Wartość
i wartości
Od
trzydziestu lat dzień 1 listopada oczekiwany jest przez międzynarodowe
sfery artystyczne z ogromnym napięciem. Tego bowiem dnia
na artystycznym niebie pojawia się plejada "Wszystkich
Świętych" - sto najjaśniej świecących
gwiazd sztuki współczesnej. Ten zmienny gwiazdozbiór, pod
tytułem "Kunstkompass" (Kompas sztuki) publikowany
jest corocznie w 23 numerze kolońskiego dwutygodnika "Capital"
od piętnastu lat niezmiennie przez panią Linde Rohr-Bongard,
krytyczkę sztuki, artystkę, uczennicę Josepha Beuysa.
"Kompas
Sztuki", wymyślony w 1970 roku przez jej męża
Willi Bongarda, dziennikarza, specjalistę od spraw ekonomicznych,
autora wydanej dwa lata przedtem, pierwszej w Niemczech książki
o związkach sztuki z komercją ("Kunst und Kommerz"
- "Sztuka i komercja"), bulwersował na początku
artystyczny światek. Niemieccy galerzyści domagali się
publicznego spalenia listy, szwajcarski rzeźbiarz Jean Tinguely
chciał być z niej wymazany, zaś jego przyjaciel
i współtwórca grupy "Nouveaux Réalistes", Pierre
Restany określił ją w dziesięciolecie jej
istnienia jako piękny skandal, w przeciwieństwie
do Gerharda Richtera, dostrzegającego w niej piękną
zabawę. Po śmierci Willi Bongarda w 1985 roku sterowanie
"Kompasem Sztuki" przejęła małżonka
inicjatora i czyni to do dziś z niesłabnącym powodzeniem.
Ranking stu najsłynniejszych artystów współczesnych
jest ogólnie uznaną instytucją, którą "Wall
Street Journal" określił jako jedyny godny zaufania
miernik sztuki współczesnej, zaś "Herald Tribune"
poleca ją swoim czytelnikom jako niezbędną pomoc
przy zakupach na międzynarodowych targach sztuki.
Z
jubileuszowego wydania "Kompasu sztuki"[1]
można dowiedzieć się, jakie są kryteria, decydujące
o tym, kto trafia na listę "Wielkiej setki": przedmiotem
oceny są ranga i sława współczesnych artystów,
bez względu na ich rynkowe i komercyjne sukcesy. Autorka
Linde Rohr-Bongard wychodzi z założenia, że jakość
sztuki nie jest wymierna, w przeciwieństwie do oddźwięku
w świecie fachowym. Jakby trochę na przekór temu
założeniu lista rankingowa stu najsłynniejszych
artystów współczesności ułatwia inwestycje i
zmniejsza ryzyko zakupu. Kolekcjonerzy powinni więc kupować
artystów, którzy są na oczach i ustach muzealno-krytycznego
świata. Punkty sławy przyznawane są bowiem
za udział w wystawach indywidualnych, organizowanych w 180
renomowanych muzeach i placówkach kulturalnych, za uczestnictwo
w jednej lub kilku spośród 150 ważnych wystaw zbiorowych
i za recenzje w liczących się magazynach sztuki na przestrzeni
ostatnich dwunastu miesięcy.
Narodziny
artystokracji z ducha kreacji
Lektura
"Kompasu" jest zajęciem pożytecznym, któremu
powinni poświęcić się analitycy pozycji sztuk
krajowych na międzynarodowym rynku sztuki. Z jubileuszowego
"Kompasu" wynika bowiem to, co wynika zresztą z
jego wydań corocznych i co nie powinno być żadnym
zaskoczeniem, skłonić jednak, jeżeli nie do działań,
to przynajmniej do refleksji: aktualnie i potencjalnie czołowi
światowi artyści mieszkają w krajach, które są
potentatami gospodarczymi tego świata, czyli mniej więcej
po połowie w państwach angielsko- i niemieckojęzycznych
i państwach do nich geograficznie (Holandia, Dania, Francja,
Włochy) lub gospodarczo zbliżonych (Japonia). Wśród
czołowych artystów są wprawdzie: Ilya Kabakov z Ukrainy
(pozycja 8), Nam June Paik z Korei (pozycja 16), Jannis Kounellis
z Grecji (pozycja 30), Shirin Neshat z Iranu (pozycja 48), Gabriel
Orozco z Meksyku (pozycja 49), Olafur Eliasson z Islandii (pozycja
51), Marina Abramowic z Jugosławii (pozycja 56), Rirkrit
Tiravanija z Tajlandii (pozycja 65), Jorge Prado z Kuby (pozycja
91), ale już dawno opuścili oni swoje ojczyste strony,
żeby przenieść się do Nowego Yorku, Londynu,
Berlina lub Kolonii. Pierwsze cztery miejsca na liście zajmują
niezmiennie od dwóch lat: Niemcy Sigmar Polke (ma obecnie 60 lat),
Gerhard Richter (69 lat), Amerykanin Bruce Nauman (59 lat) i Niemka
Rosemarie Trockel (48 lat). Na piątym miejscu uplasowała
się 39-letnia obecnie Szwajcarka Pipilotti Rist (która w
1999 roku zdobyła szturmem dziesiąte miejsce), na szóstym
Amerykanka Cindy Sherman (47 lat), na siódmym figuruje 63-letni
Niemiec Georg Baselitz ( który spadł z pozycji piątej),
na ósmym najstarsza artystyczna gwiazda, dziewięćdziesięcioletnia
obecnie Amerykanka Louise Bourgois (przesunęła się
z pozycji czternastej), na dziewiątym Niemiec Günther Förg
(49 lat), zaś na dziesiątym 57-letni Francuz Christian
Boltanski (spadł z pozycji siódmej). "Kompas Sztuki"
jest więc przeglądem przedstawicieli wszystkich artystycznych
pokoleń i cieszących się uznaniem kierunków artystycznych:
malarstwa, video, sztuki (multi)medialnej, fotografii, rzeźby,
neokonceptualizmu i instalacji. Jest też rankingiem czołowych
galerii, bez których artyści nie mogliby zaistnieć na
międzynarodowych parkietach sztuki, po których poruszają
się krytycy, kolekcjonerzy i kuratorzy. Na międzynarodowy
sukces narodowego artysty składa się więc - poza
jego twórczą pracą - wysiłek reprezentujących
go narodowych i międzynarodowych galerii (wystawców-agentów,
pośredników w kontaktach z kolekcjonerami), kuratorów, organizujących
w różnych miejscach świata wystawy, dostrzeżone
przez krytyków z opiniotwórczych mediów. Jeżeli ta "gra
pięknego kreowania" prowadzona jest umiejętnie,
opłaca się ona niekiedy już po bardzo krótkim czasie
wszystkim jej uczestnikom. Najlepszym przykładem jest ostatnio
sukces młodej sztuki brytyjskiej, zwanej "Young Brit
Art", wykreowanej przez kolekcjonera Charlesa Saatchi na
mroczny i krwawy lub kolorowy i odlotowy przedmiot pożądania
międzynarodowych snobów z kręgów "New Economy."
Po pokazach jego kolekcji na wystawie "Sensation" w
szacownej Królewskiej Akademii Sztuk w Londynie (1997), w muzeum
Hamburger Bahnhof (Dworzec Hamburski) w Berlinie (1998/99) i po
skandalu w Nowym Yorku (1999), kiedy to burmistrz Rudolph Giuliani
- ze względu na rzekomą obsceniczność i bluźnierczość
eksponowanych dzieł (przede wszystkim "Najświętszej
Marii Panny" Chrisa Ofili) - cofnął (nieskutecznie)
Muzeum Brooklińskiemu dotację i starał się
o sądowy nakaz zamknięcia "Sensacji", publiczność
tłumnie odwiedzała wystawę; pozycja rynkowa Damiana
Hirsta, braci Chapman, Tracey Emin i Sarah Lucas wzrosła
astronomicznie, zaś laureat prestiżowej, przyznawanej
przez Królewską Akademię Sztuk w Londynie nagrody im.
Turnera (20 tysięcy funtów) w 1998 roku, 32-letni obecnie
malarz Chris Ofili, którego ulubionym tworzywem artystycznym jest
"shit", czyli łajno słoni, kolorowe paciorki
i wycinanki ze świerszczyków, znalazł się z miejsca
na 98 miejscu ubiegłorocznego "Kompasu sztuki."
Pasja kolekcjonerska Charlesa Saatchi, właściciela koncernu
reklamowego "Saatchi & Saatchi" opłaciła
się także i jemu samemu: kolekcja "Brit Art"
sprzedana została bowiem przez londyński dom aukcyjny
Christie's za 1,5 mln funtów. Mimo że zgodnie z zasadami
punktacji "Kompasu artystycznego" sukces rynkowy nie
jest brany pod uwagę, część brytyjskich artystów,
którzy znajdują się w jubileuszowej setce, swoją
sławę zawdzięcza właśnie "sensacyjnej"
kolekcji. "Kompas sztuki" rejestruje także wschodzące
gwiazdy międzynarodowej sztuki: należy do nich, oprócz
wspomnianej już, wyróżnionej "Złotymi Lwami"
ubiegłorocznego Biennale w Wenecji foto- i video artystki
Shirin Neshat (44 lata) i jej 33-letniej koleżanki po fachu,
Japonki Mariko Mori, także i ulubieniec naszej prawicy, Włoch
Maurizio Cattelan (42 lata), który w ubiegłym roku po raz
pierwszy znalazł się na liście, i to od razu na
pozycji 65. Należy przypuszczać, że po tegorocznej
akcji naszych strzegących słusznych postaw i wartości
posłów w "Zachęcie", która szeroko opisana
została w międzynarodowych mediach [2],
akcje Cattelana na międzynarodowym rynku sztuki wzrosną
jeszcze bardziej. Szkoda, że wzorem innego stróża właściwego
wizerunku nie zamachnęli się na dzieło rodzimego
artysty: pozycja Piotra Uklańskiego nie namierzona wprawdzie
jeszcze przez "Capital", już wielokrotnie drgała
w kręgach bliskich "Kompasowi sztuki."[3]
Kuźnie
kadr Young Brit i German Open Art
Co
roku bowiem "Kompas sztuki" namierza także i potencjalne
gwiazdy przyszłego sezonu. Największe szanse na znalezienie
się na tegorocznej liści stu najsławniejszych artystów
ma dwóch zawodników z drużyny Saatchi: 34-letnia przedstawicielka
sztuki medialnej Sam Taylor-Wood i jej o pięć lat starszy
kolega, malarz Gary Hume. W ich karierze wszystko jest uszyte
na miarę: studiowali na właściwej akademii, Goldsmith
College w Londynie, zaproszeni zostali do udziału we właściwych
wystawach: Wood-Taylor na Biennale do Wenecji w 1997 roku i oboje
do cieszącej się ogromnym sukcesem Horror-Picture-Show
"Sensation" w Londynie, Berlinie i Nowym Yorku. Dzięki
ich pracom, znajdującym się w kolekcji Saatchi należą
do protagonistów pożądanych obecnie na całym świecie
artystów "Young British Art", którzy robią wszędzie
furorę. Niedawno Sam Wood-Taylor poślubiła na dodatek
czołowego londyńskiego galerzystę i ojca jej córki,
Jaya Joplinga [4],
opiekującego się licznymi młodymi brytyjskimi artystami,
pisze Linde Rohr-Bongart w cytowanym numerze "Capitolu."
Do innych artystów, którzy mają prawie pewne miejsce
na tegorocznej liście stu, należą poza tym kreowani
na przedstawicieli "Young German Art" dwaj instalatorzy:
30-letni Jonathan Meese i 38-letni Manfred Pernice, oraz zeszłoroczny
uczestnik Biennale w Wenecji, 33-letni multimedialista Christian
Jankowski, którzy brali udział w głośnej wystawie
"German Open" na przełomie roku 1999/2000 w Muzeum
Sztuki w Wolfsburgu, kuźni kadr artystycznych nie tylko w
Niemczech. W Wolfsburgu wystawiał wielokrotnie także
inny pretendent do artystycznej setki, 35-letni fotograf Wolfgang
Tillmans, laureat ubiegłorocznej nagrody im. Turnera, zaś
wielką multimedialną instalację 33-letniego Amerykanina
Douga Aitkena, uczestnika ostatniego Biennale w Wenecji, który
także ma się wkrótce znaleźć w pierwszej setce
"Kompasu sztuki", można obecnie oglądać
w wolfsburskim muzeum.[5]
Z "Kompasu sztuki", czyli rankingu obecnych i przyszłych
artystycznych gwiazd wynika, że także i w naszym wieku
światowa ranga i sława może przydarzyć się
artyście w każdym wieku, pod warunkiem, że we właściwym
czasie jego sztuka lub osobowość stanie się przedmiotem
zainteresowania właściwych, czyli miarodajnych osób
z kręgów światowego (także finansowego i medialnego)
establishmentu, które sprawią, że jego dzieła zaprezentowane
zostaną na właściwej imprezie narodowej, międzynarodowej,
we właściwej placówce kulturalnej i we właściwym
muzeum.
Atrakcyjne
muzea i aukcyjne trofea
Wielka
retrospektywa prac Sigmara Polke (urodzonego w 1941 roku w Oels,
czyli dzisiejszej Oleśnicy, za co wyróżniony został
Nagrodą Kultury Śląska Fundacji Landu Dolnej Saksonii,
która zostanie mu wręczona w czerwcu w Hanowerze), pokazywana
pod tytułem "Trzy kłamstwa malarstwa" w 1997
roku w Bundeskunsthalle (Federalnej Hali Sztuki) w Bonn a następnie
w muzeum Hamburger Bahnhof w Berlinie, uznana została przez
Stowarzyszenie Krytyków Niemieckich za wystawę roku 1997.
Sprawiło to, że i tak już wysokie ceny jego prac
od tamtej pory wzrosły dwu i pół krotnie. Po opublikowaniu
"Kompasu sztuki", który nieprzypadkowo ukazuje się
zawsze w przededniu odbywającej się na początku
listopada "Art Cologne", najważniejszych - obok
Bazylei i "Arco" w Madrycie, europejskich targów sztuki,
przyznającemu Sigmarowi Polke w 1999 roku pierwsze miejsce
na światowej liście stu najsławniejszych artystów,
nabywcy skłonni byli płacić za jego oferowane przez
galerzystów na tych targach gwasze od 36 do 46 tysięcy, zaś
za obrazy średnich rozmiarów nawet do 200 tysięcy DM!
Ale to drobiazg w porównaniu z 3,5 milionami USD, za które w maju
ubiegłego roku dom aukcyjny Christie's sprzedał jego
pochodzący z 1968 roku obraz "Dwie kobiety." Czołowa
pozycja w "Kompasie sztuki" to prawdziwy kapitał.
Poza
kompasowa wartość rynkowa
Takiego
kapitału nie uruchamia (jeszcze?) sztuka polska, choć
była ona obecna w "Kompasie sztuki" w latach siedemdziesiątych,
kiedy w pierwszej setce "Capitalu" świeciły
gwiazdy Romana Opałki i Magdaleny Abakanowicz. Artyści
ci zajmują jednak od dziesięcioleci solidną pozycję
na międzynarodowym rynku sztuki, reprezentowani są przez
znane galerie, ich dzieła znajdują się w zbiorach
renomowanych muzeów; otrzymują oni liczące się
nagrody. Roman Opałka wyróżniony został w 1993
roku prestiżowym "Kaiserring" - "Pierścieniem
Cesarskim" miasta Goslar [6],
którym od ponad ćwierćwiecza nagradza ono wybitne indywidualności
sztuki światowej (w ostatnich trzech latach należeli
do nich Cindy Sherman, Sigmar Polke i Christian Boltanski). Magdalena
Abakanowicz jest, poza przynależnością do licznych
wiodących instytucji kulturalnych na świecie, również
członkiem Akademii Sztuk w Berlinie, zaś w ubiegłym
roku udekorowana została przez prezydenta Niemiec, Johannesa
Raua, niezwykle zaszczytnym orderem "Pour la merité."
Poświęcane im są liczne publikacje w fachowych
i popularnych magazynach sztuki, ich prace są oferowane na
targach sztuki po cenach, mogących także pobudzić
(przyzwyczajoną do skromniejszych sum) wyobraźnię.
Krótko mówiąc są to artyści, posiadający wartość
rynkową: na ubiegłorocznej "Art Cologne" rzeźba
Magdaleny Abakanowicz "First open arm figur" oferowana
była przez düsseldorfską galerię Beck&Eggeling
za 170 tysięcy USD, natomiast monumentalny zespół dwudziestu
figur "Black Crowd" można było nabyć
za pośrednictwem reprezentującej tę artystkę
galerii Malborough za milion USD. Na rynku sztuki znajduje się
natomiast niewiele dzieł Romana Opałki, są to głównie
jego "Detale" z lat sześćdziesiątych,
osiągające ceny ok. 200 tysięcy USD, gdyż
jego współczesne "cyfrowe" obrazy (o wartości
ok. 300 tysięcy USD), podobnie zresztą jak obrazy Sigmara
Polke, z góry zarezerwowane są przez międzynarodowe
muzea i międzynarodowych kolekcjonerów.
Obraz
się zmienia mimo trudów istnienia
Mimo
długiej nieobecności w "Kompasie sztuki",
Magdalena Abakanowicz i Roman Opałka obecni są mimo
wszystko na aktualnym rynku sztuki. Namierzającej najsławniejszych
stu artystów pani Linde Rohr-Bongard nieobce są także,
jak mówi - bardzo trudne do wymówienia imiona i nazwiska Tomasza
Ciecierskiego, Katarzyny Kozyry i nieco łatwiejsze Edwarda
Dwurnika i Mirosława Bałki a także kuratorów Jaromira
Jedlińskiego i nie sprawiającej w Niemczech żadnych
artykulacyjnych trudności Andy Rottenberg. Sztuka trudnego
wymówienia prowadzi do nie zaistnienia, tak można by skwitować
problemy poza artystyczno-lingwistycznej artykulacji, gdyby nie
to, że imiona i nazwiska islandzkich, duńskich, irańskich,
tajlandzkich i niekiedy nawet francuskich, niemieckich i amerykańskich
artystów sprawiają też sporo trudności, lecz w
miarę osiąganych przez nich sukcesów ich wymowa nie
sprawia już żadnych kłopotów, a przynajmniej trzech
z obecnej i przyszłej setki (Francuz Boltanski i Niemcy Slonimski
i Jankowski) nosi nazwiska dziwnie swojsko brzmiące. Trudno
brzmiące nazwiska przestają być przeszkodą,
kiedy już zdobędzie się wymowną rangę
na międzynarodowym rynku sztuki, ale czy może się
na to zdobyć teraźniejsza sztuka polska, jak zresztą
sztuka z obszaru geograficznego Europy Środkowo-Wschodniej,
gdzie do tej pory nie istnieje praktycznie rynek sztuki, gdzie
nie ma jeszcze zbyt profesjonalnego wystawiennictwa i kolekcjonerstwa,
gdzie nie doinwestowane muzea nie mogą za bardzo liczyć
na kontakty i renomę międzynarodową? Listę
przeszkód, utrudniających polskim artystom dostęp do
światowej setki można by mnożyć, ale od samego
biadolenia obraz się nie zmienia. Okazuje się, że
w tej niesprzyjającej sztuce polskiej sytuacji, artyści
polscy radzą sobie coraz lepiej, co wynika również i
z tego, że polscy kuratorzy zaczynają także coraz
lepiej poruszać się na właściwych parkietach,
decydujących o międzynarodowej randze sztuki narodowej.
Wydaje się, że ubiegły rok był dla sztuki
polskiej szczególnie pomyślny, choć w Niemczech dała
się ona także zauważyć na licznych wystawach,
organizowanych tu w ciągu ostatnich dziesięcioleci,
których echo i obecne na nich nazwiska pobrzmiewają po dzień
dzisiejszy.
Pokazowe
i anty wywozowe dziedzictwo narodowe
W
stuttgarckicm "Czasopiśmie wymiany kulturalnej"
[7], Ewa Mazur-Kłębowska
zadała sobie trud prześledzenia polsko-niemieckich stosunków
w dziedzinie sztuk pięknych w latach 966 - 1989. Jej, jak
pisze, siłą rzeczy wycinkowe badania, pozwalają
na stwierdzenie, że sztuka polska była pod względem
ilości wystaw dobrze reprezentowana w Niemczech również
i w okresie powojennym. Począwszy od 1956 roku, kiedy w Polsce
po raz pierwszy po wojnie otwarto granicę na zachód, polska
sztuka jest stale obecna w Niemczech. Nie było w zasadzie
roku, w którym nie odbyła się tam jedna albo kilka wystaw
polskich lub wystaw międzynarodowych, w których uczestniczyli
polscy artyści.[8]
To prawda, bo nazwiska przedstawicieli polskiej awangardy pierwszej
i drugiej połowy dwudziestego wieku: Witkacego, Katarzyny
Kobro, Władysława Strzemińskiego, Henryka Stażewskiego,
zaś - szczególnie w latach sześćdziesiątych
i siedemdziesiątych - Tadeusza Kantora, który był niezwykle
popularny także i w Niemczech (profesura na ASP w Hamburgu,
spektakle teatralne w Baden-Baden, happeningi i wystawy w Kunsthalle
w Norymberdze), znane były dość dobrze w kręgach
niemieckich muzealników i historyków sztuki. Restrykcyjna polityka
wywozowa PRL-u, kontynuowana zresztą przez wolną Polskę,
sprawiła że dzieła, stworzone przed 1945 rokiem,
nie mogły być przedmiotem legalnego wywozu za granicę,
tak samo jak dzieła artystów zmarłych, co jest jedną
z przyczyn ich nieobecności na międzynarodowym rynku
sztuki. Nadmierna ochrona dziedzictwa narodowego wyłącza
je z międzynarodowego obiegu, deprecjonuje wartość
rynkową i rangę sztuki polskiej, która także mogłaby
się sprawdzić na międzynarodowym rynku, bo to on
właśnie jest owym "kompasem" doczesnej i pośmiertnej
rangi artystycznej. Gdyby nasze władze tak zazdrośnie
nie strzegły dziedzictwa, być może prace Henryka
Stażewskiego, pojawiające się sporadycznie na "Art
Cologne", wycenione średnio po 20 tysięcy USD,
osiągnęły by wyższe ceny, może w komercyjnym
obiegu znalazły by się dzieła Władysława
Hasiora, Tadeusza Kantora, Witkacego. Wiedza o twórczych związkach
między sztuką a komercją (czyli sprzedawcami i
nabywcami sztuki) bardzo powoli dociera do urzędników, decydujących
o możliwości cyrkulacji sztuki. Wiele wybitnych osiągnięć
polskiej sztuki dwudziestego wieku znajduje się poza zasięgiem
handlu sztuką, pisze Ewa Mazur-Kłębowska. Dzieła
artystów, którzy szczyt rozwoju osiągnęli w drugim i
trzecim ćwierćwieczu dwudziestego wieku, polskich postimpresjonistów,
kapistów, formistów, konstruktywistów, unistów, różnego rodzaju
realistów itd., ale także przedstawicieli późniejszych
pokoleń, jak Tadeusz Brzozowski, te wszystkie dzieła
nieznane są nawet w kręgach niemieckich fachowców, historyków
i krytyków sztuki. Tu nawet najbardziej aktywne galerie natrafiają
na przeszkody nie do pokonania, natury prawnej. Bez rozsądnej
polityki kulturalnej i poparcia na najwyższym publicznym
i państwowym szczeblu, te skarby, należące przecież
także do europejskiego dziedzictwa kulturowego, pozostaną
ukryte przed artystyczną niemiecką publicznością.[9]
Prawdziwi
artyści to awangardowi anarchiści
Pobieżna
analiza licznych wystaw polskich, z którymi od początku lat
dziewięćdziesiątych zapoznać się mogła
publiczność niemiecka, pozwala na postawienie (ostrożnego)
wniosku, że politykę kulturalną zaczyna cechować
rozsądek, wyrażający się w konsekwentnej,
czyli długofalowej promocji sztuki polskiej i, że -
co szczególnie ważne - otwarte są na nią coraz
częściej liczące się niemieckie muzea i inne
kulturo- i opiniotwórcze instytucje i media, w których coraz częściej
można spotkać powtarzające się nazwiska polskich
artystów i polskich kuratorów, łatwiejszych już jakby
do wymówienia, przedstawienia i opisania. Listę tych wystaw
otwiera "Bakunin w Dreźnie - Polska Sztuka dziś"
(Zofia Kulik, Kwiekulik, Przemysław Kwiek, Zbigniew Libera,
Jarosław Modzelewski, Teresa Murak, Pomarańczowa Alternatywa,
Ewa Partum i Jacek Rydecki), pokazywana w Pałacu Sztuki w
Düsseldorfie (15.09.-15.10.1990 r.) i w Kampfnagelfabrik w Hamburgu
(3.11.-9.12.1990). Impuls do pokazania tej wystawy w ramach
tygodnia polskiej kultury i nauki w Republice Federalnej Niemiec,
pochodzi z Ministerstwa Kultury i Sztuki RP, szczególnie od Andy
Rottenberg. Pomysł i realizację wystawy a także
katalogu zawdzięczamy Ewie Mikinie z Centrum Sztuki Współczesnej
w Warszawie, we współpracy z Joanną Ciesielską.
Piotr Rypson, również z Centrum Sztuki Współczesnej,
jest autorem drugiej, małej wystawy polskich książek
artystycznych lat osiemdziesiątych, napisał Stephan
von Wiese, kurator Muzeum Sztuki w Düsseldorfie .[10]
Wystawa "Bakunin w Dreźnie", prezentowała
w sposób przekonywujący, dosłowny i naoczny, że
artyści są zawsze awangardą anarchistów,
przeciwstawiają się nie tylko systemom politycznym i
władzy, ale także i ogólnie obowiązującym
nawykom myślenia i patrzenia.[11]
Odwykiem od nawyku o podziale sztuki na "wschodnią"
i zachodnią" była również przygotowana przez
kuratora Ryszarda Ziarkiewicza z CSW wystawa "Podwójna tożsamość
- polska sztuka na początku lat dziewięćdziesiątych"
w Muzeum Sztuki w Wiesbaden (3.03.-5.05.1991), w której uczestniczyli
Krzysztof Bednarski, Grzegorz Klaman, Jarosław Kozłowski,
Zofia Kulik, Józef Robakowski, Marek Sobczyk, Ryszard Winiarski,
Ryszard Woźniak i Zbigniew Libera. W ramach wielkiej akcji
pod tytułem "Sztuka. Europa. 63 niemieckie Towarzystwa
Przyjaciół Sztuki pokazują sztukę z 20 krajów"
(21.06.-21.07.1991), Towarzystwo w Bonn i Brühl prezentowało
sztukę 25 artystów z Polski, wśród których byli min.
Zbigniew Libera, Jarosław Modzelewski, Leon Tarasewicz, Tomasz
Ciecierski i Mariusz Kruk. Tomasz Ciecierski, Mariusz Kruk i Mirosław
Bałka zaproszeni zostali na legendarny, bo organizowany przez
Belga Jana Hoeta, jednego z najbardziej niekonwencjonalnych kuratorów
europejskich, pokaz sztuki światowej "documenta IX"
w Kassel (13.06-20.09.1992), który odwiedziło ponad 600 tysięcy
ludzi.
Awangarda
prawie w całości i manifesty nie doskonałości
"Polska
awangarda 1930-1990" prezentowana była na wystawie,
przygotowanej przez Muzeum Sztuki w Łodzi i jego ówczesnego
dyrektora, Jaromira Jedlińskiego dla Nowego Towarzystwa Przyjaciół
Sztuki w Berlinie i pokazywanej w Staatliche Kunsthalle w Berlinie
(28.11.1992 - 24.01.1993). O tej ekspozycji, na której zobaczyć
można było min. prace Katarzyny Kobro, Władysława
Strzemińskiego, Henryka Stażewskiego, Edwarda Krasińskiego,
Stefana Gierowskiego, Romana Opałki, Zbigniewa Gostomskiego,
Jarosława Kozłowskiego i Mirosława Bałki,
hamburski miesięcznik "art" napisał: robi
ona na zwiedzającym wrażenie zwięzłego rozwoju
polskiej awangardy, która również i po drugiej wojnie światowej,
mimo socjalistycznej doktryny sztuki, inspirowana była aktualnymi
zachodnimi kierunkami, jednak bez niewolniczej imitacji, zachowując
zawsze trudny do pomylenia z innymi, osobisty charakter pisma.
Polska awangarda, w Niemczech zbyt mało respektowana, nie
musi obawiać się konfrontacji z zachodnią sceną
artystyczną.[12]
"Nie doskonale - aktualna scena artystyczna w Polsce",
nazwana została wystawa, pokazywana od 13.03.-25.04.1993
roku w zasłużonym dla sztuki polskiej Muzeum w Bochum,
które od połowy lat sześćdziesiątych wystawiało
i kolekcjonowało naszą sztukę i gdzie od tamtej
pory odbyły się liczne wystawy zbiorowe i indywidualne
(min. Władysława Hasiora, Jerzego Beresia, Stanisława
Fijałkowskiego, Józefa Szajny i Tadeusza Makowskiego) i które
posiada największa, liczącą kilkadziesiąt
prac, muzealną kolekcję sztuki polskiej w Niemczech.
"Nie doskonale", której kuratorami byli Dorota Monkiewicz
i Heinz Günther Goliński (wówczas wicedyrektor, obecnie dyrektor
Muzeum w Bochum), zaprezentowała ośmiu artystów (Pawła
Althamera, Ryszarda Grzyba, Zbigniewa Liberę, Roberta Maciejuka,
Włodzimierza Pawlaka, Joannę Przybyłę, Tomasza
Psuja i Mikołaja Smoczyńskiego), którzy będąc
świadomi celu, jakim jest osiągnięcie w sztuce
doskonałości formalnej i treściowej, odrzucają
go (...). Kwestionują istnienie doskonałości, powątpiewają,
czy warto w ogóle do niej dążyć, napisał
w wydanym po polsku i niemiecku katalogu programowo "nie
doskonałej" wystawy jej niemiecki kurator.[13]
O scenie artystycznej w Polsce i jej krytycznej grze z awangardą
pisali tam ponadto Dorota Monkiewicz i Kazimierz Piotrowski, zaś
niemieccy organizatorzy wyrazili w katalogu szczególne podziękowanie
za koleżeńską pomoc pani Andzie Rottenberg z Ośrodka
Sztuki Współczesnej przy Fundacji Stefana Batorego w Warszawie.
Rewolucyjny
i postępowy wiek awangardowy
Dzięki
koleżeńskiej współpracy Ryszarda Stanisławskiego,
wieloletniego dyrektora Muzeum Sztuki w Łodzi i Christopha
Brockhausa, dyrektora Muzeum Wilhelma Lehmbrucka w Duisburgu,
zorganizowana została największa i dotychczas najdroższa
(koszt 10 mln DM) wystawa sztuki wschodnioeuropejskiej dwudziestego
wieku: "Europa, Europa. Wiek awangardy w Europie Środkowo-Wschodniej."
Ten "mamut-show", na którym zaprezentowano 700 prac
200 artystów z tej części podzielonego do niedawna świata,
mógł się odbyć jedynie w największym muzeum
federalnym - Bundeskunsthalle w Bonn, dysponującym 5 tysiącami
metrów kwadratowych powierzchni wystawowej. Wystawa, pokazywana
od 25.05.-16.10.1994 roku, była pomysłem byłego
dyrektora Muzeum Ludwiga w Kolonii, Karla Ruhrberga, kuratora
wielkiego przeglądu "Westkunst - Sztuka zachodu",
który odbył się w 1981 roku w Kolonii; miała zademonstrować,
że mimo wymuszonego sytuacją polityczną półwiecznego
odcięcia od reszty świata, istniała i istnieje
wspólna europejska, a zarazem uniwersalna sztuka, gdyż jest
ona zawsze związana z osobowością artysty, a nie
jego przynależnością narodową lub do bloku
politycznego. To, że realizację tej wielkiej ekspozycji
powierzono Ryszardowi Stanisławskiemu, nie było kwestią
przypadku: jak zgodnie podkreślali recenzenci "Europy,
Europy", był on znanym historykiem sztuki i doświadczonym
wystawiennikiem, kierującym przez ćwierć wieku
(do 1991 roku) legendarnym już Muzeum Sztuki w Łodzi,
które, jako jedyna taka placówka w Europie Wschodniej, zawsze
pokazywała zarówno sztukę ze wschodu i zachodu. Wkład
do "Wieku awangardy", przy czym tym pojęciem kurator
Christoph Brockhaus określał wszystkich, którzy bez
względu na różnorodne opory dążyli do realizacji
rewolucyjnych i postępowych perspektyw, tzn. humanitarnej
odnowy i pogłębienia [14],
wnieśli również polscy artyści, których prace prezentowane
były w Bundeskunsthalle (min. Witold Wojtkiewicz, Witkacy,
Katarzyna Kobro, Władysław Strzemiński, Jankiel
Adler, Alina Szapocznikow, Tadeusz Kantor, Henryk Stażewski,
Sefan Gierowski, Magdalena Abakanowicz, Roman Opałka, Stanisław
Fijałkowski, Jerzy Bereś, Tomasz Ciecierski, Andrzej
Szewczyk). Równolegle do "Europy, Europy" i w położonym
na przeciwko Bundeskunsthalle Muzeum Sztuki w Bonn, pokazywano
(11.05.-7.08.1994r.) wielką retrospektywę Władysława
Strzemińskiego (175 prac) i artystów z nim związanych.
Kuratorem tej wystawy był Jaromir Jedliński. Nowszą
sztukę polską pokazywano tego iście "wschodnioeuropejskiego"
lata artystycznego także i na południu Niemiec, tym
razem w stolicy landu Badenii-Wirttembergii: w swoich salonach
wystawowych (o powierzchni 2 tysięcy metrów kwadratowych)
na Placu Zamkowym w Stuttgarcie, tamtejsze Towarzystwo Przyjaciół
Sztuki we współpracy z Muzeum Narodowym w Warszawie (Dorota
Folga-Januszewska) zorganizowało wielką retrospektywę
(200 obrazów i 120 rysunków) Edwarda Dwurnika, który jest jednym
z bardziej znanych polskich artystów w Niemczech. Uczestniczył
on w "documenta VII" w Kassel, w 1992 roku był
- obok amerykańskiego rzeźbiarza Dana Grahama (pozycja
41 w ubiegłorocznym "Kompasie sztuki") laureatem
nagrody szwajcarskiej fundacji Coutts&Co, przyznawanej artystom,
którzy swoimi dziełami wnoszą istotny wkład
w rozwój sztuki współczesnej. [15]
Jego obrazy znajdują się także w kolekcji Muzeum
Sztuki w Kilonii, na północy Niemiec.
Obserwując
rysę w przestrzeni, nie tak szybko przestrzeń się
zmieni
Kontynuując
wątek wspólnej, mimo znanych podziałów, Europy, w następnym
roku berlińskie muzeum Martin-Gropius-Bau zainicjowało
i jako pierwsze pokazało (26.11.1994-5.02.1995) wystawę
"Rysa w przestrzeni" - 250 prac 49 malarzy, rzeźbiarzy,
video artystów i instalatorów z Niemiec, Polski (min. Andrzej
Wróblewski, Alina Szapocznikow, Tadeusz Kantor, Krzysztof Wodiczko,
Jarosław Modzelewski, Mirosław Bałka), Czech i
Słowacji. Tytułowa "Rysa w przestrzeni" pochodziła
od tytułu drucianej rzeźby "Obserwuję rysę
w przestrzeni" (1979 r.) czeskiego malarza i rzeźbiarza,
Karela Malicha. Wystawa, którą mogła także oglądać
publiczność w warszawskiej "Zachęcie"
(13.03.-18.04.1995) i w Galerii Stołecznej w Pradze (19.09.-19.11.1995)
postawiła sobie za zadanie pokazanie ważnych etapów
rozwoju sztuki po 1945 roku w mentalnie, intelektualnie i politycznie
rozerwanej przestrzeni.[16]
W 1996 roku Muzeum Wilhelma Lehmbrucka w Duisburgu prezentowało
indywidualny pokaz prac Mariusza Kruka (21.01.-10.03.), zaś
Kunsthalle w Norymberdze (19.9.-1.12.) "Życie w dziele"
Tadeusza Kantora. W następnym roku do "Krainy malarstwa"
Ryszarda Grzyba i Jarosława Modzelewskiego zaprosiło
Muzeum Waldhof (15.03.-5.05.1997) w Bielefeldzie. Kuratorką
wystawy była Gisela Burkamp z Towarzystwa Przyjaciół
Sztuki w pobliskim miasteczku Oerlinghausen, która od końca
lat siedemdziesiątych organizuje wystawy polskich artystów
(min. Jerzy Panek, Zygmunt Januszewski, Eugeniusz Get-Stankiewicz)
głównie w małych i średnich miastach Północnej
Nadrenii-Westfalii. Jej mąż, Dieter Burkamp, współorganizator
corocznego przeglądu rysunku "Satyricon", jest
ponadto wydawcą "Spisu graficznych prac Jerzego Panka
z lat 1939-1993", uznanego przez miesięcznik "art"
za jedną z najpiękniejszych książek artystycznych
1995 roku.[17] W
innym północno-westfalskim mieście - Paderbornie, w
Galerii Miejskiej pokazywano (13.10.-20.11.1997) wystawę
kilkudziesięciu obrazów Andrzeja Wróblewskiego. Mimo że
był to największy jego pokaz indywidualny nie tylko
w tej części Niemiec, nie został on zarejestrowany
przez media ponad regionalne i miał - niestety tylko bardzo
ulotne znaczenie lokalne. Pod względem udziału w ważnych
imprezach międzynarodowych w Niemczech, rok 1997 nie był
szczególnie pomyślny także i dla współczesnych
artystów polskich: w "documenta X" uczestniczył
jedynie Paweł Althamer (obok niego z naszej części
Europy zaproszono tylko dwóch artystów: Marco Peljhana ze Słowenii
i Slavena Tojla z Chorwacji), zaś na odbywającym się
w tym samym czasie co "documenta" (21.06.-28.09.), głośnym
plenerze "Skulptur. Projekte. Münster 1997" (Rzeźba.
Projekty. Münster 1997), sztuka polska
(podobnie zresztą jak sztuka środkowo- i wschodnioeuropejska,
którą reprezentowali Ilya Kabakov i mieszkająca w Nowym
Yorku i Berlinie Svetlana Kopystiansky) świeciła nieobecnością.
Transfer
za pięć zer
W
1997 i 1998 roku realizowane było czwarte wydanie - zainicjowanego
w 1991 roku przez Sekretariat Kultury Północnej Nadrenii-Westfalii
w Wuppertalu, zrzeszający 25 miast tego największego
niemieckiego landu - projektu pt. „Transfer”: bilateralnej wymiany
artystów niemieckich z krajami sąsiadującymi z Niemcami.
Koncepcja tej wymiany przewiduje, że kilkunastu młodych
najczęściej artystów przebywa na dwumiesięcznych
pobytach roboczych i studyjnych w kraju partnerskim, zaś
kilkunastu artystów z kraju partnerskiego w tym samym czasie ma
okazję zapoznać się z warunkami życia i pracy
ich kolegów i koleżanek po fachu w Północnej Nadrenii-Westfalii.
Rezultatem tej wymiany są wspólne wystawy, które odbywają
się równolegle w miastach kraju partnerskiego i w muzeach
Północnej Nadrenii-Westfalii. Po „Transferze” z udziałem
artystów z byłej NRD, Belgii i Włoch, wybór padł
na Polskę, która była kolejną partnerką tego
kosztującego 600 tysięcy DM projektu. Do uczestnictwa
w „Transferze” zaproszono 22 artystów, po połowie z każdego
kraju. Artyści niemieccy przebywali w lipcu i sierpniu w
Polsce (Poznaniu, Warszawie, Bytomiu, Gdańsku, Orońsku,
Krakowie, Białymstoku i Wrocławiu), zaś polscy
artyści w październiku i listopadzie 1997 roku w Niemczech
(w Essen, Mönchengladbach, Düsseldorfie, Bielefeldzie, Wuppertalu,
Münster, Kolonii i Bochum). Prace uczestników „Transferu” oglądać
można było następnie na sześciu wystawach:
w Muzeum im. Xawerego Dunikowskiego w Warszawie (17.04.-24.05.1998),
w Galerii & Fundacji Wyspa Progress w Gdańsku (9.06.-12.07.1998)
i w Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki w Krakowie
(4.08.-30.08.1998), a następnie w Von der Heydt-Museum w
Wuppertalu (13.09.-25.10.1998), w Muzeum w Bochum (19.09.-8.11.1998)
i Kunsthalle w Bielefeldzie (20.09.-15.11.1998). Polskimi uczestnikami
„Transferu” byli: Tomasz Bajer, Marta Deskur, Adam Garnek, Leszek
Golec i Tatiana Czekalska, Marek Kijewski&Kocur, Katarzyna
Kozyra, Konrad Kuzyszyn, Leszek Lewandowski, Agata Michowska,
Andrzej Syska i Marek Targoński. O ile w Polsce, poprzez
uczestnictwo "Transferowców" w wystawach, zorganizowanych
w muzeach i galeriach miast, uchodzących za kulturalne centra
Polski, ten projekt miał charakter wydarzenia ogólnopolskiego,
o tyle w Niemczech, ze względu na obszar działania Sekretariatu
Kultury, miał siłą rzeczy wydźwięk lokalny.
[18]
Modernizm
Wschodu odkryty dla Zachodu
Dużym
zainteresowaniem publiczności i krytyki cieszył się
natomiast znaczący, ale dotychczas w Niemczech nieznany
rozdział historii kultury europejskiej [19],
czyli nieco zmniejszone wydanie wystawy "Koniec wieku. Sztuka
polskiego modernizmu 1890-1914", pokazywanej w 1996 roku
w Muzeach Narodowych w Warszawie i Krakowie. Po sukcesie tej wystawy
w Polsce, Staatliche Kunsthalle (Państwowa Hala Sztuki) w
Baden-Baden zaproponowała Muzeum Narodowemu w Warszawie zorganizowanie
wystawy sztuki polskiej przełomu 19. i 20. wieku, która -
pod tytułem "Impresjonizm i symbolizm. Malarstwo przełomu
wieku z Polski", prezentowana była w tym słynnym
niemieckim kurorcie od 6.12.1997 do 1.03.1998 roku, rozpoczynając
trwałe kontakty między obydwoma muzeami. W innym, równie
nastrojowym miejscu - w muzeum Zamku Neuhaus, położonym
w pięknej, parkowo-kurortowej dzielnicy westfalskiego miasta
Paderborn, można było latem 1999 roku odbyć fascynującą
podróż i odkryć polskich malarzy początku wieku,
artystów bez patosu otwartych na europejskie malarstwo. [20]
Tym odkryciem była wystawa "Jacek Malczewski i jego
współcześni" (18.07.- 22.08.1999), zorganizowana
przez Museum Schloss Neuhaus we współpracy z Muzeum Narodowym
w Poznaniu, pokazywana także w Clemens-Sels-Museum w mieście
Neuss (5.09.-31.10.1999) niedaleko Kolonii. 32 prace Malczewskiego,
w tym 28 jego najbardziej znanych obrazów i 27 prac jemu współczesnych,
czyli Olgi Boznańskiej, Józefa Chełmońskiego, Józefa
Czajkowskiego, Aleksandra Gierymskiego, Władysława Jarockiego,
Stanisława Kamockiego, Józefa Mehoffera, Józefa Pankiewicza,
Witolda Pruszkowskiego, Władysława Ślewińskiego,
Henryka Uziembły, Wojciecha Weissa i Leona Wyczółkowskiego,
demonstrowały, że - jak napisała kuratorka wystawy,
Andrea Wandschneider Polska wniosła swój wkład do
różnorodnych ruchów i działań wczesnego europejskiego
modernizmu. Dopiero historia sztuki wtłoczyła polskie
malarstwo tej epoki pośmiertnie z powrotem w granice kraju,
widząc w nim w pierwszym rzędzie wykonawcę narodowych
zadań i treści. Pozostaje mieć nadzieję, że
dialog, który "Młoda Polska" swego czasu prowadziła
z malarskim modernizmem Europy, znowu zostanie podjęty -
również i w odwrotnym kierunku: z bardziej obiektywnym spojrzeniem
Zachodu na Wschód, na środek starej Europy. [21]
Spojrzenia
na wielkie wydarzenia
Nic
lepiej nie przyciąga spojrzenia, bez względu na kierunek
jego pochodzenia, niż udział w głośnych wydarzeniach,
do których należą wielkie kulturalne imprezy międzynarodowe.
W ubiegłym roku Polska była partnerką i punktem
ciężkości międzynarodowych targów książki
we Frankfurcie nad Menem, co sprawiło, że nie tylko
w Hesji, ale także w innych niemieckich krajach związkowych,
odbywał się istny festiwal kultury polskiej w różnych
kontekstach. Zaingurowała go wystawa (24.03.-7.05.2000) Nowego
Towarzystwa Przyjaciół Sztuki w Dreźnie pt. "Konkret
- wschodnia Europa Środkowa", na której pokazano czterdzieści
wielko formatowych obrazów i dziewięć obiektów trzynastu
artystów z Niemiec, Węgier, Czech i Polski (Gerhard Kwiatkowski-Blum,
Tadeusz Mysłowski i Kajetan Sosnowski). Dzieło tych
artystów podlegało wspólnemu losowi. Rozwijało się
we wschodnich dyktaturach jako inna sztuka obok oficjalnie panującego
socjalistycznego realizmu. Aby nawiązać zniszczoną
ciągłość, artyści szukali przy pomocy
ich konstruktywno-konkretnych prac autonomicznych, nie skażonych
przez ideologię środków wyrazu na czasie.[22]
O pokazywanej do połowy maja w Muzeum Junge Kunst (Młoda
Sztuka) we Frankfurcie nad Odrą i w Galerii Prowincjonalnej
w Słubicach, przygotowanej przez Galerię Zderzak wystawie
"Młoda Sztuka z Krakowa" (Robert Rumas, Paweł
Książek, Grzegorz Sztwiertnia, Aleksander Janicki, Wilhelm
Sasnal, Piotr Jaros), berlińska recenzentka napisała:
Młoda sztuka z Polski podobna jest do młodej sztuki
z Berlina lub Nowego Yorku. Język form lat dziewięćdziesiątych
przekracza granice, tak samo jak problemy i styl życia młodych
ludzi, na które reaguje sztuka.[23]
Prace dziesięciu przedstawicieli pokolenia, które na polską
scenę artystyczną wkroczyło pod koniec lat osiemdziesiątych
i na początku lat dziewięćdziesiątych (Paweł
Althamer, Tatiana Czekalska i Leszek Golec, Zuzanna Janin, Katarzyna
Kozyra, Zbigniew Libera, Joanna Rajkowska, Robert Rumas, Jadwiga
Sawicka, Artur Żmijewski) oglądać można było
od 10.09.-22.10.2000 w salonie wystawowym Nassauskiego Towarzystwa
Przyjaciół Sztuki w stolicy Hesji, Wiesbaden. Ta obszernie
przeze mnie relacjonowana wystawa[24],
nazwana przez jej kuratorkę Andę Rottenberg "Postindustrial
Sorrow", czyli "Postindustrialnym smutkiem", była
przede wszystkim pokazem tego, że młodzi polscy artyści
są zdolni do ironiczno-krytycznej percepcji, ekspresji i
rozprawy z konsumpcyjną rzeczywistością. Posługując
się środkami, którymi posługują się producenci
globalnego manipulowania konsumentów, pokazują oni bowiem,
jak można i należy pokonywać manipulatorów ich
własną bronią, zaś w wielu przypadkach antycypują
także przyszły rozwój bezlitosnej konsumpcji, ekstraktu
i substytutu życia.
Od
9.-30.09.2000 w Wiesbaden można było także obejrzeć
sztukę z Wrocławia, miasta partnerskiego stolicy Hesji.
W dziesięciu galeriach i Muzeum Landu Hesji pokazywane były
prace czternastu artystek i artystów, urodzonych w latach 1932-1969
w różnych miejscach byłej i obecnej Polski a także
i Rosji, mieszkających i tworzących obecnie we Wrocławiu:
malarstwo Urszuli Wilk, Wojciecha Prażmowskiego, Miry Żelechower
Aleksiun, Pawła Luchowskiego i Jarosława Potocznego;
malarstwo i grafikę Barbary Kuciapskiej-Zając, ex librisy
Janusza Halickiego, instalacje i obiekty Janusza Bałdygi,
Tomasza Bajera (którego „Artystyczne bomby” pokazywane już
były na "Transferze" w Muzeum Sztuki w Bochum),
Alojzego Gryta, Wojciecha Stefanika, Piotra Jędrzejewskiego,
Tomasza Opanii oraz video performance Anny Płotnickiej, czyli
stylistyczną, formalną i wielopokoleniowa różnorodność
artystyczną.
Nie
ma specyfiki polskiej pejzażystyki
Różnorodność
polskich krajobrazów pokazywała największa wystawa sztuki
polskiej, zorganizowana z okazji partnerstwa Polski na ubiegłorocznych
Targach Książki we Frankfurcie nad Menem przez Schirn-Kunsthalle.
Z inicjatywy kuratorki Bettiny-Martine Wolter zaprezentowano tam
"Cztery pory roku. Polskie malarstwo pejzażowe od Oświecenia
po dzień dzisiejszy", na którym znalazło się
157 obrazów 67 artystów. Ten najobszerniejszy i najdroższy
(ok. 1 mln DM), zagraniczny przegląd sztuki polskiej ostatnich
dwustu trzydziestu lat, na którym od 6.10.- 26.11.2000 roku podziwiać
można było także pejzaże Bernardo Bellotto,
zwanego Canaletto, Norblina i Franza Xawera Lampiego, miał
- zgodnie z założeniem niemieckiej kuratorki, umożliwić
poznanie konkretnego geograficznego regionu, przekazać wiedzę
o wspólnych europejskich drogach w sztuce, jak również o
własnych rozwiązaniach, które mogły wykształcić
się tylko w konkretnych warunkach tego kraju.[25]
Pokaz polskich "Czterech pór roku" odbił się
szerokim echem w mediach niemieckich, które z trudem mogły
dopatrzyć się jednak specyfiki wielowiekowej polskiej
pejzażystyki, bo - podobnie jak wszędzie, także
i w Polsce zawsze po wiośnie następuje lato, po lecie
jesień, a po jesieni zima, lecz ten odwieczny cykl natury
odbywa się wszędzie bez ludzkiego udziału.[26]
Inni dziwili się, dlaczego akurat pejzaże mają
świadczyć o specyfice polskiego malarstwa i odzwierciedlać
cierpiętniczą polską historię i walkę
o narodową tożsamość? (...) Tak naprawdę
to właśnie abstrakcja była po 1945 roku wyrazem
ducha oporu, charakteryzującego Polaków najbardziej i najtrwalej.
Wieża z kości słoniowej była heroiczniejsza
niż wieża wydobywcza. Niezwykle ciekawa historia wewnętrznej
emigracji, względnie słabo nadzorowanych lat sześćdziesiątych
ze sztuką plakatu i cudem filmowym całkowicie wyłączona
została z wystawy pejazażowej fiksacji. Dział bezpośredniego
modernizmu sprawia w najlepszym wypadku wrażenie kapusty
z marchewką. Pewnym pocieszeniem są nawarstwione koncepcje
pejzażowe Tomasza Ciecierskiego i obraz „Plac Zamkowy” Edwarda
Dwurnika - anarchoprogram z kotłującymi się figurami.[27]
O ile więc koncepcja niemieckich organizatorów polskich "Pór
roku" nie wszędzie została odczytana zgodnie z
ich intencjami, o tyle katalog wystawy nie może budzić
żadnych zastrzeżeń - ta potężna, ważąca
dokładnie 2,2 kg księga z reprodukcjami wszystkich eksponowanych
dzieł, jest najobszerniejszym, dostępnym w Niemczech
kompendium wiedzy o rozwoju sztuki i historii polskiej w ciągu
ostatnich dwustu lat. Zainteresowaniem cieszyła się
także wystawa 130 prac Nikifora (14.10.- 3.12.2000) we frankfurckim
muzeum Porticus, oraz prezentowany w tym samym czasie pokaz Józefa
Robakowskiego we frankfurckim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk
Pięknych.
Artystyczne
racje odporne na machinacje
"Obroną
modernizmu", którego - zdaniem niektórych recenzentów zabrakło
na największej wystawie sztuki polskiej we Frankfurcie, zajęło
się Muzeum Würth w mieście Künzelsau w Badenii-Wirttembergii,
prezentując od 5.10.2000 do 24.01.2001 roku wielką retrospektywę
"Pozycje polskiej sztuki po 1945 roku" - czyli łącznie
130 prac: Magdaleny Abakanowicz, Jerzego Beresia, Tomasza Ciecierskiego,
Stanisława Fijałkowskiego, Stefana Gierowskiego, Tadeusza
Kantora, Mariusza Kruka, Jarosława Modzelewskiego, Romana
Opałki, Marka Sobczyka, Henryka Stażewskiego i Leona
Tarasewicza. W nawiązaniu do kontrowersyjnej wystawy "Wzlot
i upadek modernizmu" (Weimar 1999), zajmującej się
sztuką NRD, kuratorka Nawojka Cieślińska-Lobkowicz
nazwała ten polski pokaz "Obroną modernizmu",
demonstrując na przykładzie dziesięciu malarzy
i dwóch rzeźbiarzy, jak konsekwentnie polscy artyści
po 1945 roku bronili swojej autonomii (...) Jerzy Bereś,
obok Tadeusza Kantora, wielki inicjator polskiej sztuki akcji
(...), jest w Künzelsau świadkiem koronnym wyjątkowości
polskiej sztuki w bloku wschodnim. W przeciwieństwie do większości
innych krajów tego bloku była ona niezwykle odporna na polityczne
machinacje. [28]
Reprezentatywny przegląd sztuki polskiej, pokazany w Muzeum
Würth, które od lat zbiera sztukę polską (min. Fijałkowskiego,
Gierowskiego, Kantora, Kruka i Modzelewskiego), i które swoje
zbiory sztuki światowej prezentowało w 1999 roku w Muzeum
Narodowym w Krakowie, dokumentuje ponad trzystu stronicowy katalog
z obszernymi tekstami Nawojki Cieślińskiej-Lobkowicz
("Wolna przestrzeń sztuki") i Jaromira Jedlińskiego
("Nowość i niezmienność w polskiej sztuce").[29]
Strategie
umiędzynarodowienia polsko-unijnego istnienia
Polska
sztuka po 1989 roku, czyli "na wolności/w końcu",
była przedmiotem wystawy w Staatliche Kunsthalle Baden-Baden
(19.11.2000-14.01.2001) i rezultatem współpracy z Muzeum
Narodowym w Warszawie. Artyści, pokazywani na tej wystawie
(Paweł Althamer, Zuzanna Janin, Piotr Jaros, Katrzyna Józefowicz,
Marek Kijewski&Kocur, Grzegorz Klaman, Zbigiew Libera, Mariusz
Maciejewski, Jarosław Modzelewski, Joanna Rajkowska, Robert
Rumas, Jadwiga Sawicka i Artur Żmijewski), wybrani zostali
przez jej niemieckiego kuratora, Dirka Teubera, ponieważ
interesuje ich to, co dotyczny wszystkich, wobec czego wszyscy
się znaleźliśmy, w obliczu zmian warunków politycznych
i gospodarczych (...) Strategie umiędzynarodowiania się
języków artystycznych okazują się także sposobem
zaistnienia na rynku międzynarodowym, co wobec planowanego
rozszerzenia Unii Europejskiej na wschód doprowadzić musi
do dalszych przewartościowań.[30]
Okazuje się, że młodzi i wolni artyści polscy
mają do spełnienia jeszcze trudniejsze zadanie niż
ich poprzednicy, od których oczekiwano tylko bycia sumieniem narodu...
Wystawa "na wolności/wkońcu" dokumentowała
w różnorodnych odcieniach, że młodzi polscy
artyści podejmują i pokazują problemy, ale ich
nie rozwiązują, przekraczają tabu i formułują
społeczne i religijne kwestie w nowym kontekście. Kompleksowość
i wielość snutych nici Ariadny pokazuje przełamanie
oniemienia i niezwykłą konfrontację z indywidualnym
samopoczuciem, własną historią i nowymi doświadczeniami
ze świata zachodniej konsumpcji i zachodnich mediów. Ale
czy teraźniejsza polska sztuka jest rzeczywiście tylko
(zzachodniałym) światem obiektów-instalacji, fotografii
i video? [31]
Wystawa "na wolności/w końcu" pokazywana była
także w warszawskiej "Królikarni" (16.03.-22.04.2001),
skąd pojechać ma do Muzeum Polskiego w szwajcarskim
Rapperswilu (w lecie bieżącego roku), ma być ponadto,
jak poinformował mnie pan Teuber, prezentowana w Szczecinie
i Moskwie.
Świadomość
obecności w kompasie wartości
Na
przełomie roku 2000/2001 polscy artyści brali także
udział w innych ważnych międzynarodowych wystawach
zbiorowych: "After the Wall", przygotowanej przez Moderna
Museet w Sztokholmie (16.10.1999 - 16.01.2000) i pokazywanej następnie
(1.10.2000 - 4.02.2001) w berlińskich muzeach Hamburger Bahnhof
i Max-Liebermann-Haus, w których prezentowano prace 150 przedstawicieli
sztuki z 22 krajów postkomunistycznych (z Polski C.U.K.T., Tomasz
Kizny, Zofia Kulik, Katrzyna Kozyra, Dominik Lejman, Zbigniew
Libera, Robert Rumas i Artur Żmijewski) oraz w wystawie "Amnezja
- obecność zapominania"[32],
którą dla Nowego Muzeum Weserburg w Bremie przygotowała
Anda Rottenberg. Instalacje i obrazy Mirosława Bałki,
Christiana Boltanskiego, Vadima Zakharova, Bruce'a Naumana, Rachel
Whiteread, Stanisława Dróżdża i Anselma Kiefera,
unaoczniały, że sztuka bierze zawsze udział
w procesie pamięci i zapomnienia, przeżywanego przez
ludzi świadomie lub nieświadomie [33],
zaś prace, zgromadzone na "Amnezji" pokazywały
w sposób przekonywujący ten ponadczasowy temat i pobudzały
do refleksji.
Na
Biennale Sztuki w Berlinie ("bb2")[34],
które odbywać się będzie od 20.04. - 20.06.2001
roku w różnych miejscach niemieckiej stolicy przy udziale
ponad pięćdziesięciu międzynarodowych artystów
młodego i średniego pokolenia, zaproszono natomiast
Katarzynę Józefowicz.
Pobieżny
siłą rzeczy przegląd obecności sztuki polskiej
i jej recepcji w Niemczech na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia,
pokazuje, że artyści i kuratorzy z Polski coraz częściej
pojawiają się na istotnych wystawach w liczących
się muzeach, a także w towarzystwie międzynarodowych
gwiazd, namierzonych przez "Kompas sztuki." Wydaje się,
że promocja sztuki polskiej w Niemczech zaczyna przynosić
pierwsze, oby trwałe instytucjonalne efekty, czyli wymianę
wystaw, jako konsekwencja współpracy między polskimi
i niemieckimi muzeami. Uniwersalne bądź specyficzne
wartości dzieł polskich artystów i inicjatywy polskich
kuratorów są coraz częściej doceniane przez niemieckie
media i niemiecką publiczność. Wymierna, czyli
rynkowa wartość polskiej sztuki jest ciągle jeszcze
nie doceniana, bo nie obecna jest ona na rynku sztuki, kompasie
artystycznej wartości. Droga na ten rynek, teoretycznie dostępna
każdemu, trudna jest do pokonania dla artystów z krajów,
przez pół wieku odciętych od rynkowego obiegu. Jeżeli
polskim artystom nie uda się przekonać rynku, czyli
poważnych międzynarodowych galerzystów i kolekcjonerów,
że warto zainwestować w ich sztukę, będą
nadal poruszać się na obrzeżach artystycznego świata,
którego centra znajdują się obecnie i długo jeszcze
będą znajdować się w Londynie, Berlinie, Kolonii
i Nowym Yorku. Jeżeli celem polskich artystów jest osiągnięcie
pozycji na międzynarodowym rynku sztuki, muszą wytrwale
podążać drogą, zmierzającą do tych
właśnie geograficzno-kapitałowych regionów. Bo
dotychczas, jak pisze Peter Dittmar, rynek sztuki nie lubi
Polaków. Czyżby więc Polska, ta artystyczna, jakby trochę
nie zginęła?[35]
Tekst
©
Urszula Usakowska-Wolff
Kwartalnik
lietarcki KRESY Nr 1-2/2001