Sztuka
nieskończonych kombinacji
„Bywałem
umieszczany wśród neo-dadaistów, post-dadaistów, minimalistów
i post-minimalistów; inni znów pragnęli dostrzegać
we mnie ojca, a raczej dziadka pop artu”, powiedział Robert
Rauschenberg w wywiadzie dla hamburskiego miesięcznika
„art” (Nr. 9/98). „Mnie to nie przeszkadza, bo jeżeli pozostanę
w ruchu, to mnie nie dopadną. Moim koszmarem jest stać
się tłustym i znudzonym pewniakiem. Mogę sobie
pozwolić na niejeden luksus, ale nie na luksus nudy”.
Mile
uśmiechnięty, wiecznie młody starszy pan,
odziany najczęściej w zupełnie zwyczajne jasne
garnitury, od których odcinają się jaskrawe koszule
i szerokie krawaty w podobnym stylu, nie musi obawiać się
koszmarów, wynikających z pozycji klasyka, bez względu
na kierunek artystycznego zaszeregowania. Jeżeli więc
niezbędna jest klasyfikacja tego 73-letniego Amerykanina,
którego wygląd - jak na prawdziwego Amerykanina przystało
- przeczy metryce, to chyba jako artysty iście renesansowego,
którego twórczość jego najbliższy, zmarły
w 1992 roku przyjaciel, słynny kompozytor John Cage określał
jako „poezję nieograniczonych możliwości”, gdyż
jej źródłem jest „nieskończony materiał
empiryczny”.
Retrospektywa
żywej legendy
Nieograniczone
możliwości Rauschenberga podziwiać można
było na ograniczonej do trzystu prac, i przez to największej
„Retrospektywie Roberta Rauschenberga”, która od 26.06 do 11.10.98
roku pokazywana była w Muzeum Ludwiga w Kolonii.
300 obrazów, kolaży, rzeźb, instalacji, fotografii
i grafik, to zarazem najobszerniejszy przegląd dorobku
50 lat życia twórcy, do którego najlepiej pasuje motto,
umieszczone na jednej z jego pierwszych prac: „To pierwsza część
druku, który został zaprojektowany, aby zaistnieć
w mijającym czasie”, przeczytać można na pożółkłym
papierze - papirusie Rauschenberga z 1949 roku.
To
nie przypadek, że „Retropsektywę Roberta Rauschenberga”
oglądać można było właśnie w
kolońskim Muzeum Ludwiga, nazwanego tak na cześć
małżeństwa Ireny i Petera Ludwigów, zajmujących
się od ponad czterdziestu lat gromadzeniem wybitnych dzieł
sztuki 20 wieku. Pokaźną część ich
kolekcji, którą podarowali między innymi Kolonii,
stanowi bowiem sztuka amerykańska z drugiej połowy
naszego stulecia, a wśród niej 80 prac Rauschenberga. Retrospektywa
Roberta Rauschenberga, której pełny tytuł brzmi „Rewolucją
i innowacją. 50 lat amerykańskiej sztuki żywej
legendy”, przygotowana została przez Muzeum Solomona R.
Guggenheima w Nowym Yorku i w Europie pokazana zostanie już
tylko - od 20 listopada 1998 do 7 marca 1999 roku - w Muzeum
Guggenheima w Bilbao. Już sam fakt, że katalog tej
wystawy, o objętości 630 stron, waży ponad 4
kilogramy, świadczy o ciężarze gatunkowym tego
przedsięwzięcia.
Retrospektywa
Roberta Rauschenberga oszołamia i przyprawia o rausz, ale
- mimo monumentalności wielu dzieł - nie przytłamsza.
Lekkość i monumentalność, niezwykłość
wynikająca ze zwykłości, żartobliwa powaga,
niecodzienna codzienność, oto przeciwieństwa,
które w artystycznych działaniach Rauschenberga stają
się synonimami. Niezmiennie zmiennym tworzywem tej sztuki
jest bowiem rzeczywistość, gdyż „malarstwo stoi
w tym samym związku ze sztuką co i z życiem...Ja
staram się działać w szczelinie między nimi”.
Wielki
kombinator talentów
Tę
szczelinę od samego początku Rauschenberg wypełnia
- żeby użyć dzisiejszej terminologii - tworami
interdyscyplinarnymi i multimedialnymi. „Kiedy zaczynałem,
trzeba było być albo rzeźbiarzem albo malarzem
albo tancerzem albo pisarzem. Ale przecież te wszystkie
sprawy należą do tej samej rodziny”. Robert Rauschenberg
- tancerz, choreograf, scenograf, projektant kostiumów teatralnych
i reżyser, aktor, mim i performer, malarz, rzeźbiarz,
fotograf, grafik i komunikator - to doprawdy nadmiar talentów,
które mogą przypaść w udziale jednemu człowiekowi.
I mimo że najczęściej taki nadmiar uzdolnień
prowadzi do ich rozproszenia, wobec niemożliwości
skoncentrowania się na tym podstawowym, to Rauschenberg
i z tego przybytku uczynił cnotę, gdyż, jak powiedział
w 1968 roku „w większości przypadków moje główne
zainteresowanie polega na akceptacji tego, że człowiek
może funkcjonować na wielu różnych płaszczyznach.
Jednak w dziedzinie intelektu od stuleci panuje przekonanie,
że o powadze działania najlepiej świadczy nieprzerwana
koncentracja na jednej sprawie. Ale jeżeli chodzi o maksymalne
wykorzystanie określonego przedziału czasu, może
się to udać tylko wtedy, kiedy zajmować się
będziemy możliwie wieloma sprawami naraz a nie wówczas,
kiedy ograniczymy się do pojedynczej sprawy”.
Różnorodność
technik i środków wyrazu, stosowanie poza artystycznych
materiałów, chęć do eksperymentowania, czyli
uprzedmiotowienie i umaszynowienie sztuki, ciekawość
poznawania innych kultur i wykorzystanie ich doświadczeń
w indywidualnym procesie twórczym, sprawiają, że Rauschenberga
bez przesady można określić mianem „Wielkiego
Kombinatora”. To właśnie „Kombinacje” („Combine”)
są znakiem firmowym tego artysty od początku lat pięćdziesiątych
po dzień dzisiejszy.
Poszukiwania
bez pojęcia
Zwiastunami
„Combine-painting” są „Czarne obrazy” z 1951 roku, monochromatyczne
wielkie malowidła, których powierzchnia, składająca
się ze zmiętych gazet, kamieni i brudu ulicznego,
zamalowana jest tradycyjną czarną farbą
olejną, a także i smołą. Za pierwszą
„Kombinowaną rzeźbę” uznać można „Szklarnię”
z 1950 roku - prostokątną bryłę z drucianej
siatki, w której znajdują się gałęzie i
szklana kula jakby w cierniowej koronie. Pamiątkami z podróży
do Europy Południowej i Afryki Północnej, które Rauschenberg
odbył w 1952 roku, są tajemnicze małe obiekty,
„Scatole personale” („Szkatułki osobiste”), w których zgromadził
przypadkowo znalezione przedmioty, kamyczki, fotografie, kawałki
rozbitego szkła, martwe insekty, ptasie czaszki, szklane
paciorki, a także i kurz. Z 1953 roku pochodzą „Elementarne
rzeźby”, w których łączy ze sobą przypadkowo
znalezione przedmioty i walające się po ulicach resztki
cywilizacji, skrawki papieru, kawałki opon i szmaty,
z elementarnymi materiałami, jak drzewo, beton, metal,
zaprawa murarska lub kamienie. Charakterystyczną
„Elementarną Rzeźbą” jest „Musik Box”, czyli
drewniana skrzynka z resztkami metalowej farby, nabita zardzewiałymi
gwoźdźmi, przypominająca „Kompozycję” Leopolda
Lewickiego z 1934 roku. O ile jednak z dużą pewnością
można wykluczyć, że amerykański artysta
zetknął się kiedykolwiek z pracami przedstawiciela
„I. Grupy Krakowskiej”, o tyle nie bez powodu twórczość
młodego Rauschenberga postrzegana jest jako kontynuacja
poszukiwań Kurta Schwittersa (który już w 1919 tworzył
abstrakcyjne kolaże z banalnych materiałów i przedmiotów
znalezionych) oraz „gotowców” Marcela Duchampa. Ale w cytowanym
już wywiadzie dla miesięcznika „art” Rauschenberg
twierdzi: „Nie miałem pojęcia, kim był Kurt Schwitters,
a mimo to używałem dokładnie takich samych, fascynujących
go materiałów. Robiłem kolaże, zanim poznałem
słowo kolaż i tworzyłem coś w rodzaju
Ready-mades zanim poznałem Marcela Duchampa”.
Scenografia
codzienności
Rok
1954 był dla Rauschenberga rokiem przełomowym. Poprzez
połączenie dwuwymiarowego malarstwa i trójwymiarowej
rzeźby zaczął tworzyć pierwsze dzieła,
które od tamtej pory określał mianem „combine”. Te
prace, którym poświęcił następne dziesięć
lat, istniały zasadniczo w dwóch formach: jako „combine
paintings” („malarstwo kombinowane”) oraz wolnostojące
„combine”. W „combine” codzienna funkcja użytych w nich
obiektów z czasem wysuwa się na pierwszy plan. Charakter
użytkowy tych przedmiotów - mioteł, szczotek, drabin,
parasoli, luster, poduszek, pościeli i części
ubiorów, wytwarza napięcie między ich przynależnością
do banalnej powszedniości, czyli jak najbardziej realnego
świata, a ich estetycznym znaczeniem. Odprzedmiotowiony
przedmiot zyskuję pozycję przedmiotowego dzieła
sztuki. Wiele prac zawiera fragmenty mebli, jak na przykład
szafę („Wywiad” z 1955 roku) lub wzorzystą kołdrę
(„Łóżko” z tego samego roku). Te sprowadzone do ludzkiego
wymiaru konstrukcje, jakby żywcem wyjęte z wnętrz
domowych, przypominają scenografię, towarzyszącą
nam na co dzień.
W
„combine painting” z lat pięćdziesiątych
i początku lat sześćdziesiątych Robert Rauschenberg
stara się przełamać płaskość obrazu.
Trójwymiarowe przedmioty, metalowe puszki, lejki, cegły,
znaki drogowe, butelki po coca-coli, a także wypchane zwierzęta:
kura („Bez tytułu, 1954), orzeł białogłowy
(„Canyon” 1959 rok), koza angorowa („Monogram” 1955 - 1959),
stają się dominującymi elementami, podkreślającymi
przestrzenność, materialność i plastyczność
jego kombinowanych obrazów. „Allegory” („Alegoria”) z 1960 roku
składa się z trzech różnej wielkości płócien,
na które Rauschenberg nakleił resztki plakatów i szmat,
czerwoną parasolkę oraz kawałek pogiętej
blachy, która wychyla się z obrazu. Jak i parasol, tak
i wszystkie inne przedmioty znalazł Rauschenberg na Dolnym
Manhattanie, gdzie wówczas mieszkał, gdyż „wykorzystywałem
wszystko, co przynosił ze sobą dzień, aby zastosować
to w moich dziełach. Czasami nawet się wstydziłem,
gdyż wydawało mi się, że żyłem
z Nowego Yorku jak z nie zapłaconej gosposi”. W „Czarnym
Rynku”” z 1961 roku przedmioty znalezione: fragmenty blach,
samochodowa tablica rejestracyjna, resztki plakatów i wycinki
prasowe ze zdjęciem Kapitolu oraz cztery ponumerowane notatniki
z polerowanymi metalowymi wieczkami, opuszczają dwuwymiarową
powierzchnię obrazu i wychodzą dosłownie przed
obraz. Przed obrazem umieszczona jest bowiem walizka, połączona
sznurkiem ze znakiem „Droga jednokierunkowa”, który jest częściowa
na i częściowo poza obrazem. Zaś walizka
opatrzona jest napisem „Open” („Otworzyć”). Tym poleceniem
Rauschenberg chce wyzwolić publiczność z roli
anonimowych widzów i zachęcić ją do aktywnego
uczestnictwa w oglądanym dziele. Początkowo Rauschenberg
wypełniał kuferek przedmiotami, które zwiedzający
mieli zamieniać na przedmioty, będące ich własnością,
zaś skutki tego „czarnorynkowego handlu wymiennego” miały
być odnotowywane na notatnikach umieszczonych na obrazie.
Ponieważ jednak w krótkim czasie kuferek został ogołocony
ze wszystkiego, na zasadzie cennych pamiątek z wystawy,
musiał on zostać zamknięty. Jego „otwartość”
jest dziś więc symboliczna, ale współdziałanie
publiczności z dziełem sztuki, tak charakterystyczne
dla późniejszych prac Rauschenbrega, nadal jest w nim obecne,
gdyż odbite w metalowych wieczkach notatników twarze zwiedzających
staje się integralną częścią „Czarnego
Rynku”.
Elektryzujące
związki
Najbardziej
znaną „combine” Rauschenberga jest „Odaliska” z 1958 roku,
wolnostojąca rzeźba, składająca się
w całości z przedmiotów znalezionych. Ścianki
zewnętrzne drewnianej skrzynki wylepione są zdjęciami
wyciętymi z ilustrowanych magazynów oraz pocztówkami. Banalne
motywy z mediów sąsiadują tam z popularnymi reprodukcjami
znanych dzieł sztuki. Comicsy i zdjęcia sportowe z
brukowej prasy, zdjęcia z corridy, fotografie zwierząt,
kiczowata reprodukcja „Ostatniej Wieczerzy” Leonardo da Vinci,
umieszczone są wśród cytatów z malarstwa francuskiego
z początku 19 wieku, jak owa tytułowa „Odaliska” -
obraz Jeana Dominique Ingresa z 1808 roku. Te pozornie ze sobą
niezwiązane motywy ze sfery prozaicznej teraźniejszości
i wiekopomnych artystycznych dokonań, częściowo
pokryte złamaną czerwienią i prześwitującą
żółcią, niby patyną dziejów, nawiązują
do relacji między kobietą i mężczyzną.
Poduszka, w którą wgniata się postument (biała
rzeźbiona noga stołowa) przypomina poduszkę,
na której spoczywa piękne ciało „Odaliski” Ingresa.
Wypchany biały kogut, z góry skrzynki spoglądający
na świat, to symbol męskiej próżności, przysłowiowy
macho. Podskórna zmysłowość i erotyzm tej „combine”
podkreślone są przez światło, pulsujące
we wnętrzu skrzynki-klatki, otulonej miękką gazą.
Dosłowne włączenie elektryczności, czyli
banalnych żarówek, w tym wypadku jako symbolu elektryzujących
związków między płciami, do arsenału
środków artystycznego wyrazu, świadczą o rosnącym
zainteresowaniu Rauschenberga techniką i wykorzystania
jej możliwości w dziele sztuki.
Sztuka
techniki dla techniki sztuki
Od
połowy lat sześćdziesiątych połączenie
sztuki i techniki staje się centralnym elementem twórczości
Rauschenberga. Wieloletnia współpraca z inżynierem
Billy Klüverem uwieńczona
zostaje interaktywnymi instalacjami, w których widz prowadzi
intensywny dialog ze sztuką. Ruch, dźwięk i światło,
czyli materialne i stałe, a zarazem ulotne formy czasu,
wyrażone przy pomocy nowoczesnej techniki, stają się
treścią niezwykłych konstrukcji. Tworzywem tych
maszynowych rzeźb, które przez naciśnięcie przycisku
publiczność wprawiała w ruch, są pokryte
sitodrukiem okrągłe tafle plexi (jak w „Rewolwerach”
z 1967 roku), bądź metalowe i drewniane znaleziska,
jak pięcioczęściowa rzeźba „Przepowiednia”
, która powstała między 1962 i 1965 rokiem. Ukryte
w niej radia, wzmacniacze i elektroniczne części,
zaczynają - na skutek ruchu zwiedzających - wydawać
z siebie muzyczne dźwięki. Ta interaktywna orkiestra
dyrygowana jest przez publiczność, gdyż Rauschenberg
chce, aby „widz stał się odpowiedzialny za sztukę,
którą ogląda. Dawniej to ja byłem artystą.
Teraz publiczność tworzy obraz, nie ja. Ja przedkładam
tylko projekt”. Przy bezszelestnym udziale widza instalacja
„Soundings” („Echolot”) z 1968 roku, na pierwszy rzut oka przypomina
długą szklaną szafę, w której niewyraźnie
przegląda się jego postać. W chwili, kiedy zwiedzający
zaczyna mówić lub wydawać jakiekolwiek dźwięki,
reagują natychmiast ukryte za taflami z plexi mikrofony.
Dźwięk stymuluje światło, które zapala się
i powoduje, że widz znajduje się nagle przed witryną,
za którą stoją i unoszą się w powietrzu
krzesła - to sitodruk, naklejony we wnętrzu witryny.
Warstwy
przemijania
Pod
koniec 1970 roku Rauschenberg przenosi się z Nowego Yorku
na wyspę Captiva na Florydzie. Tworzywem jego sztuki stają
się przedmioty, znalezione na brzegu morza: pudła
z kartonu, kawałki drzewa, papa ze skamieniałymi muszlami,
przeżarte solą tkaniny, fragmenty opon i metalu. Tworzy
z nich „Kartony”, cykl ze zniszczonych przez morską wodę
opakowań, które aranżuje jako melancholijne kolaże,
symbole mijającego czasu, opowiadające poprzez znajdujące
się na nich niewyraźne nadruki firmowe, znaki towarowe
i nalepki historię ich istnienia. W latach siedemdziesiątych
tworzy min. cykl wolnostojących lub wiszących w przestrzeni
rzeźb: „Wenecki” z charakterystyczną „Sor aqua” z
1973 roku - zardzewiałą staromodną wanną,
wypełnioną wodą, w której zatopiona jest butelka
na sznurku. Sznurek łączy naziemne pojemniki wody
z nadziemną, bo zwisającą z sufitu belką,
opatuloną fantazyjne powyginaną blachą. W innych
cyklach tego okresu, z których wymienić należy „Szron”
i „Jęki” nawarstwia na zasadzie kontrastu, śliskie-
lśniące i matowe-przeźroczyste tkaniny: jedwab,
satynę i szyfon, które łączy z kawałkami
znalezionego kartonu, papą, drzewem, plastikowymi trzonkami,
jednorazowymi plastikowymi kubkami i kapslami, w przestrzennych
instalacjach bądź ściennych kompozycjach. Ich
trójwymiarowość bierze się także i z cieni,
kładących się na ścianie.
Internacjonalizm
artystyczny
W
1984 roku Robert Rauschenberg powołuje do życia projekt
„ROCI” („Rauschenberg Overseas Culture Interchange”), którego
realizację kończy w 1991 roku. „ROCI” to rodzaj światowego
tourne artystycznego przez 11 krajów: Meksyk, Chile, Wenezuelę,
Tybet, Chiny, Japonię, Kubę, ZSRR, NRD i Malajzję,
gdyż „na podstawie mojej wielostronnej i dalekosiężnej
współpracy mocno wierzę w to, że kontakty międzyludzkie
za pośrednictwem sztuki wyzwalają pokojowe siły
i są najmniej elitarnym sposobem, aby dzielić się
wyjątkowymi i codziennymi informacjami, które - mam nadzieję,
doprowadzą nas do wzajemnie twórczego zrozumienia”. Przy
pomocy zagranicznych kolegów po fachu Rauschenberg poznaje na
miejscu różnorodne tradycje, egzotyczne formy i techniki
sztuki. Z obrazami i obiektami, plonami tych spotkań i
doświadczeń, powraca następnie do danego kraju,
aby pokazać je w ramach wystawy. ROCI jest więc ogromnym
cyklem prac, rodzajem internacjonalistycznych „combine”. „Japońskie
relaksujące prace z glinki”, czyli wcierki na wypalanej
w wysokich temperaturach ceramice, „Ołtarze pokoju”,
nawiązujące do pogańsko-katolickiej obrzędowości
potomków indios w Meksyku i Chile, tybetański „Omen”, czyli
dwa ogniwa potężnego łańcucha, symbol chińskiej
okupacji, to tylko niektóre przykłady kombinatorskich możliwości
Rauschenberga. Równolegle do ROCI Rauschenberg tworzył
cykl „Gluts” („Nadmiar”), assemblage ze znalezionych przez niego
kawałków metalu, walających się po ulicach amerykańskich
miast resztek cywilizacji nadmiernej podaży. Na początku
lat dziewięćdziesiątych Rauschenberg odkrył
metal jako nośnik obrazów i wolnostojących „combine”.
W cyklach „Borealis”, „Biblijny rower”, „Urban Bourbons” i „Nocne
cienie” na metalowe płyty (ze stopu mosiądzu, brązu
i miedzi) bądź też z aluminium - nakładał
sztuczną, chemiczną patynę. Kontynuacją
interaktywnych „combine” z lat sześćdziesiątych
jest „Eco-Echo”, aluminiowy wiatrak pokryty sitodrukiem i akrylem,
napędzany elektrycznym motorem, oraz jedna z ostatnich
przestrzennych konstrukcji: trzyczęściowe aluminiowe
„Rafy” z 1995 roku - współczesna wersja „Echolotu”.
Powrót
do amerykańskiej Arkadii
W
ostatnich latach Rauschenberg odchodzi jakby od wolnostojących
„combine”, poświęcając całą swoją
uwagę nowym technikom malarskiego kombinowania. Od 1992
roku używa on bowiem kolorowej drukarki do digitalnych
wydruków robionych przez niego zdjęć. Ta technika
pozwala mu na odbijanie jasnych obrazów i świetlistych
kolorów na wielkoformatowych płachtach papieru, które pokrywa
sproszkowanymi pigmentami roślinnymi. Niewchłaniana
przez papier farba pozostaje na powierzchni papieru. Poszczególne
druki nanoszone następnie metodą wcierki, przy pomocy
wody i szpachli na papier, tworzą monumentalny kolaż,
jak w rozpoczętym w 1995 roku cyklu „Anagramy”, w którym
antyczne rzeźby i fragmenty fasad dostojnych świątyń
muz otoczone są banalnymi przedmiotami codzienności.
W ostatnich dwóch latach Rauschenberg technikę wcierki,
zwaną przez niego techniką „transferową”, przenosi
na freski, tworząc współczesne wersje starożytnego
malarstwa ściennego, swoisty „Powrót do Arkadii”, jak nazwany
jest muralistyczny cykl obrazów. Technicznie wytworzone ślady
przemijania, czyli odbite na mokrym gipsie laserowe wydruki
zdjęć, zafiksowane następnie grubą warstwą
wosku, unaoczniają żałosny stan antycznych fresków,
wśród których rozmieszczone są krzesła, żarówki,
zwierzęta, rowery, samochody, gazety i fotografie politycznych
i sportowych idoli. To wizualizacja amerykańskich, czyli
dziś już globalnych wartości w ulotnym świecie
dawnej uniwersalnej kultury.
Na
pytanie „Czego obawiasz się najbardziej”, zadane mu w 1986
roku na konferencji prasowej w Japonii, Robert Rauschenberg
odpowiedział: „Tego, że może wyczerpać mi
się świat”.
Tekst
© Urszula Usakowska-Wolff
Kwartalnik
ORO
Nr 1 (34) 1999
Robert
Rauschenberg
urodzony
jako Milton Ernest Rauschenberg 22 października 1925 roku
w Port Arthur, w stanie Texas. Od 1947 roku studiuje sztukę
w Instytucie Sztuki w Kansas City i w tym czasie zmienia swoje
imię na Roberta. W 1948 roku wyjeżdza do Francji,
gdzie przez 6 miesięcy kontynuuje studia na Akademie Julian
w Paryżu. Tam poznaje malarkę Susan Weil, która dwa
lata później zostaje jego żoną. Pod koniec 1948
roku zapisuje się wraz z nią na studia w Black Mountain
College w Północnej Karolinie, gdzie studiuje, z przerwami,
do 1952 roku. Rektorem tej uczelni jest Josef Albers, artysta
Bauhausu, który w czasach nazistowskich wyemigrował z Niemiec.
Tam poznaje min. Franza Kline, Willema de Kooniga, Cy Twomby,
a także kompozytora Johna Cage i tancerza Merce Cunninghama.
W 1950 roku przenosi się do Nowego Yorku i zapisuje się
na studia w Art Students League. Zarabia na życie jako
dekorator okien wystawowych, między innymi w domu towarowym
Tiffany. W 1951 roku rodzi się jego syn Christopher. W
tym samym roku rozstaje się z Susan Weil. W 1951 roku ma
pierwszą wystawę indywidualną w Galerii Betty
Parson, która reprezentuje min. Barnetta Newmana, Jacksona Pollocka
i Marka Rothko. W 1955 roku poznaje Jaspera Johnsa. W tym czasie
Rauschenberg współpracuje z Paul Taylor Dance Company i
z Merce Cunningham Dance Company, dla których projektuje scenografię
i kostiumy teatralne i z którymi wyjeżdża w 1964 roku
na tourne po USA i Europie. W 1959 roku poznaje galerzystę
Leo Castelli, który od tamtej pory będzie reprezentować
interesy Rauschenberga i Jaspera Johnsa. W 1964 roku otrzymuje
Grand Prix 32. Biennale w Wenecji za malarstwo. W 1966
wraz z Billy Klüverem i
innymi inżynierami powołuje do życia projekt
„Experiments in Art and technology” („E.A.T.”). W 1970
roku zakłada Fundację „Change”, której celem jest
pomoc dla artystów bez środków do życia. Od 1979 roku
współpracuje z teatrem muzycznym Trisha Brown Company.
W tym samym roku otrzymuje także nagrodę specjalną
Międzynarodowego Biennale Grafiki w Krakowie. W 1990 roku
zakłada „Fundację Roberta Rauschenberga”, której celem
jest popieranie badań naukowych, rozwoju oświaty i
problematyki ekologicznej, oraz pomoc dla ofiar głodu,
bezdomnych i artystów.
Tekst
© Urszula Usakowska-Wolff
Robert
Rauschenberg w artnet.com >>>