Sztuka
(p)o sztuce
Peter
Friese, kurator Nowego Muzeum Weserburg w Bremie, jest zwolennikiem
komparatystyki artystycznej. Porównuje i podsumowuje działania
i dokonania artystek i artystów z różnych krajów i różnych
pokoleń i dochodzi do odkrywczego wniosku, że “wybitna
sztuka nigdy nie pozostaje bez konsekwencji”.
W
1998 roku w macierzystym muzeum zorganizował wystawę
“Minimal-Maximal”, potwierdzającą jego słuszną
tezę, że korzenie sztuki artystycznego pokolenia, które
doszło do głosu w latach dziewięćdziesiątych,
czyli pokolenia tytułowych ”maksymalistów”, tkwią w
sztuce słynnych minimal-artystów, wśród których największe
konsekwencje dla sztuki ponieśli Carl
Andre, Dan Flavin, Donald Judd, Sol LeWitt i Robert Morris. Ich
minimalne dokonania były tak maksymalne, że w ich ślady
podążyli młodsi koledzy, dostosowując dzieła
Mistrzów do potrzeb nowych czasów, jak na przykład Piotr
Uklański, który na “Minimal-Maximal” pokazał multimedialną
instalację “Dance Floor”, połączenie słynnych
posadzkowych kafelków Carla Andre z neonową iluminacją
Dana Flavina. W podtytule Uklański żartobliwie wyjaśniał,
że "American Minimalism meets Saturday Night Fever".
Minimaksymalistyka
i sztukomparatystyka
Minimalny
maksymalizm (choć maksymalny minimalizm też brzmi dobrze)
Petera Friese cieszył się sporym powodzeniem: w 2001
roku wystawa pokazana została nawet w Muzum Sztuki Współczesnej
w japońskim Kyoto. Dla kuratora był to znak, że
jego komparatystyka artystyczna wychodzi na przeciw międzynarodowym
zapotrzebowaniom. Żeby im nie sprawić zawodu, dokonał
ostatnio nowego, zbiorowego porównawczego dzieła, tym razem
pod tytułem “Sztuka po sztuce”, bo “Sztuka dla sztuki” już
dawno temu została przez innych przerobiona. Co
obecnie i jeszcze do 3 listopada jest pokazane na drugim piętrze
czteropiętrowego Nowego Muzeum Weserburg w Bremie, musiało
być jakoś zatytułowane: po niemiecku nazywa się
to “Kunst nach Kunst” i utrudnia grę słówek, chyba żeby
powiedzieć “Kunst (n)ach Kunst!”, co po polsku powoduje westchnienie
„Sztuka, ach sztuka!” Polski przekład daje więcej słowotwórczych
możliwości. Po opuszczeniu (p) mamy więc tytuł
“Sztuka o sztuce”, co jak najbardziej zgodne jest z duchem wystawy,
sprawiającej zamierzone chyba przez kuratora wrażenie,
że i tym razem “wybitna sztuka nie pozostaje bez konsekwencji”,
bo nic z niczego się nie bierze i wszystko już było,
a więc skoro i tak znamy, to czemu by nie obejrzeć jeszcze
raz? Od czasu, kiedy Marcel Duchamp, którego duch wiecznie żywy
i coraz szybciej krąży nie tylko po Europie, a na pewno
po głowach (pra)wnucząt po fachu wielkiego szachisty,
domalował Mona Lizie wąsy zaś porcelanowy przedmiot
do oddawania moczu mianował nie bez powodu “Fontanną”,
sprawa domalowywania, wymazywania, naśladowania, parodiowania,
cytownia, negownia i oddawania płynów fizjologicznych niekoniecznie
do urynału, a nawet na własne dzieła w celu “umoczenia”
Mistrzów”, odgrywa w historii sztuki drugiej połowy dwudziestego
wieku po dzień dzisiejszy sztukotwórczą rolę. Widać
to na własne oczy w Bremie.
Tak
samo raczej zawsze inaczej
Wystawa
„Sztuka po sztuce” dodaje otuchy, bo pokazuje, że wszystko
już wprawdzie było, ale za każdym razem jest inaczej
i że źle by było, gdyby wybitnych artystów nie
było, bo wtedy ich następcy być może nie byli
by tacy twórczy. „Sztuka po sztuce” gromadzi dzieła 38 artystów
i zaledwie 4 artystek, bo być może artystki mniej wybitnie
kontynuują albo też mogą samoistnie zaistnieć
bez potrzeby rozprawienia się z wybitnymi artystycznymi wzorcami.
Może im to zwisa, bo z lubością przyprawiają
sobie penisa, co widać poniżej pasa Lyndy Benglis (ur.
1941) i jej kontynuatorki Kirsten Stoltmann, która przyszła
na świat 27 lat później. Natomiast artysta, żeby
stać się autonomicznym twórcą, musi dokonać
symbolicznego, freudowskiego ojcobójstwa. Tak więc w 1953
roku Robert Rauschenberg udał się do Willema de Kooniga,
ojca amerykańskiego abstrakcyjnego ekspresjonizmu i poprosił
go o rysunek, który następnie przez cztery tygodnie wymazywał
pod tytułem “Erased de Koonig Drawing”, co zajęło
mu cztery tygodnie i zużyło osiem gumek, bo w przeciwieństwie
do gumek de Koonig dzielnie się trzymał papieru. Szybciej,
bo na komputerze, Kooniga według Rauschenberga prawie doszczętnie
wymazał białorusko-amerykański artysta George Pusenkoff
(ur. 1953), co widać na jego płótnie „Twice erased drawing
de Koonig” z 1997 - era komputera wszystko zaciera. Dużym
polem do negowania mistrzowskiego działania jest Jackson
Pollock, zwolennik wielkich formatów i zamaszystych malarskich
gestów. Z jego „action i drip painting” najbardziej radykalnie
rozprawił się Andy Warhol w serii „Oxidation Paintings”,
sikając na pokryte miedzianą powłoką płótna,
w których dziś już nic, poza anekdotą nie przypomina,
że ich tajemnicze wzorki spowodowała uryna. Dobrotliwiej
Pollocka potraktował Polak Piotr Uklański (ur. 1968),
uwieczniając jego dzieło w dziele „Untitled” a jednak
w nawiasie po tytułem „Purple pencil shaving”, czyli na dużym
obrazie z kolorowych wiorków temperowanych ołówków pod plexi
i w hiszpańskich, cedrowych ramach. Poszanowanie międzynarodowych
wartości mamy widocznie genetycznie zakodowane.
Bolesne
dąsy i różowe wąsy
Niemcy
natomiast nie szanują niczego i nikogo, naśmiewają
się z patosu wybitnych narodowo-międzynarodowych twórców
rynkowych, domalowują ich dziełom wąsy i topią
ich w landrynkowym kolorze. Tajemnicza artystka pod pseudonimem
Susi Pop, o której dokładnie nie wiadomo niczego, poza tym,
że pokazuje się jej obrazy, ale nigdy twarzy, poddaje
w wątpliwość szlachetne intencje Gerharda Richtera,
twórcy znanego cyklu „18 październik 1977”, w którym jakby
się trochę solidaryzował z Frakcją Armii Czerwonej
i jej czołowymi postaciami: Ulriką Meinhof i Andreasem
Baaderem. Owego dnia w więzieniu Stammheim popełnili
oni samobójstwo, co sprawiło, że artysta postanowił
swych bolesnych dzieł nigdy i za żadną cenę
nie sprzedać. W 1995 roku zmienił jednak zdanie, kiedy
nowojorski kolekcjoner zaproponował mu nie podaną dokładnie,
ale wielomilionową, dolarową sumę. Jego zrobionych
na szaro terrorystów Susi Pop przemalowała na różowo
i domalowała Ulrice Meinhof wąsy w 15 częściowym
cyklu obrazów pod tym samym tytułem z 2001 roku. Na
rynku sztuki wszystko jest na sprzedaż, pod warunkiem, że
zgadza się cena.
Sztuka
dla prostego człowieka
Żeby
nie było wątpliwości, że każde nowe pokolenie
artystyczne na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu
lat traktuje dzieła poprzedników jako ready made pod własne
dzieła, kurator „Sztuki po sztuce” zadbał o to, żeby
zobaczyć tam można było kącik ready made.
Żeby nie było żadnych wątpliwości, że
jest to kącik ready made, jego twórca, John Armleder (ur.
1948) tak go też nazwał w nawiasie „Dont’t do it! (Ready
mades of the 20th Century, 1997/2000). Wprawdzie
w tytule szwajcarski artysta nawołuje “Nie rób tego”, a jednak
sam zrobił dużo dobrego, bo, jak napisał jeden
z recenzetów wystawy, jest to małe Museum of Modern Art dla
prostego człowieka, bez potrzeby kosztownej podróży
do Nowego Yorku. I jeżeli prosty człowiek, podziwiający
ready made Armledera, rozpozna tam urynał, koło rowerowe,
pudełko proszku do prania, wannę, suszarkę do butelek
i inne znane gotowce i przypisze je do właściwego twórcy,
może nawet wygrać starannie przez austriackiego artystę
Heimo Zoberinga (ur. 1958) graficznie opracowany katalog posztucznej
wystawy. Trzeba się więc wybrać do Bremy, do tam
ready made jest do wyboru i do koloru i w każdym wymiarze.
Jako
żywa bo prawdziwa
Tylko
jeden artysta, pokazujący „Sztukę po sztuce” nie jest
tradycyjnym, choć po(d)ważającym tradycję,
rękodzielnikiem w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Holger Bär (ur. 1962) z Wuppertalu jawi się jako twórca najbardziej
na a nie po czasie, bo własnymi rękoma skonstruował
maszynkę do malowania. W jego skomputeryzowanym warsztacie
malarskim zamówić można każdy motyw w oleju na
płótnie: począwszy od słynnych twarzy Warhola,
poprzez własną twarz, skończywszy na przysłowiowym
jeleniu i Dianie na łabędziu. Niepowtarzalny obraz made
in Bär Factory. To jest dopiero sztuka prawdziwa! Ach, (b)o sztuka
jak żywa!
Text
© Urszula
Usakowska-Wolff
Raster
Nr 90, 14.10.2002
Kunst
nach Kunst
18.08.-
3.11.2002
Neues
Museum Weserburg Bremen
Uczestnicy
i uczestniczki wystawy:
Carl
Andre (USA), John Armleder (CH), Art & Language (GB/USA),
Holger Bär (D), John Baldessari (USA), Lynda Benglis (USA), Jimmie
Durham (USA), Rodney Graham (CAN), Gail Hastings (AU), General
Idea (CAN), Robert Indiana (USA), Donald Judd (USA), John Isaacs
(GB), Martin Kippenberger (D), Rachel Lachowicz (USA), John Latham
(GB), Bertrand Lavier (F), Sol LeWitt (USA), Thomas Locher (D),
Michel Majerus (D), Paul McCarthy (USA), Jonathan Monk (GB), Olaf
Nicolai (D), Albert Oehlen (D), Sigmar Polke (D), Jackson Pollock
(USA), Susi Pop (D), George Pusenkoff (D/RUSS), Robert Rauschenberg
(USA), Daniel Richter (D), Bob & Roberta Smith (GB), C. Schneyder
(D/USA), Kirsten Stoltmann (USA), Sturtevant (USA), Yuji Takeoka
(J), Tony Tasset (USA), Imants Tillers (AU), Piotr Uklanski (PL),
Andy Warhol (USA), Johannes Wohnseifer (D), Peter Zimmermann (D),
Heimo Zobernig (A)
|
|