Sztuka
bez kantów
Okrągłe
dzieła Niki de Saint Phalle
Stało
się pewnego razu, że strzelali do obrazu: towarzystwo,
zgromadzone 12 lutego 1961 roku na podwórku ślepej uliczki
Impasse Ronsin 11 w paryskiej dzielnicy Montparnasse nie przypuszczało,
że współuczestniczyć będzie w wydarzeniu,
które szerokim echem pobrzmiewać będzie w świecie
artystycznym i medialnym i które z prawdziwym hukiem wejdzie
do historii sztuki. Na jednej ze ścian obdrapanego budynku,
w którym mieściła się pracownia Jeana Tinguely,
wisiały skrzynki, wypełnione białymi, gipsowymi
reliefami. Gościom, zaproszonym na ten niezwykły plener,
odziana w westalską biel Niki de Saint Phalle, znana dotąd
jedynie jako przyjaciółka szwajcarskiego artysty, wręczała
po kolei strzelbę, wypożyczoną od właściciela
strzelnicy z pobliskiego wesołego miasteczka, zachęcając
do oddania strzałów i własnoręcznego, indywidualnego
a zarazem zbiorowego uśmiercenia przytwierdzonych do muru
gipsowych, artystycznych tworów. Ich nieskazitelna biel kryła,
jak się okazało, barwne i eksplozywne życie wewnętrzne:
wypełnione różnokolorowymi farbami, a także i
makaronem z sosem pomidorowym i jajkami torebeczki, umieszczone
pod gipsową powłoką, pękały pod wpływem
strzałów, ich zawartość wypływała na
powierzchnię. Dzieło
sztuki krwawiło i płakało, na skutek symbolicznego,
zbiorowego gwałtu straciło biel, symbol dziewictwa.
Towarzystwo, uczestniczące w procesie gwałtownego
rozdziewiczenia, straciło z kolei niewinność,
demonstrując skłonność do zadawania gwałtu
i nie wzdrygając się przed przemocą. W tym gwałtownym
dziele wszyscy tam obecni maczali palce. Dzięki ich interwencji
było to umierające a zarazem stale na nowo powstające
dzieło sztuki i każda ze strzelających doń
osób, wśród których znaleźli się min. Pierre
Restany i jego przyjaciółka Jeannine de Goldsmith, Daniel
i Vera Spoerri, Hugh Weiss oraz dwóch fotografów: Harry Shunk
i Kender, stawała się sprawcą, czyli twórcą
śmiercio- i życionośnego, kreatywnego aktu. Dzieła
niszczycielskiej kreacji dokonała jako ostatnia Niki de
Saint Phalle, oddając definitywny strzał w dziesiątkę.
Narodziła się wówczas wybuchowa artystka, wyprowadzająca
sztukę ze ślepej uliczki racjonalnej, beznamiętnej
abstrakcji w stronę czynnych, a nawet rękoczynnych
emocji. Bliższa jej bowiem była sztuka brzucha niż
ducha, choć podczas pierwszej, strzelniczej akcji wywoływała
również duchy, drzemiące w każdym z nas: skłonność
do przemocy i zniszczenia, do uśmiercania również
i innych, jak najbardziej żywych i cielesnych istot. Ale
poza manifestacją mrocznych i atawistycznych skłonności
natury ludzkiej, strzały, oddane na początku 1961
roku na paryskim podwórku, wydobyły wstydliwie skrywany
pod powierzchnią symbolicznej bieli sztuki „wysokiej” jej
ludyczny, „niski” i rozrywkowy charakter. To już nie wieża
z kości słoniowej, lecz jarmarczna buda stały
się przedmiotem zainteresowania artystów i ich działań,
skierowanych do możliwie szerokiej publiczności. Gipsowe
reliefy były pomysłem Niki de Saint Phalle, treścią
wypełnił je Jean Tinguely, para artystycznych terrorystów,
porównywanych do Bonnie&Clyde. Podobnie jak u pary charyzmatycznych
gangsterów, byli oni świetnie zorganizowanym zespołem
ze ściśle określonym podziałem ról. Z tym,
że w przypadku tandemu Niki&Jean, ona stała w
centrum zainteresowania, a on najczęściej w cieniu
wypełniał treścią jej przedmioty, wychodzące
naprzeciw publicznego zapotrzebowania.
Demony
zza szlacheckiej zasłony
Do
dnia wystrzałowej akcji 31-letnia Niki, nosząca wówczas
jeszcze nazwisko swojego pierwszego męża, kultowego
z czasem amerykańskiego pisarza Harry’ego Mathews’a, którego
opuściła rok wcześniej, żyła raczej
w cieniu Jeana Tinguely i na marginesie artystycznego światka
paryskiego Montparnassu. Słynęła z urody i dystynkcji,
którą zawdzięczała arystokratycznemu pochodzeniu
z jednej z najstarszych francuskich rodzin, o drzewie genealogicznym,
sięgającym czasów wypraw krzyżowych. Wiadomo
było, że jej ojciec, bankier i hrabia de Saint Phalle,
na skutek kryzysu giełdowego w 1929 roku stracił znaczną
część rodzinnego majątku. Wiadomo było,
że ta drobna, szczupła i elegancka kobieta jest matką
dwójki dzieci, które po rozwodzie pozostawiła na wychowanie
byłemu mężowi, co w owych czasach było niemałą
sensacją, że od początku lat pięćdziesiątych
mieszkała w Paryżu, zarabiając w przeszłości
na życie jako modelka snobistycznych magazynów ilustrowanych
„Life” i „Vogue” i że obracała się w kręgach
zamieszkujących wówczas Paryż amerykańskich intelektualistów,
aby w 1960 roku związać się ze szwajcarskim artystą,
starszym od niej o pięć lat Jeanem Tinguely. Znane,
ale niezbyt poważnie traktowane były jej próby malarskie:
jeżeli w ogóle była dostrzegana, to jedynie jako nieco
ekscentryczna i egzaltowana muza ruchliwego Jeana. Oprócz niego
i amerykańskiego malarza Hugha Weissa, którzy stale zachęcali
ją do rozwijania jej autodydaktycznych, nie ulegających
ich wątpliwości, artystycznych zdolności, nikt
nie domyślał się, jak potężne destrukcyjne
i kreatywne siły drzemią w tej młodej, niekonwencjonalnej
kobiecie. Była urodzoną buntowniczką i bojowniczką,
która od najmłodszych lat walczyła z przypisanymi
jej rolami: wzorowej córki, pokornej i pilnej uczennicy, oddanej
matki i wiernej żony, czyli małej, słodkiej kobietki,
która wprawdzie wie, jakie demony grasują za fasadami wzorowego,
katolickiego, wielkomieszczańsko-arystokratycznego życia,
ale nie powie nikomu, bo nie wypada kalać rodzinnego domu.
Tego uczyła ją jej amerykańska matka, za coraz
większymi kapeluszami skrywająca cierpienie z powodu
licznych afer miłosnych ślubnego hrabiego, zdradzającego
ją chętnie i z kim się dało, z przyjaciółkami
i pokojówkami i przygodnymi kochankami, szczególnie w czasie
pięciu ciąży małżonki, co nie przeszkadzało
upokarzanej prywatnie żonie być orędowniczką
publicznej moralności w amerykańskiej lidze anty pornograficznej.
Atmosfera w porządnym, katolickim domu była ponura,
zakłamana, przemoc wszechobecna. Dystyngowany tata, czyli
daddy, wychowywał Niki przy pomocy bata. Ponieważ
jednak nie sposób jej było ujarzmić w rodzinnym
domu, przebywała na przemian u rodziców jej ojca i jej
matki, mieszkając raz to we francuskiej miejscowości
Ničvre, innym razem na zamku Filerval w Greenwitch. W siódmym
roku życia zamknięta została w klasztornej
szkole Sacre-Coeur w Nowym Yorku, a tam szokowała zakonnice,
wyznając, że jest ateistką i malując listki
figowe okolicznych posągów czerwoną farbą. W
jedenastym roku życia została zgwałcona przez
własnego ojca, który w ten sposób najdobitniej udowodnił,
że w pełni zasługuje na odziedziczone po błękitno
krwistych przodkach nazwisko: był zaiste godnym potomkiem
rodu, wywodzącego się podobno od Saint Phalle’a
- Świętego Fallusa. W żyłach błękitna
krew, poniżej pasa kazirodczy zew. Dzieciństwo Niki
było wprawdzie dość sielskie, gdyż upływało
w wiejskich zakątkach Francji i na północy Stanów
Zjednoczonych, ale bynajmniej nie anielskie, choć religia,
w której została wychowana, roiła się od skrzydlatych,
opiekuńczych istot. Istoty jej bliskie opętane były
raczej przez demony, tak że walka z nimi stała się
z czasem treścią jej życia. W 1947 roku Niki,
która wielokrotnie wyrzucana była z różnych amerykańskich
szkół, zdała maturę w Old Field School w Marylandzie.
Wróciła do rodziców do Nowego Yorku i rozpoczęła
pracę jako modelka. Rok później początkująca
modelka, która chciała zostać aktorką,
z marszu osiągnęła szczyt kariery: jej zdjęcia
zdobiły okładki kolorowych magazynów dla high society.
Do spełnienia ambicji jej matki, Niki brakowało jeszcze
tylko majętnego męża z dobrego domu. Poczucie
wolności było jednak silniejsze, niż matczyne
oczekiwania, bo definitywnie uciekła od rodzinnego piekła
i na domiar wszystkiego popełniła mezalians, wychodząc
za mąż za Harry’ego Mathews’a, żołnierza
marynarki wojennej, marzącego o karierze dyrygenta. Po
urodzeniu córki Laury w 1951 roku, młoda rodzina przeniosła
się do Paryża, gdzie Harry przygotowywał się
do zawodu dyrygenta, a Niki uczęszczała do szkoły
aktorskiej. Konflikt między rolą żony, matki
i potrzebą samorealizacji zawodowej mocno nadszarpnął
jej i tak już znacznie zachwianą równowagę psychiczną.
W 1953 roku Niki doznała rozstroju nerwowego, trafiła
do szpitala psychiatrycznego, gdzie przez dwa miesiące
usiłowano ją leczyć elektroterapią i psychotropami.
Wstrząsowe metody nie zdały się na nic i Niki
być może na zawsze pozostała by w zamknięciu,
gdyby nie odkryła zbawczych i terapeutycznych właściwości
sztuki. Naiwne obrazki, pochodzące z jej szpitalnego okresu,
pozwoliły na wydobycie koszmarów i upiorów dzieciństwa
na światło dzienne, unieruchomienie ich na papierze.
Po wyjściu z zakładu zamkniętego, Niki zaczęła
otwarcie leczyć się sama. Pod wpływem podróży
do Hiszpanii i południowo-wschodniej Francji, a także
malarstwa Pablo Picassa, Paula Klee, Henri Rousseau, zaś
przede wszystkim ubóstwianego Henri Matisse’a, zaczęła
tworzyć surrealistyczne kolaże, naiwne bajkowe kompozycje,
zaludnione demonami dzieciństwa: wężami, smokami
i religijnymi symbolami. Jednak prawdziwym krokiem w kierunku
objawienia talentu artystycznego i wybawienia od mrocznej, rodzinnej
przeszłości, stało się spotkanie z Jeanem
Tinguely w 1955 roku, spotkanie losowe, bez którego niewątpliwe
inaczej potoczyłoby się życie Niki i życie
Jeana, dwóch osobowości, różniących się
na pozór wszystkim: pochodzeniem, wychowaniem i doświadczeniem,
złączonych jednak wspólną skłonnością
do anarchizmu, burzycieli mieszczańskiego ładu i mieszczańskiego
pojęcia sztuki, zwiastunów rewolucji artystycznej i społeczno-politycznej,
artystów, którzy swoimi wystrzałowymi dziełami z początków
lat sześćdziesiątych antycypowali burzliwe wydarzenia
z końca owych lat.
Męskość
zraniona pod znakiem Skorpiona
Twórczy
chaos w pracowni Jeana na wspomnianej Impasse Ronsin 11, który
z odpadów społeczeństwa dobrobytu budował ironizujące
to społeczeństwo, absurdalne i pozbawione obowiązkowej
funkcjonalności maszyny sprawił, że Niki także
zapragnęła tworzyć świecidełka i cudeńka
ze śmieci. Zaczęła gromadzić noże,
nożyczki, młotki, gwoździe, tasaki, kawałki
szkła i porcelany, kamienie, plastykowe zabawki i pistolety.
Nabijała je na reliefy, które powoli zaczęły
zamieniać się w „Tarcze” (zwane po francusku „Tir”
lub po angielsku „Target”). W 1960 roku Harry z dziećmi
(syn Phillip urodził się pięć lat przedtem)
wyprowadził się ze wspólnego mieszkania na Rue Alfred
Durand-Claye, które i tak już od pewnego czasu zamieniło
się w pracownię Niki. Uwolniona od roli żony
i matki, postanowiła w pełni poświęcić
się sztuce, w czym nieco przeszkadzał jej absorbujący
ją wówczas romans: Miałam wtedy intymny związek
ze znanym artystą. Nie kochałam go, ale on w pewnym
sensie trzymał mnie w garści. To mi się nie podobało.
Pewnego dnia wpadłam na pomysł zrobienia mu portretu.
Dzieło to, czyli „Święty Sebastian lub portret
mojej miłości”, składające się z głowy-tarczy
i przytwierdzonej do gipsowej płyty koszuli z luźno
zawiązanym krawatem, pokryte było cienkimi wężykami
czarnej farby w stylu Jacksona Pollocka. Z wielką pasją
Niki celowała w tarczową głowę strzałami,
dokonywała symbolicznego zniszczenia kochanka, który był
dla niej synonimem męskiej dominacji. Przeżyła
wtedy po raz pierwszy akt katharsis i wyzwolenia, dała
upust gromadzonego od lat gniewu na mężczyzn, dziurawiąc
i raniąc ich władzę. Ofiara przemocy zademonstrowała,
że też potrafi stosować symboliczną przemoc.
Zgromadzone przez lata gniew, ból i upokorzenie wystrzeliły
wkrótce jak salwa z karabinu. Począwszy od lutego 1961
roku Niki zaczęła strzelać ostrą amunicją,
dokonując symbolicznego, freudowskiego uśmiercenia
ojca: Strzelałam do tatusia, do wszystkich mężczyzn,
małych mężczyzn, dużych mężczyzn,
grubych mężczyzn, do mojego brata, do społeczeństwa,
do kościoła, do klasztoru, do szkoły, do mojej
rodziny, do siebie samej. Strzelałam, bo sprawiało
mi to przyjemność i wywoływało wspaniałe
uczucie. Strzelałam, bo fascynował mnie widok krwawiącego
i umierającego obrazu. Strzelałam dla tej jednej magicznej
chwili. Przeżywałam ekstazę. To był moment
prawdy mojego znaku zodiaku: Skorpiona. Biel czystości.
Ofiara. Gotowość do strzału. Cel! Ogień!
Kolor czerwony, żółty, niebieski - obraz płacze,
obraz umarł. Obrazoburcze strzały trafiły
w gust krytyka Pierre’a Restany’ego, który był inicjatorem
i spiritus movens utworzonej w październiku 1960 roku grupy
„Nouveau Réalisme”, europejskiego wydania pop artu. Reakcją
na celną akcję na Impasse Ronsin było przyjęcie
jej - jako jedynej kobiety - do grona męskich anarcho-art-realistów,
bo, jak napisał Restany: U Niki de Saint Phalle, pokazującej
nam informelowe nagromadzenie drutu i gipsu, destruktywny gest
stanowi o powstaniu obrazu. Rewolwerowe strzały, do których
oddania zaproszony jest widz, powodują pękanie wrzodów
i wypływanie płynów. Ta obiektywna prezentacja, połączona
z aktywnym udziałem widza, jest ważną cechą
nowego realizmu.
Obraz
czasu - Diana z Montparnassu
Aby
zaistnieć w sztuce, nie wystarczą jednak największy
nawet talent, nowatorstwo i wystrzałowa fantazja.
Dobrze jest znaleźć się także we właściwym
czasie we właściwym miejscu i we właściwym
towarzystwie. Szczęśliwym zrządzeniem losu jedną
z uczestniczek, pierwszej, artystycznej strzelaniny Niki de
Saint Phalle była Jeannine de Goldsmith, prywatnie przyjaciółka
Restany’ego, zawodowo właścicielka paryskiej Galerie
J. Tam to od 26 czerwca do 12 lipca 1961 roku odbyła się
pierwsza wystawa indywidualna nowoodkrytej gwiazdy, której wernisaż
ozdobiła plejada światowych, czyli głównie amerykańskich
artystyczno-galeryjnych gwiazd, wśród których najjaśniej
świecili Jasper Jones, Robert Rauschenberg, Frank Stella,
David Tudor, John Cage i Leo Castelli, czyli, jak trafnie
zauważył Restany: cała szokująca drużyna
amerykańskiego neo-dadaizmu. Wnętrze Galerie J.
zamieniło się w strzelnicę, na największej
ścianie Jean Tinguely umocował ogromy biały relief,
pod którym ukryte były różne przedmioty codziennego
użytku, wypełnione różnokolorowymi farbami. Wystawa
nazywała się „Feu ŕ volonté” (Ogień do woli),
zaś w ciągu dwóch tygodni każdy ze zwiedzających
mógł od razu strzelać do obrazu, co pozwalało
licznie z tej okazji korzystającej publiczności wyzwalać
się z presji osobistej agresji, a także dać upust
niechęci wobec sztuki współczesnej: wandalizm był
usankcjonowany i mile widziany. Przez cały czas trwania
wystawy przed Galerie J. ustawiały się kolejki ludzi,
spragnionych dać sobie popalić i odpalić. Publiczność
bawiła się wystrzałowo na parkiecie sztuki, który
zamienił się w jarmarczną budę, gdzie dosłownie
i własnoręcznie można było zabić panującą
na początku lat sześćdziesiątych artystyczną
nudę. Echo tych strzałów rozniosło się wnet
po medialnym świecie; reporterzy telewizyjni i prasowi
wysyłali w świat doniesienia o celnej Dianie z Montparnassu,
wampirzycy bądź zdecydowanej bojowniczce o prawa kobiet.
W USA z oburzeniem przyjęte zostały słowa Niki
de Saint Phalle, którymi komentowała ona swoją wybuchową
akcję: Pewnie, że wojna byłaby lepszym rozwiązaniem,
ale ja potrafię tylko coś takiego. Gdyby moje życie
potoczyłoby się inaczej, zostałabym prawdziwą
terrorystką, tak jestem terrorystką sztuki. Jednak
bez względu na to, czy reakcją na strzały, oddane
w paryskiej Galerie J. była akceptacja, czy też oburzenie,
głośna akcja zapewniła jej artystyczne (za)istnienie,
trafiła także w sedno publicznych oczekiwań,
bo Niki odważyła się wziąć broń
do ręki i zachęciła innych do strzałów w
konwencje, role i stereotypy, do szargania rodzinnych, religijnych,
artystycznych i politycznych autorytetów i świętości.
Strzelając, raniła także swoją pruderyjną
rodzinę, tym bardziej, że zdecydowała się
czynić to od tamtej pory pod rodowym nazwiskiem de Saint
Phalle: przydomek szlacheckiej rozrodczości stał się
synonimem anarcho-artystycznej twórczości, zaś przedstawicielka
nieco zdegenerowanej arystokracji, z którą demonstracyjnie
zerwała, stała się uosobieniem destrukcyjnej
kreacji. Żeby rozprawić się z instytucją
kościoła, od której doznała tylu upokorzeń
i której zakłamaną moralność odczuwała
boleśnie podczas pobytu w klasztornej szkole „Świętego
serca”, zaczęła konstruować wielkie reliefy w
kształcie gotyckich ołtarzy-tryptyków. Składały
się one z kiczowatych, świętych figurek, krucyfiksów
i krwawiących serc, znajdujących się w towarzystwie
nagich młodzieńców, pistoletów maszynowych i różnych
plastykowych potworów, drzemiących pod powłoką
dewocyjnej i dewocjonalnej trywialności, pokrytej
zdawałoby się nieskazitelną, gipsową bielą
- symbolem katolickiej moralności. Strzelająca do
ołtarzy Niki ubrana była w biały, skórzany kostium,
zaś na jej szyi wisiał wielki, złoty krzyż:
w ten sposób pokazywała, że nigdy nie strzelała
do Boga, tylko do kościoła, niedoskonałej instytucji,
stworzonej przez ludzi.
Nałogowa
sztuka wybuchowa
Do
głównych przedstawicieli innej, równie niedoskonałej
i groźnej dziedziny ludzkiej aktywności - polityki,
symbolizowanej przez syjamskich braci „Kennedy-Chruszczow”,
przywódców dwóch antagonistycznych bloków, które starły
się wówczas w Zatoce Świń, sprawiając, że
nad światem zawisła groźba wojny atomowej, Niki
strzelała już w 1962 roku. Te symboliczne strzały
były niestety upiornym proroctwem, gdyż rzeczywistość
wkrótce przekroczyła niewinne, choć eksplozywne artystyczne
fantazje, bo przecież J.F. Kennedy poległ rok
później od strzałów prawdziwego zamachowca... Największym,
a zarazem ostatnim z serii ołtarzy był „King Kong”
z 1963 roku, o wysokości ponad 2,5 metra i szerokości
sześciu metrów, rodzaj przestrzennego komiksu, metafora
odwiecznego cyklu życia i naturalnej śmierci, nad
którymi ciąży widmo śmierci nienaturalnej: wojny.
Symbolizuje ją tytułowy potwór, filmowy King Kong,
którego braćmi w duchu są maski wielkich mężów
ówczesnej teraźniejszości i nie tak dawnej przeszłości,
czyli Chruszczow, J.F. Kennedy, Mao Tse Tung, Fidel Castro i
Karol Marks. „King Kong”, którego Niki de Saint Phalle traktuje
jako jedno z najważniejszych jej dzieł, jest współczesną
bajką bez happy endu: spośród eksponowanych tam postaci
nadrzędne, a zarazem podrzędne miejsce zajmuje panna
młoda, która przez małżeństwo wspina się
na szczyt mieszczańskiego życia, tracąc w tym
samym czasie indywidualność, bo sprowadzona zostanie
od tej pory do roli wiecznej matki, rodzącej synów, żołnierzy,
służących różnym polityczno-ideologicznym
potworom, wysyłających ich na pewną, wojenną
zagładę. W przeciwieństwie do poprzednich reliefów,
wypełnionych kolorowymi farbami, we wnętrzach „King
Konga” znajdowała się jedynie czerń, która, po
strzałach oddanych przez artystkę w Los Angeles, śmiertelnie
napiętnowała gipsową płaskorzeźbę.
Było to także definitywne uśmiercenie wybuchowych
akcji, od których Niki de Saint Phalle zaczęła czuć
się coraz bardziej zależna. Działały na
nią jak narkotyk, sprawiając, że przez dwa lata
żyła w istnym transie: te performence stawały
się orgiastycznym rytuałem ofiarnym, wyzwalającym
i w tym samym czasie uzależniającym aktem. Strzelanie
symbolicznie perforowało władzę i jej autorytety,
czyli stworzony przez ojców patriarchalny model funkcjonowania
świata. Role ojców zostały obnażone, namierzone,
wydobyte na powierzchnię i podziurawione. Równocześnie
ze zmierzchem bogów na kiczowatych ołtarzach, strzały
Niki de Saint Phalle wieściły rychły zmierzch
patriarchów. Strzelając ostrą amunicją, czuła
się osobą wolną i zdrową, w tych latach
przestała chorować: To była wspaniała
terapia dla mnie. Ale w pewnym momencie stwierdziłam, że
strzelanie stało się nałogiem. Zaczęłam
tracić kontrolę. Moje serce waliło, trzęsłam
się. Byłam jakby w ekstazie. Dlatego skończyłam
z tym.
Wieczne
zagadki: panny młode, kobiety, matki
Po
symbolicznym uśmierceniu męskości nadszedł
czas na rozprawę z kobiecością. Kobiety, składane
w ofierze na ołtarzach przypisanych im ról: czarownic,
dziwek, panien młodych oraz rodzących, zaczęły
z tych ołtarzy schodzić na ziemię, zastygając
w pustych, stereotypowych pozach wolnostojących rzeźb.
Z daleka „Panna młoda na koniu” z 1963 roku niczym szczególnym
się nie wyróżnia: spowita jest w obowiązkową
białą suknię ślubną, jej twarz całkowicie
okrywa biały welon. Koń, jak to koń, jest duży
i różnym sprawom służy. Ale przy bliższym
oglądzie dzieła widać, że obie figury składają
się z mniej lub bardziej kiczowatych przedmiotów codzienności:
plastykowych garnków, noży, szydełek i drutów, plastykowych
samochodów i innych zabawek, które wżerają się
w ciało panny młodej i powodują, że dusi
się ona pod kupą banalnych przedmiotów codziennego
użytku: atrybutów gospodarstwa domowego. Są wśród
nich także i lalki, które jak insekty pełzają
po ślubnej sukni, są ogromne pająki, przyczajone
w brzuchu przyszłej ciężarnej: kobiecość
błogosławiona i przeklęta, oswojona i demoniczna,
święta i ladacznica, strażniczka domowego ogniska,
grzesznica i matka, czyli kobieta jako wieczna zagadka.
Ta wiwisekcja kobiecych ról, wystawiona w sposób drastyczny
i dotychczas niespotykany na widok publiczny, była istnym
zejściem do piekieł, skąd już niżej
zejść nie można. Wyzwolona i uwolniona od agresji
do ojców i matek, Niki porzuciła piekielne mroki i zwróciła
się w stronę afirmatywnej kobiecości, której
synonimem pod dziś dzień jest „Nana.”
Nana
- kobiecość ubóstwiana
Cykl
rzeźb pod nazwą „Nana”, z którymi przede wszystkim
kojarzy się Niki de Saint Phalle, był wyzwaniem, rzuconym
obowiązującym wówczas ideałom kobiecej piękności,
wyrażanej najlepiej przez Jacqueline Kennedy bądź
angielską modelkę Twiggy: smukłe, płaskie
i blade żeńskie istoty, istne przysłowiowe Tereski,
przypominające z przodu i z tyłu deski. Pierwsza „Nana”
była zainspirowana rysunkiem zaprzyjaźnionego z Niki
amerykańskiego artysty Larry Riversa, mieszkającego
w tym samym domu na paryskiej uliczce Impasse Ronsin, na którym
uwiecznił on swoją ciężarną żonę
Clarice. Nagie i zaokrąglone kobiece ciało, jeden
z odwiecznych archetypów sztuki i symbol płodności,
spowodowało, że Niki zwróciła się w kierunku
radosnej, bujnej kobiecości, wyzwolonej z biologicznych
i psychicznych koszmarów. W potocznej francuszczyźnie
pojęcie „Nana” jest wieloznaczne: to dziewczyna, dziewuszysko,
pszczółka lub kociak. W 1877 roku impresjonista Eduard
Manet zaszokował paryską publiczność swoim
obrazem „Nana”, pokazującym prostytutkę podczas
porannej toalety. Dobrze znana jest także „Nana”, tytułowa
bohaterka słynnej powieści Emile’a Zoli. Jednak „Nany”
Niki de Saint Phalle miały być z jednej strony kontynuacją
żeńskiego archetypu, rodzajem współczesnych Wenus
z Willendorfu, z drugiej strony uwspółcześnić
ten archetyp w postaci tryskających energią, tańczących
magna mater, które pozbyły się balastu tradycyjnych
ról i oczekiwań, święcąc triumfy radosnej
i witalnej kobiecości. Są one bowiem najsilniejszym
i najtrwalszym pierwiastkiem ludzkości i zarazem zwiastunkami
ery nowego matriarchatu. Matriarchatu monumentalnego, gdyż
największe, stojące „Nany” miały ponad pięć
metrów. Moje pierwsze Nany były z wełny i
materiału. Ich kolorystyka była miękka. Nie były
zbyt duże, lecz większość z nich była
w ruchu. Jedne biegły, inne stały na głowie.
Inne były w ciąży. Wszystkie zdawały się
świetnie bawić. Kiedy po raz pierwszy zostały
pokazane, zrobiły spore wrażenie. Pierwszą
wystawę „Nan” w 1965 roku w paryskiej Galerie Iolas, Niki
nazwała „Nana Power”, siłą, władzą
„Nan” - symbolizujących radosne, wyzwolone kobiety. W zdominowanym
przez różnych patriarchów świecie sztuki spotkały
się one z tzw. kontrowersyjnym przyjęciem. Jedni okrzyknęli
je jako genialne i satyryczne, dla innych były bezkrytyczną
i agresywną apoteozą stawiającego wówczas pierwsze
kroku feminizmu. Z czasem „Nany” stawały się coraz
bardziej monumentalne i stabilne, szczególnie od końca
lat sześćdziesiątych, kiedy to ich autorka zastosowała
do pokrycia ich szkieletów z drucianej siatki poliester, dający
doskonałe efekty artystyczne i - jak się potem okazało
- na trwałe rujnujący zdrowie Niki de Saint Phalle.
Trujące opary zniszczyły jej płuca i oskrzela,
skazując ją na aparat tlenowy. Artystyczna terrorystka
stała się ofiarą sztucznego tworzywa, oblekającego
i zapewniającego niezniszczalność jej rubensowskich
tworów. Lecz dzięki poliestrowi „Nany” mogły opuścić
zamknięte przestrzenie galerii, wyjść na zewnątrz,
w przestrzeń urbanistyczną. Po raz pierwszy ozdobiły
ją trzy monumentalne, kolorowe „Nany” w stolicy Dolnej
Saksonii, Hanowerze, której ówczesny i dzisiejszy burmistrz
Schmalstieg zaproponował rzeźbiarce ustawienie akcentów
silnej kobiecości w bliskości ratusza, w miejscu,
zwanym Am Hohen Ufer - na wysokim brzegu rzeki Leine. Stanęły
tam w 1974 roku i dziś są jednym z najbardziej dominującym
elementów umeblowania tego sprzyjającego sztuce współczesnej
miasta. Skandal, jaki wówczas wywołały te pięciometrowe
rzeźby, łącznie z werbalnymi atakami wzburzonych
hanowerczyków starszego pokolenia, dostrzegających w nich
aktualny wyraz „sztuki zdegenerowanej” spowodował, że
i inne niemieckie miasta, min. Ulm, Düsseldorf i Kolonia zapragnęły
ustawić u siebie posągi, podobne do „Charlotte”, „Sophie”
i „Caroline.” W Niki de Saint Phalle zaczęto dostrzegać,
jak pisał Restany: księżniczkę plemienia,
bóstwo-matkę całego kosmosu bujnych, kolorowych postaci.
Waginalna
kobiecość katedralna
Największą
taką kolorową postacią, która - zgodnie ze słowami
twórcy „Nowego Realizmu” sprawiła, że kobieta stała
się posągiem, gmachem i architekturą, było
wspólne dzieło Niki, Jeana Tinguely i Pera Olofa Ultveda,
udostępnione z inicjatywy Pontusa Hultena (ówczesnego dyrektora
Moderna Museet w Sztokholmie i późniejszego, długoletniego
dyrektora Centre Pompidou w Paryżu) w 1966 roku do masowego
zwiedzania w tym największym muzeum sztuki współczesnej
w szwedzkiej stolicy. Została tam bowiem pokazana gigantyczna
„Nana” (2,9 x 6 x 9 m) pod tytułem „Hon - en katedral”
(Ona - katedra). Leżała z rozchylonymi udami i zapraszała
do wejścia przez waginę, z czego skorzystało
ponad sto tysięcy zwiedzających, dorosłych i
dzieci, dla których w środku Tinguely i Ultved przygotowali
liczne atrakcje, bo, jak wspomina Niki: Jean zainstalował
planetarium w lewej i bar mleczny w prawej piersi. W jednym
z ramion wyświetlano pierwszy, krótkometrażowy film
ze Gretą Garbo, w jednej nodze znajdowała się
wystawa sfałszowanych obrazów, fałszywy Paul Klee,
fałszywy Jackson Pollock itd. Leżąca była
w ciąży, po schodkach wchodziło się na taras
na jej brzuchu, skąd był panoramiczny widok na czekającą
w kolejce publiczność i na kolorowe nogi Nany. W „Hon”
nie było nic pornograficznego, mimo że wchodziło
się do niej przez jej przyrodzenie. Niki de Saint Phalle
udowodniła, że potrafi robić największe
rzeźby jej pokolenia, większe i mocniejsze od mężczyzn.
Mogło by się wydawać, że Niki jest prekursorką
międzynarodowego ruchu feministycznego, jednak inspiracją
jej sztuki byli właśnie mężczyźni,
przez których cierpiała, którym się przeciwstawiała
i z których doświadczeń i pomocy w swojej sztuce obficie
i chętnie korzystała. Nie uczestniczyła natomiast
w żadnych wyłącznie kobiecych ekspozycjach, bo
chciała być traktowana jak artysta, czyli osobowość
twórcza, ponad podziałami lub przywilejami płci.
Trwałe
wyniki duetu Jeana i Niki
Młodzieńczym
marzeniem Niki było zawodowe aktorstwo, jej artystyczne
poszukiwania z późnych lat sześćdziesiątych
prowadziły ją w kierunku architektury. Oba zamiłowania
i skłonności zrealizowała na początku lat
siedemdziesiątych, pisząc scenariusz i występując
w reżyserowanym przez Petera Whiteheada filmie „Daddy”,
w którym po raz kolejny przy pomocy nowego medium wizualizowała
traumatyczny, rodzinny koszmar. Była także scenarzystką,
aktorką i wspólnie z Jeanem Tinguely, scenografką
kolejnych dwóch filmów: „Snu dłuższego niż noc”,
w którym zagrała również jej córka Laura, oraz „Kamelii
i smoka.” Jean, niewierny partner życia, pozostał
do końca wiernym partnerem jej sztuki, ich artystyczna
symbioza trwała, mimo wszystkich osobistych konfliktów,
kryzysów i rozstań. Wspólnie budowali architektoniczne
rzeźby i place zabaw dla dzieci. On ze swoimi pomocnikami
projektował i spawał stabilne konstrukcje z siatki,
ona pokrywała je powłokami z białego, kolorowo
ozdabianego poliestru. Najpopularniejsze z nich to „Golem”,
czyli kompleks zjeżdżalni w kształcie języków,
wychodzących z monumentalnej głowy, znajdującej
się na jednym z placów zabaw w Jerozolimie oraz multimedialny,
dźwięczny i ruchomy „Ognisty Ptak” przed Centre Pompidou
w Paryżu, zwany popularnie „Fontanną Strawińskiego.”
Kaskada wody, wydobywającej się z czaszki i choreografia
poruszających się innych piętnastu obiektów,
wśród których dominują wielkie karminowe usta i tytułowy
ptak, są prawdziwą symfonią radości życia,
triumfującego nad śmiercią. Niki de Saint Phalle
wielokrotnie podkreślała, że cieszy ją radość,
jaką te iście społeczne rzeźby sprawiają
dorosłym, a przede wszystkim dzieciom, mimo że nie
interesuje ich zupełnie sprawa autorstwa tych dzieł.
Ochota
na Ogród Tarota
Niki
de Saint Phalle udowodniła więc, że potrafi tworzyć
monumentalne dzieła sztuki, indywidualny wyraz jej talentu,
podbudowany technicznymi umiejętnościami Jeana Tinguely.
Jednak od czasu, kiedy w wieku 24 lat zachwyciła się
w Barcelonie fantastycznym Ogrodem Güell secesyjnego architekta
Antonio Gaudi’ego, marzyła o tym, żeby stworzyć
własną, ogrodową architekturę, przewyższającą
dotychczasowe realizacje w zielonej przestrzeni. Chciała
stać się współczesnym „Super-Gaudi”, autorką
wymarzonego „Ogrodu Tarota.” Marzenia zaczęły oblekać
się w kształty pod koniec lat siedemdziesiątych,
również i dlatego, że praktyczna Niki potrafiła
zawsze znaleźć się we właściwych kręgach:
rodzina właściciela Fiata, Giovanniego Agnelli, podarowała
jej parcelę w opuszczonym kamieniołomie na pogórzu
południowej Toskanii. Postanowiła tam zbudować
rodzaj post-, a raczej pop secesyjnego Fantasielandu, czyli
„Giardino dei Tarochii”, trwały monument z 22 domów z kart.
Ta wielka ogrodowa budowa trwała prawie 20 lat i pochłonęła
5 milionów dolarów, które Niki de Saint Phalle wykładać
musiała z własnej kieszeni. Nie była bynajmniej
osobą cierpiącą na niedostatek, bo każda
nowa „Nana” i jej szczupła odmiana, czyli prace z zainicjowanej
na początku lat osiemdziesiątych serii „Skinnie”,
była chętnie i za niemałe pieniądze kupowana
przez międzynarodowych kolekcjonerów, lecz milionowe sumy
trudne były do uzyskania li tylko ze sprzedaży mniej
lub bardziej monumentalnych dzieł. Jej dzieła zostały
więc sprowadzone do ludzkich, konsumenckich rozmiarów,
na miarę estetycznych potrzeb i finansowych możliwości
masowego klienta. Niki de Saint Phalle zaczęła więc
projektować kolorowe „Nany” z porcelany, równie kolorowe
serwisy kawowe i obiadowe, meble i lampy, jedwabne apaszki i
inne drobne fatałaszki, meble, lampy i broszki, a nawet
perfumy sygnowane fallicznym nazwiskiem. Osiągnęła
i nadal osiąga niespotykany sukces komercyjny, porównywalny
chyba jedynie do nieżyjącego już Austriaka Friedensreicha
Hundertwassera. Wydaje się, że „Ogród Tarota”, który
pochłonął pięć milionów dolarów i prawie
dwadzieścia lat życia Niki de Saint Phalle, która
osobiście nadzorowała budowę, mieszkając
w piersi „Cesarzowej”, stał się cezurą w jej
twórczości. Buntowniczka, która wybebeszała sztukę,
pokazując ukryte pod nieskazitelną powłoką
krwawe i nieapetyczne wnętrzności, zaczęła
preferować nieskazitelnie gładkie, kolorowe, błyszczące
powłoki, pokryte różnobarwnymi kafelkami i szkiełkami,
które wydają się być szczytem dekoracyjnej bajeczności
i z estetycznym wdziękiem architektonicznych rzeźb
Gaudiego mają raczej niewiele wspólnego. Ale Niki spełniła
swoje życiowe marzenie: Stworzyłam przestrzeń,
wypełnioną okrągłymi, łagodnie kolistymi
formami bez kantów, mogących mnie przerażać lub
atakować.
Robić
coś innego radośnie-mitycznego
Od
oficjalnego otwarcia „Ogrodu Tarota” w 1998 roku Niki de Saint
Phalle przyjeżdża do miejsca, znajdującego się
nieopodal toskańskiej miejscowości Garavicchio jedynie
raz, dwa razy w roku. Toskański klimat, a także klimat
Nowego Yorku, w którym mieszkała na przemian, nie służył
jej zdrowiu. W 1993 roku, dwa lata po śmierci Jeana Tinguely,
musiała przenieść się do Kalifornii i mieszka
od tej pory w eleganckiej dzielnicy La Jolla na przedmieściu
San Diego, tuż nad brzegiem Pacyfiku. Oddychać
lub nie oddychać? - oto było pytanie i dlatego
za namową lekarzy Niki zdecydowała się na oddychanie.
Chroniczna astma, spowodowana trującymi oparami poliestru,
skazywała ją na życie z aparatem tlenowym. W
nowym miejscu zamieszkania może oddychać i tworzyć
pełnym tchem, mając pełny katalog zamówień.
Pamięć Jeana Tinguely, który zmarł 30 sierpnia
1991 roku, uczciła boleśnie kolorowymi i technicznie
niezwykle pomysłowymi, bo poruszanymi od tyłu fotokomórkami,
ruchomymi i przestrzennymi obrazami „Meta-Tinguely”, na których
różne ludzkie, zwierzęce i kosmiczne figury nieustannie
rozpadają się na części i łączą
się w jedną całość. Wydaje się,
że miejsce jej artystycznego partnera zajął ostatnio
głośny włoski architekt, Mario Botta, z którym
współpracowała przy budowie „Ogrodu Tarota.” Najnowszym
efektem ich artystycznego współdziałania jest otwarty
w maju 2000 roku, po pięciu latach pracy i kosztem pięciu
milionów dolarów, wielki ogród naturalnej wielkości, czyli
39 zwierzęcych rzeźb pod nazwą „Arka Noego” na
terenie ZOO w Jerozolimie, prezent Jerusalem Foundation, uczyniony
twórcy tej fundacji, wieloletniemu burmistrzowi tego miasta,
Teddy Kollekowi, z okazji jego dziewięćdziesiątych
urodzin. W 1997 roku na dworcu w Zurychu zawisł jej dziesięciometrowy
anioł: stróż szwajcarskich kolei federalnych. Najnowszym
projektem Niki de Saint Phalle jest „Park ogrodowy Escundido”
w Kalifornii: monumentalny pomnik na cześć mitycznej
czarnej, królowej Califii, protoplastki owej słonecznej,
amerykańskiej krainy. W każdym następnym ogrodzie
Niki de Saint Phalle odkrywa i tworzy nową, związaną
z miejscem mitologię, bo, jak mówi: Ogród Tarota jest
filozoficznym i mitologicznym ogrodem, jeśli spojrzeć
nań dokładniej. I tu, w Kalifornii, znowu powracam
do mitologii. Pomysł, który dziś lubię, jest
następujący: w swoim czasie byłam strzelającą
buntowniczką sztuki, teraz po długiej drodze w sztuce
oddaje coś społeczeństwu z powrotem. Chciałabym
dać ludziom radość. A gniew: no tak, myślę,
że dziś jest coś innego do zrobienia. Nie jestem
przeciwniczką gniewu, on jest bardzo pomocny i niekiedy
konieczny, ale sądzę, że dziś należy
robić coś innego. W tym punkcie mojego osobistego
rozwoju, w którym się obecnie znajduję, wydaje mi
się, że sensowniej jest robić rzeczy, zbliżające
ludzi do siebie.
Świętowana
Super-Nana
Pierwszym
miastem, które zbliżyło się do sztuki Niki de
Saint Phalle, był Hanower, gdzie po raz pierwszy wystawiono
na widok publiczny jej plenerowe „Nany” i gdzie dokładnie
przed dwudziestu laty Sprengel-Museum zorganizował pierwszą
retrospektywę jej dzieł. W 1999 roku władze
miasta postanowiły zlecić jej wyposażenie trzech
sztucznych grot w odnowionych barokowych ogrodach dzielnicy
Herrenhausen. Postanowiła więc na zawsze zbliżyć
się do ludzi w stolicy Dolnej Saksonii. Wzruszona
ich wiernością odwdzięczyła się iście
gigantyczną hojnością, darując Muzeum Sprengla
prawie czterysta dzieł, począwszy od 1952 roku, wybranych
osobiście przez jego dyrektora Ulricha Krempela. 25 października
2000 roku Niki napisała w liście do mieszkańców
Hanoweru: Czuje się zaszczycona i szczęśliwa,
że muzeum przyjęło mój dar (...) Sprengel Museum
będzie jedynym muzeum, posiadającym przegląd
moich wszystkich dzieł. Swój dar artystka nazwała
„Świętem” i przez miasto była godnie świętowana.
Najbardziej wzruszyło ją spotkanie ze starym znajomym,
będącym ciągle jeszcze burmistrzem Hanoweru,
dr Herbertem Schmalstiegem, który w 1974 roku odważył
się, mimo sprzeciwu 18 tysięcy hanowerczyków, ustawić
nad rzeką Leine jej trzy „Nany, zaś 17 listopada 2000
roku przy akceptacji i aplauzie licznie przybyłych przedstawicieli
targowego miasta przyznał jej, jako pierwszej kobiecie
w historii tego grodu, honorowe obywatelstwo Hanoweru. Trwająca
do końca stycznia 2001 roku wystawa wszystkich eksponatów
„Święta” świętowana była przez publiczność
przy wstrzemięźliwych raczej głosach krytyki.
Przestronne, już wcześniej nowocześnie prze-
i rozbudowane sale Muzeum Sprengla zamieniły się w
Niki de Saint Phalle teatr ogromny, a raczej jego kulisy, składające
się ze starych i nowych dekoracji. Wydaje się, że
te stare, podziurawione „Tarcze” i „Ołtarze”, niektóre
z „Nan” i „Żarłocznych Matek” mają szansę
na jakiś czas zadomowić się w historii sztuki
połowy ubiegłego wieku, bo te nowe są tak beztroskie
i kolorowe, że niebezpiecznie zbliżają się
do artystycznych gadżetów dla konsumentów sztuki mało
wystrzałowej, ale bardzo dekoracyjnej. Poza artystyczną
wartością jej dzieł, Niki de Saint Phalle jest
przede wszystkim dziełem niezwykłej osobowości:
nieugiętą i niezmordowaną Super-Naną, najbardziej
rozprzestrzenioną pop ikoną dwudziestego wieku, zbiorowym,
a mimo wszystko autotematycznym dziełem sztuki we własnej,
jedynej w swoim rodzaju, indywidualnej i natychmiast rozpoznawalnej
postaci. Poza Moderna Museet w Sztokholmie, które od drugiej
połowy lat sześćdziesiątych kolekcjonuje
jej prace i obdarowanym hojnie Sprengel Museum, z jedną
salą i dziedzińcem, gdzie znajduje się stała
ekspozycja wybranych dzieł „Święta”, Niki
de Saint Phalle pod koniec lipca 2001 roku podarowała kolejne
170 rzeźb i obrazów Muzeum Sztuki Współczesnej w Nicei.
Wystawa tych prac - pokłosie pięciu dziesięcioleci
mniej lub bardziej radosnej twórczości tej francusko-amerykańskiej
artystycznej osobowości i osobistości - odbędzie
się na wiosnę 2002 roku, aby po raz kolejny zademonstrować
to, co artystka mówi o sobie: Niki jest szczególnym przypadkiem,
outsiderem. Większość rzeźb Niki ma coś
ponadczasowego, są one wspomnieniami starych kultur i marzeń.
Jej dzieła i jej życie są jak bajki: pełne
przygód, złych smoków, ukrytych skarbów, pełne kanibalistycznych
matek i czarownic. Pojawiają się tam zarówno rajskie
ptaki jak i dobre matki, przeczucia nieba jak i zejście
do piekła. W różnych formach i farbach i materiałach
występują tam zawsze te same tematy, bowiem we wszystkich
czasach i kulturach periodycznie odnajdowały się i
tworzone były na nowo mity i symbole. Niki pokazuje nam
w szczególny sposób, że te mity i symbole wciąż
jeszcze są żywe. Tak jak Niki, która poprzez sztukę
pragnie pokazać wszystko: jej serce
i uczucia, zieleń, czerwień, żółć,
fiolet, nienawiść, miłość, śmiech,
strach, złość i czułość.
Niki
de Saint Phalle zmarła 21 maja 2002 roku w Kalifornii,
w wieku 71 lat.
Tekst © Urszula Usakowska-Wolff
Kwartalnik
ORO
Nr 1 - 2 (46 - 47) 2002
Wszystkie
cytaty pochodzą z katalogu wystawy:
|
La
Fęte. Die Schenkung Niki de Saint Phalle
Sprengel
Museum Hannover
Werke
aus den Jahren 1952 - 2001
Herausgegeben
von Ulrich Krempel
Hatje
Cantz Verlag Ostfildern. 2001
S.
374, 50 €
|
|
La
Fęte. Die Schenkung
Niki de Saint Phalle
Sprengel
Museum Hannover
19.11.2000
- 25.02.2001
Informacje o Niki de Saint Phalle znajdują
się także na stronach:
http://www.nikidesaintphalle.com
Niki
Museum w Nasu, Japonia
Giardino
dei Tarrocchi
(Ogród Tarota) w miejscowości Garavicchio koło Capalbio
w prowincji Grossetto w południowej Toskanii we Włoszech
udostępniony jest do zwiedzania od 15 maja do 20 października,
od poniedziałku do soboty w godz. 14.30 - 19.30. Dokładne
informacje o dniach i godzinach otwarcia w sezonie zimowo-wiosennym
i letnim 2002 oraz o cenach biletów wstępu na oficjalnej
stronie domowej Niki de Saint Phalle, na której znajduje się
także jej szczegółowa biografia oraz historia Ogrodu
Tarota.
Niki
de Saint Phalle
1930
- 1937
Catherine
Marie-Agnčs Fal de Saint Phalle, znana obecnie pod imieniem
Niki, urodziła się we francuskiej miejscowości
Neuilly-sur-Seine w dniu 29.10.1930 r. jako drugie spośród
pięciorga dzieci w amerykańsko-francuskiej rodzinie,
z matki Jeanne Jacqueline z domu Harper i ojca André Marie Fal
de Saint Phalle, hrabiego i bankiera, współwłaściciela
rodzinnego, francuskiego banku, którego filia znajdowała
się w Nowym Yorku. Hrabia de Saint Phalle był jej
dyrektorem od 1927 r. Na skutek krachu giełdowego bank
ten splajtował na przełomie lat 1929/30. Niki mieszkała
na przemian u dziadków ze strony ojca w Ničvre i u dziadków
ze strony matki na zamku Filerval w Greenwitch, w Connecticut
i w Nowym Yorku. Pobyt w klasztornej szkole Sacre-Coeur w Nowym
Yorku.
1937
- 1947
Częste
zmiany szkół i z tym zawiązane nowe miejsca zamieszkania,
spowodowane buntowniczym zachowaniem. Matura
w Old Field School, Maryland.
1948
- 1955
Małżeństwo
z przyszłym pisarzem Harrym Mathewsem. Modelka ilustrowanych
magazynów „Vogue”, „Life”, „Harper’s Bazaar.” 1951 - urodziny
córki Laury. Przeprowadzka do Paryża. 1953 - po załamaniu
psychicznym tworzy pierwsze rysunki i obrazy; podróże do
Hiszpanii i Włoch. 1955 - urodziny syna Philipa.
1956
- 1965
Pierwsza
wystawa indywidualna reliefów gipsowych i assemblage w St. Gallen.
1960 - rozwód z Harrym Mathewsem. Związek z Jeanem Tinguely
i pierwsze „Tarcze.” 1961 - udział w wystawach „Nouveaux
Réalistes” w Paryżu i Nicei oraz w wystawie „Art of Assemblage”
w Museum of Modern Art w Nowym Yorku. 1962 - pierwsza wystawa
indywidualna w Nowym Yorku. Udział w DYLAB (Dynamicznym
Labiryncie) w Stedelijk Museum w Amsterdamie (inni uczestnicy
to Tinguely, Rauschenberg, Raysse, Spoerri, Ultved). Udział
w „Festiwalu Nowego realizmu” w Künstlerhaus (Domu Artystów)
w Monachium. 1964 - 1965 wystawy w Londynie, Brukseli, Genewie
i Nowym Yorku.
1966
- 1969
Pokaz
„Hon - en katedral” (Ona - katedra) w Moderna Museet w Sztokholmie,
wspólnie z Jeanem Tinguely i Perem Olafem Ultvedem. Projekt
kostiumów dla przedstawienia „Lysistrata” w Stadttheater (teatrze
miejskim) w Kassel. 1967 - wspólnie z Jeanem Tinguely projekt
i realizacja „Paradies Fantastigue” (Raju fantastycznego) we
francuskim pawilonie na EXPO w Montrealu. 1968 - udział
w wystawie „Dada, Surrealism and Heritage” (Dadaizm, surrealizm
i dziedzictwo) w Museum of Modern Art w Nowym Yorku. We współpracy
z Rainerem von Diezem powstaje sztuka teatralna „Ja”, wystawiana
w Stadttheater w Kassel. 1969 - retrospektywy w Hanowerze, Lucernie
i Ludwigshafen.
1970
- 1974
Wystawa
cyklu „Nana” w halach paryskich. Udział w performence z
okazji 10. rocznicy grupy „Nowych Realistów” przed katedrą
w Mediolanie. 15.07.1971 - małżeństwo z Jeanem
Tingeuly. 1971 - realizacja „Golema”, wielkiego domu z trzema
zjeżdżalniami na placu zabaw w Jerozolimie. Scenariusz,
scenografia i udział w filmie „Daddy” w reżyserii
Petera Whiteheada i Rainera von Diez. 1973 - 1974 instalacja
trzech monumentalnych „Nan” w Hanowerze. Pomysł realizacji
„Giardino dei Tarocchi” (Ogrodu Tarota).
1975
- 1990
Pomysł,
scenariusz i reżyseria filmu „Camélia et le Dragon” (Kamelia
i smok), w którym grają Jean Tinguely, Eva Aeppli, Bernhard
Luginbühl i Daniel Spoerri. Wielkie wystawy indywidualne, min.
w Centre Pompidou w Paryżu, gdzie w 1983 wspólnie z Jeanem
Tinguely realizuje „Fontannę Strawińskiego.” Od 1979
r. większość czasu spędza w południowej
Toskanii, w miejscowości Garavicchio koło Capalbio,
gdzie powstaje „Ogród Tarota.” 1989 - wspólnie z synem Philipem
realizuje film animowany „AIDS.”
1991
- 2000
Po
śmierci Jeana Tinguely (30.08.1991) rozpoczyna cykl poświęconych
mu ruchomych rzeźb „Méta-Tinguely.” 1992 - Pontus Hulten
organizuje wielką retrospektywę Niki de Saint Phalle
w Kunst- und Ausstellungshalle w Bonn. Kontynuacja cyklu ruchomych
rzeźb i obrazów, pod nową nazwą „Tableaux éclatčs.”
1993 - rzeźba „Piłkarze” dla Muzeum Olimpijskiego
w Lozannie. Od 1994 mieszka na stałe w San Diego w Południowej
Kalifornii. Rozpoczyna serię sitodruków pod tytułem
„Californian Diary” (Kalifornijski Pamiętnik). Współpraca
z Lechem Juretko, Polakiem z pochodzenia, specjalistą od
luster, szkła i kamieni, który tworzy i kieruje zespołem
sześciu pracowników, realizujących wielkie projekty
Niki de Saint Phalle w przestrzeni urbanistycznej San Diego.
W japońskim mieście Nasu otwarte zostaje Muzeum Niki,
poświęcone jej życiu i twórczości. Współpraca
ze szwajcarskim architektem Mario Botto przy realizacji „Arki
Noego” dla Jerusalem Foundation w Jerozolimie. 1995
- film dokumentalny „Who is the Monster? You or Me?” (Kto
jest potworem? Ty czy ja?) w reżyserii znanego niemieckiego
reżysera Petera Schamoni. Wielkie wystawy indywidualne
w Ameryce Centralnej i Południowej (Meksyk, Wenezuela,
Kolumbia, Brazylia, Argentyna). 1996 - otwarcie Museum Jean
Tinguely w Bazylei, według projektu architekta Mario Botta.
Temu muzeum Niki de Saint Phalle podarowała 55 wielkich
instalacji i ponad 100 grafik swojego zmarłego męża.
1997 - realizacja dziesięciometrowego „Anioła stróża”
na dworcu w Zurychu. Mario Botta buduje bramę i mur wokół
„Ogrodu Tarota”, który zostaje oddany do użytku 15.05.1998
r. 1999 - wielka retrospektywa jej prac w Mingei International
Museum w San Diego. W Lozannie opublikowana została pierwsza
część jej autobiograficznych wspomnień pod
tytułem „Traces.” W wydawnictwie Econ&List ukazała
się pierwsza obszerna biografia Niki de Saint Phalle w
Niemczech pod tytułem „Starke Weiblichkeit entfesseln”
(Wyzwalać silną kobiecość), której autorką
jest Monika Becker. 2000 - retrospektywy w Niemczech (muzea
w Ulm, Ludwigshafen i Emden) oraz w szwajcarskim Fribourgu.
Wykonała pięciometrową rzeźbę w kształcie
czaszki, w której wnętrzu, całkowicie wyłożonym
szkłem, znajduje się pomieszczenie do medytacji (jest
to jedno z dzieł, podarowanych Sprengel Museum w Hanowerze).
W październiku otrzymała, obok amerykańskiego
kompozytora Stephena Sondheima, amerykańskiego malarza
Ellswortha Kelly’ego, niemieckiego kompozytora Hansa Wernera
Henze i brytyjskiego architekta Richarda Rogersa, renomowaną
nagrodę Premium Imperiale (japoński odpowiednik nagrody
Nobla). 17.11.2000 - podpisała akt darowizny swoich ok.
400 prac dla Muzeum Sprengla w Hanowerze. Pod koniec lipca 2001
r. podarowała 170 prac Muzeum Sztuki Współczesnej
w Nicei. Obecnie zajmuje się realizacją pomnika o
średnicy 125 m, upamiętniającego „Queen Califa”,
legendarną królową Kalifornii, który stanie w Parku
Escondido w Południowej Kalifornii oraz wyposażeniem
trzech sztucznych grot w hanowerskim ogrodach Herrenhausen.
Niki
de Saint Phalle zmarła 21 maja 2002 roku w San Diego, w
swoim ostatnim miejscu zamieszkania w Kalifornii.
Tekst
© Urszula Usakowska-Wolff