
muzeum bez wyjścia. Jest w nim wyłożony
drzewem „Dom Felixa Nussbauma”, symbolizujący jego beztroskie
dzieciństwo w zasobnej mieszczańskiej rodzinie; jest
„Korytarz Nussbauma”, wąski, ciemny labirynt o pustych
ścianach, jak w kryjówkach Felixa i Feli na trasie ich
ucieczki przed brunatnymi oprawcami: architektura będąca
zarazem schronieniem i pułapką; jest wreszcie „Most
Nussbauma”, łączący nowy budynek z dawnym Muzeum
Historii Kultury Osnabrück, niby pomost między odpomnianą
i chlubną przeszłością. Ta architektura
nawiązuje również do martwej, fragmentarycznej architektury
na obrazach Nussbauma: szarych murów i ponurych gmachów, za
którymi czyha okrutny los.
Od
21 marca 1999 roku 160 ocalonych od zapomnienia prac Felixa
Nussbauma oglądać można w muzeum jego imienia
w Osnabrück. Przy okazji otwarcia tej największej, stałej
kolekcji dzieł zamordowanego w Auschwitz malarza, zaprezentowany
został po raz pierwszy jego obraz „Pogrzeb kataryniarza”,
który do połowy lat dziewięćdziesiątych
pozostawał nieznany. To płótno z 1933 roku o wymiarach
80.5 x 100 cm należy do największych obrazów artysty
i nabyte zostało przez Dolnosaksońską Fundację
Kas Oszczędności na aukcji w Tel Avivie przed czterema
laty. Jest ono, podobnie jak „Szalony Plac”, satyrycznym spojrzeniem
na koncepcję sztuki, obowiązującą na Akademii
Berlińskiej w latach trzydziestych. W Tel Avivie w kwietniu
1999 roku odbyła się aukcja, na której licytowano
osiem obrazów i akwareli Felixa Nussbauma, ostatnich jego prac,
które znajdowały się w rękach prywatnych właścicieli.
Wartość rynkowa prac Nussbauma jest dziś niebagatelna:
cena wywoławcza „Autoportretu z gałęzią
kwitnącej jabłoni” z 1939 roku, ustalona została
na tej aukcji na 250 tysięcy USD. Dzięki sponsorom
również i te prace trafiły do kolekcji Muzeum Felixa
Nussbauma w Osnabrück.
Dzieło
Nussbauma odzwierciedla proces powolnego, bolesnego zniszczenia,
napisał hamburski miesięcznik „art”. Równocześnie
dokonuje się w nim większy los, w oczach malarza odzwierciedla
się głębsze przerażenie. W obrazach, wyrwanych
jego życiu i śmierci, tragedia żydowskiego i
niemieckiego narodu, historia bezimiennych ofiar i historia
bezimiennych sprawców, traci anonimowe rysy. Można ją
teraz odnaleźć na ludzkim obliczu.
Tekst © Urszula
Usakowska-Wolff
Strona
Felix Nussbaum Haus >>>
Pierwodruk
w miesięczniku TYGIEL
KULTURY nr 9 - 10 (33 - 34) 1998