Wartość i wartości

Od trzydziestu lat dzień 1 listopada oczekiwany jest przez międzynarodowe sfery artystyczne z ogromnym napięciem. Tego bowiem dnia na artystycznym niebie pojawia się plejada "Wszystkich Świętych" - sto najjaśniej świecących gwiazd sztuki współczesnej. Ten zmienny gwiazdozbiór, pod tytułem "Kunstkompass" (Kompas sztuki) publikowany jest corocznie w 23 numerze kolońskiego dwutygodnika "Capital" od piętnastu lat niezmiennie przez panią Linde Rohr-Bongard, krytyczkę sztuki, artystkę, uczennicę Josepha Beuysa. "Kompas Sztuki", wymyślony w 1970 roku przez jej męża Willi Bongarda, dziennikarza, specjalistę od spraw ekonomicznych, autora wydanej dwa lata przedtem, pierwszej w Niemczech książki o związkach sztuki z komercją ("Kunst und Kommerz" - "Sztuka i komercja"), bulwersował na początku artystyczny światek. Niemieccy galerzyści domagali się publicznego spalenia listy, szwajcarski rzeźbiarz Jean Tinguely chciał być z niej wymazany, zaś jego przyjaciel i współtwórca grupy "Nouveaux Réalistes", Pierre Restany określił ją w dziesięciolecie jej istnienia jako piękny skandal, w przeciwieństwie do Gerharda Richtera, dostrzegającego w niej piękną zabawę. Po śmierci Willi Bongarda w 1985 roku sterowanie "Kompasem Sztuki" przejęła małżonka inicjatora i czyni to do dziś z niesłabnącym powodzeniem. Ranking stu najsłynniejszych artystów współczesnych jest ogólnie uznaną instytucją, którą "Wall Street Journal" określił jako jedyny godny zaufania miernik sztuki współczesnej, zaś "Herald Tribune" poleca ją swoim czytelnikom jako niezbędną pomoc przy zakupach na międzynarodowych targach sztuki.

Z jubileuszowego wydania "Kompasu sztuki"[1] można dowiedzieć się, jakie są kryteria, decydujące o tym, kto trafia na listę "Wielkiej setki": przedmiotem oceny są ranga i sława współczesnych artystów, bez względu na ich rynkowe i komercyjne sukcesy. Autorka Linde Rohr-Bongard wychodzi z założenia, że jakość sztuki nie jest wymierna, w przeciwieństwie do oddźwięku w świecie fachowym. Jakby trochę na przekór temu założeniu lista rankingowa stu najsłynniejszych artystów współczesności ułatwia inwestycje i zmniejsza ryzyko zakupu. Kolekcjonerzy powinni więc kupować artystów, którzy są na oczach i ustach muzealno-krytycznego świata. Punkty sławy przyznawane są bowiem za udział w wystawach indywidualnych, organizowanych w 180 renomowanych muzeach i placówkach kulturalnych, za uczestnictwo w jednej lub kilku spośród 150 ważnych wystaw zbiorowych i za recenzje w liczących się magazynach sztuki na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy.

Urszula Usakowska-Wolff: Darmowa informacja, 2004. © Urszula Usakowska-Wolff

Narodziny artystokracji z ducha kreacji

Lektura "Kompasu" jest zajęciem pożytecznym, któremu powinni poświęcić się analitycy pozycji sztuk krajowych na międzynarodowym rynku sztuki. Z jubileuszowego "Kompasu" wynika bowiem to, co wynika zresztą z jego wydań corocznych i co nie powinno być żadnym zaskoczeniem, skłonić jednak, jeżeli nie do działań, to przynajmniej do refleksji: aktualnie i potencjalnie czołowi światowi artyści mieszkają w krajach, które są potentatami gospodarczymi tego świata, czyli mniej więcej po połowie w państwach angielsko- i niemieckojęzycznych i państwach do nich geograficznie (Holandia, Dania, Francja, Włochy) lub gospodarczo zbliżonych (Japonia). Wśród czołowych artystów są wprawdzie: Ilya Kabakov z Ukrainy (pozycja 8), Nam June Paik z Korei (pozycja 16), Jannis Kounellis z Grecji (pozycja 30), Shirin Neshat z Iranu (pozycja 48), Gabriel Orozco z Meksyku (pozycja 49), Olafur Eliasson z Islandii (pozycja 51), Marina Abramowic z Jugosławii (pozycja 56), Rirkrit Tiravanija z Tajlandii (pozycja 65), Jorge Prado z Kuby (pozycja 91), ale już dawno opuścili oni swoje ojczyste strony, żeby przenieść się do Nowego Yorku, Londynu, Berlina lub Kolonii. Pierwsze cztery miejsca na liście zajmują niezmiennie od dwóch lat: Niemcy Sigmar Polke (ma obecnie 60 lat), Gerhard Richter (69 lat), Amerykanin Bruce Nauman (59 lat) i Niemka Rosemarie Trockel (48 lat). Na piątym miejscu uplasowała się 39-letnia obecnie Szwajcarka Pipilotti Rist (która w 1999 roku zdobyła szturmem dziesiąte miejsce), na szóstym Amerykanka Cindy Sherman (47 lat), na siódmym figuruje 63-letni Niemiec Georg Baselitz ( który spadł z pozycji piątej), na ósmym najstarsza artystyczna gwiazda, dziewięćdziesięcioletnia obecnie Amerykanka Louise Bourgois (przesunęła się z pozycji czternastej), na dziewiątym Niemiec Günther Förg (49 lat), zaś na dziesiątym 57-letni Francuz Christian Boltanski (spadł z pozycji siódmej). "Kompas Sztuki" jest więc przeglądem przedstawicieli wszystkich artystycznych pokoleń i cieszących się uznaniem kierunków artystycznych: malarstwa, video, sztuki (multi)medialnej, fotografii, rzeźby, neokonceptualizmu i instalacji. Jest też rankingiem czołowych galerii, bez których artyści nie mogliby zaistnieć na międzynarodowych parkietach sztuki, po których poruszają się krytycy, kolekcjonerzy i kuratorzy. Na międzynarodowy sukces narodowego artysty składa się więc - poza jego twórczą pracą - wysiłek reprezentujących go narodowych i międzynarodowych galerii (wystawców-agentów, pośredników w kontaktach z kolekcjonerami), kuratorów, organizujących w różnych miejscach świata wystawy, dostrzeżone przez krytyków z opiniotwórczych mediów. Jeżeli ta "gra pięknego kreowania" prowadzona jest umiejętnie, opłaca się ona niekiedy już po bardzo krótkim czasie wszystkim jej uczestnikom. Najlepszym przykładem jest ostatnio sukces młodej sztuki brytyjskiej, zwanej "Young Brit Art", wykreowanej przez kolekcjonera Charlesa Saatchi na mroczny i krwawy lub kolorowy i odlotowy przedmiot pożądania międzynarodowych snobów z kręgów "New Economy." Po pokazach jego kolekcji na wystawie "Sensation" w szacownej Królewskiej Akademii Sztuk w Londynie (1997), w muzeum Hamburger Bahnhof (Dworzec Hamburski) w Berlinie (1998/99) i po skandalu w Nowym Yorku (1999), kiedy to burmistrz Rudolph Giuliani - ze względu na rzekomą obsceniczność i bluźnierczość eksponowanych dzieł (przede wszystkim "Najświętszej Marii Panny" Chrisa Ofili) - cofnął (nieskutecznie) Muzeum Brooklińskiemu dotację i starał się o sądowy nakaz zamknięcia "Sensacji", publiczność tłumnie odwiedzała wystawę; pozycja rynkowa Damiana Hirsta, braci Chapman, Tracey Emin i Sarah Lucas wzrosła astronomicznie, zaś laureat prestiżowej, przyznawanej przez Królewską Akademię Sztuk w Londynie nagrody im. Turnera (20 tysięcy funtów) w 1998 roku, 32-letni obecnie malarz Chris Ofili, którego ulubionym tworzywem artystycznym jest "shit", czyli łajno słoni, kolorowe paciorki i wycinanki ze świerszczyków, znalazł się z miejsca na 98 miejscu ubiegłorocznego "Kompasu sztuki." Pasja kolekcjonerska Charlesa Saatchi, właściciela koncernu reklamowego "Saatchi & Saatchi" opłaciła się także i jemu samemu: kolekcja "Brit Art" sprzedana została bowiem przez londyński dom aukcyjny Christie's za 1,5 mln funtów. Mimo że zgodnie z zasadami punktacji "Kompasu artystycznego" sukces rynkowy nie jest brany pod uwagę, część brytyjskich artystów, którzy znajdują się w jubileuszowej setce, swoją sławę zawdzięcza właśnie "sensacyjnej" kolekcji. "Kompas sztuki" rejestruje także wschodzące gwiazdy międzynarodowej sztuki: należy do nich, oprócz wspomnianej już, wyróżnionej "Złotymi Lwami" ubiegłorocznego Biennale w Wenecji foto- i video artystki Shirin Neshat (44 lata) i jej 33-letniej koleżanki po fachu, Japonki Mariko Mori, także i ulubieniec naszej prawicy, Włoch Maurizio Cattelan (42 lata), który w ubiegłym roku po raz pierwszy znalazł się na liście, i to od razu na pozycji 65. Należy przypuszczać, że po tegorocznej akcji naszych strzegących słusznych postaw i wartości posłów w "Zachęcie", która szeroko opisana została w międzynarodowych mediach [2], akcje Cattelana na międzynarodowym rynku sztuki wzrosną jeszcze bardziej. Szkoda, że wzorem innego stróża właściwego wizerunku nie zamachnęli się na dzieło rodzimego artysty: pozycja Piotra Uklańskiego nie namierzona wprawdzie jeszcze przez "Capital", już wielokrotnie drgała w kręgach bliskich "Kompasowi sztuki."[3]

Kuźnie kadr Young Brit i German Open Art

Co roku bowiem "Kompas sztuki" namierza także i potencjalne gwiazdy przyszłego sezonu. Największe szanse na znalezienie się na tegorocznej liści stu najsławniejszych artystów ma dwóch zawodników z drużyny Saatchi: 34-letnia przedstawicielka sztuki medialnej Sam Taylor-Wood i jej o pięć lat starszy kolega, malarz Gary Hume. W ich karierze wszystko jest uszyte na miarę: studiowali na właściwej akademii, Goldsmith College w Londynie, zaproszeni zostali do udziału we właściwych wystawach: Wood-Taylor na Biennale do Wenecji w 1997 roku i oboje do cieszącej się ogromnym sukcesem Horror-Picture-Show "Sensation" w Londynie, Berlinie i Nowym Yorku. Dzięki ich pracom, znajdującym się w kolekcji Saatchi należą do protagonistów pożądanych obecnie na całym świecie artystów "Young British Art", którzy robią wszędzie furorę. Niedawno Sam Wood-Taylor poślubiła na dodatek czołowego londyńskiego galerzystę i ojca jej córki, Jaya Joplinga [4], opiekującego się licznymi młodymi brytyjskimi artystami, pisze Linde Rohr-Bongart w cytowanym numerze "Capitolu." Do innych artystów, którzy mają prawie pewne miejsce na tegorocznej liście stu, należą poza tym kreowani na przedstawicieli "Young German Art" dwaj instalatorzy: 30-letni Jonathan Meese i 38-letni Manfred Pernice, oraz zeszłoroczny uczestnik Biennale w Wenecji, 33-letni multimedialista Christian Jankowski, którzy brali udział w głośnej wystawie "German Open" na przełomie roku 1999/2000 w Muzeum Sztuki w Wolfsburgu, kuźni kadr artystycznych nie tylko w Niemczech. W Wolfsburgu wystawiał wielokrotnie także inny pretendent do artystycznej setki, 35-letni fotograf Wolfgang Tillmans, laureat ubiegłorocznej nagrody im. Turnera, zaś wielką multimedialną instalację 33-letniego Amerykanina Douga Aitkena, uczestnika ostatniego Biennale w Wenecji, który także ma się wkrótce znaleźć w pierwszej setce "Kompasu sztuki", można obecnie oglądać w wolfsburskim muzeum.[5] Z "Kompasu sztuki", czyli rankingu obecnych i przyszłych artystycznych gwiazd wynika, że także i w naszym wieku światowa ranga i sława może przydarzyć się artyście w każdym wieku, pod warunkiem, że we właściwym czasie jego sztuka lub osobowość stanie się przedmiotem zainteresowania właściwych, czyli miarodajnych osób z kręgów światowego (także finansowego i medialnego) establishmentu, które sprawią, że jego dzieła zaprezentowane zostaną na właściwej imprezie narodowej, międzynarodowej, we właściwej placówce kulturalnej i we właściwym muzeum.

Atrakcyjne muzea i aukcyjne trofea

Wielka retrospektywa prac Sigmara Polke (urodzonego w 1941 roku w Oels, czyli dzisiejszej Oleśnicy, za co wyróżniony został Nagrodą Kultury Śląska Fundacji Landu Dolnej Saksonii, która zostanie mu wręczona w czerwcu w Hanowerze), pokazywana pod tytułem "Trzy kłamstwa malarstwa" w 1997 roku w Bundeskunsthalle (Federalnej Hali Sztuki) w Bonn a następnie w muzeum Hamburger Bahnhof w Berlinie, uznana została przez Stowarzyszenie Krytyków Niemieckich za wystawę roku 1997. Sprawiło to, że i tak już wysokie ceny jego prac od tamtej pory wzrosły dwu i pół krotnie. Po opublikowaniu "Kompasu sztuki", który nieprzypadkowo ukazuje się zawsze w przededniu odbywającej się na początku listopada "Art Cologne", najważniejszych - obok Bazylei i "Arco" w Madrycie, europejskich targów sztuki, przyznającemu Sigmarowi Polke w 1999 roku pierwsze miejsce na światowej liście stu najsławniejszych artystów, nabywcy skłonni byli płacić za jego oferowane przez galerzystów na tych targach gwasze od 36 do 46 tysięcy, zaś za obrazy średnich rozmiarów nawet do 200 tysięcy DM! Ale to drobiazg w porównaniu z 3,5 milionami USD, za które w maju ubiegłego roku dom aukcyjny Christie's sprzedał jego pochodzący z 1968 roku obraz "Dwie kobiety." Czołowa pozycja w "Kompasie sztuki" to prawdziwy kapitał.

Poza kompasowa wartość rynkowa

Takiego kapitału nie uruchamia (jeszcze?) sztuka polska, choć była ona obecna w "Kompasie sztuki" w latach siedemdziesiątych, kiedy w pierwszej setce "Capitalu" świeciły gwiazdy Romana Opałki i Magdaleny Abakanowicz. Artyści ci zajmują jednak od dziesięcioleci solidną pozycję na międzynarodowym rynku sztuki, reprezentowani są przez znane galerie, ich dzieła znajdują się w zbiorach renomowanych muzeów; otrzymują oni liczące się nagrody. Roman Opałka wyróżniony został w 1993 roku prestiżowym "Kaiserring" - "Pierścieniem Cesarskim" miasta Goslar [6], którym od ponad ćwierćwiecza nagradza ono wybitne indywidualności sztuki światowej (w ostatnich trzech latach należeli do nich Cindy Sherman, Sigmar Polke i Christian Boltanski). Magdalena Abakanowicz jest, poza przynależnością do licznych wiodących instytucji kulturalnych na świecie, również członkiem Akademii Sztuk w Berlinie, zaś w ubiegłym roku udekorowana została przez prezydenta Niemiec, Johannesa Raua, niezwykle zaszczytnym orderem "Pour la merité." Poświęcane im są liczne publikacje w fachowych i popularnych magazynach sztuki, ich prace są oferowane na targach sztuki po cenach, mogących także pobudzić (przyzwyczajoną do skromniejszych sum) wyobraźnię. Krótko mówiąc są to artyści, posiadający wartość rynkową: na ubiegłorocznej "Art Cologne" rzeźba Magdaleny Abakanowicz "First open arm figur" oferowana była przez düsseldorfską galerię Beck&Eggeling za 170 tysięcy USD, natomiast monumentalny zespół dwudziestu figur "Black Crowd" można było nabyć za pośrednictwem reprezentującej tę artystkę galerii Malborough za milion USD. Na rynku sztuki znajduje się natomiast niewiele dzieł Romana Opałki, są to głównie jego "Detale" z lat sześćdziesiątych, osiągające ceny ok. 200 tysięcy USD, gdyż jego współczesne "cyfrowe" obrazy (o wartości ok. 300 tysięcy USD), podobnie zresztą jak obrazy Sigmara Polke, z góry zarezerwowane są przez międzynarodowe muzea i międzynarodowych kolekcjonerów.

Obraz się zmienia mimo trudów istnienia

Mimo długiej nieobecności w "Kompasie sztuki", Magdalena Abakanowicz i Roman Opałka obecni są mimo wszystko na aktualnym rynku sztuki. Namierzającej najsławniejszych stu artystów pani Linde Rohr-Bongard nieobce są także, jak mówi - bardzo trudne do wymówienia imiona i nazwiska Tomasza Ciecierskiego, Katarzyny Kozyry i nieco łatwiejsze Edwarda Dwurnika i Mirosława Bałki a także kuratorów Jaromira Jedlińskiego i nie sprawiającej w Niemczech żadnych artykulacyjnych trudności Andy Rottenberg. Sztuka trudnego wymówienia prowadzi do nie zaistnienia, tak można by skwitować problemy poza artystyczno-lingwistycznej artykulacji, gdyby nie to, że imiona i nazwiska islandzkich, duńskich, irańskich, tajlandzkich i niekiedy nawet francuskich, niemieckich i amerykańskich artystów sprawiają też sporo trudności, lecz w miarę osiąganych przez nich sukcesów ich wymowa nie sprawia już żadnych kłopotów, a przynajmniej trzech z obecnej i przyszłej setki (Francuz Boltanski i Niemcy Slonimski i Jankowski) nosi nazwiska dziwnie swojsko brzmiące. Trudno brzmiące nazwiska przestają być przeszkodą, kiedy już zdobędzie się wymowną rangę na międzynarodowym rynku sztuki, ale czy może się na to zdobyć teraźniejsza sztuka polska, jak zresztą sztuka z obszaru geograficznego Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie do tej pory nie istnieje praktycznie rynek sztuki, gdzie nie ma jeszcze zbyt profesjonalnego wystawiennictwa i kolekcjonerstwa, gdzie nie doinwestowane muzea nie mogą za bardzo liczyć na kontakty i renomę międzynarodową? Listę przeszkód, utrudniających polskim artystom dostęp do światowej setki można by mnożyć, ale od samego biadolenia obraz się nie zmienia. Okazuje się, że w tej niesprzyjającej sztuce polskiej sytuacji, artyści polscy radzą sobie coraz lepiej, co wynika również i z tego, że polscy kuratorzy zaczynają także coraz lepiej poruszać się na właściwych parkietach, decydujących o międzynarodowej randze sztuki narodowej. Wydaje się, że ubiegły rok był dla sztuki polskiej szczególnie pomyślny, choć w Niemczech dała się ona także zauważyć na licznych wystawach, organizowanych tu w ciągu ostatnich dziesięcioleci, których echo i obecne na nich nazwiska pobrzmiewają po dzień dzisiejszy.

Pokazowe i anty wywozowe dziedzictwo narodowe

W stuttgarckicm "Czasopiśmie wymiany kulturalnej" [7], Ewa Mazur-Kłębowska zadała sobie trud prześledzenia polsko-niemieckich stosunków w dziedzinie sztuk pięknych w latach 966 - 1989. Jej, jak pisze, siłą rzeczy wycinkowe badania, pozwalają na stwierdzenie, że sztuka polska była pod względem ilości wystaw dobrze reprezentowana w Niemczech również i w okresie powojennym. Począwszy od 1956 roku, kiedy w Polsce po raz pierwszy po wojnie otwarto granicę na zachód, polska sztuka jest stale obecna w Niemczech. Nie było w zasadzie roku, w którym nie odbyła się tam jedna albo kilka wystaw polskich lub wystaw międzynarodowych, w których uczestniczyli polscy artyści.[8] To prawda, bo nazwiska przedstawicieli polskiej awangardy pierwszej i drugiej połowy dwudziestego wieku: Witkacego, Katarzyny Kobro, Władysława Strzemińskiego, Henryka Stażewskiego, zaś - szczególnie w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych - Tadeusza Kantora, który był niezwykle popularny także i w Niemczech (profesura na ASP w Hamburgu, spektakle teatralne w Baden-Baden, happeningi i wystawy w Kunsthalle w Norymberdze), znane były dość dobrze w kręgach niemieckich muzealników i historyków sztuki. Restrykcyjna polityka wywozowa PRL-u, kontynuowana zresztą przez wolną Polskę, sprawiła że dzieła, stworzone przed 1945 rokiem, nie mogły być przedmiotem legalnego wywozu za granicę, tak samo jak dzieła artystów zmarłych, co jest jedną z przyczyn ich nieobecności na międzynarodowym rynku sztuki. Nadmierna ochrona dziedzictwa narodowego wyłącza je z międzynarodowego obiegu, deprecjonuje wartość rynkową i rangę sztuki polskiej, która także mogłaby się sprawdzić na międzynarodowym rynku, bo to on właśnie jest owym "kompasem" doczesnej i pośmiertnej rangi artystycznej. Gdyby nasze władze tak zazdrośnie nie strzegły dziedzictwa, być może prace Henryka Stażewskiego, pojawiające się sporadycznie na "Art Cologne", wycenione średnio po 20 tysięcy USD, osiągnęły by wyższe ceny, może w komercyjnym obiegu znalazły by się dzieła Władysława Hasiora, Tadeusza Kantora, Witkacego. Wiedza o twórczych związkach między sztuką a komercją (czyli sprzedawcami i nabywcami sztuki) bardzo powoli dociera do urzędników, decydujących o możliwości cyrkulacji sztuki. Wiele wybitnych osiągnięć polskiej sztuki dwudziestego wieku znajduje się poza zasięgiem handlu sztuką, pisze Ewa Mazur-Kłębowska. Dzieła artystów, którzy szczyt rozwoju osiągnęli w drugim i trzecim ćwierćwieczu dwudziestego wieku, polskich postimpresjonistów, kapistów, formistów, konstruktywistów, unistów, różnego rodzaju realistów itd., ale także przedstawicieli późniejszych pokoleń, jak Tadeusz Brzozowski, te wszystkie dzieła nieznane są nawet w kręgach niemieckich fachowców, historyków i krytyków sztuki. Tu nawet najbardziej aktywne galerie natrafiają na przeszkody nie do pokonania, natury prawnej. Bez rozsądnej polityki kulturalnej i poparcia na najwyższym publicznym i państwowym szczeblu, te skarby, należące przecież także do europejskiego dziedzictwa kulturowego, pozostaną ukryte przed artystyczną niemiecką publicznością.[9]

Prawdziwi artyści to awangardowi anarchiści

Pobieżna analiza licznych wystaw polskich, z którymi od początku lat dziewięćdziesiątych zapoznać się mogła publiczność niemiecka, pozwala na postawienie (ostrożnego) wniosku, że politykę kulturalną zaczyna cechować rozsądek, wyrażający się w konsekwentnej, czyli długofalowej promocji sztuki polskiej i, że - co szczególnie ważne - otwarte są na nią coraz częściej liczące się niemieckie muzea i inne kulturo- i opiniotwórcze instytucje i media, w których coraz częściej można spotkać powtarzające się nazwiska polskich artystów i polskich kuratorów, łatwiejszych już jakby do wymówienia, przedstawienia i opisania. Listę tych wystaw otwiera "Bakunin w Dreźnie - Polska Sztuka dziś" (Zofia Kulik, Kwiekulik, Przemysław Kwiek, Zbigniew Libera, Jarosław Modzelewski, Teresa Murak, Pomarańczowa Alternatywa, Ewa Partum i Jacek Rydecki), pokazywana w Pałacu Sztuki w Düsseldorfie (15.09.-15.10.1990 r.) i w Kampfnagelfabrik w Hamburgu (3.11.-9.12.1990). Impuls do pokazania tej wystawy w ramach tygodnia polskiej kultury i nauki w Republice Federalnej Niemiec, pochodzi z Ministerstwa Kultury i Sztuki RP, szczególnie od Andy Rottenberg. Pomysł i realizację wystawy a także katalogu zawdzięczamy Ewie Mikinie z Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, we współpracy z Joanną Ciesielską. Piotr Rypson, również z Centrum Sztuki Współczesnej, jest autorem drugiej, małej wystawy polskich książek artystycznych lat osiemdziesiątych, napisał Stephan von Wiese, kurator Muzeum Sztuki w Düsseldorfie .[10] Wystawa "Bakunin w Dreźnie", prezentowała w sposób przekonywujący, dosłowny i naoczny, że artyści są zawsze awangardą anarchistów, przeciwstawiają się nie tylko systemom politycznym i władzy, ale także i ogólnie obowiązującym nawykom myślenia i patrzenia.[11] Odwykiem od nawyku o podziale sztuki na "wschodnią" i zachodnią" była również przygotowana przez kuratora Ryszarda Ziarkiewicza z CSW wystawa "Podwójna tożsamość - polska sztuka na początku lat dziewięćdziesiątych" w Muzeum Sztuki w Wiesbaden (3.03.-5.05.1991), w której uczestniczyli Krzysztof Bednarski, Grzegorz Klaman, Jarosław Kozłowski, Zofia Kulik, Józef Robakowski, Marek Sobczyk, Ryszard Winiarski, Ryszard Woźniak i Zbigniew Libera. W ramach wielkiej akcji pod tytułem "Sztuka. Europa. 63 niemieckie Towarzystwa Przyjaciół Sztuki pokazują sztukę z 20 krajów" (21.06.-21.07.1991), Towarzystwo w Bonn i Brühl prezentowało sztukę 25 artystów z Polski, wśród których byli min. Zbigniew Libera, Jarosław Modzelewski, Leon Tarasewicz, Tomasz Ciecierski i Mariusz Kruk. Tomasz Ciecierski, Mariusz Kruk i Mirosław Bałka zaproszeni zostali na legendarny, bo organizowany przez Belga Jana Hoeta, jednego z najbardziej niekonwencjonalnych kuratorów europejskich, pokaz sztuki światowej "documenta IX" w Kassel (13.06-20.09.1992), który odwiedziło ponad 600 tysięcy ludzi.

Awangarda prawie w całości i manifesty nie doskonałości

"Polska awangarda 1930-1990" prezentowana była na wystawie, przygotowanej przez Muzeum Sztuki w Łodzi i jego ówczesnego dyrektora, Jaromira Jedlińskiego dla Nowego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki w Berlinie i pokazywanej w Staatliche Kunsthalle w Berlinie (28.11.1992 - 24.01.1993). O tej ekspozycji, na której zobaczyć można było min. prace Katarzyny Kobro, Władysława Strzemińskiego, Henryka Stażewskiego, Edwarda Krasińskiego, Stefana Gierowskiego, Romana Opałki, Zbigniewa Gostomskiego, Jarosława Kozłowskiego i Mirosława Bałki, hamburski miesięcznik "art" napisał: robi ona na zwiedzającym wrażenie zwięzłego rozwoju polskiej awangardy, która również i po drugiej wojnie światowej, mimo socjalistycznej doktryny sztuki, inspirowana była aktualnymi zachodnimi kierunkami, jednak bez niewolniczej imitacji, zachowując zawsze trudny do pomylenia z innymi, osobisty charakter pisma. Polska awangarda, w Niemczech zbyt mało respektowana, nie musi obawiać się konfrontacji z zachodnią sceną artystyczną.[12] "Nie doskonale - aktualna scena artystyczna w Polsce", nazwana została wystawa, pokazywana od 13.03.-25.04.1993 roku w zasłużonym dla sztuki polskiej Muzeum w Bochum, które od połowy lat sześćdziesiątych wystawiało i kolekcjonowało naszą sztukę i gdzie od tamtej pory odbyły się liczne wystawy zbiorowe i indywidualne (min. Władysława Hasiora, Jerzego Beresia, Stanisława Fijałkowskiego, Józefa Szajny i Tadeusza Makowskiego) i które posiada największa, liczącą kilkadziesiąt prac, muzealną kolekcję sztuki polskiej w Niemczech. "Nie doskonale", której kuratorami byli Dorota Monkiewicz i Heinz Günther Goliński (wówczas wicedyrektor, obecnie dyrektor Muzeum w Bochum), zaprezentowała ośmiu artystów (Pawła Althamera, Ryszarda Grzyba, Zbigniewa Liberę, Roberta Maciejuka, Włodzimierza Pawlaka, Joannę Przybyłę, Tomasza Psuja i Mikołaja Smoczyńskiego), którzy będąc świadomi celu, jakim jest osiągnięcie w sztuce doskonałości formalnej i treściowej, odrzucają go (...). Kwestionują istnienie doskonałości, powątpiewają, czy warto w ogóle do niej dążyć, napisał w wydanym po polsku i niemiecku katalogu programowo "nie doskonałej" wystawy jej niemiecki kurator.[13] O scenie artystycznej w Polsce i jej krytycznej grze z awangardą pisali tam ponadto Dorota Monkiewicz i Kazimierz Piotrowski, zaś niemieccy organizatorzy wyrazili w katalogu szczególne podziękowanie za koleżeńską pomoc pani Andzie Rottenberg z Ośrodka Sztuki Współczesnej przy Fundacji Stefana Batorego w Warszawie.

Rewolucyjny i postępowy wiek awangardowy

Dzięki koleżeńskiej współpracy Ryszarda Stanisławskiego, wieloletniego dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi i Christopha Brockhausa, dyrektora Muzeum Wilhelma Lehmbrucka w Duisburgu, zorganizowana została największa i dotychczas najdroższa (koszt 10 mln DM) wystawa sztuki wschodnioeuropejskiej dwudziestego wieku: "Europa, Europa. Wiek awangardy w Europie Środkowo-Wschodniej." Ten "mamut-show", na którym zaprezentowano 700 prac 200 artystów z tej części podzielonego do niedawna świata, mógł się odbyć jedynie w największym muzeum federalnym - Bundeskunsthalle w Bonn, dysponującym 5 tysiącami metrów kwadratowych powierzchni wystawowej. Wystawa, pokazywana od 25.05.-16.10.1994 roku, była pomysłem byłego dyrektora Muzeum Ludwiga w Kolonii, Karla Ruhrberga, kuratora wielkiego przeglądu "Westkunst - Sztuka zachodu", który odbył się w 1981 roku w Kolonii; miała zademonstrować, że mimo wymuszonego sytuacją polityczną półwiecznego odcięcia od reszty świata, istniała i istnieje wspólna europejska, a zarazem uniwersalna sztuka, gdyż jest ona zawsze związana z osobowością artysty, a nie jego przynależnością narodową lub do bloku politycznego. To, że realizację tej wielkiej ekspozycji powierzono Ryszardowi Stanisławskiemu, nie było kwestią przypadku: jak zgodnie podkreślali recenzenci "Europy, Europy", był on znanym historykiem sztuki i doświadczonym wystawiennikiem, kierującym przez ćwierć wieku (do 1991 roku) legendarnym już Muzeum Sztuki w Łodzi, które, jako jedyna taka placówka w Europie Wschodniej, zawsze pokazywała zarówno sztukę ze wschodu i zachodu. Wkład do "Wieku awangardy", przy czym tym pojęciem kurator Christoph Brockhaus określał wszystkich, którzy bez względu na różnorodne opory dążyli do realizacji rewolucyjnych i postępowych perspektyw, tzn. humanitarnej odnowy i pogłębienia [14], wnieśli również polscy artyści, których prace prezentowane były w Bundeskunsthalle (min. Witold Wojtkiewicz, Witkacy, Katarzyna Kobro, Władysław Strzemiński, Jankiel Adler, Alina Szapocznikow, Tadeusz Kantor, Henryk Stażewski, Sefan Gierowski, Magdalena Abakanowicz, Roman Opałka, Stanisław Fijałkowski, Jerzy Bereś, Tomasz Ciecierski, Andrzej Szewczyk). Równolegle do "Europy, Europy" i w położonym na przeciwko Bundeskunsthalle Muzeum Sztuki w Bonn, pokazywano (11.05.-7.08.1994r.) wielką retrospektywę Władysława Strzemińskiego (175 prac) i artystów z nim związanych. Kuratorem tej wystawy był Jaromir Jedliński. Nowszą sztukę polską pokazywano tego iście "wschodnioeuropejskiego" lata artystycznego także i na południu Niemiec, tym razem w stolicy landu Badenii-Wirttembergii: w swoich salonach wystawowych (o powierzchni 2 tysięcy metrów kwadratowych) na Placu Zamkowym w Stuttgarcie, tamtejsze Towarzystwo Przyjaciół Sztuki we współpracy z Muzeum Narodowym w Warszawie (Dorota Folga-Januszewska) zorganizowało wielką retrospektywę (200 obrazów i 120 rysunków) Edwarda Dwurnika, który jest jednym z bardziej znanych polskich artystów w Niemczech. Uczestniczył on w "documenta VII" w Kassel, w 1992 roku był - obok amerykańskiego rzeźbiarza Dana Grahama (pozycja 41 w ubiegłorocznym "Kompasie sztuki") laureatem nagrody szwajcarskiej fundacji Coutts&Co, przyznawanej artystom, którzy swoimi dziełami wnoszą istotny wkład w rozwój sztuki współczesnej. [15] Jego obrazy znajdują się także w kolekcji Muzeum Sztuki w Kilonii, na północy Niemiec.

Obserwując rysę w przestrzeni, nie tak szybko przestrzeń się zmieni

Kontynuując wątek wspólnej, mimo znanych podziałów, Europy, w następnym roku berlińskie muzeum Martin-Gropius-Bau zainicjowało i jako pierwsze pokazało (26.11.1994-5.02.1995) wystawę "Rysa w przestrzeni" - 250 prac 49 malarzy, rzeźbiarzy, video artystów i instalatorów z Niemiec, Polski (min. Andrzej Wróblewski, Alina Szapocznikow, Tadeusz Kantor, Krzysztof Wodiczko, Jarosław Modzelewski, Mirosław Bałka), Czech i Słowacji. Tytułowa "Rysa w przestrzeni" pochodziła od tytułu drucianej rzeźby "Obserwuję rysę w przestrzeni" (1979 r.) czeskiego malarza i rzeźbiarza, Karela Malicha. Wystawa, którą mogła także oglądać publiczność w warszawskiej "Zachęcie" (13.03.-18.04.1995) i w Galerii Stołecznej w Pradze (19.09.-19.11.1995) postawiła sobie za zadanie pokazanie ważnych etapów rozwoju sztuki po 1945 roku w mentalnie, intelektualnie i politycznie rozerwanej przestrzeni.[16]  W 1996 roku Muzeum Wilhelma Lehmbrucka w Duisburgu prezentowało indywidualny pokaz prac Mariusza Kruka (21.01.-10.03.), zaś Kunsthalle w Norymberdze (19.9.-1.12.) "Życie w dziele" Tadeusza Kantora. W następnym roku do "Krainy malarstwa" Ryszarda Grzyba i Jarosława Modzelewskiego zaprosiło Muzeum Waldhof (15.03.-5.05.1997) w Bielefeldzie. Kuratorką wystawy była Gisela Burkamp z Towarzystwa Przyjaciół Sztuki w pobliskim miasteczku Oerlinghausen, która od końca lat siedemdziesiątych organizuje wystawy polskich artystów (min. Jerzy Panek, Zygmunt Januszewski, Eugeniusz Get-Stankiewicz) głównie w małych i średnich miastach Północnej Nadrenii-Westfalii. Jej mąż, Dieter Burkamp, współorganizator corocznego przeglądu rysunku "Satyricon", jest ponadto wydawcą "Spisu graficznych prac Jerzego Panka z lat 1939-1993", uznanego przez miesięcznik "art" za jedną z najpiękniejszych książek artystycznych 1995 roku.[17] W innym północno-westfalskim mieście - Paderbornie, w Galerii Miejskiej pokazywano (13.10.-20.11.1997) wystawę kilkudziesięciu obrazów Andrzeja Wróblewskiego. Mimo że był to największy jego pokaz indywidualny nie tylko w tej części Niemiec, nie został on zarejestrowany przez media ponad regionalne i miał - niestety tylko bardzo ulotne znaczenie lokalne. Pod względem udziału w ważnych imprezach międzynarodowych w Niemczech, rok 1997 nie był szczególnie pomyślny także i dla współczesnych artystów polskich: w "documenta X" uczestniczył jedynie Paweł Althamer (obok niego z naszej części Europy zaproszono tylko dwóch artystów: Marco Peljhana ze Słowenii i Slavena Tojla z Chorwacji), zaś na odbywającym się w tym samym czasie co "documenta" (21.06.-28.09.), głośnym plenerze "Skulptur. Projekte. Münster 1997" (Rzeźba. Projekty. Münster 1997), sztuka polska (podobnie zresztą jak sztuka środkowo- i wschodnioeuropejska, którą reprezentowali Ilya Kabakov i mieszkająca w Nowym Yorku i Berlinie Svetlana Kopystiansky) świeciła nieobecnością.

Transfer za pięć zer

W 1997 i 1998 roku realizowane było czwarte wydanie - zainicjowanego w 1991 roku przez Sekretariat Kultury Północnej Nadrenii-Westfalii w Wuppertalu, zrzeszający 25 miast tego największego niemieckiego landu - projektu pt. „Transfer”: bilateralnej wymiany artystów niemieckich z krajami sąsiadującymi z Niemcami. Koncepcja tej wymiany przewiduje, że kilkunastu młodych najczęściej artystów przebywa na dwumiesięcznych pobytach roboczych i studyjnych w kraju partnerskim, zaś kilkunastu artystów z kraju partnerskiego w tym samym czasie ma okazję zapoznać się z warunkami życia i pracy ich kolegów i koleżanek po fachu w Północnej Nadrenii-Westfalii. Rezultatem tej wymiany są wspólne wystawy, które odbywają się równolegle w miastach kraju partnerskiego i w muzeach Północnej Nadrenii-Westfalii. Po „Transferze” z udziałem artystów z byłej NRD, Belgii i Włoch, wybór padł na Polskę, która była kolejną partnerką tego kosztującego 600 tysięcy DM projektu. Do uczestnictwa w „Transferze” zaproszono 22 artystów, po połowie z każdego kraju. Artyści niemieccy przebywali w lipcu i sierpniu w Polsce (Poznaniu, Warszawie, Bytomiu, Gdańsku, Orońsku, Krakowie, Białymstoku i Wrocławiu), zaś polscy artyści w październiku i listopadzie 1997 roku w Niemczech (w Essen, Mönchengladbach, Düsseldorfie, Bielefeldzie, Wuppertalu, Münster, Kolonii i Bochum). Prace uczestników „Transferu” oglądać można było następnie na sześciu wystawach: w Muzeum im. Xawerego Dunikowskiego w Warszawie (17.04.-24.05.1998), w Galerii & Fundacji Wyspa Progress w Gdańsku (9.06.-12.07.1998) i w Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki w Krakowie (4.08.-30.08.1998), a następnie w Von der Heydt-Museum w Wuppertalu (13.09.-25.10.1998), w Muzeum w Bochum (19.09.-8.11.1998) i Kunsthalle w Bielefeldzie (20.09.-15.11.1998). Polskimi uczestnikami „Transferu” byli: Tomasz Bajer, Marta Deskur, Adam Garnek, Leszek Golec i Tatiana Czekalska, Marek Kijewski&Kocur, Katarzyna Kozyra, Konrad Kuzyszyn, Leszek Lewandowski, Agata Michowska, Andrzej Syska i Marek Targoński. O ile w Polsce, poprzez uczestnictwo "Transferowców" w wystawach, zorganizowanych w muzeach i galeriach miast, uchodzących za kulturalne centra Polski, ten projekt miał charakter wydarzenia ogólnopolskiego, o tyle w Niemczech, ze względu na obszar działania Sekretariatu Kultury, miał siłą rzeczy wydźwięk lokalny. [18]

Modernizm Wschodu odkryty dla Zachodu

Dużym zainteresowaniem publiczności i krytyki cieszył się natomiast znaczący, ale dotychczas w Niemczech nieznany rozdział historii kultury europejskiej [19], czyli nieco zmniejszone wydanie wystawy "Koniec wieku. Sztuka polskiego modernizmu 1890-1914", pokazywanej w 1996 roku w Muzeach Narodowych w Warszawie i Krakowie. Po sukcesie tej wystawy w Polsce, Staatliche Kunsthalle (Państwowa Hala Sztuki) w Baden-Baden zaproponowała Muzeum Narodowemu w Warszawie zorganizowanie wystawy sztuki polskiej przełomu 19. i 20. wieku, która - pod tytułem "Impresjonizm i symbolizm. Malarstwo przełomu wieku z Polski", prezentowana była w tym słynnym niemieckim kurorcie od 6.12.1997 do 1.03.1998 roku, rozpoczynając trwałe kontakty między obydwoma muzeami. W innym, równie nastrojowym miejscu - w muzeum Zamku Neuhaus, położonym w pięknej, parkowo-kurortowej dzielnicy westfalskiego miasta Paderborn, można było latem 1999 roku odbyć fascynującą podróż i odkryć polskich malarzy początku wieku, artystów bez patosu otwartych na europejskie malarstwo. [20] Tym odkryciem była wystawa "Jacek Malczewski i jego współcześni" (18.07.- 22.08.1999), zorganizowana przez Museum Schloss Neuhaus we współpracy z Muzeum Narodowym w Poznaniu, pokazywana także w Clemens-Sels-Museum w mieście Neuss (5.09.-31.10.1999) niedaleko Kolonii. 32 prace Malczewskiego, w tym 28 jego najbardziej znanych obrazów i 27 prac jemu współczesnych, czyli Olgi Boznańskiej, Józefa Chełmońskiego, Józefa Czajkowskiego, Aleksandra Gierymskiego, Władysława Jarockiego, Stanisława Kamockiego, Józefa Mehoffera, Józefa Pankiewicza, Witolda Pruszkowskiego, Władysława Ślewińskiego, Henryka Uziembły, Wojciecha Weissa i Leona Wyczółkowskiego, demonstrowały, że - jak napisała kuratorka wystawy, Andrea Wandschneider Polska wniosła swój wkład do różnorodnych ruchów i działań wczesnego europejskiego modernizmu. Dopiero historia sztuki wtłoczyła polskie malarstwo tej epoki pośmiertnie z powrotem w granice kraju, widząc w nim w pierwszym rzędzie wykonawcę narodowych zadań i treści. Pozostaje mieć nadzieję, że dialog, który "Młoda Polska" swego czasu prowadziła z malarskim modernizmem Europy, znowu zostanie podjęty - również i w odwrotnym kierunku: z bardziej obiektywnym spojrzeniem Zachodu na Wschód, na środek starej Europy. [21]

Spojrzenia na wielkie wydarzenia

Nic lepiej nie przyciąga spojrzenia, bez względu na kierunek jego pochodzenia, niż udział w głośnych wydarzeniach, do których należą wielkie kulturalne imprezy międzynarodowe. W ubiegłym roku Polska była partnerką i punktem ciężkości międzynarodowych targów książki we Frankfurcie nad Menem, co sprawiło, że nie tylko w Hesji, ale także w innych niemieckich krajach związkowych, odbywał się istny festiwal kultury polskiej w różnych kontekstach. Zaingurowała go wystawa (24.03.-7.05.2000) Nowego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki w Dreźnie pt. "Konkret - wschodnia Europa Środkowa", na której pokazano czterdzieści wielko formatowych obrazów i dziewięć obiektów trzynastu artystów z Niemiec, Węgier, Czech i Polski (Gerhard Kwiatkowski-Blum, Tadeusz Mysłowski i Kajetan Sosnowski). Dzieło tych artystów podlegało wspólnemu losowi. Rozwijało się we wschodnich dyktaturach jako inna sztuka obok oficjalnie panującego socjalistycznego realizmu. Aby nawiązać zniszczoną ciągłość, artyści szukali przy pomocy ich konstruktywno-konkretnych prac autonomicznych, nie skażonych przez ideologię środków wyrazu na czasie.[22] O pokazywanej do połowy maja w Muzeum Junge Kunst (Młoda Sztuka) we Frankfurcie nad Odrą i w Galerii Prowincjonalnej w Słubicach, przygotowanej przez Galerię Zderzak wystawie "Młoda Sztuka z Krakowa" (Robert Rumas, Paweł Książek, Grzegorz Sztwiertnia, Aleksander Janicki, Wilhelm Sasnal, Piotr Jaros), berlińska recenzentka napisała: Młoda sztuka z Polski podobna jest do młodej sztuki z Berlina lub Nowego Yorku. Język form lat dziewięćdziesiątych przekracza granice, tak samo jak problemy i styl życia młodych ludzi, na które reaguje sztuka.[23] Prace dziesięciu przedstawicieli pokolenia, które na polską scenę artystyczną wkroczyło pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych (Paweł Althamer, Tatiana Czekalska i Leszek Golec, Zuzanna Janin, Katarzyna Kozyra, Zbigniew Libera, Joanna Rajkowska, Robert Rumas, Jadwiga Sawicka, Artur Żmijewski) oglądać można było od 10.09.-22.10.2000 w salonie wystawowym Nassauskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki w stolicy Hesji, Wiesbaden. Ta obszernie przeze mnie relacjonowana wystawa[24], nazwana przez jej kuratorkę Andę Rottenberg "Postindustrial Sorrow", czyli "Postindustrialnym smutkiem", była przede wszystkim pokazem tego, że młodzi polscy artyści są zdolni do ironiczno-krytycznej percepcji, ekspresji i rozprawy z konsumpcyjną rzeczywistością. Posługując się środkami, którymi posługują się producenci globalnego manipulowania konsumentów, pokazują oni bowiem, jak można i należy pokonywać manipulatorów ich własną bronią, zaś w wielu przypadkach antycypują także przyszły rozwój bezlitosnej konsumpcji, ekstraktu i substytutu życia.

Od 9.-30.09.2000 w Wiesbaden można było także obejrzeć sztukę z Wrocławia, miasta partnerskiego stolicy Hesji. W dziesięciu galeriach i Muzeum Landu Hesji pokazywane były prace czternastu artystek i artystów, urodzonych w latach 1932-1969 w różnych miejscach byłej i obecnej Polski a także i Rosji, mieszkających i tworzących obecnie we Wrocławiu: malarstwo Urszuli Wilk, Wojciecha Prażmowskiego, Miry Żelechower Aleksiun, Pawła Luchowskiego i Jarosława Potocznego; malarstwo i grafikę Barbary Kuciapskiej-Zając, ex librisy Janusza Halickiego, instalacje i obiekty Janusza Bałdygi, Tomasza Bajera (którego „Artystyczne bomby” pokazywane już były na "Transferze" w Muzeum Sztuki w Bochum), Alojzego Gryta, Wojciecha Stefanika, Piotra Jędrzejewskiego, Tomasza Opanii oraz video performance Anny Płotnickiej, czyli stylistyczną, formalną i wielopokoleniowa różnorodność artystyczną.

Nie ma specyfiki polskiej pejzażystyki

Różnorodność polskich krajobrazów pokazywała największa wystawa sztuki polskiej, zorganizowana z okazji partnerstwa Polski na ubiegłorocznych Targach Książki we Frankfurcie nad Menem przez Schirn-Kunsthalle. Z inicjatywy kuratorki Bettiny-Martine Wolter zaprezentowano tam "Cztery pory roku. Polskie malarstwo pejzażowe od Oświecenia po dzień dzisiejszy", na którym znalazło się 157 obrazów 67 artystów. Ten najobszerniejszy i najdroższy (ok. 1 mln DM), zagraniczny przegląd sztuki polskiej ostatnich dwustu trzydziestu lat, na którym od 6.10.- 26.11.2000 roku podziwiać można było także pejzaże Bernardo Bellotto, zwanego Canaletto, Norblina i Franza Xawera Lampiego, miał - zgodnie z założeniem niemieckiej kuratorki, umożliwić poznanie konkretnego geograficznego regionu, przekazać wiedzę o wspólnych europejskich drogach w sztuce, jak również o własnych rozwiązaniach, które mogły wykształcić się tylko w konkretnych warunkach tego kraju.[25] Pokaz polskich "Czterech pór roku" odbił się szerokim echem w mediach niemieckich, które z trudem mogły dopatrzyć się jednak specyfiki wielowiekowej polskiej pejzażystyki, bo - podobnie jak wszędzie, także i w Polsce zawsze po wiośnie następuje lato, po lecie jesień, a po jesieni zima, lecz ten odwieczny cykl natury odbywa się wszędzie bez ludzkiego udziału.[26] Inni dziwili się, dlaczego akurat pejzaże mają świadczyć o specyfice polskiego malarstwa i odzwierciedlać cierpiętniczą polską historię i walkę o narodową tożsamość? (...) Tak naprawdę to właśnie abstrakcja była po 1945 roku wyrazem ducha oporu, charakteryzującego Polaków najbardziej i najtrwalej. Wieża z kości słoniowej była heroiczniejsza niż wieża wydobywcza. Niezwykle ciekawa historia wewnętrznej emigracji, względnie słabo nadzorowanych lat sześćdziesiątych ze sztuką plakatu i cudem filmowym całkowicie wyłączona została z wystawy pejazażowej fiksacji. Dział bezpośredniego modernizmu sprawia w najlepszym wypadku wrażenie kapusty z marchewką. Pewnym pocieszeniem są nawarstwione koncepcje pejzażowe Tomasza Ciecierskiego i obraz „Plac Zamkowy” Edwarda Dwurnika - anarchoprogram z kotłującymi się figurami.[27] O ile więc koncepcja niemieckich organizatorów polskich "Pór roku" nie wszędzie została odczytana zgodnie z ich intencjami, o tyle katalog wystawy nie może budzić żadnych zastrzeżeń - ta potężna, ważąca dokładnie 2,2 kg księga z reprodukcjami wszystkich eksponowanych dzieł, jest najobszerniejszym, dostępnym w Niemczech kompendium wiedzy o rozwoju sztuki i historii polskiej w ciągu ostatnich dwustu lat. Zainteresowaniem cieszyła się także wystawa 130 prac Nikifora (14.10.- 3.12.2000) we frankfurckim muzeum Porticus, oraz prezentowany w tym samym czasie pokaz Józefa Robakowskiego we frankfurckim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych.

Artystyczne racje odporne na machinacje

"Obroną modernizmu", którego - zdaniem niektórych recenzentów zabrakło na największej wystawie sztuki polskiej we Frankfurcie, zajęło się Muzeum Würth w mieście Künzelsau w Badenii-Wirttembergii, prezentując od 5.10.2000 do 24.01.2001 roku wielką retrospektywę "Pozycje polskiej sztuki po 1945 roku" - czyli łącznie 130 prac: Magdaleny Abakanowicz, Jerzego Beresia, Tomasza Ciecierskiego, Stanisława Fijałkowskiego, Stefana Gierowskiego, Tadeusza Kantora, Mariusza Kruka, Jarosława Modzelewskiego, Romana Opałki, Marka Sobczyka, Henryka Stażewskiego i Leona Tarasewicza. W nawiązaniu do kontrowersyjnej wystawy "Wzlot i upadek modernizmu" (Weimar 1999), zajmującej się sztuką NRD, kuratorka Nawojka Cieślińska-Lobkowicz nazwała ten polski pokaz "Obroną modernizmu", demonstrując na przykładzie dziesięciu malarzy i dwóch rzeźbiarzy, jak konsekwentnie polscy artyści po 1945 roku bronili swojej autonomii (...) Jerzy Bereś, obok Tadeusza Kantora, wielki inicjator polskiej sztuki akcji (...), jest w Künzelsau świadkiem koronnym wyjątkowości polskiej sztuki w bloku wschodnim. W przeciwieństwie do większości innych krajów tego bloku była ona niezwykle odporna na polityczne machinacje. [28] Reprezentatywny przegląd sztuki polskiej, pokazany w Muzeum Würth, które od lat zbiera sztukę polską (min. Fijałkowskiego, Gierowskiego, Kantora, Kruka i Modzelewskiego), i które swoje zbiory sztuki światowej prezentowało w 1999 roku w Muzeum Narodowym w Krakowie, dokumentuje ponad trzystu stronicowy katalog z obszernymi tekstami Nawojki Cieślińskiej-Lobkowicz ("Wolna przestrzeń sztuki") i Jaromira Jedlińskiego ("Nowość i niezmienność w polskiej sztuce").[29]

Strategie umiędzynarodowienia polsko-unijnego istnienia

Polska sztuka po 1989 roku, czyli "na wolności/w końcu", była przedmiotem wystawy w Staatliche Kunsthalle Baden-Baden (19.11.2000-14.01.2001) i rezultatem współpracy z Muzeum Narodowym w Warszawie. Artyści, pokazywani na tej wystawie (Paweł Althamer, Zuzanna Janin, Piotr Jaros, Katrzyna Józefowicz, Marek Kijewski&Kocur, Grzegorz Klaman, Zbigiew Libera, Mariusz Maciejewski, Jarosław Modzelewski, Joanna Rajkowska, Robert Rumas, Jadwiga Sawicka i Artur Żmijewski), wybrani zostali przez jej niemieckiego kuratora, Dirka Teubera, ponieważ interesuje ich to, co dotyczny wszystkich, wobec czego wszyscy się znaleźliśmy, w obliczu zmian warunków politycznych i gospodarczych (...) Strategie umiędzynarodowiania się języków artystycznych okazują się także sposobem zaistnienia na rynku międzynarodowym, co wobec planowanego rozszerzenia Unii Europejskiej na wschód doprowadzić musi do dalszych przewartościowań.[30]  Okazuje się, że młodzi i wolni artyści polscy mają do spełnienia jeszcze trudniejsze zadanie niż ich poprzednicy, od których oczekiwano tylko bycia sumieniem narodu... Wystawa "na wolności/wkońcu" dokumentowała w różnorodnych odcieniach, że młodzi polscy artyści podejmują i pokazują problemy, ale ich nie rozwiązują, przekraczają tabu i formułują społeczne i religijne kwestie w nowym kontekście. Kompleksowość i wielość snutych nici Ariadny pokazuje przełamanie oniemienia i niezwykłą konfrontację z indywidualnym samopoczuciem, własną historią i nowymi doświadczeniami ze świata zachodniej konsumpcji i zachodnich mediów. Ale czy teraźniejsza polska sztuka jest rzeczywiście tylko (zzachodniałym) światem obiektów-instalacji, fotografii i video? [31] Wystawa "na wolności/w końcu" pokazywana była także w warszawskiej "Królikarni" (16.03.-22.04.2001), skąd pojechać ma do Muzeum Polskiego w szwajcarskim Rapperswilu (w lecie bieżącego roku), ma być ponadto, jak poinformował mnie pan Teuber, prezentowana w Szczecinie i Moskwie.

Świadomość obecności w kompasie wartości

Na przełomie roku 2000/2001 polscy artyści brali także udział w innych ważnych międzynarodowych wystawach zbiorowych: "After the Wall", przygotowanej przez Moderna Museet w Sztokholmie (16.10.1999 - 16.01.2000) i pokazywanej następnie (1.10.2000 - 4.02.2001) w berlińskich muzeach Hamburger Bahnhof i Max-Liebermann-Haus, w których prezentowano prace 150 przedstawicieli sztuki z 22 krajów postkomunistycznych (z Polski C.U.K.T., Tomasz Kizny, Zofia Kulik, Katrzyna Kozyra, Dominik Lejman, Zbigniew Libera, Robert Rumas i Artur Żmijewski) oraz w wystawie "Amnezja - obecność zapominania"[32], którą dla Nowego Muzeum Weserburg w Bremie przygotowała Anda Rottenberg. Instalacje i obrazy Mirosława Bałki, Christiana Boltanskiego, Vadima Zakharova, Bruce'a Naumana, Rachel Whiteread, Stanisława Dróżdża i Anselma Kiefera, unaoczniały, że sztuka bierze zawsze udział w procesie pamięci i zapomnienia, przeżywanego przez ludzi świadomie lub nieświadomie [33], zaś prace, zgromadzone na "Amnezji" pokazywały w sposób przekonywujący ten ponadczasowy temat i pobudzały do refleksji.

Na Biennale Sztuki w Berlinie ("bb2")[34], które odbywać się będzie od 20.04. - 20.06.2001 roku w różnych miejscach niemieckiej stolicy przy udziale ponad pięćdziesięciu międzynarodowych artystów młodego i średniego pokolenia, zaproszono natomiast Katarzynę Józefowicz.

Pobieżny siłą rzeczy przegląd obecności sztuki polskiej i jej recepcji w Niemczech na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia, pokazuje, że artyści i kuratorzy z Polski coraz częściej pojawiają się na istotnych wystawach w liczących się muzeach, a także w towarzystwie międzynarodowych gwiazd, namierzonych przez "Kompas sztuki." Wydaje się, że promocja sztuki polskiej w Niemczech zaczyna przynosić pierwsze, oby trwałe instytucjonalne efekty, czyli wymianę wystaw, jako konsekwencja współpracy między polskimi i niemieckimi muzeami. Uniwersalne bądź specyficzne wartości dzieł polskich artystów i inicjatywy polskich kuratorów są coraz częściej doceniane przez niemieckie media i niemiecką publiczność. Wymierna, czyli rynkowa wartość polskiej sztuki jest ciągle jeszcze nie doceniana, bo nie obecna jest ona na rynku sztuki, kompasie artystycznej wartości. Droga na ten rynek, teoretycznie dostępna każdemu, trudna jest do pokonania dla artystów z krajów, przez pół wieku odciętych od rynkowego obiegu. Jeżeli polskim artystom nie uda się przekonać rynku, czyli poważnych międzynarodowych galerzystów i kolekcjonerów, że warto zainwestować w ich sztukę, będą nadal poruszać się na obrzeżach artystycznego świata, którego centra znajdują się obecnie i długo jeszcze będą znajdować się w Londynie, Berlinie, Kolonii i Nowym Yorku. Jeżeli celem polskich artystów jest osiągnięcie pozycji na międzynarodowym rynku sztuki, muszą wytrwale podążać drogą, zmierzającą do tych właśnie geograficzno-kapitałowych regionów. Bo dotychczas, jak pisze Peter Dittmar, rynek sztuki nie lubi Polaków. Czyżby więc Polska, ta artystyczna, jakby trochę nie zginęła?[35]

Tekst  © Urszula Usakowska-Wolff

Kwartalnik lietarcki KRESY Nr 1-2/2001

Przypisy:

[1] Capital Nr 23/2000. Str. 210-251.

[2] art nr 3/2001. Str. 128.

[3] art nr 1/2001. Str.114; a także "Szturm na obrazy. Piotr Uklański atakowany", w Kunstzeitung Nr  55/2001. Str. 3.

[4] Jest on właścicielem galerii "White Cube."

[5] Doug Aitken "Metallic Sleep", Kunstmuseum Wolfsburg. 17.02.-13.05.2001.

[6] Stypendystą "Kaiserring" był w 1987 r. Zygmunt Januszewski, którego prace znajdują się w zbiorach Mönchehaus Museum w Goslar.

[7] Zeitschrift für Kulturaustausch. Nr 4/1989. Str. 541-545.

[8] Ibidem, str. 543.

[9] Ibidem, str. 545.

[10] Katalog "Bakunin in Dresden. Polnische Kunst heute." Düsseldorf 1990. Str. 8.

[11] Ibidem, str. 8.

[12] art nr 1/1993. Str. 89.

[13] UN-VOLLKOMMEN. Die aktuelle Kunstszene in Polen. Bochum. 1990. Katalog nie posiada numeracji stron.

[14] art nr 6/1994. Str. 22.

[15] Kunstforum. Band 121. Str. 491.

[16] art nr 12/1994. Str. 114.

[17] Jerzy Panek. Werkverzeichnis der graphischen Arbeiten. Kerbel Verlag. Bielefeld 1995.

[18] O "Transferze" pisałam obszernie w tekście "Delikty z laboratorium", Tygiel Kultury Nr 11/12/1998. Str. 102-108.

[19] Katalog wystawy "na wolności/w końcu. in freiheit/endlich. Polska sztuka po 1989 roku. Polnische Kunst nach 1989." Staatliche Kunsthalle Baden-Baden. 2000. Str. 7.

[20] Westfalen-Blatt, 13.07.1999.

[21] Jacek Malczewski und seine Zeitgenossen. Polnische Malerei aus der Sammlung des Nationalmuseums in Poznań. Kerber Verlag. Bielefeld 1999. Str. 10.

[22] Cytat ze strony http.//www.zeitgalerie.de/projekte/konkret/3/information.html.

[23] Anita Wünschmann: "Maria im Wasserglas". Berliner Zeitung, 5.05.2000.

[24] "Sztuka gwarantowanej stymulacji". EXIT Nr 4(44)2000. Str. 2338-2341.

[25] Katalog "Die vier Jahreszeiten. Polnische Landschaftsmalerei von der Aufklärung bis heute." Verlag der Kunst Dresden, 2000. Str. 10.

[26]  Frankfurter Rundschau, 13.10.2000.

[27] Frankfurter Allgemeine Zeitung, 19.10.2000.

[28] art nr 1/2001. Str. 82.

[29] Verteidigung der Moderne. Positionen der polnischen Kunst nach 1945. Museum Wirth. Swiridoff Verlag Künzelsau 2000.

[30] Katalog "na wolności/w końcu. Staatliche Kunsthalle Baden-Baden 2000. Str. 16.

[31] Frankfurter Allgemeine Zeitung, 19.12.2000.

[32] Katalog "Die Gegenwart des Vergessens." Neues Museum Weserburg Bremen. 2000.

[33] Handelsblatt, 9/10.02.2001.

[34] http://www.berlinbiennale.de

[35] Berliner Morgenpost. 9.11.2000

do strony glównej
do wystawy "Sensation!, Young Brit Art z kolekcji Saatchi w Hamburger Bahnhof w Berlinie, 1998/99