Walino w akwarium

Miasto, znane dziś jako Wolfsburg, liczące obecnie nieco ponad 120 tysięcy mieszkańców, powstało 63 lata temu w szczerym polu niedaleko wioski Fallersleben w Dolnej Saksonii i zamieszkałe było wówczas przez niespełna 1200 ludzi. Z woli führera Adolfa Hitlera rozpoczęto tam w 1938 roku wielką budowę narodowego socjalizmu: zakłady produkujące Kraft durch Freude-Wagen: Samochód Siły przez Radość, czyli auto dla każdego Niemca, zwane w skrócie KDF. Wynalazcą radosnego pojazdu był Ferdinand Porsche, którego nazwisko zdobi obecnie główny deptak Wolfsburga. Ale zanim pierwszy KDF opuścił taśmę montażową, produkcja została przestawiona na zbrojenia, a nowe miasto radosnej siły stało się gigantycznym obozem pracy, do którego zawleczono 13 tysięcy robotników przymusowych z całej Europy. Po wojnie KDF przemianowano na Volkswagena (samochód ludowy), a miasto Siły przez Radość przy Fallersleben przyjęło nazwę Wolfsburga - od starannie odrestaurowanego, położonego dziś w rozległym parku nieopodal centrum, Wilczego Zamku z XVI wieku. Stara kultura zaczęła trafiać do młodego miasta, gdyż pierwszy, powojenny dyrektor fabryki Volkswagena, Heinrich Nordhoff, był człowiekiem, o szerokich zainteresowaniach i ambicjach muzycznych i artystycznych. Sprowadzał nie tylko wybitne międzynarodowe orkiestry symfoniczne do miasta przy granicy zony wschodniej, ale od początku lat pięćdziesiątych zorganizował szereg wystaw sztuki w zakładach Volkswagena i we wzniesionej w 1958 roku hali miejskiej: oglądać tam można było obrazy Franza Marca, Wilhelma Leibla, Albrechta Dürera, Lovisa Corintha i Vincenta van Gogha, które były nie tylko sensacją lokalną, ale wywoływały zazdrość dyrektorów muzeów w Brunszwiku, Hanowerze, Hamburgu, Bremie, Kassel i Berlinie. Mariaż wielkich pieniędzy z estetycznymi zamiłowaniami samochodowych menadżerów zaowocował również i w architekturze: w 1962 roku zakłady VW zafundowały miastu Centrum Kultury, którego autorem był wybitny Fin Alvaro Aalto, a w 1973 roku Hans Scharoun, projektant słynnego gmachu Filharmonii Berlińskiej, wybudował tu teatr. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze tylko muzeum z prawdziwego zdarzenia. Dlatego też w 1987 roku Carl H. Hahn, ówczesny przewodniczący rady nadzorczej automobilowego koncernu, powołał do życia fundację sztuki Volkswagena, której zadaniem była budowa takiego właśnie muzeum. A ponieważ widocznie tak jest, że szczęśliwi zawsze mają szczęście, do kasy fundacji już wkrótce wpłynęły wielkie pieniądze: 360 mln marek, zapisanych jej pośmiertnie przez małżonków Astę i Christiana Hollera, którzy wzbogacili się jako właściciele Towarzystwa Ubezpieczeniowego Volkswagena. Zgodnie z ich wolą, 40% odsetek od ich majątku co roku zasila fundację sztuki VW, zaś pozostałe 60% podzielone jest po równo między niemieckie wioski SOS i sanatorium dla dzieci chorych na płuca w Szwajcarii. Jak widać, bogactwo i sumienie nie zawsze muszą stać w sprzeczności. Poza Muzeum Sztuki, o którym poniżej, koncern Volkswagena zbudował sobie w ubiegłym roku za 800 milionów marek rozrywkowy park szklanych domów w służbie samochodów, pod nazwą "Auto-Stadt" (Auto-Miasta) z muzeum automobili, czyli "Zeit-Haus" (Dom Czasu), a wokół niego pawilony markowych wozów tego koncernu, do którego należą: VW, Skoda, Audi, Lamborghini i Bentley. W Auto-Mieście znajdują się także: gmach forum koncernu, centrum klientów, wielka wieża samochodowa oraz hotel Ritz-Carloton, wznoszące się wśród sztucznych wysepek, lagun i jeziorek. Przy znacznym udziale Volkswagena, w Wolfsburgu budowany jest właśnie przez słynną, mieszkającą w Londynie, iracką architektkę Zahę Hadid, wielkie Centrum Naukowe, nazwane z angielska "Science Center." Koszty najnowszej architektonicznej konstrukcji słynnej dekontruktywistki, która ma rozsławić jeszcze bardziej imię Wolfsburga - siedziby automobilowego potentata - w świecie, planowane są na 112 milionów marek, a prestiżowa budowa zakończona zostanie za dwa lata.

Urszula Usakowska-Wolff: Darmowa informacja, 2004.  © Urszula Usakowska-Wolff

Różowy wieloryb firmowy

Natomiast już od połowy 1994 roku nad rozległym placem centrum handlowego Wolfsburga wznosi, a właściwie unosi i rozpościera się niezwykły przeźroczysty gmach ze stali i szkła, wybudowany na podziemnym garażu: muzeum sztuki jako symbioza samochodowej bazy i artystycznej nadbudowy. Nad wejściem do muzeum dominuje ogromny dach, jak zwiewny baldachim podtrzymywany przez 18-metrowe wysmukłe kolumny. Wzrok stojących przed budynkiem przyciąga rotunda, miękko wkomponowana w surowe prostokątne kształty oraz fantazyjne schody, prowadzące do dostępnej nie tylko dla zwiedzających restauracji-bistra. O ile fasada muzeum kokietuje różnorodnością geometrycznych form, o tyle architektura jego wnętrz podporządkowana jest zasadom funkcjonalności: powierzchnia wystawowa to 3500 metrów kwadratowych, podzielonych na dwa piętra, gdzie biel ścian przerywana jest wyrafinowaną, ale dyskretną konstrukcją okien ze stalowej siatki, kręconymi metalowymi schodkami oraz parkietami w kolorze naturalnego drewna. Cudem nowoczesnej techniki jest dach ze szklanych płytek, przez który sączy się północne światło, tak że tylko w bardzo niesprzyjających warunkach atmosferycznych musi być ono uzupełniane sztucznym oświetleniem. Pomieszczenia wystawowe zgrupowane są wokół kwadratowego środka o wymiarach 40 x 40 metrów. Na parterze ta piazza może być dowolnie zmieniana przy pomocy ruchomych ścianek, w zależności od potrzeb konkretnych wystaw. Muzeum Sztuki w Wolfsburgu stało się przepustką do dalszej kariery hamburskich architektów Schweger & Partner, którzy w 1991 roku wygrali konkurs na budowę i w ciągu trzech lat wznieśli tę prywatną, supernowoczesną świątynię muz. Koszty budowy pochłonęły 70 mln marek, w których partycypowali zarówno fundacja sztuki Volkswagena, a także i miasto Wolfsburg, udostępniając nieodpłatnie grunt pod budowę muzeum oraz przekazując ponadto 5 mln marek z kasy miejskiej. Muzeum Sztuki w Wolfsburgu zatrudnia ponad 40 osób, łącznie z pracownikami sklepu muzealnego, w którym można kupić artystyczne gadżety z charakterystycznym logo muzeum: różowym wielorybem Walino w rozplątanym labiryncie liter. Muzeum Sztuki w Wolfsburgu pokazuje i kolekcjonuje sztukę światowej, najchętniej taką, która powstała po 1968 roku.

Stary i nowy gwiazdozbiór anglonarodowy

A ponieważ językiem dzisiejszej sztuki jest anglo-amerykański, kolekcja ta nazwana została "Tuning Up." Ze stałych zbiorów obejrzeć można na codzień pochodzącego z 1988 roku "Bear and Policeman" (Misia i policjanta) Jeffa Koonsa, ponadto zespół trzech aluminiowych odlewów "Grosse Geister" (Wielkie duchy) Thomasa Schütte z lat 1996, 1997 i 2000 oraz "Andy Warhol Robot" (Robota Andy Warhola) Nam June Paika z 1994 roku, ustawione w hali wejściowej muzeum. Dwie wielkie sale na pierwszym piętrze przeznaczone są na stałą ekspozycję Anselma Kiefera (stos jego obrazów z lat 1971-1991 pod tytułem "20 lat samotności" i wielkie malowidło "The secret life of plantes -Tajemne życie roślin" z 1998 roku) i Mario Merza ("Objekt Cache-Toi z 1968, "Igloo Fibonacci" z 1970, "Tavolo" z 1976 i "Leone di Montagna" z 1981 roku). Z dziełami czterdziestu artystów, zajmujących eksponowane miejsca w międzynarowowym rankingu sztuki (wśród których są tylko trzy artystki: Rebecca Horn, Elisabeth Peyton i Cindy Sherman) można zapoznać się na okresowych wystawach z cyklu "Tunig up" i "Update." Przeglądem nabytych do 1999 roku dzieł jest 450-stronicowy katalog "Kunstmuseum Wolfsburg. Gesammelte Werke 1. zeitgenössische Kunst seit 1968." Do końca sierpnia Muzeum Sztuki w Wolfsburgu prezentowało na wystawie "Update#3" swoje najnowsze nabytki, będące pokłosiem zorganizowanej tam na przełomie 1999/2000 roku głośnej wystawy młodej sztuki niemieckiej "German Open", mającej wykreować, na wzór brytyjski, Young German Art. Dzięki temu do wolfsburskich zbiorów trafiły ostatnio dzieła młodych german-open-artystów: Franza Ackermanna, Christiana Jankowskiego, Michela Majerusa, Manfreda Pernice, Daniela Pflumma i Tobiasa Rehbergera. Na trwającej obecnie wystawie "The Dark" (Doug Aitken, Nobuyoshi Araki, Richard Billingham, Christian Boltanski, Peter Fischli/David Weiss, Gilbert & George, Douglas Gordon, Bruce Nauman, Thomas Schütte, Cindy Sherman, Jeff Wall i Luc Tuymans) nie udało się pokazać niestety zapowiadanej jako wielką atrakcję słynnej instalacji Dinosa i Jake'a Chapmana "Hell." Jej właściciel, główny kreator Young Brit Art, czyli potentat reklamowy Charles Saatchi, postawił warunki finansowe, niemożliwe do spełnienia nawet dla nie narzekającego na brak funduszy wolfsburskiego muzeum. W międzynarodowym obiegu sztuki warunki zaczynają bowiem dyktować coraz częściej prywatni kolekcjonerzy, wykreowani przez renomowane muzea (Muzeum Sztuki w Wolfsburgu jako jedne z pierwszych pokazało na przełomie lat 1996/97 wystawę "Full House. Young British Art"), które chętnie udzielały im swoich pomieszczeń do ekspozycji sensacyjno-apokaliptycznych show i w ten sposób windowały cenę kolekcji i prestiż prywatnych kolekcjonerów. W świecie wystawowym zaczynają obecnie obowiązywać reguły świata medialnego: liczą się przede wszystkim eventy, gwarantujące kwotę, czyli najwyższą oglądalność nie zawsze najwyższej jakości, ale z dopływem masowej publiczności.

Przemoc wciąż hasa poniżej pasa

Bez "Piekła" zawodników z drużyny Saatchi (prace innych brit-artystów, Damiena Hirsta, Gary Hume'a i Richarda Billinghama szczęśliwym zrządzeniem losu muzeum w Wolfsburgu w porę zakupiło), wystawa "The Dark" nie może liczyć na względy masy, choć nie brak jej klasy, mimo że chwilami sprawia wrażenie usilnego podporządkowania wymogom tytułowej "mroczności." Wzmacniają ją wizualnie pomalowane na czarno ściany i koje, w których na okrągło migocą różne kolorowe (Aitkena) i biało-czarne (Boltanskiego i Gordona) wideoinstalacje. To jasne, że młodsi i starsi artyści i jedna pokazywana teraz w Wolfsburgu (a także w Bremie i Bielefeldzie) artystka Cindy Sherman zajmują się mrokami egzystencji, ale trudno doszukać się mrocznych związków między wyrafinowanymi zdjęciami jak najbardziej realnych, spętanych Japonek tokijskiego fotoartysty Nobuyoshi Araki i na przykład "Wielkimi Duchami" Thomasa Schütte, które przypominają raczej bezduszne, zimno lśniące roboty. Japonki podobno chętnie dają się pętać, bo ożywione są kulturalnym duchem epoki edo, w przeciwieństwie do kobiecych tworów, czyli bellemerowskich lalek Cindy Sherman, które są mimowolnymi, wiecznymi ofiarami męskiej przemocy. Jedni przemoc zadają sobie świadomie sami, co widać na pomrocznych zdjęciach klasyków Gilberta & Georga z lat siedemdziesiątych; inni nieświadomie są własnymi ofiarami, jak na obrazkach z życia alkoholicznej rodziony Billinghama z połowy lat dziewięćdziesiątych. Ulubione, otwarte części ciała, w których ludzie zadają sobie gwałt, leżą jednak zawsze poniżej i powyżej pasa; przy ich pomocy i przemocy osobnicy i osobniczki wiecznie czegoś lub kogoś nadużywają, penetrują i postponują. Nasze życie to spowolnione przez Douglasa Gordona, permanentne 24 godziny Psycho, trwające w rzeczywistości, jak w filmie Hitchcocka, zaledwie przez 90 minut, z czego na szczęście nie zdajemy sobie sprawy, bo nie musimy go oglądać i przeżywać przy zdrowych zmysłach na okrągło prze całą dobę. Wiadomo, że życie to nie je bajka, to je bitwa. Ale ponieważ krwawej bitwy braci Chapmanów w Wolfsburgu nie udało się niestety obejrzeć, można bez obawy poruszać się po mrocznych, klimatyzowanych i dobrze strzeżonych salach gościnnego muzeum i cieszyć się, że znowu spotkało się starych znajomych i jedną starą znajomą w średnim wieku, którzy od lat w różnych międzynarodowych salonach sztuki poruszają się i publiczność estetyczną perfekcją mroków egzystencji.

Tekst © Urszula Usakowska-Wolff

Raster Nr 39/ 2001


The Dark: Update#4

Do 7.10.2001

Kunstmuseum Wolfsburg


Porschestr. 53

D-38440 Wolfsburg

Godziny otwarcia: środa - sobota 11.00 - 18.00; wtorek 11.00 - 20.00;

poniedziałek nieczynne.

http://www.kunstmuseum-wolfsburg.de


http://www.stadt.wolfsburg.de/


do strony glównej
do wystawy "German Open" w Muzeum Sztuki w Wolfsburgu, 1999/2000