Podróż po kraju małego raju

Wschodnia Westfalia, położona na wschodnim krańcu Północnej Nadrenii-Westfalii, to kraina, bogata w zamki na wodzie, piękne i zadbane miasteczka z renesansowymi ratuszami i uzdrowiska ze źródłami ciepłej solanki. Ponieważ znajduje się tu ponad dwieście parków i ogrodów, jest to idealne miejsce na artystyczne plenery. Dlatego też pod koniec lat dziewięćdziesiątych przygotowano tu projekt Krajobraz ogrodowy, zakładający, że w miesiącach letnich, czyli od 8 czerwca do 15 września, najpiękniejsze tereny zielone staną się terenem cyklicznych inscenizacji przestrzennych pod tytułem Małe Raje.

Inicjatorem rajskiej akcji był dr Thomas Kellein, wieloletni dyrektor muzeum Kunsthalle w Bazylei, od sześciu lat zarządzający Kunsthalle w Bielefeldzie, stolicy Wschodniej Westfalii, który zauważył, że ogrody są specyficzną substancją kulturalną tego regionu, przypominającego krajobrazowo włoską Toskanię. W 2001 roku został kuratorem Małych Rajów i do inscenizacji w czterech parkach i ogrodach Wschodniej Westfalii zaprosił pięciu uznanych artystów i dwie artystki z dużych krajów, którzy w ten sposób popularyzować mieli turystyczne uroki oklicznej natury w świecie miłośników sztuki i ogrodowej kultury.

 
Marta Schwarz: "Welcome to my garden", 2001. Fragment instalacji w parku Wendlinghausen. Fot. Urszula Usakowska-Wolff
 

Kicz w ogrodzie zawsze w modzie

Miejscem plenerowej inscenizacji artystycznej stał się w ubiegłym roku park zamku Wendlinghausen niedaleko miasteczka Dörentrup, dla którego Amerykanka Martha Schwarz (ur. 1950), czołowa przedstawicielka land artu, przygotowała składającą się z pięćdziesięciu części instalację Welcome to my garden, na której zgromadziła międzynarodowy kicz ogrodowy: plastikowe i gipsowe krasnale, wiatraczki, lśniące kule, kolorowe motyle, ukwiecone opony, pseudoantyczne posągi: wszystko, co raduje serce właścieli ogródków jednorodzinnych pod każdą szerokością geograficzną i w masie bardzo jest na czasie. Z kolei instalacje w parku położonego na obrzeżach miasteczka Rödinghausen majątku Böckel miały już bardziej ożywiony charakter. Szwajcar Not Vital (ur. 1948 ) zbudował tam Jadalny domek, czyli domek z prawdziwego piernika, widocznie tak smacznego, że przez publiczność, mimo podkładu z kleju, zjedzonego; Japończyk Yutaka Sone (ur. 1965) uszczęśliwił zaś dzieci i ich dorosłych konstrukcją artystyczno-użytkową pod tytułem Amusement Romana - kompleksem zjeżdzalni w kszatłcie górskiej kolejki ósemkowej, natomiast Walijka Bethan Huws (ur. 1961) zawieszonymi wśród starych drzew Witrynami słowa. Jako że wiekowy park majątku Böckel jest miejscem dla słowotwórstwa zasłużonym, gdyż przechadzał się po nim w lecie 1917 roku sam Rainer Maria Rilke, przyjaciel urodzonej tam poetki Herthy Koenig (1884 -1976), została ona w ubiegłym roku wskrzeszona  przez tajlandzkiegi artytstę Rirkrita Tiravanija (ur. 1961), który jej rolę powierzył aktorce Susanne Kremer z Bielefeldu, czyli jak najbardziej żywej i wyśpiewującej poetycko brzmiące łacińskie nazwy parkowej flory rzeźbie Singing Sculpture. W roli aktorów pozostałych dwóch ubiegłorocznych rajskich insenizacji występowały natomiast rośliny i kwiaty. Tak więc w Ogrodzie Botanicznym w Gütersloh pochodzący z Islandii Olafur Eliasson (rocznik 1967) wystawił Tunel zapachów: dwunastokątny labirynt z prętów stalowych, na których posadził i zawiesił ponad pięćdziesiąt odmian pachnących kwiatów i roślin, głównie róż i lawendy, symbolizujących dwadzieścia sześć liter alfabetu i dwadzieścia cztery godziny doby: trwałe botaniczno-artystyczne dzieło, które w ciągu najbliższych lat ma się zamienić w małą dżunglę. Największy odcinek ubiegłorocznego Małego Raju zaprezentowany został w parku uzdrowiska Bad Driburg, gdzie czołowy francuski przedstawiciel sztuki ogrodowej, określanej mianem plant art, Gilles Clément (rocznik 1943), zaprojektował Rzekę kwiatów: kwitnącą i mieniącą się srebrzyście instalację z kilkunastu tysięcy białych irysów i lilii.

Yutaka Sone: "Amusement Romana", Park Böckel, 2002. Fot. Manfred Wolff
Not Vital: "Jadalny Domek" w Parku Böckel, 2002. Fot. Kunsthalle Bielefeld

Behawiorystyczne rzeźby ceramiczne

Ubiegłoroczne Małe Raje cieszyły się dużą popularnością, odwiedziło je bowiem 30 tysięcy osób. W tym roku do inscenizacji rajskich zakątków zaproszono więc także artystów o skłonnościach do dużych formatów. Okazuje się, że artyści z Walii upodobali sobie park Böckel we Wschodniej Westfalii, zaprojektowany pod koniec 19 wieku przez hamburskiego architekta ogrodowego Rudolpha Jürgensa w stylu angielskim, więc jego uroki podkreślał w tym roku rodak Bethan Huws, mieszkający w Londynie rzeźbiarz Richard Deacon (ur. 1949) przy pomocy pięciu dużych i bardzo ciężkich ceramicznych konstrukcji. Deacon, uczestnik documenta IX w Kassel oraz laureat wielu prestiżowych nagród, w tym nagrody im. Turnera w 1987 roku, zasłynął jako autor otwartych realizacji przestrzennych, łączących wykluczające się na pozór materiały i środki ekspresji w jedną, niekiedy zaskakującą całość. Jego prace, również i te pokazane w parku majątku Böckel, są na pozów lekkie i kruche, mimo że ważą po kilkaset kilogramów. Ustawione na betonowych, wmurowanych w angielski trawnik podestach ceramiczne rzeźby, których kolorystyka nawiązuje do zieleni otaczających je drzew, różowych kwiatów kasztanowców i rododendronów, do błękitu niebios i srebrzystej toni parkowego stawu, są zarazem przedmiotami, których zazwyczaj nie powinno spotykać się w przyrodzie. K(rypton) z 2002 roku to zielona, wielo- i ostrokątna bryła, przypominająca kształtem falochrony. Tomorrow, tommorow, tomorrow B z 1999 roku jest błękitną formą o wyglądzie harmonijkowej rury. Kind of Blue B, czyli Rodzaj Błękitu B  z 2001 roku wygląda natomiast jak kilka połączonych w jedną otwartą bryłę obwarzanków, powleczonych, wbrew tytułowi, różową glazurą. Innym Rodzajem Błękitu na duże A (Kind of Blue A), jest szary, otwarty wielościan o kształcie, zbliżonym do rzeźb Henry Moore’a, którego Deacon najpierw cenił, aby z czasem włączyć się, jak twierdzi Thomas Kellein, do szkoły sceptycznych behawiorystów. Wydaje się jednak, że brytyjski artysta stawia pod znakiem zapytania nasze wizualne i semantyczne przyzwyczajenia odnoszące się do funkcjonalności i użyteczności otaczających nas przedmiotów, gdyż ich funkcjonalność jest pochodną przestrzeni, w jakiej przyzwyczajeni jesteśmy je spotykać. Proces artystycznego (s)tworzenia najlepiej obrazowała w parku Böckel otwarta rzeźba o średnicy 7,5 m - efekt trzynastu lat pracy Richarda Deacona - pod tytułem When the land masses first appeard (1986-1999). Bo wiadomo, że Kiedy po raz pierwszy pojawiły się masy lądowe, to bezkształtna materia zaczęła nabierać kształtów. Jedank gładkie i mimo pozornej lekkości dość przyciężkie ceramiczne i metalowe kształty Deacona tkwiły w tym westfalskich parku jak obce ciała.

 
Richard Deacon: "(K)rypton, 2002. Fot. Manfred Wolff
 
Richard Deacon:"Kind of blue A", 2001. Fot.Manfred Wolff
 
Richard Deacon:"Kind of blue B", 2001. Fot.Manfred Wolff
 
Richard Deacon:"Tomorrow, tomorrow, tomorrow", 1999. Fot.Manfred Wolff
 
Dr Thomas Kellein i Richard Deacon w Parku Böckel, 2002. Fot. Manfred Wolff
 

Magna Opera Post-Wagnera

(S)twórcze przesłanie przenika także dzieła znacznie młodszego Jonathana Meese, urodzonego w 1970 roku w niemiecko-amerykańskiej rodzinie w Tokyo. Od połowy lat dziewięćdziesiątych ten mieszkający obecnie w Berlinie i Hamburgu instalator i performer, kreujący się na praprawnuczka Richarda Wagnera, wykreowany został na mroczny przedmiot pożądania międzynarodowego ruchu kuratorsko-kolekcjonerskiego. W jego dziełach międzynarodowa krytyka dostrzega wyraz współczesnej mitologii i mistyki, apoteozę nowego Bayreuthu, oraz że są one apelem o powagę sztuki. Pewnie dlatego w tym roku także i jego zaproszono do udziału w Małym Raju, powierzając mu przekształcenie byłego klasztoru w miejscowości Willebadessen w nowy i wybiegający w przyszłość Bayreuth, symbol współczesnej wagneriady. Schloss Moosham 2002-2293  (Zamek Moosham 2002-2293) w reżyserii i z rekwizytami Jonathana Meese w Willebadessen (przed którym też po raz pierwszy otwarły się bramy Małego Raju), jest jednak, w porównaniu z jego dotychczasową twórczością, miłym zaskoczeniem. To ironiczne i krytycznye spojrzenie na historię, którą tworzą wielcy mężowie, twórcy wielkich rodów. W piwnicach ich zamienionych w twierdze zamków i klasztorów, które potomni celebrują jako miejsca uświęcone przez historię, przechowują najstarsze wino świata (to chyba krew) oraz dusze ich dziedzicznych przyjaciół. Chroniki rodzinne skrupulatnie wymieniają liczbę pomordowanych, dziedzicznych wrogów, co nie przeszkadza (na)rodom być dumnym z ich historii. Historia, ów tytułowy Zamek Moosham, czyli Metabayreuthon, to imponujące, niekończące się widowisko o coraz krwawszych odsłonach. Należy przypuszczać, że także i w roku 2293, gdyż na końcu instalacji Jonathana Meese stoją bojownicy, odziani w metalowe kaski rodem z lat trzydziestych i czerdziestych ubiegłego wieku, z karabinami wymierzonymi w nacierający tłum. Tym razem był to tłum publiczności, co będzie za 291 lat - przyszłość pokaże. Jakby na przekór tytułowym Małym Rajom w idyllicznej, parkowej przestrzeni, zainsceniowany pod dachem i w murach byłego klasztoru w Willebadessen Zamek Moosham, pokaźna instalacja, na którą składają sie obrazy, rysunki, kolaże i rzeźbiarskie obiekty świadczące o tradycyjnym, akademickim rzemiośle Jonathana Meese, pokazuje raczej historyczne piekło na ziemi, w której do raju można trafić jedynie w baju.

 
Jonathan Meese: Fragment instalacji "Zamek Moosham" w Willebadessen, 2002. Fot. Manfred Wolff
 
Jonathan Meese: Fragment instalacji "Zamek Moosham" w Willebadessen, 2002. Fot. Manfred Wolff
 
Jonathan Meese: Fragment instalacji "Zamek Moosham" w Willebadessen, 2002. Fot. Manfred Wolff
 

Literowe legendy jazzowe

Z dużego piekła niedaleko jest na szczęście do kolejnego Małego Raju. Rozpościera się on od prawie czterystu lat na skraju wioski Wendlinghausen, gdzie na początku 17 wieku wybudowano okazały zamek w stylu późnego renesansu. Od 1731 roku jest on wraz z okolicznym majątkiem ziemskim własnością rodu von Reden. Park zamku w Wendlinghausen pochodzi z 18 wieku. Swój obecny urok zawdzięcza Paulowi Lessigowi, królewskiemu, pruskiemu inspektorowi ogrodowemu, który po pierwszej wojnie światowej nadał mu obowiązujący do dziś kształt. W parku podziwiać można dwustuletni tulipanowiec, najstarsze, pochodzące pierwotnie z Ameryki Północnej drzewo tego rodzaju we Wschodniej Westfalii. Rosną tu także inne, wiekowe liściaste i iglaste okazy z dalekich krajów, japońskie magnolie i wielkie drzewa życia. Na należących do majątku ziemieskiego polach na życie zarabia 140 robotników sezonowych z Polski, zbierając min. ekologiczne buraki cukrowe. Od dwóch lat mają oni także możliwość obcowania ze sztuką międzynarodową, przygotowując pod nią teren, tzn. kosząc trawę, ustawiając podesty, dźwigając i polerując obiekty, będące przedmiotem Małych Rajów.

George Condo: "Bird", 2002. Park Wendlinghausen. Fot. Manfred Wolff
George Condo: "Miles Davis", 2002. Park Wendlinghausen. Fot. Manfred Wolff

Wielokulturową atmosferę, panującą w majątku i parku Wendlinghausen szczególnie cenią sobie Amerykanie. W ubiegłym roku gościła tam wspomniana Martha Schwarz i jej dziś już legendarne krasnale, w tym roku inne legendy ustawił tam jej kolega George Condo, wielbiciel werbalnego jazzu. Ten urodzony w 1957 roku Nowojorczyk zasłynął dotychczas jako malarz o skłonnościach do uwieczniania wielkich amerykańskich jazzmanów na wielkich płótnach w stylu okładek płytowych. W 1999 roku poświęcił im serie pod tytułem Jazz Painting, sładającą się z kwadratowych obrazów o abstrakcyjnych wzorach i nazwiskach ulubionych jazzmanów.

George Condo: "Evans", 2002. Park Wendlinghausen. Fot. Manfred Wolff

Przez sto dni nazwane z imienia i nazwiska cztery amerykańskie legendy jazzowe przebywały we wschodnio westfalskim Małym Raju w parku Wendlinghausen, gdzie George Condo zadebiutował jako rzeźbiarz. Oglądać tam można było cztery wypolerowane na wysoki połysk literowe objekty, wśród których znajdowały się trzy, co do których nie było wątpliwości, że są pomnikami na cześć Milesa Davisa, Theloniousa Monka i Charlie “Bird” Parkera. Ustawione (poziomo) litery, składające się na ich przydomki (Bird), nazwiska (Monk) lub (pionowo) imiona i nazwiska (Miles Davis) wykonane zostały z nierdzewnej stali szlachetnej, wypolerowanej na lustrzany glanc, odbijały więc okoliczną zieleń, niebo, słońce lub chmury i miało się wrażenie, że chwilami całkowicie stapiają się z przyrodą. Jedynie pomalowany na czerwono, aluminiowy Evans odbiegał od literowej dosłowności i wyglądał jak trzy połączone ze sobą schematyczne figury. Te rzeźby, o estetyce, zaczerpniętej ze świata reklamy i typografii, doskonale harmonizowały jednak z zielonym otoczeniem, przeglądał się w nich park i zwiedzający ten Mały Raj ludzie, były wciąż inne, gdyż ich powierzchnia zmieniała się w zależności od pory dnia i pogody - symbol tego, że jazz wciąż żyje, raduje i inspiruje.

Wzrok, mrok i Shock-Rock

Żeby obejrzeć wszystkie tegoroczne rajskie inscenizacje ogrodowe we Wschodniej Westfalii, trzeba przejechać dużą, ponad trzystukilometrową trasę. Przedostatni Mały Raj znajduje się w parku uzdrowiska Bad Driburg, należącego od dwustu lat do rodu hrabiów von Oeynhausen i rozgrywa się na deskach parkowej muszli koncertowej, gdzie dwie wielkie głowy - stojąca i leżąca, prowadzą ze sobą dziwną, chaotyczną, somnambuliczną rozmowę na przemian po niemiecku i angielsku. Jest to tajemnicza wideoinstalacja pod dźwięcznym tytułem Shock-Rock, mająca jednak z szokiem i rockiem niewiele wspólnego, chyba tylko tyle, że oba te jednosylabowe słowa się rymują. Jej autorem jest urodzony w 1957 roku w Nowym Yorku Tony Oursler, od lat zajmujący się instalacjami na styku widowisk teatralnych, wideo i innych środków multimedialnego przekazu, dzięki którym zamienia muzea, galerie i inne przestrzenie publiczne w teatralne sceny. Jego ulubionym środkiem wyrazu są lalkowe objekty, zwane Dummies, na których wyświetla filmy wideo, nagrane z zawodowymi aktorami, przy czym szczególnie interesują go ich twarze. Swojej twarzy i swojego głosu użyczyła Shock-Rockowi mieszkająca w Nowym Yorku znana niemiecka aktorka, Barbara Sukowa. Również i ta praca, stworzona specjalnie dla muszli koncertowej wschodnio westfalskiego kurortu, świadczy o tym, że bezpośrednia, międzyludzka komunikacja w naszych zdominowanych przez elektroniczne środki przekazu czasach jest znacznie utrudniona, wręcz niemożliwa. W tym dziwnym koncercie ton nadaje bowiem technika, którą Oursler chętnie się posługuje, żeby pokazać, jak - ułatwiając nasze życie codzienne - zarazem zubaża nasze życie emocjonalne, duchowe i naszą mowę. Shock-Rock dobrze się rymuje, ale nic nie znaczy, choć ma dużo wdzięku i uroku, szczególnie kiedy można go odglądać, siedząc na białych ławkach w hrabiowskim parku, przysłuchując się prawdziwym ptasim trelom w zapadającym zmroku.

Tony Oursler: "Shock-Rock", 2002. Park w Bad Driburg. Fot. Manfred Wolff

Szczyt kreacji arystokracji

Małe Raje doprowadziły w tym roku do znacznego ożywienia życia arystokratycznego we Wschodniej Westfalii, umożliwiając przedstawicielkom starych rodów czynne, choć dość nieruchome uczestnictwo w młodej sztuce. 8 września w barokowym zamku Vinsebeck, należącym od 250 lat do rodu o dostojnie brzmiącym nazwisku von Wolff-Metternich zur Gracht, odbył się bowiem szczyt szlacheckiego performance. Jego inicjtorką i choreografką była urodzona w 1969 roku włosko-amerykańska artystka Vanessa Beecroft, znana aranżerka żywych obrazów pod tytułem jej inicjałów VB, w których uczestniczą dziesiątki najczęściej skąpo odzianych lub zupełnie rozebranych modelek.

 
Vanessa Beecroft, 2002. Fot. Manfred Wolff
 

Żeby nie narażać prawdziwej cnoty 29 okolicznych arystokratek (wśród których była połowa gorzej urodzonych i dwie ogólnoniemieckie aktorki Irm Hermann i Hanna Schygulla) na krytykę, zostały one odziane w mniej lub bardziej prześwitujące białe, kremowe lub różowe szaty, spod których wyłaniały się nieśmiało fragmenty kobiecych ciał w wieku od 17 do 60 lat, czyli żywy obraz pod tytułem VB 51. Upudrowane na blado i zatopione w specyficznym żeńskim universum Vanessy Beecroft córki, damy, babcie i mamy a także jedna przyszła matka (hrabina von Oeynhausen) głównie stały i różnie się miały, bo dwugodzinne stanie to trudne zadanie. Przerwane one zostało po godzinie przez (jedyną odzianą w czerń) Hannę Schygullę, która po swojemu śpiewała i recytowała pieśni z Podróży zimowej Schuberta, choć był dość ciepły letni wieczór. Prawdziwe performance odbyło się jednak przed barokowym zamkiem, a więc - zgodnie z założeniem Małych Rajów - w plenerze. Punktualna i zdyscyplinowana wschodnio-westfalska, w znacznej mierze arystokratyczna, publiczność przybyła do Vinsebeck o 18.30 i przez godzinę czekała pod zamkniętą zamkową bramą, z której co piętnaście minut wychylał się dr Kellein i informował o ciągłym opóźnieniu performerki. 450 pań i panów, którzy, zgodnie z poleceniem artystki, przybyli na salony w odświętnych smokingach i balowych sukniach, grzecznie czekało pod drzwiami w kolejce do sztuki. Ci, którzy nie znaleźli się na początku kolejki, jeszcze dłużej musieli oczekiwać na wstęp na salony sztuki, gdyż barokowa, balowa sala mieściła na raz sto osób. Ale podobno warto było czekać, bo choć VB 51 nie wolno było za żadną cenę fotografować, publiczność została poinformowana, że także jest częścią tej sztuki, bo sfilmowana przez Vanessę Beecroft na równi z modelkami żeńskiego universum, zostanie uwieczniona na całe dwie godziny. Cóż to wobec piętnastu minut medialnej wieczności, którą delektował się kiedyś Andy Warhol?

Gdyby nie Vanessa Beecroft, można by odnieść wrażenie, że tegoroczne Małe Raje, organizowane w parkach i zamkach starych rodów  Wschodniej Westfalii, są rajem dla młodej sztuki, pod warunkiem, że jest ona dziełem męskich, zachodnich rąk.

Tekst © Urszula Usakowska-Wolff

Raster Nr 86, 16.09.2002


Kleine Paradiese in OWL (Małe Raje we Wschodniej Westfalii)

8.06. - 15.09.2002, od godz. 11.00 - 18.00. Wstęp wolny.

Kurator dr Thomas Kellein, asystentka Susanne Lupp.

Projekt finansowany przez Ministerstwo Budownictwa, Kultury i Sport Landu Północnej Nadrenii-Westfalii, OWL Marketing GmbH, miasta i gminy Rödinghausen, Willebadessen, Dörentrup i Bad Driburg.

Dodatkowe informacje pod adresem:

http://www.ostwestfalen-lippe.de/

Czekajacy przed zamkiem Vinsebeck na wejscie na performance Vanessy Beecroft, 2002. Fot. Urszula Usakowska-Wolff
do strony glównej
do wystawy "Czarno-Bialo" w Herfordzie