|
(dla Jonasza Kofty) Po
samotnych ulicach
chodzą
stare szlagiery
mają
blade uśmiechy
i
niemodne refreny
Odkurzone przeboje odkurzone futerka pogryzione
przez mole
a
w refrenach rozterka
Satyrycy samotni proszą
cicho o brawa
odkurzone
dowcipy
taka
smutna zabawa
Wciąż te same numery wciąż
ta sama rozterka
chodzą
smutni poeci
w
wyliniałych futerkach
Wyliniałe
ballady
cicho
skomlą o brawa
wciąż
ta sama historia
wciąż
ta smutna zabawa
W zadymionych kawiarniach siedzą
stare piosenki
mają
blade melodie
i
nieśmieszne już puenty
Satyrycy
samotni
pogryzieni
przez mole
wciąż
te same melodie
wciąż
te same niedole
Wciąż
ta sam historia
nasza
pieska fortuna
właśnie
pękło mi serce
Jest wiosna Ja
kosmykiem płomyka pragnę
ciebie dotykać wszędzie
niech
w gardziołku słowika
ta
muzyka się przędzie
niech
nam blisko ze sobą będzie
Jest wiosna
zmysły się budzą do życia pragniesz
we mnie zagościć wszędzie
niech
zamętem zieleni
twoje trwanie się mieni niech nam słodko ze sobą będzie Jest
wiosna zmysły się budzą do życia
Jest
wiosna żądze wychodzą z ukrycia
Ja
posłanie bliskości
pragnę
tobie wymościć wszędzie
niech
ten błękit chabrowy
nam
uderzy do głowy
niech
nam miękko ze sobą będzie
Jest wiosna zmysły się budzą do życia Jest
wiosna żądze wychodzą z ukrycia
Ty westchnieniem o świcie chcesz
się wpleść w moje bycie wszędzie
Ja
w pozłocie poranka
będę
twoja kochanka
niech
nam czule ze sobą będzie
Jest wiosna zmysły się budzą do życia Jest
wiosna żądze wychodzą z ukrycia
Nam
w szkarłacie piwonii
świat
się cały zapomni wszędzie
niech
te chmurki na niebie
nas
kołyszą do siebie
niech nam dobrze ze sobą będzie Jest wiosna zmysły się budzą do życia Jest wiosna żądze wychodzą z ukrycia
To grzech nie grzeszyć z tobą Ciebie mi całować wstydliwie myślą moją co błądzi po ustach i koniuszkiem języka ci za uszkiem pomykać dosłonością przenośni przewrotnej
w tę parną noc majową
sercem moim co stuka do rymu i opuszką paluszka po naskórku cię muskać metaforą pokusy zawrotnej
w tę parną noc majową
co gwiaździste nad nami wiruje i wilgotność spojrzenia na pieszczoty wymieniać w paraboli z uniesień i dymu
w tę parną noc majową
co o brzasku bieleją do pary i miękkością westchnienia cię na drobne rozmieniać w pajęczynie z pożądań i czarów
w tę parną noc majową
co o świcie nam zmysły zamąca i pośpiechem oddechu cię zagrzewać do grzechu poetyką iskrzącą od słońca
w tę parną noc majową
pocałunkiem co rosą się mieni i w objęciach wołacza na kołderkę się staczać falującej lirycznie zieleni
w
tę parną noc majową
Bądź moją muzą bądź Czy ja będę się z tobą miała jak ta lipka co listnie szumi czy ja będę do ciebie słała szeleszczące istne wydumy czy ja będę do ciebie bieżyć jak ta łąka co majem zakwita czy ja będę za ciebie się brała w rymowankach psotnych ukryta Bądź moją muzą bądź siądź na mym piórze siądź Czy ja będę do ciebie chciała jak ta mowa co tęsknie mrowi czy ja będę dla ciebie miała wymyślony podszept sowi czy ja będę do ciebie płynąć jak ta rzeka w rymy zaklęta czy ja będę dla ciebie się stroić jak ta zorza zazdrością muśnięta Bądź moją muzą bądź mąć moje myśli mąć Czy ja będę do ciebie drżała jak ta brzoza wiatrem przejęta czy ja będę do ciebie kukała jak kukułka w głoski ujęta czy ja będę się z tobą mierzyć na zamiary co w zdaniach się silą czy ja będę z tobą schodzić na te zwrotki co w ustach kwilą Bądź moją muzą bądź trąć moją struną trąć Czy ja będę się z tobą miała jak to życie co bystro przemyka czy ja będę dla ciebie grała jak zalotnie ulotna muzyka czy ja będę się z tobą biedzić w słów powolnych migotaniu czy ja będę ciebie wodzić na manowce rymowania Bądź moją muzą bądź siądź na mym piórze siądź
Kwietność Zasuszona konwalia w talii kwiatów mam dla Pana uczucie bez atu mam dla Pana uczucie gorące mam rumieńce kaczeńce i słońce Zatęsknię zatęsknię za Panem w melodii magnolii nad ranem Zapomniana stokrotka na trawniku mam dla Pana dotyków bez liku mam dla Pana dotyki na ławce mam zajączki pajączki dmuchawce Zapomnę zapomnę się z Panem w melodii magnolii nad ranem Migotliwa mięta w ogródku mam dla Pana spełnienia do skutku mam dla Pana spełnienie bez końca mam słowika skowronka zaskrońca Zasłucham zasłucham się z Panem w melodii magnolii nad ranem Rozpalona rezeda w kwiatów talii mam dla Pana kadzidło konwalii mam dla Pana kadzidła i drżenia mam księżyce słodycze marzenia Roztańczę roztańczę się z Panem w melodii magnolii nad ranem Rozbudzona lebioda za płotem mam dla Pana rozłąkę na potem mam dla Pana rozłąki i smutki mam chimery opery i nutki Obudzę obudzę się z Panem w
melodii magnolii nad ranem
Ściągawka z Leśmiana Wreszcie głos pana w słuchawce a za oknem wiatr goni latawce mokre liście parują nad ranem moje myśli się snują za panem mokre liście wieczorem się suszą moje zmysły bez pana się duszą Ślę więc do pana ściągawkę z Leśmiana zasuszoną konwalię lata strzęp mgięłkę ulotnych pachnideł jutrzenkowej różowości wdzięk Wiatr magnolią kołysze za oknem martwe kwiaty się trzęsą i mokną senne słowa o świcie się trudzą moje myśli bez pana się nudzą. zimne palce o brzasku drętwieją moje zmysły bez pana dawnieją Ślę więc do pan ściągawkę z Leśmiana zasuszoną konwalię lata strzęp mgiełkę ulotnych pachnideł jutrzenkowej różowości wdzięk Przebrzmiał głos pana w słuchawce a za oknem śnieg tonie w sadzawce drżące płatki znikają w kałuży moje życie bez pana się dłuży szare chmury na niebie się rodzą moje zmysły bez pana zawodzą Ślę więc do pana ściągawką z Leśmiana zasuszoną konwalię lata strzęp mgięłkę ulotnych pachnideł jutrzenkowej różowości wdzięk
Ach za późno na Ach za późno już za późno drogi panie na odloty na miłości na kochanie na spotkania w motelikach gdzieś po drodze na gorące pocałunki w samochodzie na olśnienia na pieszczoty i drżenia na rozłąki komplikacje wspomnienia Wprawdzie żal ogromny moje serce ściska że ust pana nie poczuję na mych ustach że nie muśnie pan wargami moich dłoni że w przyrodzie z panem nigdy nie utonę że się cieniem moim z panem nie podzielę że rozmienię pana tylko na marzenie Ach za późno już za późno drogi panie na westchnienia na spełnienia na kochanie na zachwyty w pensjonatach gdzieś w Europie na objęcia i zwierzenia na kanapie na powroty piękne słowa i cierpienia na dotyki tajemnice spojrzenia Wprawdzie smutek wielki serce moje toczy że się sobą nie zachłysną nasze oczy że nie muśnie pan policzkiem mojej twarzy że ze sobą nam nie może nic się zdarzyć że się ciepłem moim z panem nie podzielę że rozmienię pana tylko na natchnienie Tak za późno już za późno drogi panie na miłości na zazdrości na kochanie na spotkania po godzinach urzędowych na dyskretne kawalerki i alkowy na zaklęcia na czułości na czekanie na
rozwody wielkie sceny na rozstanie
Kiedy byłam mała kochałam Basię i Kasię do łóżeczka ze sobą je brałam i pod ławkę w klasie. Ale największy mój kochanek to był plastikowy Franek! Krasnalu czy ci nie żal? Krasnalu wracaj do lal! Kiedy byłam panną kochałam się w Janku całowałam usta jego przed domem na ganku. Zdradziłam mojego kochanka plastikowego Franka. Krasnalu czy ci nie żal? Krasnalu wracaj do lal! Kiedy byłam matką kochałam moje córki bawiłam się z nimi w ogródku i sadziłam ogórki. Zazdrościł im mój kochanek plastikowy Franek. Krasnalu czy ci nie żal? Krasnalu wracaj do lal! Kiedy byłam sama przez wszystkich zapomniana to mogłam chociaż w ogrodzie głaskać go po sztucznej brodzie. Jego wierne spojrzenie dawało mi ukojenie. Tak, jedyny mój kochanek to jest plastikowy Franek. Krasnalu, czy ci nie żal, że nie wróciłeś do lal?
Fotografie
© Manfred
Wolff
|