Postmodernistyczne palcówki liryczne

I. Leć głosie po kresowej rosie

Wiotkie echo, gdy piosnkę najczulszą się dogra...

(Dla Zbyszka Dominiaka rzewna układanka taka)


Wcale mi się nie chce do kłosów

z czarnoziemskich kresów A Panu

się chce Więc

się z Panem zapuszczę

w zabużańskie puszcze I przez chwilę

będę Marylą We

Wcale mi się nie chce do kamieni

z nowogródzkiej ziemi A Panu

się chce Więc

się z Panem popieszczę

pod zamierzchłym wieszczem I przez chwilę Pan

będzie Adamem eM

Wcale mi się nie chce do raju

z azaliowych gajów A Panu

się chce Więc

się z Panem położę

na stepowy czarnoziem I przez chwilę

będę Maryją Pu

Wcale mi się nie chce do rzeki

co po swojsku szemrała przez wieki A Panu

się chce Więc

się z Panem zapomnę

nad Niemnem bezdomnym

i przez chwilę będziemy noce i dnie

Wcale mi się nie chce do biesów

z zaściankowych lasów A Panu się chce Więc

się z Panem spełnię

w nawiedzonym śnie srebrnym I

 przez chwilę będziemy boso

na łąkach zaranną połyskać się rosą Aż

do kresu słów Mów

do mnie jeszcze Wieszczem

mów

1998

© Urszula Usakowska-Wolff

(Współpraca: Józef Łobodowski i Adam Mickiewicz)

Edward Narkiewicz: "Dziewczyna w kosmosie", 2002. Fot. Mariusz Michalski

Edward Narkiewicz: "Dziewczyna w kosmosie", 2002



II. Liryka dla hermeneutyka

 (Laurka dla pana Jurka z dyplomatycznego podwórka)

 
Moje myśli się garną do Pana

jak muśnięte rosą konwalie

i w zieleni Pana spojrzenia

jedwabiście mienią się słowa

Jakieś serce w nawiasie kołacze

ćwierka kaszubski ptaszek

odczarowany z drzewa

wysłużony fotel śpiewa

czułym wołaczem

Przez chwilę służbowe powietrze

zaiskrzyło pieszczotą

w alei pod lipami

zakwitły między wierszami tęsknoty

Utonęłam więc z Panem w otchłani

mowy wiązanej

cielesny dotyk wiosny

odkurzał smętne firany

Potem

miałam się z Panem jak orzeczenie z podmiotem

niemoralny imperatyw minimalny

sterował lotem przenośni lirycznej

z kategoryczną ochotą

(Noc w Buchholz ma zielone oczy)

Więc się Panem ułożę na drżącej metaforze

Czy hermeneutycznej

może?

1998


© Urszula Usakowska-Wolff

Edward Narkiewicz: "Wenus Giorgione", 2002. Fot. Mariusz Michalski

Edward Narkiewicz: "Wenus Giorgione", 2002



III. Łódzki Poemat Wyskokowy


co najmniej czterdziesto procentowy

(Dla Andrzeja Strąka w dedykacji na pamiątkę wiadomej kolacji)


Spóźniona choinka opada z igieł

gwiazdka już zaszła mgłą

spięci święci lśnią pod szkłem

śnieg obłędnie blednie za oknem

Rozmowa tonie w plasterkach baleronu

a na półmiskach brązem błyska

prosta kaszanka

landrynkowa oranżada w szklankach

zapada na bąbelki

kieliszki na chwiejnej dróżce wstępują do nieba

a księżyc ma usta pełne białego sera

Groszek się zieleni od strąka do strąka

a w majonezie śledź śledzi

siekaną cebulkę

po wyposzczonej serwecie się błąka

nóżka w galarecie aż ją zmiecie

pierwszy chuch poranka

w zakurzonych firankach

Rozmowa kona w wyliniałych zasłonach

wysoko procentowy niż liże rany

słów nie do spowiedzi

a w pościeli się biedzi dzwonko od śledzia

ciało się budzi w czarnej nudzie

gdy ranne słońce topi śnieg w kałużach

ciągną za dymem (d)ostatnie demony

Rym się zanosi Tuwimem

1998

© Urszula Usakowska-Wolff

Edward Narkiewicz: "Zima z Madonna", 2002. Fot. Mariusz Michalski

Edward Narkiewicz: "Zima z Madonna", 2002

do strony glównej
do "Odkurzonych Piosenek"